Można by rzec, że wywiad rodził się w bólach, bo technika była cały czas przeciwko nam. Ale nie z takimi przeciwieństwami losu musi się zmierzyć każdego dnia tak dzielny metalowiec, jak Shadow, jak ja czy jak Ty, drogi czytelniku, hehe. Dlatego też poniżej możecie sobie poczytać, co o nowej płycie „Death Fanaticism”, miał do powiedzenia głównodowodzący Black Altar, którego nieomieszkałem zagadnąć też o kilka innych spraw.

Oracle: Witaj Shadow! Powiedz na początek, dlaczego musieliśmy czekać na następcę debiutu tak długo? Wszak to cztery lata, a z tego co wiem, to materiał na „Death Fanaticism” zarejestrowałeś w 2006 roku…

Shadow: Witaj! Przyczyn takiego stanu rzeczy było parę. Około rok po nagraniu debiutanckiej płyty usunąłem z zespołu pozostałych muzyków, ponieważ jakoś nie łatwo było im się zebrać do grania prob. Przez ten okres zajmowałem sie tylko promocją płyty. Później, przez następny rok powstawał materiał na kolejną płytę. Myślałem o zebraniu stałego składu, grającego również koncerty, testowałem różne ‚konfiguracje’ muzyków z różnych części Polski. Koniec końców zdecydowałem, ze nie mam na to wszystko czasu i postanowiłem, że Black Altar pozostanie projektem studyjnym. Wraz z sesyjnym składem, składającym się praktycznie z muzyków wspierających Black Altar. Wcześniej, zarejestrowałem w okolicach września 2006 drugą płytę ‚Death Fanaticism’. Następnie przeżyłem koszmarną kooperację ze swoim grafikiem, który robił mi skład prawie rok, na koniec zerwaliśmy ze sobą współpracę i we własnym zakresie pokończyłem grafiki. To, że od roku i 3 miesięcy mieszkam w Londynie również nie ułatwiało mi spraw organizacyjnych. Ostatecznie płyta ukazała się w okolicach maja 2008 i ten, kto lubił wcześniejsze dokonania Black Altar tym bardziej powinien polubić ten album, bo to najlepszy jak do tej pory materiał tego zespołu.

O.: Debiut ponoć bardzo szybko znalazł swoich nabywców, bo cały pierwszy nakład 2500 egzemplarzy zszedł po około czterech miesiącach. Czy taki sam zamiar masz odnośnie „Death Fanaticism”?

S.: Zamiar może i mam, ale tym razem nie sądzę, żeby był on wykonalny he, he. Przy debiutanckiej płycie bowiem promocją zajmowała się niemiecka Christhunt i moja Odium Records. Tym razem jestem zdany sam na siebie, ponadto prowadzę tu w Londynie taki tryb życia, że bardzo niewiele zostaje mi czasu na działania promocyjne. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i powoli, lecz systematycznie ogarniam temat. Na początek miałem trochę zamówień jeszcze przed ukazaniem się płyty, np sklep Dziupla kupił 400 sztuk, później ukazało się trochę reklam w dużych, światowych magazynach, jak Terrorizer (również utwór na składance), Zero Tolerance, Metalion, Legacy. Następnie zająłem się Polską i teraz zaczynam działać bardziej globalnie, również wymieniać się z innymi na płyty. Trwają rozmowy w sprawie wydań ‚Death Fanaticism’ na licencji w innych krajach i na innych formatach. Myślę, że pierwszy nakład 3 tysięcy sztuk nie będzie długo u mnie leżał.

O.: Oby. Nurtuje mnie kwestia składu. No bo niby wszyscy prócz Ciebie są w Black Altar muzykami sesyjnymi, ale nie ograniczają się oni li tylko do odegrania swoich partii, bo np. takie „The Void” czy „Kingdom Ov Razors” są w całości skomponowane przez Lorda von Skavena, Obliviona czy Horizona

S.: Z osób, które wymieniłeś właściwie tylko Horizon miał duży wpływ na ta płytę. Użyłem jeden stary utwór Lorda von Skavena, natomiast Oblivion napisał 2 teksty, nie komponował żadnej muzyki. Generalnie jestem basistą i wiadomo, że jeśli chce mieć jakieś bardziej skomplikowane partie gitary, to muszę skorzystać z dobrego gitarzysty. Podczas komponowania muzyki np przez Horizona, również czuwam, żeby szło to w odpowiednim kierunku i pasowało do stylu Black Altar, bo gdyby każdy zaczął wymyślać utwory w innym stylu, to wyszłaby z tego mała paranoja.

O.: Fakt.Death Fanaticism” wydałeś nakładem własnego Odium Rex, a nie jak wcześniejszą płytę, via Christhunt Records. Siła wyższa czy świadoma i przemyślana decyzja na wydanie tego we własnym labelu?

S.: Sprawa wyglądała tak, że na początku „Death Fanticism” miał być mini albumem. Oprócz tego miałem parę utworów przeznaczonych na split z pewnymi znanymi zespołami. Dostałem jednak list z Osmose z propozycją wydania materiału, jednak pod warunkiem, ze będzie to pełen album. Dołożyłem więc utwory przeznaczone na split do tych z mini albumu i w ten sposób miałem gotowy materiał na pełną płytę. Po otrzymaniu gotowego nagrania Herve stwierdził, że muzyka mu się podoba, ale nie miks i mastering. Ja nie miałem już za bardzo pola manewru do jakiejś większej zmiany, ponadto nie zmierzałem dostosowywać brzmienia mojego zespołu do czyichś widzimisie. Koniec końców z wydania płyty przez Francuzów nic nie wyszło. Nie zamierzałem jednak powierzać materiału jakiejś mniejszej wytwórni, o możliwościach podobnych do mojej Odium Rex, skoro mogłem to wydać sam, mieć nad wszystkim kontrolę i nie prosić o darmowe kopie. Pojawił się nawet przez chwilę temat ponownego wydania tego w Christhunt Prod, ale w tym czasie właściciel wytwórni popadł w duże problemy z prawem i przyszłość Christhunt stanęła pod bardzo dużym znakiem zapytania.

O.: No i już wszystko jasne. Poprzedni album miał sporą promocję, wzmianek o nim brakowało chyba tylko w „Naszym Dzienniku” i głównym wydaniu „Wiadomości”, hehe. Tym razem zresztą również nie próżnujesz, rozumiem więc, iż nie straszne są Ci zarzuty komercjonalizacji tylko dlatego, iż o premierze drugiej płyty Black Altar można było przeczytać na Onecie?

S.: To, czy ukaże się jedna reklama Black Altar, czy 100 nie powinno mieć żadnego znaczenia w odbiorze muzyki, ponieważ nie staje się ona przez to bardziej lub mniej komercyjna. Rzeczywiście reklam i wzmianek o tej płycie było sporo w polskiej prasie, jednak jestem juz taki, że jak coś robie, to staram się to robić z rozmachem. A debiutancka płyta była dla mnie ukoronowaniem wielu lat pracy i wyrzeczeń i nie mogłem pozwolić, żeby przeszła ona nie zauważona. Co do Onetu, to są tam newsy, czy wywiady takich zespołów jak DarkThrone, Carpathian Forest, czy Watain lub choćby z polskiego podwórka Infernal War, Thunderbolt, czy bodajże Kriegsmaschine. Nie sądzę, żeby te zespoły miały stać się przez to komercyjne. W każdym bądź razie tym razem promocja w Polsce będzie znacznie mniejsza, praktycznie się ona juz zakończyła i przez wiele osób pozostała pewnie niezauważona. Reklamy ukazały się tylko w „7 Gates”.

O.: Pierwsze, co rzuca się w uszy po odpaleniu Cd to poprawa brzmienia. Studio X to oblegane obecnie miejsce. Czemu również i Ty zdecydowałeś się nagrywać u Szymona Czecha?

S.: Dla mnie był to zupełnie naturalny wybór, ponieważ jest to studio mieszczące się w moim mieście i praktycznie jedyne miejsce nadające się do nagrywania metalu, gdyż Selani już nie istnieje. Ponadto losy Black Altar są związane od paru lat z osobą realizatora dźwięku Szymonem Czechem. Już przy nagrywaniu debiutanckiej płyty, po nagraniu ścieżek instrumentalnych zakończył on pracę w Selani i przeniósł się do Studia X, a my razem z nim, gdzie zostały nagrane wokale i zrobiony był miks i mastering. Jedyną uwagę, jaką miałbym do tego studia, to taka, że dla mnie jego brzmienie jest trochę za czyste, ale myślę, że można to jakoś skorygować.

O.: W porównaniu z „Black Altar” nowy album jest też chyba bardziej zróżnicowany, mamy więcej zmian tempa niż poprzednio, czy tylko mi się wydaje?

S.: Może i masz rację, choć myślę, że i poprzedni album był dosyć zróżnicowany, gdyż mój styl kompozytorski różni się znacznie od pozostałych muzyków. Moje utwory są prostsze, ale za to bardziej klimatyczne. Tym razem jest na pewno więcej średnich partii, nie ma tylu blastów, muzyka jest też trochę bardziej techniczna. No i dochodzi kwestia poprawy brzmienia, o której wcześniej wspomniałeś. Pomimo, że album był nagrany w czasie ponad 4 razy krótszym niż debiut, to jednak brzmienie i produkcja są lepsze.

O.: Cała płyta jest dobra, ale są i zgrzyty. Dla mnie głównie chodzi o ostatni numer, będący chyba w zamierzeniu outrem, który jest strasznie długi i w gruncie rzeczy nudny po prostu. Jaki był sens umieszczania go na płycie? Aby album był dłuższy?

S.: Należy tu się małe wyjaśnienie. Nie jest to żadne outro, gdyż to z reguły nie trwa dłużej niż 3 minuty. Jest to samodzielny, długi utwór instrumentalny, utrzymany w konwencji death/dark ambient. Uważam, że jest on mroczniejszy niż pozostałe utwory metalowe znajdujące się na tej płycie razem wzięte. O tym, ze ma on dla mnie duże znaczenie świadczy fakt, że jest to utwór tytułowy. Jeśli ktoś lubi muzykę w tym stylu, to myślę, że z „przyjemnością” wysłucha ten utwór do końca, jeśli nie lubi, to po postu wyłączy płytę. Przecież to takie proste. Poza tym ciesz się, że nie zamieściłem wersji tego utworu przeznaczonej pierwotnie na minialbum, która trwała 33 minuty he, he.

O.: Heh, no jestem wdzięczny, bo jedna kawa mogłaby nie wystarczyć. Skoro się już czepiam – czy dwukrotne umieszczenie tekstu do drugiego utworu we wkładce było zamierzone, czy to pomyłka w druku? Podobnie jak dwukrotne pojawienie się niektórych ilustracji…

S.: Muszę Ci pogratulować, ponieważ stałeś się posiadaczem białego kruka [fuck yeah! – przyp. Oracle]. Taki egzemplarz trafił się tylko raz. Po prostu facet zszywający wkładki w drukarni pomylił się i zszył dwa razy te same strony.

O.: Poprzednio, wraz debiutem ukazał się teledysk. Nie planujesz czegoś podobnego przy okazji drugiej płyty?

S.: Nie, nie planuję. Jestem zdania, że albo się robi teledysk na poziomie, albo lepiej zrezygnować z niego w ogóle. Szczególnie w Black Metalu łatwo popaść w śmieszność, robiąc jakieś kiczowate gówno, które jest później przedmiotem żartów i przynosi zespołowi więcej szkody niż pożytku. Mnie osobiście śmieszą teledyski, w których np zespoły grają w lesie na instrumentach muzycznych, podpiętych chyba do dziupli w drzewie. [a technicznymi są wiewiórki, a młyn pod „sceną” robią jeże, sarny i borsuki, ewentualnie kapela może biegać po górkach, wzgórkach i pagórkach jak Immortal, hehe – przyp. Oracle] Ponadto nie miałem czasu, żeby zająć się czymś takim, jak teledysk. Pamiętam, że zrobienie tego do debiutanckiej płyty kosztowało mnie mnóstwo wysiłku i sporo nerwów, żeby skoordynować to wszystko organizacyjnie.

O.: Dlaczego „Widmo Śmierci” jako jedyny utwór na albumie znalazł się w ojczystym języku? I czy w ogóle teksty na „Death Fanaticism” mają jakiś jeden koncept? Spinającą je klamrą wydaje się być Śmierć, słowo – klucz…

S.: Nie wiem dlaczego „Widmo Śmierci” ukazało się w języku ojczystym. Po prostu czułem potrzebę zrobienia tego w języku polskim. Wyszło to całkowicie naturalnie. Ponadto nie powtarza się wtedy w prawie każdym tekście słowo „Death” he, he. Tak, Śmierć jest głównym konceptem, z którym jest związana większość tekstów. Zarówno ja, jak i pozostali autorzy tekstów staraliśmy się przedstawić zagadnienie Śmierci na różnych płaszczyznach i z różnych punktów widzenia. Dla mnie dodatkowo jest to dosyć osobisty temat, gdyż podczas powstawania tej płyty odeszło na druga stronę sporo osób z mojego otoczenia.

O.: Aha. Określasz swoją muzykę jako „holocaust horror black metal”. Czy nie uważasz, że dwa pierwsze słowa, to jest „holocaust horror” zdają się zbędne? Właściwie to nijak mają się do zawartości muzycznej „Death Fanaticism”, która jak dla mnie jest po prostu niezłym blackiem i tyle…

S.: Przedrostki Holocaust Horror dodałem w czasach, kiedy nastąpił zalew zespołów naśladujących Dimmu Borgir i Cradle of Filth. W pewnym momencie było tego tak dużo, że Black Metal zaczął być utożsamiany właśnie z tym nurtem. Ja nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. Myślę, że słowo Holocaust kojarzy się z czymś gwałtownym i niszczycielskim, a horror z czymś przerażającym i niepokojącym i myślę, ze właśnie taka jest muzyka Black Altar.

O.: A jak sprawy się mają w Twoim labelu, Odium Rex? Masz na oku jakiś nowy zespół warty wydania z logiem Odium? Jakie kryteria musi w ogóle spełniać dana kapela, by znaleźć się w Twojej wytwórni?

S.: Mam na oku pewien polski zespół, o którym jeszcze nikt nie słyszał, a który powstał na gruzach pewnego znanego zespołu. Reszta zespołów, które planuje wydać jest stara i powszechnie znana. Jeśli chodzi o kryteria doboru kapel do Odium Rex, to najważniejszym wyznacznikiem jest mój gust. Muzyka musi mi się podobać i być na odpowiednim poziomie. Ponadto zespół musi prezentować sobą odpowiednią postawę ideologiczną. Gdy powyższe przesłanki są spełnione jest spora szansa, ze dojdziemy do porozumienia.

O.: W undergroundzie krąży o Tobie opinia osoby z przerostem ego i tym podobnych cech charakteru. No ale czytałem z Tobą kilka wywiadów i nic takiego nie zauważyłem. Jak myślisz, skąd biorą się takie opinie?

S.: Czy to jest prawda, czy nie, to już nie mnie oceniać. I tak, co bym nie powiedział, to nie przekona pewnie czytelników. Każdy powinien sobie sam wyrobić opinię o mnie, najlepiej na podstawie własnych doświadczeń z kontaktów ze mną, a nie z internetowych forów, na których krążą o mnie dziesiątki niestworzonych historii.

O.: Wiem, że masz jasno wyrobione zdanie o black metalu jako gatunku i postawie życiowej. Mógłbyś jakoś po krótce opisać swoją wizję black metalowej ideologii i stylu życia (jeśli coś takiego w ogóle istnieje)?

S.: Temat rzeka. Rzeczywiście zajmuję się black metalem od kilkunastu lat i widziałem naprawdę wiele różnych trendów, mody, wielkich internetowych wojowników, o których po 2-3 latach słuch ginie, różne wydarzenia, spotkania. Myślę, że niewiele jest już w stanie mnie zaskoczyć. Według mnie, nie powinno się być black metalowcem tylko na scenie albo podczas sesji zdjęciowych. Black Metal to stan umysłu i poglądy, które powinno się wcielać w życie również w życiu prywatnym. To określona postawa i filozofia życia.

O.: Wspomniałeś kiedyś, że udzielałeś się w czymś o nazwie Legion Of Revenge, które miało zajmować się ogólni rzecz ujmując, tępieniem pozerów. Po czym poznawałeś takiego pozera? A może masz jakieś trofea, którymi chciałbyś się pochwalić, hehe?

S.: Wiesz, tu nie chodziło o to, żeby tępić ich fizycznie, bo pozerów jest tylu, że cała armia ludzi miałaby co robić przez wiele lat. Chociaż przyznaję, że od czasu do czasu zdarzały się akty przemocy, ale to nie w ramach Legionu Zemsty, tylko z prywatnej inicjatywy, że tak to ujmę. Szczególnie posiadacze koszulek Dimmu Borgir pamiętam, że mieli przejebane [no co Ty, Shadow, dzieci biłeś?! Hehe – przyp. Oracle]. Mówiąc w skrócie organizacja ta miała skupiać wokół siebie ludzi oddanych w pełni black metalowej ideologii. Mieliśmy organizować spotkania krzewiące jeszcze więcej fanatyzmu. Powstał też zalążek ramienia zbrojnego itp. W pewnym momencie przybrało to już dosyć realne formy. Legion ov Revenge miał być też zespołem, a raczej jednorazowym projektem, będącym ilustracja muzyczna do działalności tej organizacji. W pewnym momencie stwierdziłem, że nie jestem w stanie poświęcić więcej czasu i energii na dalszą działalność. Jedyną pozostałością po tamtych czasach jest zespół, który z Legion ov Revenge zmienił nazwę na Kriegsgott i stał się moim solowym projektem.

O.: Twoi rodzice są podobno mocno wierzącymi katolikami. To nie pierwszy przypadek, gdy dziecko kroczy diametralnie inną drogą niż jego opiekunowie, np. matka Bentona była katechetką, by wybrać jakiś sztandarowy przypadek. Jak uważasz, czy Twój wybór takiej a nie innej drogi, lub mówiąc ściśle – satanistycznej, wynika z wpajania Ci w młodości „jedynie słusznej wiary” czy może sprawa jest o wiele bardziej złożona?

S.: Musi coś w tym być, że zbyt gorliwe wpajanie w dzieciństwie wartości chrześcijańskich jakoś negatywnie się później odbija na psychice ludzi w dorosłym życiu. Nie jest tak tylko w przypadku środowiska metalowego, czego sztandarowym przykładem jest z kolei Madonna, która była wychowywana w jakimś fanatycznym, żeńskim zakonie i skrzywiło to jej psychikę na wiele lat, co można zauważyć w początkowych latach jej twórczości. Moi rodzice są rzeczywiście fanatycznymi katolikami. Modlą się oni wiele godzin dziennie, są organizatorami comiesięcznych pielgrzymek do Gietrzwałdu, w których bierze udział kilkaset osób, łącznie z arcybiskupem. Ojciec jest autorem wielu książek religijnych. Pamiętam, że rodzice czytali mi codziennie najnowsze objawienia z nieba he, he. Nawet do tej pory próbują to robić. Ponadto usilnie zwalczali moją miłość do muzyki metalowej, co jak widać przyniosło tylko odwrotny skutek, gdyż przekorny ze mnie skurwiel.

O.: I dobrze, hehe. Jeszcze odnośnie poprzedniej kwestii – nie obawiasz się, iż Twój Syn za ileś tam lat stwierdzi, iż zbyt mocno epatowałeś go swymi poglądami na przykład na temat chrześcijaństwa i na podobnej zasadzie kontry wybierze drogę katolicyzmu lub jakiejś innej religii?

S.: Ja, w przeciwieństwie do moich rodziców nie będę mu narzucał swoich poglądów. Pozostawię swojemu synowi i córce wolność wyboru. Myślę, że to najbardziej zdrowe podejście.

O.: Jakiś czas temu opuściłeś kraj nad Wisłą i przeniosłeś się nad Tamizę. Zaaklimatyzowałeś się już w państwie ruchu lewostronnego? Śledzisz, co się dzieje w Polsce na arenie społeczno – politycznej, jak i tej ściśle muzycznej?

S.: Mieszkam w Londynie od roku i 3 miesięcy i tak się akurat składa, że za kilkanaście godzin opuszczam na stałe ten kraj i wracam do Polski. Tak, śledziłem za pośrednictwem Internetu, co dzieje się w Polsce na arenie społeczno-politycznej, a scena muzyczna przestała mnie interesować już jakiś czas temu.

O.: A więc Welcome Home, hehe. Dobra, podziel się jeszcze, jeśli możesz, planami na przyszłość, dziękuję za wywiad i mam nadzieję, że na następcę „Death Fanaticism” nie będzie trzeba czekać kolejnych czterech lat, hehe!

S.: Dzięki za wyczerpujący wywiad. Sorry za dużą zwłokę w odpowiedzi, ale jak wspominałem padł mi komputer. Teraz odpowiadam z kompa Aro z Perunwit. Na kolejny pełen album nie wiem ile przyjdzie czekać, bo chcę żeby to było coś wyjątkowego. W tym roku jednak powinien się ukazać split Black Altar z jakimś znanym zespołem. Zobaczymy. Hail!