Bulldozer „… jesteśmy zespołem kultowym, a nie odnoszącym sukcesy.”

Bulldozer – informacja o ich koncertach na pewno podniosła ciśnienie niejednemu. Mnie również. Była to też doskonała okazja do odpytania kapeli na tą okoliczność, jak i zagadnąć o kilka rzeczy z przeszłości odległej, jak i tej nie tak dawnej. Może AC Wild nie był jakoś zbyt wylewny, na część pytań mógł odpowiedzieć więcej i szerzej, no ale cóż – takie jego prawo jako filaru zespołu – instytucji, na której wychowuje się już kolejne pokolenie metalowych zuchów. Więc odpalcie sobie ich krążki i w oczekiwaniu na wrześniową trasę zobaczcie, czego się dowiedziałem od pana Alberto.

Oracle: Witaj AC! To przyjemność przeprowadzać wywiad z taką legendą jak Bulldozer! Powiedz mi proszę na wstępie, jak wiele udzieliłeś ich od wypuszczenia na rynek „Unexpected Fate”? Wolisz odpowiadać na pytania dotyczące historii Bulldozer czy raczej teraźniejszości?

AC Wild: Ostatnimi czasy zrobiłem tuziny wywiadów. Więcej niż wszystkich wywiadów z całych lat osiemdziesiątych. Przeszłość jest opisana w naszej biografii, teraźniejszość jest w internecie, natomiast przyszłość jest tajemnicą i to ona może być naprawdę interesująca.

O.: W rzeczy samej. Ponoć jednym z głównych powodów reaktywacji Bulldozer jest przepowiednia ukryta na „IX”. Zastanawiam się więc, czy gdyby wszystkie te rzeczy, które przez ostatnie lata wydarzyły się na świecie, nie miałyby miejsca – zwłaszcza ataki terrorystyczne – czy wówczas Bulldozer wciąż byłby martwy?

AC: Bulldozer prawdopodobnie nie odrodziłby się, gdyby nie ta przepowiednia. Poza tym możemy umrzeć w każdym momencie.

O.: A czy spotkałeś się z oskarżeniami, że Bulldozer podążył za trendem reunionów? Dla mnie była to wspaniała nowina, ale wiesz jacy są ludzie…

AC: Każdy ma prawo robić i myśleć co uważa za słuszne. Dziś wielu fanów lubi to, co zespół zrobił w latach osiemdziesiątych, ale nie przepada za tym, co zrobiliśmy w latach dziewięćdziesiątych. Ludzie, którzy lubią lata dziewięćdziesiąte nie lubię reunionów, ale wielu młodych fanów na całym świecie nie lubi lat dziewięćdziesiątych, a jedynie osiemdziesiąte. Są też tacy, którzy lubią to co zrobiliśmy i w latach osiemdziesiątych i w dziewięćdziesiątych…

O.: To zacznijmy od lat osiemdziesiątych – na początku, gdy scena ekstremalna była dopiero w powijakach, większość zespołów z tamtego okresu- chodzi mi tu głównie o Venom, Hellhammer czy Slayer skupiało się na prowokowaniu i szokowaniu. Ale nie Bulldozer, bo podkreślałeś w wielu wywiadach, że raczej wolałeś zmuszać ludzi do myślenia. Dlaczego zdecydowaliście się kroczyć tą właśnie drogą, która była na pewno trudniejsza niż zwykłe szokowanie?

AC: Pisałem to, co myślałem i totalnie olewałem wszelkie trendy. Dlatego jesteśmy zespołem kultowym, a nie odnoszącym sukcesy. W latach osiemdziesiątych mieliśmy powodzenie tylko we Włoszech, Polsce i Japonii. Nie byliśmy wystarczająco trendziarscy by odnosić sukcesy w tak metalowych krajach jak Wielka Brytania, Niemcy czy Stany Zjednoczone.

O.: Właśnie. W jednym z wywiadów powiedziałeś na temat „The Day Of Wrath” – „Byliśmy pierwszym zespołem w historii, który dostał 0 punktów w Metal Hammer i Kerrang! – i jestem z tego dumny”. Ogólnie rzecz biorąc wiele legendarnych i kultowych dziś albumów, było ocenianych bardzo nisko w momencie, gdy się ukazywały. Przychodzą Ci teraz do głowy nazwy zespołów, któe tak jak Wy dostawałysłabe recenzje, ale i tak wiedziałeś, że kiedyś będą wielcy?

AC: „IX” dostawał takie oceny. „The Day Of Wrath” był uważany za kopię Venom ponieważ Roadrunner Records chciał ją sprzedać właśnie fanom Venom. Bo Venom był w Neat Records. Te zera były pełne nienawiści i obrzydzenia, ale dziś po dwudziestu latach wiele magazynów nagle zmieniło zdanie. Nie staliśmy się jednak przez to wielcy. Może bardzo znani, ale nie wielcy.

O.: Skromniacha. W 2009 roku powróciliście po dwudziestu jeden latach niebytu za sprawą nowego krążka. Nie zawiedliście przy tym swoich fanów, bo muzyka z „Unexpected Fate” była jak na ironię, zgodna właśnie z oczekiwaniami maniaków, mam rację? Czy wyobrażasz sobie powrót Bulldozer z albumem wypełnionym elektroniką, raperami i samplami? Czyli całym krążkiem zrobionym na modłę „Dance Got Sick pt I”?

AC: „Dance Got Sick pt I” był żartem, który jednak zawierał przepowiednię – w którą stronę będzie w następnych latach zmierzał rynek muzyczny. To była produkcja, zrobiona na podstawie komputera, czyli tak, jak obecnie tworzy się większość metalowych płyt. Wraz z „Unexpected Fate” chcieliśmy dostarczyć prawdziwego, oryginalnego ducha Bulldozer. Ponadto większość utworów z tego albumu została skomponowana w 1989 i 1990 roku.

O.: Twoje wokale na tym krążku są jakby odrobinę bardziej różnorodne, niż na wcześniejszych płytach, jednak wciąż utrzymane w konwencji starego dobrego Bulldozer, czyż nie?

AC: Jestem pięćdziesięciolatkiem, mój głos mógł się zmienić chociażby z racji wieku, po tych dwudziestu jeden latach, ale to wszystko jest wciąż w stylu Bulldozer. W końcu jestem wciąż tym samym AC.

O.: Przeglądając booklet „Unexpected Fate” od razu rzuca się w oczy zdanie: ten album nie zawiera trigerrów, sampli i wirtualnego brzmienia… Czy naprawdę masz aż tak złe zdanie o dzisiejszej scenie metalowej? Czy może obawiałeś się, że fani mogą myśleć, że tak właśnie jest?

AC: Nie mam złego zdania na temat dzisiejszej sceny metalowej, to miała być raczej deklaracja, że Bulldozer należy do starej szkoły metalowego grania, jak Slayer. Dave nigdy nie użyłby trrigerów.

O.: Okładka ostatniego krążka również jest bardzo fajna, mamy na niej krótki przegląd dzisiejszych konfliktów. Ale czy naprawdę uważasz, że black metalowcy są tak potężną i groźną grupą jak na przykład zamachowcy – samobójcy bądź katoliccy despoci? Czy może miał to być li tylko żart?

AC: To w ogóle nie jest żart. Ci ludzie reprezentują dzisiejsze konflikty: chiński żołnierz i tradycyjny buddyjski mnich (Shaolin), amerykański żołnierz i terrorysta z Al Kaidy, Żyd i członek Hamasu, black metalowiec (reprezentujący antychrześcijańską kulturę) oraz biskup (kultura chrześcijańska). Nieoczekiwane Przeznaczenie jest już w drodze i pewnego dnia nadejdzie na pewno. Oczywiście, nie będzie już dość przestrzeni dla tych konfliktów i tych kultur. Oczywiście black metalowiec, tak jak mnich buddyjski, nie są niebezpieczną siłą, oni są po prostu stroną konfliktu.

O.: Waszym wydawcą jest obecnie Scarlet Records. Przez wielu kojarzony z heavy metalem, power czy proggressive metalem. Pewnym zaskoczniem mogło więc być, że „Unexpected Fate” ukaże się właśnie z ich logówką. Ale wiem, że właściciel tego labelu jest fanem Bulldozer, niemniej jednak patrząc na jego katalog nie baliście się, że nie będzie umiał Was wypromować? Z drugiej strony, ma pod swoimi skrzydłami również Necrodeath czy Schizo, czyli śmietanki włoskiego black thrash metalu…prawidziwa elita, czyż nie?

AC: Tak jak powiedziałeś, ma również Necrodeath i Schizo… Innymi słowy, Scarlet Records jest najlepszym wydawcą, jakiego mogliśmy mieć we Włoszech.

O.: W Waszej dyskografii, po legendarnej (przynajmniej w Polsce) „Alive In Poland” pojawiły się jeszcze dwa inne albumy koncertowe. Wcześniejszym był „Last Live Legend”, wypuszczony przez HMSS. Jak doszło do wypuszczenia go przez japoński label? Był limitowany, więc dziś na pewno jest dużą rzadkością, czyż nie? I dlaczego okładka jest taka dziwna? Dlaczego ta słodka dziewuszka nie chce przyjąć tych kwiatów, haha?

AC: Ostatnim oficjalnym albumem wydanym przez Bulldozer przed „Unexpected Fate” jest „Alive In Poland”. „Last Live Legend” zostało wydane przez naszego fana. Zapytał mnie: czy mogę…..? A ja mu odpowiedziałem: jesteś porządnym fanem Bulldozer, więc rób co uważasz.

O.: Drugim z wymienionych przeze mnie utworów jest „Live At Rock Hard Festival, Germany 2010”. Czy w takim razie to również nie jest oficjalne wydawnictwo, a jedynie bootleg, który ktoś umieścił w Waszej dyskografii na Metal Archives? Może skoro macie tyle tych albumów koncertowych, to wypuścicie jeszcze jeden? Na przykład „Again In Poland”, hehe? To byłby miły prezent…

AC: „Live At Rock Hard Festival, Germany 2010” to nawet nie jest album wydany na CD, to album bonusowy. Jest dobry, ale nie genialny. Myślę, że nie możemy wydać więcej koncertówek. Jeśli coś brzmi nieźle, udostępniamy to w sieci.

O.: Na temat Bulldozer krąży sporo różnych plotek, jak na przykład ta, że Abaddon był managerem Bulldozer lub, że Ty udzielałeś się w Venom. Spotkałeś się jeszcze z jakimiś, którym chciałybyś tu zaprzeczyć? Jak myślisz, skąd one się biorą?

AC: Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Bo przecież wiesz, że Abaddon nigdy nie był naszym managerem, a ja nigdy nie grałem w Venom. Ale mimo wszystko 3 lutego 1984 roku Cronos nazwał mnie „Wild Man” i tak moje imię przemieniło się w AC Wild. I to jest prawda.

O.: Pogratulować pamięci. Wrzesień będzie miesiącem bardzo ważnym dla polskich maniaków i podejrzewam, że wiesz dlaczego, hehe. Powiedz proszę, kto jest odpowiedzialny za sprowadzenie Was do Polski w dwadzieścia dwa lata po ostatniej wizycie? Znasz zespoły, z którymi wyruszycie w trasę?

AC: Tak, znam muzykę kapel, które zagrają wraz z Bulldozer na tej trasie. Cieszę się, że wiele polskich kapel ma tak dobry odzew na metalowej scenie. I szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jak wielu polskich fanów pamięta jeszcze Bulldozer po tych dwudziestu jeden latach… zobaczymy. Ja mam wspaniałe wspomnienia z czasu, kiedy nagrywaliśmy „Alive In Poland”.

O.: Skoro o tym albumie mowa – w grudniu 2010 roku zmarł Tomasz Dziubiński. Zawsze wyrażałeś się o nim w ciepłych słowach, lecz w Polsce miał on tyle samo przeciwników co zwolenników. Jak Ty zachowasz go w pamięci?

AC: To on zorganizował koncert i nagranie, które później znalazło się na „Alive In Poland”, zawsze zapraszał nas potem do Polski z powrotem (zwłaszcza, gdy nie byliśmy w ogóle aktywni), wznowił też nasze stare albumy. Wiele uczynił dla Bulldozer. I były to tylko dobre rzeczy. Nie wiem co złego wyrządził swoim przeciwnikom, ale mam nadzieję, że fani Bulldozer będą go szanowali chociażby za to co zrobił dla naszego zespołu.

O.: Wspomniałeś o reedycjach, właśnie dzięki niemu ukazał się box „Regenerated From The Grave” – dlaczego zdecydowaliście się na coś takiego? Myślisz, że dziś, w erze cyfrowej wydawanie takiego extra boxu jest konieczne, by zwrócić uwagę nie tylko na muzykę, ale i całą otoczkę – okładkę, teksty i tak dalej?

AC: Dałem Tomaszowi te materiały i powiedziałem mu, jakbym sobie życzył, by to wyglądało – jak dla mnie zrobił coś niesamowitego. To wydawnictwo było jego pomysłem, bardzo to doceniam. Roadrunner zawsze odmawiał wydrukowania tekstów. Bardzo podoba mi się też cały artwork.

O.: Gdzieś widziałem Wasze zobowiązanie, że jeszcze przed premierą będzie już dostępna Wasza strona internetowa. To było trzy lata temy, a jej dalej nie ma – dlaczego? Odpuściliście sobie?

AC: Planowaliśmy coś takiego, ale chcieliśmy również, by fan site była naszą główną stroną. Więc zdecydowaliśmy dać sobie spokój z kolejną oficjalną stroną Bulldozer. Ta strona fanowska powstała jeszcze przed naszym powrotem, więc chcieliśmy, by została ona główną areną dla Bulldozer.

O.: Okej, powiedz proszę, jaki album sobie ostatnio kupiłeś? Czy Twoja kolekcja wciąż się powiększa czy już raczej nie kupujesz nowych rzeczy?

AC: Moim ostatnim zakupem było DVD AC/DC „Live At River Plate” i legendarne „Let There Be Rock”. Jestem wielkim starym fanem AC/DC. Generalnie wciąż kupuje sobie płyty kompaktowe, może nie w jakichś wielkich ilościach, ale kilka zawsze. Głównie metal i muzykę klasyczną.

O.: Okej, dziękuję Ci za wywiad, to była dla mnie przyjemność – na pewno będę machał łbem na Waszym koncercie!

AC: To ja dziękuję! Mam nadzieję, że Cię tam zobaczę!

Autor

11617 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *