Chotzä: „Nie zamierzamy śpiewać tylko o świecach i Szatanie, bo to jest kurewsko nudne…”

Samą Chotzę poznałem dzięki Łysemu, który na Brutalu (przy alko, a jakże!) głośno i chętnie wychwalał ten szwajcarski hord. Gdy nieco później sam przemieliłem masę razy ich drugi długograj, „Bärner Bläck Metal Terror” zdecydowałem, że fajnie, by było pogadać nieco z nimi. Na same odpowiedzi naczekałem się… w chuj długo ale było warto, co sami możecie sprawdzić w poniższej lekturze.

B: Hails! Na wstępie muszę przyznać, ze to dość unikalne usłyszeć w black metalu język szwajcarski, tutaj w Berneńskim dialekcie. Wcześniej to się chyba nie zdarzyło, co uważam za całkiem zajebistą rzecz.

Szivilizs: Siemano. Sorry za opóźnienie, ale masa rzeczy działa się ostatnio w Bernie (pytania do bandu poleciały na początku grudnia. Dop. Bart). Dzięki, miło słyszeć, że nasz język komuś pasuje i tak, tez uważamy, ze jest wyjątkowy.

 

B: Trzeba przyznać, że sporo macie pozytywnych recenzji i opinii. Odzew na drugi album szczególnie był całkiem niezły

Szivilizs: Tak, również uważam, że drugi długograj, „Bärner Bläck Metal Terror”, spotkałem się z ciepłym przyjęciem ale niestety to, co robimy w black metalu nie do końca wywołało też pozytywne reakcje. Szczególnie w Szwajcarii ujawniła się masa ludzi z potężnymi kijami w dupie, którzy będąc zazdrosnymi próbują jakoś nam zaszkodzić, nadszarpnąć wizerunek ale na swój sposób jest to normalne i dajemy sobie z tym radę.

B: A co możecie powiedzieć więcej o początkach Chotzy ? Czytałem, że to rozpoczęło życie, jako poboczny projekt, ale jak już przywaliliście takim solidnym, drugim długograjem to można chyba stwierdzić, że z projektu stało się to kapelą pełną gębą… chyba, że się mylę.

Cpt. Cunt: To wszystko zaczęło się parę lat temu. Szivilisz i inny wokalista założyli garażowy band, który grał 3 kawałki z naszego debiutu. W tym samym czasie zasiliłem szeregi True Incest, w którym także działał Szivilisz. Postanowiliśmy więc współpracować i pchnąć do przodu Chotzę wraz z nowymi bębnami i nowymi kawałkami Szivilizsa. Kiedy Gruäbähund zasilił nasze szeregi mogliśmy w końcu osiągnąć takie brzmienie, jakie mamy obecnie. W mojej opinii, to najlepszy muzyk w naszym brudnym, wiecznie najebanym hordzie. Po jeszcze kilku niewielkich zmianach doszliśmy w końcu do miejsca, w którym jesteśmy obecnie.

B: To trochę zabawne, gdy ludzie jarają się tym, że nazwa Chotzä brzmi tak black metalowo, gdy tak naprawdę właściwe znaczenie tego słowa jest dość trywialne, heheh.

Szivilizs: Owszem, brzmi trywialnie ale czy powód do wybranie właśnie takiej nazwy był równie trywialny? Nie! Nie zamierzam jednak tego rozwijać, z uwagi na fakt, iż jest to dość prywatna sprawa. System jest jednak prosty: robiąc muzykę o własnych wewnętrznych odczuciach, wybierz nazwę, z którą czujesz się najlepiej.

B: Musze przyznać, że okładka do „Bärner Bläck Metal Terror” jest świetna. Z początku myślałem, że to jakaś wariacja odnośnie jednego z obrazów Goi, ale ku mojemu zaskoczeniu sportretowany na niej jest Chindlifrässer, potwór z lokalnych legend (jak również posąg w Bern). Kto wyszedł z takim pomysł i kto odpowiada za wykonanie?

