Asphyx: „Prawdopodobnie jesteśmy najbardziej konserwatywnym death metalowym zespołem na świecie…”

Dziś przed Wami prawdziwa legenda. Kapela, która powróciła według wielu ze swoim najlepszym albumem. Żeby było jeszcze milej, to w tym miesiącu Holendrzy rozniosą warszawską Progresję, w czym pomogą im polskie kapele. Będzie się więc działo. Zanim jednak polecicie na klęczkach na koncert Asphyx, bo to o nich mowa oczywiście, zobaczcie co miał do powiedzenia Bob Bagchus – pałker zespołu.

Oracle: Witam! Na początek lekko już pewnie wyświechtane pytanie – jakie to uczucie powrócić z najlepszym albumem w karierze? Bo nie uwierzę, jeśli powiesz mi, że znalazły się jakiekolwiek złe opinie na temat „Death…The Brutal Way”…

Bob: Wspaniałe. W 95% reakcje były bardzo pozytywne. No ale w końcu „Death… The Brutal Way” jest bardzo szczerym i prawdziwym death/doom metalowym krążkiem. Ktoś nawet stwierdził, że to prawdziwy następca „The Last One On Earth”.

O.: Tak, też gdzieś coś podobnego widziałem. Od pewnego czasu sporo znanych straych kapel powórciło, ale to Wasze ponowne przyjście jest chyba najbardziej udane. Obserwujesz te powroty? Który z nich podoba Ci się najbardziej, a który zespół Twoim zdaniem nie powininen nigdy powracać?

B.: Tak, zwróciłem uwagę na kilka z nich. Który lubię najbardziej? Hmmm… Autopsy znów gra ze sobą i to chyba ich najbardziej lubię. Autopsy rządzi! Podobnie jak powrót Obituary kilka lat temu był świetny! To są te, które pamiętam! Albo te, o których chcę pamiętać.

O.: No tak, czasy się zmieniają, ale Asphyx wciąż gra w swoim starym dobrym stylu doom/death metalowym, więc podejrzewam, że nie znudził się on Wam jeszcze? Wiesz, sporo zespołów zmienia swoją muzykę tłumacząc się „rozwojem”, a w rzeczywistości ich muzyka staje się melodyjniejsza i milsza, hehe…

B.: Oczywiście! Tak długo jak będziemy grać, nigdy nie zmienimy naszego stylu! Robimy tylko to, co naprawdę lubimy!Nie nawidzimy muzycznego rozwoju, bleeee!!! Pierdolić postęp i rozwój!!! Oznacza to, że zatraca się swoją brutalność i obraca się w jakiś żart.

O.: Otóż to. A co porabiałeś, gdy Asphyx nie istniał? Byłeś wtedy aktywnym muzykiem, czy raczej niespecjalnie? Ofcjalnym powodem rozpadu Asphyx było odejście Waszego gitarzysty – Erica Danielsa, ale czy to był jedyny powód?

B.: Pracowałem, poświęcałem się rodzinie, wychowywałem dwóch synów. Nie byłem wówczas aktywnym muzykiem. Tak, Eric był głównym powodem, ale i ja miałem już przesyt tym wszystkim. Ówczesnym składem, podróżowaniem, wszystkim. Cała magia prysła w 2000 roku, postanowiłem więc, że pod koniec roku rozwiążę kapelę, no ale Eric Daniels ubiegł mnie w czercu, hahaha!

O.: No tak, problemy ze składem to raczej odwieczny problem Asphyx. Nawet teraz Was nie opuszczają – opuścił Was Wannes, zastąpił go Alwin Zuur. Co było głównym powodem kolejnych zmian? I dlaczego zdecydowaliście się właśnie na Alwina?

B.: Tak, to musi być jakieś widmo ciążące nad zespołem. Ale Asphyx musi być pewnie zespołem, z którym ciężko się pracuje, zwłaszcza odkąd w kapeli jest tylko jedna filozofia, za którą trzeba podążać. Jeśli nie, nie ma innej opcji, niżopuścić zespół. Prawdopodobnie jesteśmy najbardziej konserwatywnym death metalowym zespołem na świecie i jeśli ktoś decyduje się do nas dołączyć musi to wiedzieć i podzielać. W Asphyx nie ma miejsca na eksperymenty czy nowe elementy. Albo wybierasz brutalną drogę, albo drogę do wyjścia [w oryginale brzmiało to tak: It’s the brutal way or the highway – przyp. Oracle]. Znaliśmy Alvina z Pulverizer i jego innego zespołu – Escutcheon. Wiedzieliśmy, że to świetny koleś, który uwielbia grać oldskulowy, death doom metal w tradycyjnym stylu. Był więc świetnym zastępstwem dla Wannes’a. Ale nie zrozum mnie źle, Wannes i Asphyx są nadal przyjaciółmi, mieliśmy po prostu porządną rozmowę i doszliśmy wspólnie do takich konkluzji. To wszystko.

O.: Czyli bez kontrowersji. Dotarliśmy w końcu do Waszej najnowszej płyty „Death… The Brutal Way”. Utwór tytułowy jest o Was – o Asphyx i o tym jak to się stało, że znowu razem gracie. Zaczyna się od słów „Krushing at The Party San…”. To było Wasze reunion show, podejrzewam więc, że świetnie się wtedy bawiliście. Tak świetnie, że zdecydowaliście się napisać o tym numer, a także dodać bonusowe DVD do nowej płyty…

B.: Tak, utwór tytułowy jest autobiograficznym kawałkiem. The Party San było niesamowite! Na pewno nigdy go nie pobijemy! Wiele dla nas znaczyło i od tamtego momentu zdecydowaliśmy się dołączyć tą płytę DVD. Limitowana wersja krążka z bonusem została więc zrobiona też dla nas samych.

O.: Jednak przed tym krążkiem wypuściliście też singiel pod tym samym tytyłem, na którym zamieściliście też cover Celtic Frost. To chyba jedyne wydawnictwo Ashyx, jakie nie ukazało się pod banderą Century Media, ale w małym podziemnym labelu Iron Pegasus. Dlaczego akurat tam? Century Media nie chciało tego wydać, bo to singiel?

B.: Wydaliśmy to na licencji Iron Pegasus. Iron Pegasus jest odpowiednią wytwórnią, dla wydania tego stuffu. To wspaniały i oddany label, a Costa to prawdziwy oldskulowiec, więc nie brakło tu ducha. A Century Media Records to nie jest odpowiedni label dla wydawania siedmiocalówek.

O.: Właśnie, „Death… The Brutal Way” to kolejny album wydany w Century Media. Przypuszczam, że współpraca się Wam układa? Bo nie często zdarza się, by jedna kapela była tak długo w jednym labelu. Z drugiej strony robią dla Was dobrą robotę, jak te reedycje płyt z materiałami demo na przykład…

B.: Tak, tak właśnie jest. Obecnie jesteśmy najstarszym zespołem w tej wytwórni, cieszymy się więc szacunkiem. Robią dla nas świetną robotę.

O.: Muzyka na „Death… The Brutal Way” ma w mojej opinii świetną równowagę pomiędzy tymi szybkimi death metalowymi partiami, a tymi doom’owymi. Założyliście sobie to przed komponowaniem materiału, czy wyszło to niejako naturalnie?

B.: Dzięki. Asphyx zawsze posiadał równowagę na zasadzie pół na pół pomiędzy doom metalem a death metalem. Ale wychodziło to bardzo naturalnie. Po prostu zarówno doom metal jak i death metal płyną w naszych żyłach.

O.: Zgadza się, ale na Waszym MySpace widziałem anons Hammers Of Doom III Festival, na którym planujecie zagrać specjalne doom metalowe show.Przypuszczam, że zagracie na przykład „Asphyx II”, co? Graliście już takie koncerty w przeszłości, czy to będzie pierwszy raz?

B.: Tak, zagramy dużo doom’owatych utworów w rodzaju „Ode To The Namless Grave”, „The Incarnation Of Lust”, „The Krusher”, wspomniany „Asphyx II” czy „The Last One On Earth”. To wspaniałe, ale będzie to tylko ten jeden raz.

O.: Właśnie, uwielbiasz doom metal, zastanawiam się więc, czy myślałeś kiedyś o jakimś side – projekcie, odskoczni, w której grałbyś czysty doom? Czy może taki ładunek doom’u jaki słyszymy na albumach Asphyx jest dla Ciebie wystarczający?

B.: Może kiedyś, w przyszłości. Byłaby to rzecz totalnie w stylu Hellhammer czy Winter. Ale na razie to Asphyx posiada tyle doom/death metalu, ile potrzebujemy.

O.: Słyszałem też o nadchodzącym splicie z fińskim Hooded Menace. Kiedy możemy się tego spodziewać? Zdecydowaliście już jakie utwory wstawicie na tą siedmiocalówkę? Ponoć wybieracie między „Vault Of The Vailing Souls” a jakimś całkiem nowym kawałkiem. Kto tak w ogóle wpadł na pomysł tego wydawnictwa?

B.: Tak, pod koniec tego miesiąca [lutego – przyp. Oracle] zamierzamy nagrać nowy utwór oraz cover Majesty „Bestial Vomit” z ich „Demo ’88”. W gruncie rzeczy idea splitu wyszła od Lasse z Hooded Menace.

O.: Aha. Okej, trzynaste pytanie, czyli jak zawsze – co było największym pechem w historii Asphyx?

B.: Śmierć Theo Loomansa w 1998 roku…

O.: No tak, mogłem się domyślić. To może z rzeczy przyjemniejszych – wiesz, że polskie Throneum zrobiło cover Asphyx, „Streams Of Ancient Wisdom”? Słyszałeś może o jakichś innych coverach Twojej kapeli? Myślisz, że nadszedł już czas na jakiś „Tribute To Asphyx”? Chyba, że już się coś takiego ukazało, a ja nie wiem…

B.: Tak, słyszałem to w domu. Swietny cover świetnego zespołu! Również Grave zrobiło przeróbkę „Vermin”, kilka innych kapel również coverowało nasze numery. Ale tibute dla Asphyx? Nie, nie jesteśmy aż tak wielcy.

O.: Oj, jesteście i myślę, że to tylko kwestia czasu. A skoro już mówimy o starych kapelach, to Holandia ma bardzo silną scenę, jeśli mowa o oldbojach jak Wy, Pestilence, Sinister, czy Gorefest. No, Ci ostatnio akurat się rozpadli. Ale, już młode kapele z Twojegho kraju nie cieszą się taką popularnością na światowej scenie – jak myślisz, dlaczego?

B.: Może nie umieją pisać odpowiednich kawałków…? Nie wiem, większość młodych holenderskich kapel gra szybkie i techniczne gówno, więc kogo to obchodzi? Ale jest jedna nowa kapela, która jest naprawdę zajebista – chodzi o Massive Assault. Grają old schoolowy death metal w stylu Entombed/Carnage/Dismember. Są naprawdę świetni!

O.: Trzeba sprawdzić. Końcem marca zagracie po raz pierwszy w Polsce. Dlaczego przez cały czas omijaliście mój kraj? Tylko mi nie mów, że nikt Was przez te wszystkie lata nie zaprosił, bo w to nie uwierzę, hehe… Macie tu sporą liczbę maniaków…

B.: Graliśmy w Polsce w 1993 roku, ale to było beze mnie ani bez Martina [za mały wtedy byłem, mój błąd – przyp. Oracle]. Było kilka propozycji, ale nie było nic na serio. No ale w marcu zagrmy w Warszawie i już nie możemy się doczekać tego koncertu!

O.: Skoro jesteśmy przy koncertach – pamiętasz Wasz pierwszy gig? Jak było, mieliście tremę? Czy może wciąż ją macie przed koncertami?

B.: Tak, to było na urodziny dziennikarza z Aardschock – Wima Baelusa, w marcu albo kwietniu 1989 roku. Było świetnie! Mieliliśmy tylko trzy utwory („Thoughts Of An Atheist”, „Vault of the Vailing Souls”, „Cadaver Camp”), więc odegraliśmy je po dwa razy! Nie, nie mamy nigdy tremy.

O.: Właśnie, Asphyx zaczynał, gdy nie było jeszcze plików P2P tylko tape trading, nie było webzine’ów tylko papierowe xerowane ziny, nie było You Tube tylko „Headbanger’s Ball”, nie było My Space, tylko fan cluby. Nie tęsknisz za tymi latami? Gdy do zdobycia czegoś trzeba było większego zaangażowania niż tylko szybkie łącze i dużo miejsca na dysku…

B.: Tak, to były na pewno TE DNI! Masa kaset w mojej skrzynce! Wspaniałe! Pewnie, że mi ich brakuje! Nie było żadnego ściągania ani niczego z tych rzeczy, więc trzeba było włożyć o wiele więcej wysiłku, by zdobyć jakieś demo. Pisało się do kapel, wymieniało i tak dalej i tak dalej.Wspaniale!

O.: A teraz coś o polityce. W Holandii większość w parlamencie należy do chadecji, ale podejrzewam, że nie ma to negatywnego wpływu na takie rzeczy jak organizowanie koncertów i tym podobne? Wiesz, pytam, bo w Polsce pod rządami chrześcijańskich demokratów takie przypadki były częste…

B.: Haha, nie, nie mają. Banda skurwieli, którzy okradają Cię, gdy tylko mogą! Oni wszyscy są tacy sami. Kryminaliści z białymi kołnierzykami i „legalnymi” odznakami w klapach! Poczytaj sobie tekst do naszego kawałka „Riflegun Redeemer”…

O.: Nieomieszkam. Czytałem też, że Wasz nowy album będzie jeszcze bardziej doom metalowy niż „Death… The Brutal Way”. Czy to oznacza, że macie już gotową jakąś część krążka? Kiedy możemy się go spodziewać?

B.: Aaa, myślę, że to będzie coś na zasadzie fifty – fifty. Ale może być nawet surowsze! Tak, część partii mamy już gotowych. Przede wszystkim jesteśmy zajęci z przygotowywaniem CD/DVD, które będzie zatytułowane „Live Death Doom”, które ukaże się w maju, może czerwcu tego roku. Znajdzie się na nim nagranie z koncertu z okazji wydania „Death… The Brutal Way” w Essen w Niemczech, ale będzie też zawierało całą historię Asphyx. W przyszłym roku zaczniemy nagrywanie nowego albumu.

O.: To super, maniacy już nie mogą się doczekać! Dzięki wielkie za ten wywiad, jeśli chcesz coś dodać, zaprosić ludzi na warszawski gig, czy cokolwiek innego, całe miejsce poniżej jest wyłącznie dla Ciebie, hehe!

B.: Przybądźcie na nasze show do Warszawy, jeśli lubicie prawdziwy doom/death metal! Jeśli nie staniecie w twarz ze śmiercią… my to zrobimy!

Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Głupcze, co to za chadecja w tej Holandii? Z chrzescijanstwem nie mają nic wspólnego ! I powiem ci coś, wolę ten polski zascianek niż multikulturowy i lewacki burdel w holandii i ogóle UE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *