Jest taki black thrashowy zespół w Gliwicach, nie dość, że są brudni to jeszcze skurwiele. Mają na koncie 3 demówki i split z jakimś Nunslaughter. Fajno, co? Michał, czyli głównodowodzący był na tyle miły, że odpowiedział na parę pytań. Przed Państwem Brüdny Skürwiel!

Hails Pan Michał! Niedawno świętowaliście 4 lata istnienia Brüdnego Skürwiela. Cała redakcja i papa ślą z tego faktu najlepsze życzenia, ale do rzeczy, jak się z tego faktu czujecie? Macie już plany na kolejne cztery lata, oprócz picia Żubrów?

A dziękuję, dziękuję. Plan jest raczej niezmienny i ten sam, co przez ostatnie cztery lata – grać, tworzyć nowy materiał, wydawać go; a czasem też przećwiczyć stary. No i przede wszystkim jeździć po Polsce z Żubrami w łapie, choć ostatnio miałem w tej kwestii wątpliwości, ale zaczynam się już łamać.

Mieliście to szczęście, że zagraliście na zamknięciu, kultowej w wielu kręgach Katowickiej Korbie. Przybliżysz naszym czytelnikom, co tam się działo? Podobno, był tam również hologram, znanej wielu osobom postaci…

Raczej sobie zasłużyliśmy, niż mieliśmy szczęście. Jak tylko dowiedziałem się, że Korba będzie się zamykać – zażądałem wręcz, żeby ostatni weekend przed zamknięciem należał do nas. Zagraliśmy tam nasze pierwsze koncerty, na których ludzie przychodzili dopiero sprawdzać co to jest ten cały Skürwiel, potem zagraliśmy mnóstwo kolejnych, w tym wszystkie nasze rocznice – musieliśmy więc też zagrać ostatni. Tak, hologram naszego rodaka przybył specjalnie na to wydarzenie.

Podobno, całe show zostało udokumentowane? Kiedy premiera?

Jak tylko się ogarnę, dokończę sklejać materiał, no i w końcu zamówię naszywki do DIE HARDA.

Strasznie wkurwia Was rutyna. Ćwiczenie ciągle tego samego materiału na próbach, w tej samej kolejności, a potem odgrywanie go na koncertach. Więc osoby, które nie posiadają Waszych nagrań, mogą niedługo nie usłyszeć niektórych numerów, już nigdy?

M: Dokładnie tak. Zmieniamy setlistę koncertową dosyć regularnie, a większości naszych „hiciorów” już nie grywamy. Wkurwia mnie i nudzi ćwiczenie tego samego, a dlaczego miałbym robić coś wbrew sobie? Cały ten zespół powstał jako wielkie „fukk off” dla wszystkiego co „wypada” i „jest dobrze widziane” – nie inaczej jest w przypadku koncertów. Gramy tylko to na co mamy aktualnie ochotę.

Jak właściwie wygląda Wasz dzień w salce, oprócz walcowania już tego samego materiału? I gdzie do cholery, jest basista?

No więc właśnie „walcowania tego samego materiału” raczej unikamy, ćwiczymy go jedynie na szybko przed samym koncertem.

Próba wygląda tak, że spotykamy się w dwójkę albo w trójkę (ja jestem zawsze, a gitarzyści razem, albo wymiennie) rozkładamy sprzęt i czekamy, aż pojawi się jakiś zajebisty riff. Olo albo Łąka coś tam plumka, a ja łażę kółko po salce i nasłuchuję czy pojawia się coś wartego uwagi. W momencie, kiedy słyszę, że riff kopie dupę — łapię drugą gitarę i dogrywam partię (która dosyć często od razu pojawia mi się w głowie), albo wskakuję za perkę grać tupa tupa – to w sytuacji, gdy riff sam w sobie już kopie po mordzie.

Najwięcej czasu zajmuje nam aranżowanie nowych rzeczy, a ja sam za perką spędzam niewiele czasu – bardziej bawi mnie tworzenie i planowanie struktury całego kawałka a następnie granie go na świeżo; niż siedzenie i bezmyślne ogrywanie starych rzeczy. A że wszyscy ufamy mojemu krytycyzmowi, to próba polega zazwyczaj na odrzucaniu dziesiątek przeróżnych pomysłów i szukaniu tego jedynego, najlepszego. Oczywiście nierzadko ku niemałemu wkurwieniu Ola i Łąki (no bo ile razy można usłyszeć „chujowy, dawaj następny”), ale w tej kwestii nie ulegnę.
Na ostatnie pytanie z kolei Ci nie odpowiem, bo zwyczajnie nie wiem. A tak serio – on ma wyjebane, a ja nie zamierzam go zmuszać, ważne, żeby wiedział, co ma grać na koncertach. Co prawda czasami się wkurwiam, bo przy tworzeniu, oprócz partii gitar mam też często pomysł na partię basu i nie ma mi kto tego zagrać, no ale chuj – jak się kiedyś wybitnie wkurwię, to wyleci i tyle. Na razie – odpowiada mi jego bezkonfliktowość.

Foto: Semen Turkowski

Co do Łąki, jak spisuje się jako wokalista? Wiele osób wypowiada się pozytywnie na temat jego wokalu.

Tak, w ciągu tego roku słyszałem zaledwie kilka opinii, że „kiedyś było lepiej”; natomiast większość jest zgodna – teraz jest zdecydowani lepiej i Łąki wokal bardziej pasuje do naszej muzyki. Choć szczerze mówiąc – nie to jest najważniejsze dla mnie. Ja Łąkę po to (prawie) zmusiłem do wejścia na wokal, żeby nie mieć w zespole piątego, wkurwiającego elementu, który nie dość że zwiększałby prawdopodobieństwo problemu z umówieniem się na próbę, to zapewne też miałby swoje zdanie i w związku z tym swoje obiekcje na różne tematy. Chodzi o sposób pracy – my znamy się jak łyse konie i pewnie dlatego pracuje nam się bezkonfliktowo – ja mu piszę teksty, a on w większości, zanim mu pokażę jak chciałbym, żeby to było zaśpiewane – już to wyczuwa. Także pracuje mi się nieporównywalnie lepiej, a to właśnie jest priorytetem. Fakt, że ludziom się podoba, tylko mnie cieszy i motywuje do tego, żeby pozostać w tej konfiguracji, pomimo przeróżnych scenariuszy, które w ciągu ostatnich dwóch lat rozważałem.

Mój imiennik ma udokumentowaną waszą wypowiedź, na której głosicie, że: ,,nie jesteśmy cover bandem”. A tu pojawia się ostatnio video z koncertu na którym gracie Midnight i Nifelheim. Zespołu kultowe, ale skąd ta zmiana?

Zagranie jednego covera po czterech latach to od razu zmiana w coverband? Cytując klasyka – nie wydaje mnie się. Powód był prosty – przygotowanie się do koncertów wymagało przećwiczenia starych śmieci, co jak wspominałem wcześniej – wkurwia mnie; musiałem więc sobie te ćwiczenia urozmaicić, a taki cover jest świetną zabawą, zwłaszcza że poświęciliśmy na niego zaledwie dwie próby, bo na sam pomysł coverowego medleya wpadłem jakieś półtora tygodnia przed koncertem.

Czy możemy się spodziewać metalowej wersji Scootera w rytmie: Żubr Żubr Żubr?

A co my, kurwa, Tester Gier jesteśmy? Pijackie żarciki Ola to jedno i raczej nie mają one wiele wspólnego z naszym materiałem. Odpowiedź na Twoje pytanie brzmi więc – wypierdalaj.

W takim razie obrażam się i idę robić wywiad z Waszymi kolegami z Scream Maker. Proszę tylko powiedz, kiedy jakieś wydanie na CD?

Mam nadzieję, że nigdy.

Objechaliście już prawie całą Polskę wzdłuż i wszerz, no z pominięciem Wadowic. Najlepszy i najgorszy występ? (Pomijając te w Korbie).

W Korbie. A oprócz tego to ciężko wybrać, bo większość naszych wizyt w takich miastach jak Gdańsk, Szczecin, Wrocław, Warszawa, Łódź, Poznań, Kraków, Lublin, Toruń, Częstochowa czy Puławy (!) były genialne — na pewno z wybitnym sentymentem będziemy wspominać nasz pierwszy raz w Gdańsku. 300 osób obecnych, nie licząc kapel. No kurwa. Mnie zdążyło się zasnąć gdzieś na sali koncertowej przed samym naszym wejściem na scenę, chłopaki mnie szukali, samemu też przy tym ledwo kontaktując; a naszego koncertu nie pamięta żaden z nas. To był autentyczny pogrom.

Foto: Semen Turkowski

No dobra, a gdzie było najgorzej?

Kraków, przed Katem. I chuj z tym że było mnóstwo ludzi. Niby zaproszeni przez Kata, ale potraktowani jak śmiecie – zero próby, granie w pośpiechu nic nie słysząc, a wszystko to nie z naszej winy, bo grzecznie przyjechaliśmy parę godzin przed czasem. Nigdy więcej. Prawdę mówiąc, to staramy się tego koncertu nie pamiętać i ciągle zapominamy, że w ogóle taki miał miejsce.

Jak oceniasz kondycję naszej sceny? Z tego, co wiem, planujecie trasę z Nocnym Kochankiem, sto koncertów w sto dni?

Polska scena ciężkiego grania, dzięki takim zespołom jak Nocny Kochanek, czy Screamaker ma się znakomicie!!!! :-))) Tak, trasę „W chuj koncertów w chuj dni” u boku Nocnego zaczynamy już 2 kwietnia wieczorem, a jej kulminacją ma być występ na Woodstocku u boku Kabanosa i (Twojej ukochanej z tego, co słyszałem?) Luxtorpedy. Nie możemy się doczekać, to będzie istny wieczór ciężkich rockowych brzmień i porządnego metalowego pierdolnięcia, hell yeah! \m/

Zgadłeś! Mam nadzieję, że widzimy się w pogo! Awe Szatan, metalowy bracie! A po godzinach ostrego grania, podobno jesteś głównodowodzącym w Black Silesia Prod. Czym nas zaskoczy Czarny Śląsk w przyszłym roku? Gehenna nie dla pierwszej w Polsce podniosła poprzeczkę bardzo wysoko.

Będzie jeszcze wyżej. Jeśli wszystko pójdzie według planu – w ciągu miesiąca będzie ogłoszenie.

Jeśli będzie to hologram znanego zespołu z EX- w nazwie, będziemy zachwyceni. Jak widać, scena się rozwija i ma się dobrze, jesteś podobnego zdania

No ba, oldschoolowe granie przeżywa swoją drugą młodość, co bardzo mnie cieszy, bo właśnie ta muzyka jest najbliższa mojemu sercu. Sam zresztą intensywnie pracuję nad tym, by to granie było wciąż żywe, m.in. poprzez mój festiwal. Mam jedynie nadzieję, że ten trend się nie zmieni i że ludzie nagle nie zaczną jarać się jakimiś industrialnymi albo technicznymi gównami, bo wtedy Black Silesia będzie musiała zwinąć manatki.

Papa i ja dziękujemy za udzielenie odpowiedzi na te skomplikowane pytania. Ostatnie słowa należą do Ciebie.

Venom rządzi, deptaj krzyże