Szivilizs: To był mój pomysł ponieważ chciałem coś, co by reprezentował Bern. Zaś, co do okładki, to jest to dzieło JDW Death my only Friend Artworks. Jestem naprawdę zadowolony z jego prac, i zdradzę, że zajmuje się on ilustracjami na nadchodzące wydania od Chotzä. Poniżej dzielę się linkiem do jego prac.

https://www.facebook.com/search/top/?q=jdw%20death%20my%20only%20friend%20artworks

B: A jak przebiegał proces nagrywania płyty? Gładko, czy raczej rodziło się to w bólach.

Szivilizs: Najpierw rozpocząłem komponowanie kilku kawałków i nagrałem parę demówek. Druga tura demówek została nagrana wespół z naszym bębniarzem, wtedy też zaczęliśmy ogrywać kawałki bezpośrednio na płytę. Mieliśmy trochę problemów, ponieważ typ odpowiedzialny za nagrywanie odwalił naprawdę chujową robotę. Dlatego też nagraliśmy album ponownie, rok później, we własnym zakresie z drobną pomocą przyjaciół i była to właściwa decyzja! Po raz kolejny nauczyliśmy się… DYI!!!

B: To jak już mówimy o nagraniach, kiedy można spodziewać się czegoś nowego od Chotzä?

Szivilizs: Wkrótce! Na ten rok planujemy splita, jak również pracujemy nad trzecim pełnowymiarowym albumem!

Raven: Będzie bardziej technicznie i melancholijnie ale w nieco inny sposób. Wciąż należy oczekiwać brudu i brutalności.

B: Interesującym jest, że utwory na „Bärner Bläck Metal Terror” nie są typowo o Szatanie czy o innych podobnych, wesołych rzeczach ale o Waszym mieście. To miał być swoisty trybut czy może chcieliście opowiedzieć po prostu kilka historii?

Szivilizs: Cóż, nasz język jest na tyle specyficzny, że nie znajdziesz go w żadnym translatorze na necie, czy czymś w tym stylu. Teksty dotykają kwestii różnorakich: jest coś o Bernie(Chindlifrässer), trochę też o Szatanie (Drumhuldigämiramleid), który to kawałek jest naszym trybutem dla Czarnego Władcy! Jest też coś opisującego prywatne przeżycia (Schizophrenia). Przedstawiamy nieco odmienny punkt widzenia. Nie zamierzamy śpiewać tylko o Szatanie i świecach, bo to jest kurewsko nudne. Lepszym jest kreowania chorobliwej atmosfery opisując indywidualne fantazje lub życie lokalne. Nie opowiadasz przecież o jedzeniu kanapek, gdy sam właśnie bierzesz gryza, czyż nie?

Näbugring: Przekazywanie historii w tekstach utworów jest dla nas ważne. Nasz preferencje do posługiwania się Bärndütsch (naszym regionalnym dialektem) pozwalają nam pisać teksty, które całkiem nieźle kreują atmosferę. Ten melancholijny, a jednocześnie nienawistny sznyt funkcjonuje całkiem nieźle w zestawieniu z naszym językiem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to taka „zabawa” – jednakże nie do końca.

B: Po prawdzie, czujecie się już pełnowymiarową częścią szwajcarskiej sceny? Myślę, że można spokojnie powiedzieć, że Chotzä nie jest już małym, nieznanym projektem.

Szivilizs: Pffff.. Cenię niektóre kapele i ludzi z tej „sceny” ale szczerze mówiąc, mam to gdzieś i po prostu robię swoje. Trzeba po prostu być sobą i robić swoje!

Raven: Czujemy i zamierzamy prowadzić aktywną ekspansję poza ten kraj.

B: Musze przyznać, że riffy sieką hardo i intensywnie. Po prostu chce się słuchać. No i te partie klawesynu, to brzmi po prostu rewelacyjnie. Świetnym był pomysł, by w tego typu muzie użyć takiego instrumentu!

Szivilizs: Dzięki. Zawsze staram się wymyślić jakieś godne zapamiętana riffy i nie ograniczać się tylko do standardowego łupania. Gruäbähung odwalił przede wszystkim kawał kapitalnej roboty w najbardziej wymyślnych częściach utworów. No i osobiście również bardzo podobają mi się te partie klawesynu.

B: Zauważyłem, że intro do „Jammergschtautä” jest nieco podobne do intra w kawałku Carpathian Forests „Everyday I Must Suffer”. Przypadek?

Szivilizs: Nie, na pewno nie. Nie ten rytm i chyba tylko jeden dźwięk jest podobny. Ale generalnie Carpathian Forest był dla mnie dużą inspiracją. Gdy grasz taką muzę, jak my to zawsze jest ryzyko, że brzmi podobnie do kogoś (nawet jak wymyślisz coś swojego) Szczególnie kiedy riff sprowadza się do 02 02 02 02 02 etc. Zamysł był stworzenia bluesowego kawałka bez uciekania się do blueasowych aranżacji poza rytmem. Jest to w sumie przynajmniej rock n roll.

Raven: Nie sądzę. Słuchałem tego kawałka masę razy i… nie. Ale Chotzä w swoich kompozycjach ma definitywne piętno Carpathian Forest.

B: Wasze nagrania są dostępne nie tylko na CD ale także na kasetach i winylach. Obecnie można mówić, że podziemie tchnęło ponownie życie w kasetowy nośnik. Kolekcjonujecie je, wraz z winylami?

Szivilizs: Nie, nie jestem kolekcjonerem ale lubię wszystkie nośniki. Często sam oddaję niektóre nagrania znajomym, którzy mają pasję zbieractwa. Odnalazłem swój własny styl muzyki, jak również mam albumy zespołów, które mnie zainspirowały. Nie ma dla mnie nic więcej do odkrycia w Black Metalu.

Raven: Nie. Jednakże uważam, że kasety i winyle oddają świetnie wydźwięk tego prawdziwego ducha black metalu dlatego ludzie tak to lubią. Z drugiej strony jest sporo nadętych kutasów, którzy kupują masę albumów, przesłuchają to wszystko po razie, w sumie nawet nie bardzo im się to będzie podobać ale przed innymi będą szpanować: „Patrzcie na moją wielką kolekcję blackowych winyli, huhu. Jestem prawdziwym fanem blacku, huhu”. Otóż, kurwa nie jesteś.

B: Chotzä ma już swój debiut sceniczny za sobą, przy czym graliście nawet na Under The Black Sun Festival w zeszłym roku, a nawet dzieliliście scenę wespół z URN. Godne pochwały. Macie jakieś już plany koncertowe na najbliższy czas?

Szivilizs: O tak, UTBS było świetną okazją do zagrania… z potężnym kacem na koniec ale było warto, hehehe. Kapitalne było tam nagłośnienie. Naprawdę ciężko znaleźć jest miejsce, gdzie nagłośnieniowiec zna się na rzeczy. Jako, że jesteśmy z podziemia i dajemy raczej małe koncerty, to niestety często brzmią one gorzej niż nasze własne próby. A co do występów, to mamy parę imprez zaplanowanych na 2018 r.

Raven: Zajebistym było zagrać tyle koncertów zeszłego roku. Każdy z nich był kapitalnym i głębokim przeżyciem dla mnie. Zaś na ten rok planujemy kopać dupsko równie intensywnie ale bardziej za granicą i mam nadzieję, przed szerszą publiką.

B: Podczas ostatnich moich rozmów wypłynął temat, iż współcześnie problemem robi się coraz większa grupa ludzi, którzy chcą, by metal był „przyjazny”, także w brzmieniu jednakże widząc takie kapele, jak właśnie Chotzä, które łatwo potrafią zdobyć uznanie i fanów, można śmiało powiedzieć, że obskurny i podziemny metal wciąż ma się w kurwę dobrze.

Szivilizs: Tak, to prawda. Ale na przykład ludzie, którym przypasowało „Plump u Primitiv” (nas pierwszy długograj) niekoniecznie są zadowoleniu z bardziej „dopieszczonego” brzmienia na B.B.M.T. Naszym jednak celem, jako muzyków, jest, by stać się lepszym. We wszystkim, w tym w nagrywaniu kolejnych rzeczy. Ludzie, którzy tego nie rozumieją są po prostu, kurwa, głupi. Nagranie winno kreować atmosferę. Zauważę, że w sumie jest sporo „przyjaznego” dla ucha dźwięku w black metalu, choćby w atmosferycznym blacku, którego nie trawię. Może dlatego, że brzmi właśnie bezpiecznie? Nie wiem, możliwe. Definitywnie nie jest to typ muzy, którą osobiście lubię, ale to właśnie kwestia samej muzyki, a nie jakości nagrania. Sam w sumie nie wiem, jaki typ muzyki będę grał za 20 lat.

Cpt. Cunt: Nawet jeślibyśmy chcieli, to by to nie wyszło ponieważ nie jest w naszym stylu brzmieć przyjaźnie, choćby ze względu na nasz styl grania. Na ten przykład, ja walę w bębny agresywnie jak sam skurwysyn. Mógłbym to robić bez krwi, potu i alkoholu, ale wolę stan rzeczy taki, jaki jest.

Raven: Wciąż jest pełno pizdeczek i pozerów w black metalu. Nie cierpię tych wszystkich gnojków i mam nadzieję, że w tym poglądzie nie jesteśmy osamotnieni, bo Chotzä jest i będzie autentyczna.

B: A jak w Szwajcarii zwykli ludzie reagują na metal? W Polsce, na przykład, bywają problemy, głównie ze strony religijnych oszołomów.

Szivilizs: Tu też bywają ale nie z powodów religijnych. Bardziej z uwagi na przewrażliwioną polityczną poprawność, przez którą trzeba odwoływać koncerty. Ciężko jest zrobić gig z kapelami z black metalowego podziemia. Są nawet takie zblazowane dupki, co będą próbować odwołać koncert wysyłając emaile. Na domiar złego właściciele klubów głównie się boją takich apeli i nie chcąc ryzykować wolą ustąpić. Na początku mnie to wkurzało ale obecnie wolę zrobić podziemny gig, który łączy się jednocześnie z próbami, co jest niezłą alternatywą dla publicznych koncertów w Szwajcarii.

Cpt. Cunt: Haha, Nie mamy akurat problemów z katolikami, a to dlatego, że większość Szwajcarów to ateiści. Zgrzyty są bardziej z uwagi na perwersje w naszych utworach.

Näbugring: Mamy bardzo liberalne społeczeństwo, które pozwala ludziom robić to, co chcą. Szczególnie artystom. Moglibyśmy jedynie polemizować w przedmiocie dobrego smaku ale to tylko to. Tak więc nie ma żadnych nawiedzonych typów próbujących ratować nasze pokryte rzygami, złamane dusze.

B: Z reguły przyjmuje się, że black metal to wojna. Ale… czy jest nią dziś nadal? Jeden z polskich bardów stwierdził kiedyś, że obecnie black metal to raczej idea.

Szivilizs: Black Metal jest tym, czym chcesz aby był. Jeśli sprzedajesz to każdemu dookoła po to, by mieć hajs na rachunki to wtedy jest to komercja! Ale czy jest to złe? Tak naprawdę o to nie dbam. Nie zadręczam się takimi nic nie znaczącymi drobiazgami, mam masę ciekawszych rzeczy do zrobienia. Staram się jednakże odnaleźć równowagę pomiędzy muzyką, a związanymi z nią ideałami. Jednocześnie znam masę ludzi o rozmaitych poglądach i podejściu do black metalu. Osobiście nie uznaję dyskusji w tym temacie.

Cpt. Cunt: Jestem jedynym posiadaczem broni w zespole, jednakże nie nazwałbym tego wojną, heheh. Aczkolwiek myślę, że jest to bardziej styl życia, niż jak to wygląda przy, na ten przykład, death metalu.

Raven: Tia… powtórzę, otaczają nas pizdeczki. Ten rodzaj ludzi, który próbuje być „odmienny” ale robią w majty i wkurzają się, kiedy nie mogą zrozumieć czegoś, co jest właśnie tak prawdziwe i czyste, jak nasz black metal.

B: Przy okazji, Szivilizs, widziałem, że ostatnio pracujesz intensywnie nad pierwszym długograjem swojego projektu, Szivilizs. Jak przebiega proces twórczy?

Szivilizs: Tak, nagrałem jak na razie dwie EPki, a pierwsza będzie niedługo wypuszczona na kasecie! To będzie rzecz bardziej melancholijna/atmosferyczna ale jednocześnie bardziej podziemna. Pomogli mi przy tym Sorg (Pechstein, Ex-HAN), który zajął się bębnami oraz Gruäbähung, który nagrał linię basu oraz gitarowe solówki.

B: Rok 2017 dobiegł końca. Coś przykuło Waszą uwagę na polu muzycznym?

Szivilizs: Było parę dobrych płyt w 2017 r. ale byłem zbyt zajęty na własnych sprawach, by móc wskazać z nazwy jakiś konkretny album, który zrobił na mnie wrażenie za wyjątkiem drugiej płytki od Chotzä.

B: Myśleliście może nad jakimś wideoklipem? Może coś z koncertów albo tak popularne ostatnio, lyricvideo?

Szivilizs: Myśleliśmy i nawet zrobiliśmy, a podziwiać to można na Jutubie. Kosztowało nas to masę pracy ale efekt okazał się niesamowicie satysfakcjonujący. A klip powstał do kawałka „Chindlifrässer”.

https://www.facebook.com/amygdalaart.vanitas

B: Pomijając kasety, winyle i CD, rozważaliście może wydanie jakichś ekskluzywnych rzeczy? Może w kształcie eleganckiej trumny albo butelki po Jacku Danielsie. To byłoby całkiem niezłe.

Szivilizs: Ahhh, uwielbiam takie specjalne perełki jednakże w naszym przypadku nie ma nic takiego w planach. Ale na następny nasz album planujemy dodatkowo współpracować z innym artystą niż JDW, a efekt będzie przyjemny w obcowaniu! Ponadto poza JDW, współpracuje z nami ukraiński rysownik, który popełnił dla nas 4 kapitalne grafiki. No i nie chwaląc się, sam stworzyłem kilka niezłych ilustracji związanych z black metalem w ramach hobby.

Näbugring: Może tytanowe kieliszki. I łyżki.

https://www.facebook.com/Warheadart/

B: Jak już gadamy tak o merchu: koszulki, naszywki… to jest bdb, ale obecnie często bandy jadą już na bogato z zabawkami, mamy wszak już lalki, grzebienie, piwa, a nawet fikuśne buttplugi. Nie sądzicie, że to przegma, że black metal zamiast mówić wszystkim „pierdolcie się” sprzedaje się jak jebana lalka Barbie?

Szivilizs: Ej, ale buttplug byłby najlepszy właśnie dla ludzi wokół, by się pierdolili, czyż nie? Poza tym czasami zespół zamienia się już raczej w markę. AC/DC,KISS,PANTERA, nie wiem, czy to oni sprzedali swoje prawa do takich akcji, czy raczej powstali z nastawieniem zarabiania kasy. Nie jest mym zamiarem, by Chotzä stała się marką koszulek alby czymś w tym stylu ale uważam, że fajnie jest paradować z różnymi ilustracjami na odzieży, jeśli są one fajne. No rajcuje mnie widok dupeczek paradujących w majteczkach z nadrukiem „Fotzä” (Suka).

Cpt. Cunt: Ten wszystkie wina albo inne trunki to zwykła próba promocji samego zespołu. Smakują normalnie i nie mają w sobie nic zaskakującego. Piłem raz browara AC/DC i smakował jak tani sikacz, który chleją wszelkie żule w Szwajcarii. Ale wciąż był dużo droższy. Osobiście w jedzeniu i piciu stawiam o wiele wyżej jakość niż ilość, więc jeśli już coś robisz, to rób to dobrze. Chujowe piwo z nalepką Behemotha wciąż będzie zwykłym chujowym piwem. A w sumie to nawet nie próbowałem browarów od Behemotha (ujdą ale szału nie ma. Dop. Bart)

Raven: No co, nie chciałbyś kupić majteczek z logiem Chotzä?

Näbugring: Tak, pierdolić to wszystko. Poza tym oprócz samych nagrań preferuję też koszulki albo fajne bluzy z zacnymi nadrukami.

B: Wiadomym jest, że druga fala black metalu ma dość brutalną historię. Jak to było w Szwajcarii? Mieliście podpalenia kościołów, a także inne wesołe ekscesy podczas towrzenia się black metalu w Waszym kraju?

Szivilizs; Jestem dość „Młodym” muzykiem i nie kojarzę takich akcji. Nawet jeśli u nas ktoś okrada groby, czy robi inne rzeczy wbrew prawu to nie chwali się tym. Ja bym tak nie robił na pewno. Aczkolwiek nie przypominam sobie, by w ogóle szwajcarski black metal obfitował w jakieś agresywne działania. Morderstwa i podpalenia? Cóż, może i gdzieś mogły być.

Cpt. Cunt: Jesteśmy dość młodzi więc nie dane nam było odczuć tego wszystkiego na własnej skórze ale sądzę, że bardziej były to przepychanki pomiędzy poszczególnymi scenami niż to, co działo się w Norwegii. Nigdy nie słyszałem o podpaleniach kościołów w imię black metalu w Szwajcarii, co nie znaczy, że nie mamy tu słabych kapel. Taka Chotzä na ten przykład jest w chuj zajebista.

B: Uważacie, że współcześnie można by uznać, ze większym problemem niż chrześcijaństwo jest islam i jego wyznawcy?

Szivilizs: Tak.

Cpt. Cunt : Nie.

Näbugring: Nie.

B: Zechcecie się może pochwalić również, co robicie poza deprawacjami muzycznymi?

Szivilizs: Masę rzeczy ale nie ma to tutaj znaczenia.

Raven: Nie.

Cpt. Cunt: Jestem sierżantem w wojsku zaś w cywilu jestem inżynierem z zakresu elektroniki. Przeskakuję między tymi zawodami z roku na rok.

B: A co z papierowymi zinami? Czytacie, zbieracie? Sądzicie, ze w epoce dominacji Internetu papierowe czytadła wciąż mogą być popularne?

Szivilizs: Tak, sądzę, że ważnym jest wciąż utrzymywać papierowe ziny przy życiu! Osobiście cenię możliwość dotknięcia czegoś, a nadto papierowe ziny są często naprawdę fajną lekturą. Aczkolwiek najczęściej bardziej interesują mnie okładki i tego typu rzeczy niż wywiady.

Cpt. Cunt: Mam mniej więcej takie samo zdanie, jak Raven. Ale myślę, że kupiłbym zina gdyby był w nim wywiad z nami. Problemem jest też fakt, że nie znam za wiele takiej podziemnej prasy, a jestem przekonany, że jest jej w cholerę dlatego też wszelkie informacje zdobywam na necie.

Raven: Dla mnie to trochę jak takie plotkarskie magazyny. Jeśli już kupuję jeden to tylko dla CD, by poznać nowe kapele ale, że większość z nich ssie potężnie, to obecnie od dawna już ic nie nabyłem. Poza tym szkoda mi kasy na to.

Näbugring: Nie, już nie. Czytuję jedynie rzeczy na necie lub zapisuję się do newslettera. Ale mógłbym definitywnie zamówić z prasy jakiś zajebisty plakat albo ilustrację.

B: I ostatnie słowo należy do Was!!

Szivilizs: Wszystko zostało powiedziane. Dzięki za zainteresowanie kapelą!

Cpt. Cunt : Pijcie wódę, napierdalajcie się hardo, pieprzcie się ostro i zaśnijcie najebani!

Autor

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *