Cóż, At War nagrało świetną płytę, najlepszą w swojej pokręconej karierze. Nie mogłem więc odmówić sobie przyjemności przeprowadzenia wywiadu z Paulem Arnoldem, śpiewającym wokalistą formacji z USA. On chyba nie widział tego w ten sposób, bo wypowiadał się nad wyraz oszczędnie. Szkoda. Ważne, że „Infidel” się broni doskonale…

Oracle: Witam! Na sam początek powiedz proszę, jakie to uczucie powrócić i to z najlepszym albumem w karierze? „Infidel” to świetny album, można więc chyba powiedzieć, że At War jest tym lepszy im starszy?

Paul: Tak to właśnie wygląda. Czuję, że jesteśmy w daleko lepszym miejscu, niż kiedykolwiek dotychczas. Nasza gra jest bardziej zwarta, nasze brzmienie jest bogatsze, a my świetnie się przy tym bawimy.

O.: Się nie dziwię. A co spowodowało, że wracacie do świata żywych? Na pewno było sporo głosów „Kurwa tak! At War musi wrócić i skopać kilka dup!” ale zastanawiam się, czy były jakieś głosy przeciwne temu na zasadzie „Ani się kurwa ważcie! Niech ten trup gnije w spokoju…”? No i co robiliście, gdy nie graliście z At War?

P.: Nigdy nie przykładaliśmy zbytniej wago do tego co ludzie mówili na temat naszych zamiarów powtórnego grania. Zdecydowaliśmy się powrócić głównie dla nas samych. Poza tym rzeczywiście, fani nalegali na nas powrót. Robiliśmy wiele rzeczy gdy mieliśmy przerwę. Ja na przykład mam dwójkę dzieci, sporo też polowałem.

O.: A tak właściwie, to czemu zawieciliście instrumenty po „Retaliatory Strike”?

P.: Całą scena metalowa wiele się zmieniła z powodu zdobywania coraz większej popularności przez grunge, zanosiło się na coraz cięższe czasy dla kapel metalowych. My też mieliśmy trochę problemów z naszą wytwórnią, ale byliśmy gotowi do nagrania następnego albumu. Ale oni nie chcieli zezwolić nam na nagranie jej w taki sposób, w jaki czuliśmy, że jest to konieczne. Wszystko się więc posypało. No a poza tym potrzebowaliśmy trochę czasu dla naszych innych zobowiązań.

O.: Taa, piętnaście lat? Przez ten czas scena metalowa uległa zmianie, co zresztą sam zauważyłeś. Jak zapatrujesz się na te zmiany i na samą scenę? Czy jesteś typem starego metalowca, który siedzi z browarem w dłoni i opowiada wszystkim dookoła, że kiedyś to było lepiej?

P.: Tak, masz rację. Metal przez te lata bardzo się zmienił, ale to nie znaczy, że wszystko to było złe. Chociaż sporo jest teraz new metalu, którego nie cierpię. Nie zatrzymałem się jednak w starych czasach. Metal to bezustannie ewoluująca muzyka i za to właśnie ją kocham!

O.: Co nie zmienia faktu, że „Infidel” wydaliście w bardzo dobrym okresie – heavy metal, speed czy thrash są obecnie znów bardzo popularne. Jak oceniasz pozycję At War pośród młodych załóg jak Evile, Warbringer i im podobnych?

P.: Uwielbiam wszystkie młode thrash’owe zespoły i ich poświęcenie formie, jaką jest Thrash. Myślę, że At War trafia do nowych fanów thrash metalu, jak i do tych prawdziwie oldskulowych.

O.: Jak długo pisaliście materiał na „Infidel”? Czy znalazły się na niej jakieś starsze pomysły, na przykład z czasów „Retaliatory Strike”? Czy może cały album (poza jednym utworem, o którym za chwilę) to ładunek świeżej muzyki?

P.: Faktycznie, niektóre z pomysłów powstały jeszcze podczas sesji „Retaliatory Strike”. Podzieliliśmy je i wybrali te najlepsze fragmenty, a następnie na ich podstawie stworzyliśmy nowe kawałki. No ale nowe utwory też napisaliśmy.

O.: Może to przez podobną tematykę, ale Wasz utwór „RAF” kojarzy mi się z maidenowskim „Aces High”. Mamy w nim heavy metalową solówkę i kilka fragmentów, które kojarzą mi się z tym świetnym utworem Harrisa i spółki. Zgodzisz się ze mną?

P.: Dzięki, dla mnie to zaszczyt być porównywanym do Iron Maiden. Ale mi nigdy to nie przeszło przez myśl. Zawsze mi się wydawało, że „RAF” ma raczej feeling Motörhead.

O.: Jesteście częścią Heavy Artillery Records. Dlaczego akurat wybraliście ten label dla wydania „Infidel”? Co sądzisz o innych kapelach z tej wytwórni? Znasz dokonania takich bandów jak Exmortus czy Enforcer?

P.: Wybraliśmy Heavy Artilery Records głównie z tej przyczyny, że ich plan na wydanie był zbieżny z tym czego oczekiwaliśmy, więc wyszła nam z tego świetna kombinacja. No i naprawdę lubię Merciless Death i Enforcer.

O.: Aha, to super… Może o okładce powiesz coś więcej? Koleś z front coveru ma wytatuowanego orła na plecach, stoi sam przeciwko całej armii muzułmańskich terrorystów. Jak według Ciebie powinniśmy rozumieć tą okładkę? Czy Twój kraj ma być jedyną siłą zdolną do pokonania terroryzmu?

P.: Symbolika okładki prezentuje bunt przeciwko religijnemu ekstremizmowi. Myślę, że islamski ekstremizm jest największym zagrożeniem dla dzisiejszego świata, z jakim będzie musiał się zmierzyć ten wiek. A aby go zwalczyć konieczna jest współpraca wszystkich państw na świecie.

O.: Taa, ale tylko Ameryka na tym się dorobi. Ale komunistów też chyba nie lubicie? Pojawiają się oni w kilku tekstach At War. Co myślisz o południowoamerykańskich państwach jak Wenezuela czy Kuba i o ich rządach?

P.: Myślę, że komunizm zawiódł jako forma rządzenia, a wielu dyktatorów pod pozorami komunizmu trzyma ludzi pod swoją kontrolą. Tak jak Chavez, który jest bardzo despotycznym przywódcą.

O.: Okej, a co myślisz o kadencji Obamy i nagrodzie Nobla dla niego? Dla mnie to nieporozumienie, zważywszy na okupację Iraku czy misję w Afganistanie…

P.: Osobiście uważam, że reszta świata patrzy na Obamę jak na jakiegoś zbawcę, dlatego też przyznano mu Nobla. A myślę, że istnieje wiele więcej osób, które na tą nagrodę zasłużyły. To bardzo zwodnicze.

O.: Okej, trzynaste pytanie. Jaki, w Twojej opinii, był największy pech At War? A tak w ogóle to jesteś przesądny?

P.: Nie jestem przesądny, ale myślę, że największym pechem było wycofanie się Greenworld Distrubition z biznesu po tym, jak ukazało się „Reatliatory Strike”. Rezultatem tego była uboga dystrybucja. Myślę, że gdyby nie to, At War byłoby bardziej znane przez większą ilość ludzi na całym świecie.

O.: Ok., zmieńmy temat na przyjemniejszy. Na „Ordered To Kill” macie taki numer jak „Ilsa – She-Wolf Of The SS”. Podejrzewam, że ten numer zainspirowany był filmem pod tym samym tytułem? Nie myśleliście, by nagrać kolejne piosenki o tej tematyce? Wszak w tej serii z lat siedemdziesiątych Ilsa była również i na Syberii i w Afryce…

P.: Wiesz, nigdy o tym nie myślałem, ale myślę, że to dobry pomysł [no ba, a jak coś to pamiętaj skąd go masz, hehe – przyp. Oracle]. Będę się musiał nad tym zastanowić. Widzisz, zawsze byłem wielkim fanem Diane Thorne, jej filmy zawsze były świetne, oczywiście na swój lekko kiepski pseudoerotyczny styl.

O.: Pewnie tak. Ale na pewno i tak obecnie gracie więcej gigów. Zastanawiam się, kto przeważa pod sceną? Młodzi ludzie, którzy oprócz Was słuchają też na przykład Slipknot, czy raczej „stara gwardia”, jak to się u nas mówi?

P.: Zauważyłem, że jesteśmy atrakcyjni dla fanów nowej fali thrash metalu, jak i dla starej szkoły. Na naszych koncertach widzę cały przekrój wiekowy. Jako, że zaistnieliśmy dość dawno temu, sporo ludzi słyszało nas, ale nie widziało nas jeszcze na żywo. Tak więc wielu z nich przychodzi by sprawdzić co potrafimy i odchodzi bardzo zadowolonych.

O.: No ja myślę. Pomaga Wam też pewnie wideo do kawałka „Make Your Move”. Myślisz, że wideoklipy są dziś potrzebne w muzyce metalowej? Widzisz, dziś jest YouTube czy My Space, ale zniknęły takie progamy jak „Headbanger’s Ball”, gdzie można było obejrzeć teledyski…

P.: Właściwie to sporo stacji puszcza teledyski metalowe i chcemy pojawiać się w nich jak najwięcej, zanim puścimy wideoklip w sieć. Zawsze uważałem, że bardzo ważnym jest, by kapela, która działa na poważnie, eksplorowała wszystkie dostępne formy mediów dla swojej muzyki. W latach osiemdziesiątych nigdy nie mieliśmy szansy nakręcić profesjonalnego teledysku, więc zrobiliśmy to teraz. To świetne wideo i nie mogę się doczekać, by świat je zobaczył.

O.: Okej, a teraz z innej beczki – wypuściliście split z Barbatos, na którym znalazł się jeden Wasz utwór. Kto był pomysłodawcą tej płytki – Wy czy pan Suzuki? Co w ogole sądzisz na temat takich wydawnictw? Wiele ludzi lubi je tylko z powodu „kultowego statusu” jakim się cieszą…

P.: Nie my to wydaliśmy. Zrobił to jeden nasz fan, który zebrał to do kupy i wydał. Jest to więc bootleg, a nie oryginalne wydawnictwo At War. Myślę, że to pochlebiająca sprawa, jeśli istnieją fani, którzy tak lubią Twoją muzykę, że chcą ją wydawać. Mi to nie przeszkadza.

O.: Na Waszym profilu My Space można przeczytać, że byliście porównywani do ton zespołów. Dla mnie brzmicie jak żywcem wyjęci z lat osiemdziesiątych, co na dzisiejszej scenie brzmi całkiem oryginalnie. Czyż to nie paradoks?

P.: Myślę, że jest spora grupa ludzi, która dowiedziała się, że At War wydaje nowy album i automatycznie przypomniała sobie co robiliśmy w latach osiemdziesiątych, gdzieś tam była więc ta nostalgia. Tak więc gdy słuchają „Infidel” są przygotowani na to, że „zabrzmimy jak w latach osiemdziesiątych” i taką nalepkę nam nadają. Ale my nigdy nie zamierzaliśmy nagrać albumu, który brzmiałby jak wyjęty z lat osiemdziesiątych! My tylko poszliśmy do studia, by nagrać piosenki na album w stylu, w którym według nas powinien brzmieć metalowy album. Surowo, brutalnie, bijąc po kościach, prosto do rdzenia prawdziwie metalowej płyty. Bez upiększania i cyfrowej manipulacji, jak to brzmiało wiele albumów przez te piętnaście lat. Poza tym… metal jest znany i uwielbiany za uczciwość, nieobciążanie żadnymi studyjnymi czarami. Użyliśmy techniki, której używano też w starej szkole, ale która jest najlepsza również i teraz. Ludzie są tak przyzwyczajeni do słuchania nijakich metalowych produkcji, że nie wiedzą co myśleć, gdy słyszą „Infidel”! I to jest właśnie paradoks… Lubię myśleć, że ta forma metalu powróciła, bo ludzie mają już dość miernego gówna, które było bardzo długo nazywane metalem i chcą powrotu do czegoś, co naprawdę kopie po dupach!

O.: Zgadzam się w całej rozciągłości. Dobra, to było ostatnie pytanie. Dzięki za wywiad i mam nadzieję, że na następny album nie będziemy musieli czekać kolejnych dwóch dekad!

P.: Dzięki za wsparcie i możesz być pewien, że nie będziesz musiał tyle czekać!