Bloodsworn to zespół niby nowy, a jednak już kilka lat ma. „All Hyllest Til Satan” to też niby debiut z końca 2008 roku, a jednak sam materiał również widział kilka srogich norweskich zim, zanim został opublikowany ze znaczkiem Agonia Records. Ale jako, że debiut to mocarny, odpytanie E. Satanaela wydawało mi się oczywistym posunięciem. Okazał się gościem, który twardo stąpa po ziemi, bardzo zdeterminowanym, ale i czasem do bólu lakonicznym. Mimo wszystko, myślę, że kilka kwestii może się wydać Wam ciekawych.

Oracle: Witam! Przede wszystkim, powiedz proszę, dlaczego Bloodsworn jest takim enigmatycznym zespołem? Po otrzymaniu Waszego promo chciałem zasięgnąć o Was jakichkolwiek informacji, bo wcześniej czytałem jedynie o Bloodsworn w jakimś wywiadzie. Zaskoczyłem się tym, że nie można było nic o Was znaleźć nawet na Metal Archives, a kiedy chciałem dodać o Was jakieś info, za cholerę się nie dało, nie wiem do dziś dlaczego…

E. Satanael: Idea była taka, by nasza muzyka mówiła sama za siebie, więc nie ujawnialiśmy żadnych materiałów ani informacji aż do teraz.

O.: Dobra, to może teraz mógłbyś nam opowiedzieć coś o dziejach Bloodsworn? Coś o Waszych wczesnych dniach?

E. S.: Zespół został stworzony przeze mnie – E. Satanaela, coś około 1996 czy 1997 roku. Wówczas było całkiem inaczej i nie sądzę, by więcej niż kilka osób wiedziało o tym. Nie ważne, więcej kształtów nabrało to coś około 1998 roku, kiedy dołączył do mnie T. Nefas i Aradia, i nagraliśmy niezatytułowaną taśmę, która później dała nam kontrakt z Head Not Fund Records należącą do Metaliona. No o te pierwsze dni, w 1998 roku były wspaniałe.

O.: No tak, a rok później w 1999 roku nagraliście „All Hyllest Til Satan”, jednak wydaliście je dopiero w 2008, czyli po dziewięciu latach. Słyszałem o jakichś problemach, ale o nie jeszcze zapytam. Powiedz proszę, co robiliście przez te lata?

E. S.: Nie skupialiśmy się jakoś wyjątkowo na Bloodsworn, może poza pisaniem tekstów i jakimś mglistym planowaniem. Reszta muzyków pochłonięta była innymi celami, niektórzy skupiali się na Black Metalu i Satanizmie, inni nie.

O.: Ale już na szczęście „All Hyllest Til Satan” jest faktem, widziałeś już więc zapewne jakieś recenzje? Do jakich kapel jesteście najczęściej porównywani? Jak dla mnie brzmi to trochę tak, jakby Zyklon B spotkało się z Anaal Natharkh, ale oczywiście to nie zarzut, jedynie sugestia dla czytelników…

E. S.: Każde porównanie w recenzji bazuje na zapatrywaniach recenzenta, uważam więc, że każdy ma rację w jakiś tam sposób. Ale szczerze, to jakoś w tym momencie, żaden konkretny zespół nie przychodzi mi do głowy.

O.: No tak, niby chcieliście zachować anonimowość, ale gdy otrzymałem promówkę i rzuciłem okiem na line-up miałem już pewne podejrzenia, co do tego, kto stoi za Bloodsworn (jak się potem okazało, prawidłowe, hehe). Czego chcieliście być anonimowi, czy istnieje coś takiego jak sława w Black Metalu, tak trudno jest żyć, będąc obciążonym popularnością, hehe?

E. S.: Nie, nie jesteśmy tak trudni w kontakcie. Jeśli chcielibyśmy zostać całkiem anonimowi, wiele rzeczy zrobilibyśmy inaczej. Nie mieliśmy na celu być lub nie być rozpoznawalnymi, co nie znaczy, iż nie chcielibyśmy żeby ludzie słuchali Bloodsworn i podzielali nasze poglądy.

O.: Właśnie – poglądy. Widziałem, że Wasz krążek został zatwierdzony przez Satanic Metal Militia, booklet jest też ozdobiony ich logiem. Zastanawiam się, jakie zespoły mogą posługiwać się tym logiem, kto decyduje, które kapele mogą go używać, a które nie? Czytałem też gdzieś, że kilku członków Bloodsworn, jest częścią czegoś o nazwie Hønefoss Militsen – czy są to te same organizacje, czy dwie różne grupy?

E. S.: Satanic Metal Militia została już rozwiązana. Zdecydowaliśmy się użyć tego logo, by oddać honor ludziom, którzy za nią stali, a także z pewnej naszej nostalgii. To logo nie powinno być używane przez kogokolwiek innego!!! Hønefoss Militsen nie jest tym samym co Satanic Metal Militia.

O.: Kto jest autorem okładki i samego pomysłu? Nie jest to zbyt oryginalny koncept, nie uważasz? Dużo kapel stosowało podobne okładki. No i czy nie obawialiście się o zarzucanie Wam bycie częścią NSBM?

E. S.: Oryginalny pomysł jest mojego autorstwa, idea layoutu rozwinęła się w efekcie współpracy z Effektor i Northgrove. Pomysł był gotowy już osiem lat temu, ale wciąż pasuje do albumu. Wciąż reprezentuje o wiele głębszą i złożoną ideę, niż tylko kupę trupów. Nie baliśmy się oskarżeń o NSBM, Bloodsworn NIE ma nic wspólnego z polityką. Jesteśmy Black Metalowym zespołem, tak więc dotykamy Szatana i różnych aspektów Satanizmu.

O.: No to już wiemy. Ale jakby ktoś nie wiedział, to może spojrzeć na Wasze teksty, które są raczej bezpośrednie. Możesz jakoś opisać ich przesłanie?

E. S.: Ewolucja przez Szatana!

O.: Hehe, krótko, zwięźle i na temat. A zamierzacie szerzyć to przesłanie poprzez granie na żywo? Jaki masz pogląd na odwieczną kwestię w Black Metalu – czy ta muzyka pasuje do grania na żywo, czy raczej jedynie do słuchania w zaciszu domowym?

E. S.: Nie, myślę, że nie będziemy grać z Bloodsworn na żywo. Może się to oczywiście zmienić z czasem, ale na dzień dzisiejszy mówię: nie. Czasami Black Metalowe gigi mogą mieć olbrzymią wartość, a czasem nie. Prawdopodobnie wszystko jest zależne od punktu widzenia obserwującego. A naszego albumu ludzie mogą słuchać, tak jak im pasuje.

O.: Łaskawca, hehe. Czytałem o Waszych problemach z wytwórniami, można by więc rzec, że pech prześladował Was od dłuższego czasu, co? Co było powodem waszych kłopotów?

E. S.: Czuliśmy się, jakby prześladowała nas jakaś klątwa. Ale cały czas byliśmy cierpliwi, czekaliśmy na moment, kiedy nic już nas nie będzie nękało. Ale „kilka miesięcy” zamieniło się w kilka lat i z powodu kłopotów finansowych musieliśmy dwukrotnie zmienić wytwórnię. Mimo to Metalion z Head Not Found Records i Sorgar z pomogli nam bardzo w załapaniu nowych kontraktów, więc nie ma między nami złej krwi. Później, master zaginął po tym jak policja najechała na moje mieszkanie. Oznaczało to, że trochę rzeczy musieliśmy zrobić raz jeszcze. Szczęśliwie, nigdy się nie zatrzymaliśmy ani nie złamali.

O.: Ale teraz jesteście w Agonia Records, która skupia również parę innych zespołów, w których udzielają się inni członkowie Bloodsworn, więc już się pewnie o przyszłość nie martwicie? Oczekujecie czegoś konkretnego od Filipa?

E. S.: Tak właściwie, to nigdy nie martwiliśmy się o przyszłość, zawsze wierzyliśmy w album, który mieliśmy nagrać. Cenimy sobie szczerość ponad wszystko! Tak określiłbym to zagadnienie. Wierzymy, że w kwestiach biznesowych będą oni ciężko pracować, bo nie ważne co byśmy mówili, w końcu to ich interes.

O.: Święta racja. A może powiesz mi, jak T. Nefas znajduje czas na wszystkie jego zespoły i projekty? A co z Tobą, czy Bloodsworn to Twój jedyny zespół?

E. S.: T. N. jest maniakiem, a to jak znajduje czas na wszystkie swoje projekty jest najlepiej strzeżoną tajemnicą Piekieł! Ja również mam swój inny zespół, nazywa się Eswiel, który tworzę razem z Northgrove z potężnego Vulture Lord i Beastcraft.

O.: Na Waszym profilu MySpace znajduje się mniej więcej takie zdanie: „Jedynym sposobem na pogodzenie się ze zniewolonym światem, jest stać się tak absolutnie wolnym, by całe istnienie stało się aktem rebelii”. Kto jest autorem tej sentencji? Uważasz, że Black Metal jest jedynymy (lub najlepszym) sposobem rebelii wobec społeczeństwa?

E. S.: Jest to zdanie Alberta Camus [oho, wyszedł ze mnie nieuk, a przecież już magister – przyp. Oracle], francuskiego filozofa, który zajmował się między innymi pojęciem absolutnej wolności. Black Metal to forma sztuki i jako taka powinien być pozbawiony wszelkich kompromisów. Na pewnym poziomie, który jest zapewne bardzo rebeliancki sam w sobie, lecz mimo wszystko, zawiera również pewne „wskazówki”, które dla niektórych są tak naturalne, jak śmierć dla życia. W dodatku, Black Metal to (przynajmniej powinien) Satanizm (w takiej czy innej formie) i jako taki z pewnością jest rebeliancki w samej swej naturze, ale z pewnością nie jest to jedyny sposób buntu przeciw społeczeństwu. Ale oczywiście, semantycznie rzecz biorąc Szatan oznacza oponenta/oskarżyciela, można więc w jakimś rozmiarze określać tak każdy akt rebelii.

O.: Widziałem Twój własny profil MySpace, no i wyczytałem zeń, że jesteś fighterem, mógłbyś powiedzieć na ten temat coś więcej? Czy to Twój sposób na zarabianie pieniędzy, jak normalna praca, czy może dodatkowe zajęcie, takie jak Bloodsworn?

E. S.: Nie mi niczego takiego na mojej stronie [jak nie ma, jak jest, sam widziałem, może nazywa się to inaczej, na pewno jednak E. Satanael tłucze innym ryje na ringu – przyp. Oracle]. Mimo wszystko, mówiąc z grubsza, Bloodsworn to mój sposób na wyrażanie siebie, zaś walka – na podejmowanie wyzwań przed samym sobą. Walka przeciwko wytrenowanemu przeciwnikowi w metalowej klatce, na oczach tysięcy widzów, to na wiele sposobów, wyzwanie uniwersalne. To na pewno nie jest sposób na zarabianie pieniędzy, a raczej mój sposób na życie.

O.: Brutalna muzyka, brutalny sport – co było najpierw? Czy te zajęcia są w jakikolwiek sposób powiązane ze sobą, albo się warunkują?

E. S.: Tak właściwie to Satanizm przyszedł pierwszy, gdzieś pod koniec lat osiemdziesiątych. Później, początkiem lat dziewięćdziesiątych sam zacząłem tworzyć Black Metal, który przyszedł jako naturalna ewolucja. Ważną rzeczą tutaj jest, iż może istnieć Satanizm bez Black Metalu, ale Black Metal bez Satanizmu już nie!

O.: Taa, powiedz to pogańsko – sataniczno – chujwijakim prawdziwkom. A jak żyje się w Norwegii? Wiele osób sądzi, że to taki kraj, w którym jeśli rzucisz kamieniem, na pewno trafisz w głowę jakiegoś black metalowego muzyka…

E.S.: Nie mam pojęcia, inni członkowie pewnie odpowiedzieliby na to pytanie lepiej, bo są raczej lepiej zorientowani w temacie niż ja.

O.: Dobrze, a powiedz mi na koniec o planach Bloodsworn i o tym, co przyniesie Wam przyszłość…

E. S.: Najbliższymi planami dla Bloodsworn jest kontynuowanie pisania muzyki i tekstów na kolejny album. Dzięki wielkie za wywiad, wysoce to doceniam! Również wielkie Satanistyczne dzięki tym wszystkim, którzy zakupili nasz album!

O.: Ja również dziękuję!