Cauldron: „…stary metal dla starych sukinsynów!”

Cauldron ze swoim debiutanckim albumem zakasował całą scenę heavy metalową w zeszłym roku. Polowałem na nich dość długo, bo nie mogłem odpuścić sobie okazji na odpytanie tych trzech Kanadyjczyków. Zwłaszcza, że na United Titans Festival wyglądali na wporzo gości. No i takimi są w rzeczywistości, choć może spotykałem bardziej wylewne persony, hehe. Niemniej jednak – zapraszam do wywiadu przy dźwiękach prawdziwego heavy metalu!

Oracle: Witam! Przede wszystkim, od czasu wydania Waszego debiutanckiego krążką „Chained To The Nite” na pewno wiele się wydarzyło, lepszych i gorszych rzeczy. Czy więc w jakiś sposób Wasze życie zmieniło się po wydaniu tego albumu?

Jason: Od czasu kiedy wyszło ”Chained To The Nite” sporo koncertujemy. Jesteśmy też bardziej spłukani, ale tak naprawdę niewiele się zmieniło.

O.: Heh, to widać nudy. Zresztą zauważyłem cholera, iż pomimo, że jesteście częścią sporego labelu, to tak naprawdę wiele osób o Was nie słyszało, a na pewno nie w Polsce. Myślisz, że Polska jest jakimś zacofanym krajem, czy są może inne powody?

J: Nie wiem, może nasza muzyka nie jest w Polsce zbyt popularna, może nie było o nas zbyt głośno. Graliśmy w Polsce tylko raz na festiwalu death metalowym więc niewielu ludzi mogło nas zobaczyć.

O.: No taki death metalowy to on do końca nie był. Ale mimo wszystko – mógłbyś powiedzieć nam coś więcej o Cauldron? Zanim zaczęliście działać pod tą nazwą wiem, że graliście jako Goat Horn. Logo jest całkiem podobne, muzyka też, czy Cauldron jest więc kontynuacją tej kapeli? Moim zdaniem owszem, zwłaszcza, że taki „Torture’s Too Kind” znalazło się na epce Cauldron… Zresztą macie nawet kawałek „Young and Hungry”, byliście więc zapewne głodni dalszego grania?

J.: Tak, po rozpadzie Goat Horn’s narodził się Cauldron. Epka “Into The Cauldron” była stworzona z demówek Goats Horn’s, które miały wejść na następny album grupy. Mimo rozpadu Goat Horn chciałem ciągnąć dalej to co robiłem, więc założyłem Cauldron. Epka “Into The Cauldron” była stworzona z demówek Goats Horn’s, które miały wejść na następny album grupy. Mimo rozpadu Goat Horn chciałem ciągnąć dalej to co robiłem, więc założyłem Cauldron.

O.: I bardzo dobrze zrobiłeś. Dwóch z Was ponadto partycypowało w starym kanadyjskim bandzie Thor. Jak doszło do Waszej współpracy? To stary band, ale również niezbyt znany…

J.: Tak, Thor należy do moich ulubionych zespołów. W 2004 otwieraliśmy mu ciąg koncertów, a skontaktowaliśmy się z nim w 2006 roku, ponieważ szukał muzyków koncertowych. Skorzystaliśmy z Ianem z tej okazji i wskoczyliśmy do jego składu.

O.: Okej, a już jako Cauldron Waszym pierwszym wydawnictwem było „Into The Cauldron”. Wydaliście to jako limitowany EP, wznowiliście na dwunastocalowym winylu, więc prawdopodobnie cholernie trudno jest to teraz dostać. Planujecie jakieś kolejne wznowienia?

J.: Oryginalnie wydaliśmy 1000 CD i 500 winyli. Chcielibyśmy wydać to jeszcze raz,  ale zwyczajnie nie mamy teraz na to pieniędzy.

O.: Wydajcie, to się Wam zwróci, hehe… Jeszcze o tej epce. New Iron Age Records, które ją wypuściło jest brytyjskim labelem skupiającym się głównie na black i death metalu, dlaczego więc zdecydowali się wypuścić „Into The Cauldron”?

J.: Co? Z tego co wiem to była to niemiecka wytwórnia. Zaoferowali się, że wydadzą nasze nagrania na winylu, a my się zgodziliśmy bo złożyli nam uczciwą ofertę.

O.: Ech, znów coś mi się popierdoliło. Dobra, ale tego już jestem pewien, hehe – przed wydaniem debiutu wzięliście udział w składance „Heavy Metal Killers” – miażdżącym albumie z klasycznym heavy metalem. Macie jakiś ulubiony kawałek z niego? Jak tam w ogóle się załapaliście?

J.: Moim ulubionym kawałkiem jest numer Enforcer. Kompilację składało Earache, a skoro my też byliśmy ich zespołem to było oczywiste, że i my się na niej znajdziemy..

O.: W zasadzie tak. A co generalnie sądzisz o takich składankach? Nie sądzisz, że jest ich obecnie zbyt mało? W latach osiemdziesiątych byłe ich sporo, „Metal Massacre”, „Metal For Muthas” itd… Teraz to już trochę zapomniany sposób na poznawanie nowych kapel…

J.: Wydaje mi się, że w dobie internetu tak naprawdę nie potrzeba tak wielu kompilacji żeby poznawać nowe zespoły. Nie wiem… Ja nadal kupuję płyty, ale chyba nie kupiłbym teraz kompilacji, bo mogę po prostu sprawdzić te kapele w sieci I po prostu kupić nagrania tylko tych zespołów, które mnie interesują.

O.: Taa, albo zassać. Dobra, Wasz debiut wyszedł dwa lata po epce. Czy przez cały ten okres pracowaliście nad „Chained To The Nite”? Nawet jeśli tak, nie poszło na marne, bo to prawdziwy killer! Masz te same odczucia względem niego, co ja, hehehe?

J.: Dzięki! Myślę, że to był całkiem niezły kawałek muzyki chociaż był robiony pośpiesznie. Aktualnie nagrywamy nasz nowy album “Burninh Fortune”, który zaplanowany jest na styczeń 2011. Nie mogę się doczekać na jego wydanie, uważam, że będzie dużo lepszy niż “Chained…”.

O.: To już nie mogę się doczekać! „Chained To The Nite” to kawał klasycznego heavy metalu, mamy więc chwytliwe riffy, świetne solówki, refreny, melodie… Czy to właśnie recepta na dobry metalowy album? Skąd czerpiecie inspiraje, gdy piszecie swoje utwory?

J.: Tak, według mnie posiada wszystkie składniki do stworzenia dobrego metalowego albumu. Na nas wpływ ma wszystko to co lubimy. Piosenki jakie lubię, bez względu na gatunek. Zwracam uwagę na to jak jest napisana i próbuję zaadaptować to na styl Cauldron.

O.: Na debiucie podoba mi się również okładka, hehe. Czy to jakaś Wasza koleżanka, czy kto? Zdajecie sobie sprawę, że gołe laski przykuwają większą uwagę niż diabły i odwrócone krzyże, hehe?

J.: Mieliśmy pomysł na okładkę i zaprezentowaliśmy go Earache. I oto na co wpadli. Jesteśmy z tego całkiem zadowoleni.

O.: Jak na temat gołych dup to raczej małomówny jesteś. Zwłaszcza, że teraz jest całkiem dobry czas dla Cauldron. Kapele jak Wasza, RAM, Enfrocer zyskują na popularności, nawet macie własną nazwę – Nowa Fala Tradycyjnego Heavy Metalu. Myślisz, że tworzycie coś nowego, czy po prostu coś bardzo podobnego i w stylu spuścizny starych kapel?

J.: My po prostu gramy muzę, którą sami lubimy, wiesz, gówno, które sami byśmy chcieli usłyszeć, nic więcej. Nie myślę o tym jako o czymś nowym, po prostu jest tak jak lubimy. Robimy to już dłuższy czas, długo zanim pojawiło się nowe określenie naszej muzyki. Ja myślę o tym, iż jest to stary metal dla starych sukinsynów! Staje się to od paru lat coraz bardziej popularne I wygląda na to, że pojawia się w cholerę nowych zespołów, stąd ten gówniany “New Wave of cośtam”, na który wpadł jakiś nudziarz.

O.: Coś w tym jest. Jakiś miesiąc przed tym, jak skrobałem dla Was pytania, wzięliście udział w United Titans Festival. Jakie odczucia mieliście po tym gigu? Byliście jedynym heavy metalowym zespołem, podczas gdy publika składała się głównie z maniaków black i death metalu. Pewnie dlatego byłem jedynym, który zakupił Wasz t shirt, hehehe…

J.: Najwidoczniej byłeś tam najfajniejszym kolesiem! [mowa, ma się rozumieć, hehe – przyp. Oracle] To był ciekawy festiwal, pomógł nam się pokazać. Już sam pobyt w Polsce po raz pierwszy był dla nas wystarczająco podniecający, a potem zostaliśmy wrzuceni na death metalowy festiwal, wow! Pamiętam, że nawet Death Angel wzmacniali swoją setlistę swoim najmocniejszym towarem. Oni byli chyba jedynym drugim zespołem na festiwalu z dodatkiem melodyjnych wokali. Myślałem, że pójdziemy pod ostrzał, ale poszło nam zadziwiająco dobrze.

O.: Potwierdzam, a kto nie wierzy niech zerknie na relację. Właśnie. Ostatnimi czasy mieliście sposobność podróżowania u boku wielu kapel, w tym kilku prawdziwych legend. Mieliście więc możliwość skonfrontowania waszych wyobrażeń na ich temat z rzeczywistością. Zdarzył się więc ktoś kto Was rozczarował – był głucem lub arogantem?

J.: Nie, nikogo nie mam na myśli. Mieliśmy ogromne szczęście nie koncertować nigdy z żadnymi kutasami, mimo, że nasze trasy bywały bardzo różnorodne. Mam na myśli, że zdarza się wpadać na całkiem zabawnych “arogantów” czy innych ludzi na  gigach czy festiwalach, ale zwykle są jedynie warci śmiechu.

O.: Skoro już o trasach mówimy. Na jednej z nich sprzedawaliście limitowany split z Enforcer – „Nightmare Over The UK”. Jest on jeszcze gdzieś do dostania? W sumie to fajna pamiątka z gigu, z drugiej strony, no ale jak ktoś nie mógł udać się na Wasz gig musiał być nieźle poirytowany. Kto wpadł na ten pomysł? Planujecie coś podobnego przy okazji innych tras?

J.: Earache Records wypuściło to jako koncertową limitowaną edycję żeby wspomóc promocję naszej ostatniej trasy po UK z Enfercer, którą ostatecznie i tak padła ha ha. Wróciliśmy do domu z pęczkiem dodatków, ale w większości rozdałem je znajomym. Możesz jakichś poszukać na ebay’u…

O.: Ibej sribej. A co myślisz na temat metalowej sceny w Kanadzie? Znana jest głównie z takich morderczych aktów jak Blasphemy, Conqueror czy Revenge. Heavy metal nie jest raczej jej znakiem rozpoznawczym, co? Z drugiej strony robicie co możecie, by to zmienić, hehe…

J.: Wydaje mi się, że teraz scena wygląda całkiem przyzwoicie. W każdym razie znacznie lepiej niż to było 7-8 lat temu. Z resztą dla nas zawsze był to niezły rynek koncertowy, więc nie narzekam. Jest to po prostu trudne do zrobienia logistycznie. Jeśli chodzi o nasze dziedzictwo wydaje mi się, że Kanada ma mnóstwo klasycznych zespołów metalowych, ale musisz poszukać sobie ich sam, ja mam dość wyliczania listy.

O.: Nie to nie, ja tam je również znam, nie wiem jak na przykład młodsi czytelnicy. A czy coś konkretnego spowodowało, że te parę lat temu chwyciłeś za gitarę, wcisnąłeś dżinsy na dupę i podkoszulek na garb i zacząłeś grać hejwi metal? A jakichś nowych bandów w ogóle słuchasz?

J.: Parę lat temu? Nie, ale jakieś 20 lat temu było „Kill’Em All”, „Matser Of Puppets”,  „Appetite For Destruction” i parę numerów AC/DC, dzięki którym złapałem za gitarę. Z nowych kapel na myśl przychodzi mi szwedzki Enforcer.

O.: Dobra, dzięki za wywiad, mam nadzieję, że nie zasnąłeś nad pytaniami, hehe. A co będziesz robił wieczorem?

J.: Obalam teraz Wernesgruner i słucham  „Endless Pain”, a kiedy skończę, prawdopodobnie pójdę na ciepłą pizzę! Zdrowie, dzięki za wywiad.

O.: Smacznego więc i zdrówko!

.

Autor

10175 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *