Black Death Productions: „Rodzicowi ciężko wybrać, które dziecko najbardziej kocha. Ale pewne rzeczy zrobiłbym inaczej w dzisiejszych czasach.”

Przyznam, że trochę zajęło mi ukończenie tego wywiadu, bardziej z winy mojej niż Maćka, ale szczęśliwie, po długich miesiącach, nasza rozmowa dobiegła końca. Maciej jest głównodowodzącym w Black Death Production, o swoich upodobaniach na temat ostrego żarcia oraz swoim pierwszym razie w muzyce metalowej opowiedział w tym oto wywiadzie.

Wojtuś: Hails Maćku! Co słychać w szczecińskim podziemiu?! Istnieje jeszcze takowe?

Maciej: Hails! Na razie jest całkiem dobrze. Nie jest to może na skalę innych miast wojewódzkich, ale kilka zespołów metalowych działa na miejscu. Co do wydawnictw, mam to szczęście, że jestem tutaj sam. No jest jeszcze jakieś lewackie distro, ale to żadna konkurencja. No i oczywiście jest jeszcze Impurity Productions, które współtworzę razem z dwoma kolegami. Nie mniej jednak Impurity jest ukierunkowane na trochę inną muzykę niż BDP.

W.: Jak właściwie zaczęła się Twoja przygoda z metalem? 

M.: W sumie od pierwszych dni życia. Mój ojciec słucha starego rocka i metalu, jak Black Sabbath, Scorpions, Led Zeppelin, więc ta muzyka jest dla mnie czymś naturalnym. Nie mniej ekstremalne odmiany metalu zawdzięczam bratu. On przynosił do domu różne dziwne płyty no i słuchałem razem z nim.

W.: Jak rozwinął się pomysł założenia distro? Jakie przyświecały ci główne cele?

M.: Pomysł narodził się pod koniec 2009 roku. Współpracowałem wtedy z Heerwegen Tod Production, ale wiedziałem, że to nie jest mój twór. Nie ja tam decydowałem. Miałem wpływ tylko na graficzną stronę HTP. Tak więc na początku 2010 roku powołałem do życia Black Death Production.

W.: Coś na temat Twojego pierwszego wydawnictwa?

M.: Volven „Desiderium” wydane na płytce CDr. Pomysł na wydanie tego demo narodził się zaraz przed powstaniem BDP, można rzec, że był to jeden z powodów powołania BDP do życia.

W.: Z którego jesteś najbardziej dumny?

M.: Rodzicowi ciężko wybrać, które dziecko najbardziej kocha. Ale pewne rzeczy zrobiłbym inaczej w dzisiejszych czasach 😉

W.: Można zauważyć rosnącą modę na wydawnictwa w tak zwanym formacie „Die Hard”, możnaby rzec, że również stałeś się ofiarą tej mody mając w swej ofercie die hard Hell’s Coronation. Wiele wydawnictw ma także różne gadżety, od koszulek przez jakieś świece zapachowe po figurkę głównego wokalisty. Gdzie Twoim zadniem kończy się granica dobrego smaku w takich wydawnictwach?

M.: Czy ja wiem, czy stałem się ofiarą? Płyta z koszulką i flagą nie jest jakimś wygórowanym „Die Hardem”. Koszulki, flagi, przypinki, naszywki, naklejki – jak najbardziej okej. Ale gdy schodzi to na temat kawy, świeczek czy innych bzdetów – nie jestem w stanie zrozumieć tego. No Hell’s Coronation „Triumphant Ancient Sabbath” jest trochę bogatszy, no ale znowu: koszulka, przypinka i naszywka. Nie jest to jakiś mega wypasiony zestaw jak skrzynka po amunicji Nekkrofukk.

W.: W twoich wydawnictwach nie ma zbyt wielu młodych kapel. Jak to z nimi jest? Nie znalazłeś żadnego obiecującego młodego zespołu?

M.: Co rozumiemy przez młode kapele? Młodzi muzycy czy długość życia zespołu? Z młodymi muzykami nie miałem okazji współpracować za wiele. W drugiej kategorii jest już lepiej, np. Hell’s Coronation, Czort, Sarg, Two Runes, Kosa.

W.: Istnieją jakiekolwiek młode hordy, które możesz polecić naszym czytelnikom?

M.: No mamy twardy orzech do zgryzienia, bo jakoś średnio idzie mi wyszukiwanie nowych zespołów. Zwykle są to zespoły starych wyjadaczy, których wszyscy znają 😊

W.: Jak właściwie można znaleźć się w Twoim planie wydawniczym? Jak duży przelew trzeba? 😉

M.: Ło Panie, to nie som tanie rzeczy. Ale tak na poważnie, to wystarczy muzyka i przekaz, który mnie zainteresuje. Więc wszelkiego rodzaju „lekki” metal czy też chrześcijański bądź lewacki metal odpada. Wszelkie „post” również.

W.: Skąd taka niechęć do post metalu? Są jeszcze jakieś gatunki, których nie tkniesz?

M.: Bo to nie jest metal. Jakieś poetyckie plumkanie na gitarce do mnie nie przemawia. Mało tego „post” dotarło do każdego podgatunku metalu. Na szczęście ta krótka moda powoli przemija.

W.: Jesteś czasem zasypywany pytaniami na skrzynkę, czy jest szansa na znalezienie w twoim programie wydawniczym?

M.: Może nie tak jak inni, ale w miesiącu trafi się kilka propozycji wydania. Niestety często muszę odmawiać. Z różnych powodów, jak chujowa muzyka czy przekaz. No i czasem się zdarza, że muzyka mi się podoba, ale wiem, że nie podołam finansowo. Wtedy staram się polecić inne, dobre wydawnictwo do współpracy, które mogłoby być zainteresowane danym zespołem. No i parę razy się udało znaleźć wydawcę.

W.: Z którym z polskich labelów najlepiej ci się współpracuje?

M.: Heerwegen Tod Production, Werewolf Promotion, Lower Silesian Stronghold, Old Temple, Putrid Cult, Under The Sign of Garazel, Godz ov War. Odpowiedni ludzie na odpowiednich „stanowiskach”. Pełna profeska pod każdym względem, jeżeli chodzi o te wydawnictwa.

W.: Uważasz, że moda na winyle i kasety powróciła? W dzisiejszych czasach większość kapel chce być wydana na tych nośnikach, zwłaszcza na tym drugim, który nie jest zbytnio opłacalny w produkcji, jeśli chce się by wszystko miało ręce i nogi.

M.: W metalowym półświatku te formaty nigdy nie zniknęły. No osobiście to stawiałbym bardziej na winyl, zwkwestii prestiżu. Co do kaset, to jest to naprawdę mało opłacalny, jak nie całkowicie nieopłacalny interes. Wiesz… nie robię distra do kasy, bo powstało dla pewnej idei, ale jednak nie bardzo widzi mi się (jak i pewnie wielu osobom) pakować kasę na straty. Takich historii znam kilka.

W.: Udaje Ci się zawsze zrealizować wszystkie plany związane ze swoimi wydawnictwami?

M.: Zwykle tak. Staram się nie wybiegać za bardzo do przodu i staram się kalkulować na kiedy mniej więcej planować wydawnictwo, żeby nie było opóźnień. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby zabrakło mi funduszy na któreś z wydawnictw.

W.: Z drugiej strony, czy korzystasz z udogodnień internetu i używasz Spotify bądź trzaskasz muzę z youtube? Czy jednak stay kvlt i katujesz tylko fizyczne nośniki?

M.: Oczywiście, byłbym hipokrytą, gdybym nie korzystał. Jako informatykowi ciężko tego nie robić. Staram się jednak być powściągliwym na ten temat. Czasem poleci album z YouTube, kiedy pracuję przy laptopie i nie mam dostępu do wieży. Spotify znam, ale korzystam rzadziej niż raz na kwartał.

W.: Jak każdy szanujący się człowiek również i Ty posiadasz pejsatą książkę i nawet fanpage swojego labelu. Facebook przydatne narzędzie, czy przeklęta klątwa, bez której nie da się żyć?

M.: Jako osoba z wykształceniem informatycznym ciężko negować mi nowe technologie. Jako narzędzie do szerzenia zarazy – przydatne, ale nie wymagane. Na FB jest kilka ciekawych grup, gdzie nie ma przypadkowych osób i można wypromować pewne rzeczy. Na swoim FB w 90% umieszczam info o nowych wydawnictwach, aktualizacjach distro oraz recenzjach swoich wydawnictw. Te pozostałe 10% to np. info o nagrywanym albumie zespołu z mojej stajni.

W.: Wzrosło zainteresowanie Twoimi wydawnictwami, odkąd jesteś na niebieskiej skrzynce?

M.: W granicach błędu statystycznego.

W.: Gdzie najdalej zawędrowały Twoje wydawnictwa?

M.: Australia, Korea Południowa, Chiny, Tajlandia, Japonia, Brazylia, Argentyna, Chile, Kanada i USA (nawet na Alaskę wysyłałem kasety). W sumie moje przesyłki zwiedziły prawie cały świat, poza Afryką (wykluczając RPA) i bliskim wschodem.

W.: Od niedawna wydajesz również merch takich hord jak np. Fullmoon czy też zbliżający się Selbstmord. Można powiedzieć, że wypełniłeś niszę na zapotrzebowanie merchu takich hord?

M.: Nie wypełniłem niszy, ale dołożyłem małą cegiełkę do tego. Rzadko widzi się oficjalne ciuchy pewnych zespołów. A, jako że znamy się osobiście, to postarałem się zrobić coś dla promocji tych zespołów. No i o ile płyty czy kasety łatwo dorwać, bo nakłady są zwykle spore, to przy ciuchach zawsze było inaczej.

W.: Czy prowadzenie labelu to droga pełna wyrzeczeń? Masz co do gara włożyć?

M.: Niektórzy zamykają swoje podwoje inni wręcz przeciwnie, pną się do góry. Label to dla mnie dość drogie hobby, więc gdybym poświęcił się tylko temu to umarłbym z głodu. Na szczęście mam normalną pracę, z której mogę utrzymać domowy budżet, distro i odłożyć co nieco. Niektórzy myślą, że otwierając wydawnictwo, od razu zgarniasz spory hajs, bo przecież można nieźle zarobić. Może i można, ale trzeba mieć zajebistego farta i odpowiednie zespoły do współpracy. Nie sprzedasz 500 sztuk płyt średniego zespołu, jest to fizycznie niemożliwe. Dlatego wiele osób przejechało się na temacie. Jedni zamknęli swoje labele z powodów rodzinnych, inni z finansowych. No ale znam wydawców, którzy utrzymują się z tego. Sam wolę zostać przy swoim sprawdzonym układzie.

W.: Uważasz, że w czasach, w których żyjemy niezależni wydawcy, mają pod górkę, czy jest wręcz przeciwnie?

M.: Ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Na pewno jest lepiej niż kilka czy kilkanaście lat temu. Powszechność internetu oraz niewielki stopień skomplikowania przy zakładaniu wszelkiego rodzaju internetowych sklepów ułatwiło zadanie małym czy niezależnym wydawcom. Do tego dużo platform streamingowych również wspiera małych wydawców czy artystów, np. Bandcamp.

W.: Podobno bardzo lubisz ostre żarcie. Raz nawet chwaliłeś się nabyciem ostrych papryczek. Zapiekło kiedyś dwa razy? Hehe

M.: Uwielbiam. Tak, miałem okazję nabyć kilka sztuk Carolina Reaper. Początkowo ostrzegano mnie, że wielkość tej papryczki bywa bardzo myląca. I srogo się na tym przejechałem. Bywały sytuacje, że zapiekło trzy razy…

W.: Myślisz, że dożyjemy takich czasów, gdy nośnik cyfrowy wyprze wszystkie fizyczne wydania i będą one tylko wspomnieniem dni minionych, bądź dla wąskiego grona odbiorców?

M.: Oby nie, ale obecny postęp informatyzacji świata dąży do tego. Coraz więcej rzeczy jest dostępnych w chmurach. Wiem, że dużo osób lubi rzeczy. Lubi je dotykać, obcować z nimi. Niestety zubożenie ideologiczne mieszkańców naszej planety oraz wszechobecna moda na wygodę może wyeliminować muzykę w fizycznej formie.

W.: Jeździsz Ty Pan na koncerty? Ostatnio widziałem jak włóczyłeś się po grodzie na Black Silesii, ale tak to nie widać Cię nigdzie.

M.: Jeżdżę, ale z racji tego, że mam dość dużo pracy, ograniczam swoje wyjazdy. Preferuję jakość nad ilość. Studiując miałem więcej czasu, na koncerty, tym bardziej że mieszkałem całkiem blisko Wrocławia. Niestety, w Szczecinie rzadko gra coś dobrego, ale za to, jak coś przypierdoli, to klękajcie narody. Na ten przykład Altarage i Eskhaton 13.08 oraz Malthusian i Suffering Hour 11.09.

W.: Czego słuchasz poza metalem? Prosimy o konkretne nazwy.

M.: Głównie ambient, muzyka filmowa i klasyczna. Z nazw mogę polecić Paleowolf, Sealed in Blood, Forndom, Heilung.

W.: Do końca roku bliżej niż dalej. Co płytowego Cię pozytywnie zaskoczyło, a co rozczarowało?

M.: W sumie… To nie słuchałem zbyt wielu premier w tym roku. Może na urlopie nadrobię zaległości.

W.: Jakich nowych wydawnictw możemy spodziewać się od Black Death Prod. w niedalekiej przyszłości?

M.: Na razie mogę zdradzić wydanie Thuringwethil na CD. Reszta w swoim czasie, ale będą to 3-4 winyle.

W.: „Hospodi” czy „Panikhída”?

M.: Gówno.

W.: Dzięki Ci Maćku za poświęcony czas, życzę wszystkiego dobrego i do rychłego spotkania przy kieliszku chleba. Ostatnie słowo należy do Ciebie!

M.: Dzięki również. Oczywiście, że kieliszek chleba i pitna zagryzka będzie obowiązkowa!

Autor

148 tekstów dla Chaos Vault

Główny ekspert w dziedzinie szkalowania, lubujący się w czarnym metalu oraz wszelakich ambientach i innych wybrykach natury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *