Asphyx: „Możesz wprowadzać zmiany w muzyce, ale jej korzenie – one nigdy się nie zmienią.”

Nawet nie wiem, jak zacząć ten wywiad. Asphyx zawsze był dla mnie ważnym zespołem i przede wszystkim bardzo się podjarałem, że wyszła możliwość zwywiadowania Martina van Drunena. Kilka lat temu zrobiłem wywiad z Bobem Baghusem, który też był OK, jednak Martin okazał się zdecydowanie bardziej pogadany. Porozmawialiśmy trochę o koncertach, o ostatnim fenomenalnym krążku, o tym dlaczego Death to All ssie laskę i o tym dlaczego Rush dobrym zespołem jest. I nie tylko. Mam nadzieję, że będzie to fajny przedsmak przed koncertem w ramach Metalmanii. Endżoj.

 

Oracle: Cześć Martin, mam nadzieję, że nie przeszkadzam Ci w pracy?

Martin: Nie, skąd, możemy spokojnie zaczynać.

O.: No to lecimy. Kilka dni temu Asphyx zagrał swój pierwszy w tym roku koncert – w Słowenii podczas Winter Days of Metal. Widziałem jakieś zdjęcia i frekwencyjnie to nie powalało… Jak więc czujecie się po przerwie i jak oceniasz kondycję kapeli na 2018 rok?

M.: Tak, myślę że po takim okresie wypadliśmy naprawdę dobrze. Wiesz, nie przebywamy ze sobą na co dzień, więc koncerty są nawet dobrą okazją do tego, by cały zespół mógł się spotkać. Jeśli chodzi o Winter Days of metal, bardzo podobał mi się ten koncert, lubię występować w Słowenii. A już szczególnie to było coś ekstra – poza muzyką mieliśmy sporo czasu dla siebie, cały festiwal jest tak zorganizowany że możesz korzystać z wolnego tak jak lubisz. Na przykład możesz uprawiać sporty zimowe, pojeździć na desce, na nartach czy na co masz ochotę – jest więc trochę inny niż pozostałe festiwale. To chyba drugi raz gdy się na nim znaleźliśmy i jestem naprawdę ciekawy jaki on będzie w przyszłości.. Wiesz, czy się rozrośnie, czy zostanie taki jaki jest. Tak czy siak jest to dla nas naprawdę fantastyczny start na nowy rok.

O.: Ale z drugiej strony Asphyx był tam chyba najcięższą, najekstremalniejszą kapelą. Nie przeszkadza Wam występowanie na takich gigach, gdzie poszczególne zespoły różnią się od siebie stylistycznie czy może wolelibyście grać na koncertach gdzie skład jest bardziej homogeniczny, a zespoły wywodzą się z tego samego gatunku, na przykład masz dziesięć kapel i wszystkie grają death metal?

M.: Wiesz co, uważam że na tego typu festwialach jak Winter Days of Metal najlepsze co możesz zrobić to po prostu przykuć uwagę swoją muzyką, największej liczby ludzi – musisz po prostu dać im najlepsze co masz do zaoferowania. Na Winter Days of Metal byli oczywiście ludzie słuchający death metalu, ale zjawiło się też mnóstwo innych ludzi, na przykład takich co słuchają tego całego folkowego stuffu. Po za tym wiesz, to jest tak… często gramy na festiwalach czysto death metalowych i pomimo że to jest gatunek, którego sami słuchamy, który sami gramy… I nagle masz dziewięć kapel, które grają w podobnym stylu… Wiesz, czasem to się po prostu wydaje nudne… nie, może nie nudne, ale takie… po prostu chwilami chciałbyś czegoś innego. Osobiście powiem może tak – najlepiej gra mi się w jakimś klubie, gdy oprócz Ciebie występują jeszcze z trzy inne zespoły. Tak lubimy najbardziej. Ale dla festiwali dobrze chyba ażeby było jakieś urozmaicenie. To ma ten plus, że możesz, że tak się wyrazić, złowić nowe dusze, haha… Wiesz, grasz na festiwalu, przed ludźmi którzy nie znali wcześniej Twojej muzyki a następnie oni do Ciebie podchodzą i mówią „Wow, nie słyszeliśmy wcześniej o Was, ale to było coś naprawdę fantastycznego!”. Wtedy robisz po prostu coś innego, niż przeciętny koncert, wiesz o co mi chodzi?

O.: Taa, myślę, że tak. A jakie jest Twoje zdanie o tych największych festiwalach, jak Wacken? Gdzieś czytałem Twoje zdanie, niezbyt pochlebne na ten temat na zasadzie „one są ok, ale wiesz, tam jesteś tylko jednym z setek kapel…”. Sam chyba nie umiałbym się odnaleźć na koncercie gdzie mam kurwa z dwieście kapel… bo ile ich jest na tym Wacken, dwieście, trzysta?

M. Zdecydowanie, zdecydowanie… cały czas podtrzymuję to co wtedy powiedziałem. Dla mnie one są zdecydowanie za duże, poza tym kurwa, nie lubię sytuacji gdy na przykład w tym samym momencie grają dwie czy trzy kapele i obie chciałbyś obejrzeć. Dla mnie to niedorzeczne, gdy muszę wybierać między dwoma zajebistymi zespołami. Osobiście życzyłbym sobie sytuacji gdy na jakimś festiwalu możesz obejrzeć dokładnie wszystkie kapele, które byś chciał. Idealnie byłoby gdyby na takim festwialu były na przykład dwie sceny i kiedy jedna kapela na jednej kończy i schodzi to na drugiej rozpoczyna się koncert drugiej kapeli, na poprzedniej zaś rozkłada się kolejny zespół. A patrz co się dzieje gdy jest tak jak mówisz – masz trzysta, czterysta kapel i sześć czy siedem scen. Przecież cały festiwal kończy się na wybieraniu. Wiesz, dla mnie to na pewno jest sukces, bo to niezaprzeczalnie duży festiwal, do tego niemal zawsze wyprzedany, ale osobiście nie lubię takiego układu. To jest całkowite przedawkowanie. Dlatego też Asphyx najlepiej sprawdza się podczas koncertów klubowych. Masz wtedy kontakt z tłumem, możesz ich dotknąć, uścisnąć im dłonie, czy cokolwiek. To całkiem coś innego niż festiwale, gdy tłum jest bardzo daleko od sceny, no ale oczywiście lubimy grać na takich festiwalach, jednak zdecydowanie preferujemy kluby.

O.: Czyli na przykład tak jak w listopadzie, gdy graliście dwa koncerty z okazji trzydziestolecia istnienia kapeli, prawda? Szczególnie, że graliście przed swoją publicznością i wszyscy zjawili się by obejrzeć Asphyx. O ile wiem, oba koncerty były nagrywane z myślą o DVD, więc kiedy będzie można zobaczyć owoce?

M.: No właśnie tu jest pewien problem, okazało się, że podczas nagrywania tych numerów coś się spieprzyło. I nie chodzi o materiał wideo, tylko o stronę audio. Teraz musimy sprawdzić, czy to co zostało, jest wystarczająco dobre, żeby coś z tego było…

O.: O kurwa.

M.: No właśnie, o kurwa. Nie mamy pojęcia, czy coś z tego w ogóle będzie, nie wiemy tak naprawdę co nawaliło. Gdy grasz na żywca wszystko może się przydarzyć, taki urok koncertów, więc teraz po prostu będziemy sprawdzać, czy to co mamy jest przydatne do czegokolwiek. Szczególnie chłopaki, bo wiesz, może z gitar i perkusji uda się coś wycisnąć… Ale tak czy siak nie jestem do końca przekonany czy wydanie czegokolwiek w ogóle będzie miało miejsce. Zobaczymy. Trzymamy kciuki, żeby się udało, bo to był naprawdę specjalny event.

O.: No tak, w końcu podczas tych koncertów można było zobaczyć niemal wszystkich członków Asphyx Czy trudno było zebrać ich wszystkich w jedno miejsce, w jednym czasie?

M.: Szczerze to nawet nie. Jakoś tydzień przed koncertem zebraliśmy się wszyscy w naszej sali prób i ustaliliśmy – panowie, to teraz sobie poćwiczymy i jeśli coś będzie nie tak, to ćwiczymy dalej. Aż wszystko będzie w porządeczku i aż poczujecie się komfortowo. I wyszło naprawdę świetnie, mieliśmy zajebistą radochę nawet podczas próby. Coś niesamowitego. I może dzięki temu to wyszło tak dobrze podczas koncertu – ja po prostu zapowiadałem kolejnych gości wchodzących na scenę, a oni robili swoje i to w naprawdę dobry sposób. Nie było żadnych problemów. Najtrudniejszą rzeczą było jednakże znalezienie jednego z wczesnych członków kapeli, Tony’ego który grał na „Mutilating Process”. Nikt nie wiedział, gdzie on teraz jest, nikt nie wiedział jaki jest jego numer telefonu, mail, w ogóle niczego. W końcu jakoś go znaleźliśmy, co strasznie go ucieszyło, był bardzo zadowolony, że go zaprosiliśmy, zresztą jak każdy inny. Więc to było jakby podwójnie przyjemne, hehe…

O.: W ogóle to wyglądało trochę jak zjazd rodzinny, nawet Wasze supporty to tak naprawdę bliscy przyjaciele, zarówno Pentacle jak i Soulburn…

M.: Tak, poza tym łatwiej było zaprosić te dwie kapele, bo i tak zapraszaliśmy ich członków. Poza tym wiesz, dzięki temu ludzie widzieli, że między nami naprawdę nie ma złej krwi, że mimo iż nasze drogi się rozeszły, nadal jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, tak jak powiedziałeś. Było rodzinnie i poza sceną i na scenie. Tam było też mnóstwo mnóstwo osób i przyjaciół, których znaliśmy od samego początku i przez te wszystkie lata trwali przy Asphyx. Za kulisami było z sześćdziesiąt osób, traktowaliśmy ich wszystkich jak naszych gości, więc oczywiście mieli żarełko, tanie drinki, tego typu rzeczy… No i koncerty był wyprzedany. Było naprawdę od cholery fanów Asphyx. To było coś niesamowitego, nie zapomnę tego do końca życia…

O.: Tak podejrzewam, w końcu niecodziennie ma się trzydziestą rocznicę, hehe

M.: Dokładnie tak jak mówisz, haha!

O.: A gadam z Tobą o tych koncertach, bo 7 kwietnia znów nawiedziecie Polskę. Sporo koncertujecie, ale Polska ma jakiegoś pecha, bo prze te wszystkie lata zagraliście ile razy – trzy? To tylko raz na dekadę, dlaczego?

M.: Nie no, przecież graliśmy już w Polce kilka razy…

O.: No tak, ale niezbyt często, a do tego raczej ostatnio niż powiedzmy w latach dziewięćdziesiątych…

M.: No tak, ale wiesz, to też zależy od tego, jakie oferty dostajemy. No i nie zawsze też mamy pełne informacje co do tego, kiedy i na jakich zasadach mamy grać. Często dostajemy oferty grania w terminach, które mamy już zabookowane a ludzie nie zawsze o tym wiedzą. Wiesz, czasem promotorzy chcą, żebyś czekał z potwierdzeniem konkretnej daty do samego końca. W końcu mówią – ok, możecie już wrzucić informację on line. Dlatego też na przykład nikt jeszcze nie wie o datach, jakie mamy zaplanowane na październik. Więc jak widzisz, to tak naprawdę jest wypadkowa kilku rzeczy, nie chodzi o to, że nie chcemy przyjeżdżać do Polski – w sumie to naprawdę chcemy i lubimy. Kilka miesięcy temu graliśmy w Progresji, w Warszawie i było naprawdę wspaniale. Ponownie! W Polsce zawsze jest zajebiście, więc to nie chodzi ani o polskich fanów czy kraj jako taki. Na przykład popatrz na to – nigdy nie graliśmy na Węgrzech! Nigdy. Może zagramy tam w tym roku, ale tak naprawdę dotychczas nigdy się nam nie udało.

O.: To tyle o koncertach, czas na inne rzeczy przeskoczyć. Jakiś czas temu ukazał się boks z taśmami Asphyx, zatytułowany „Embrace the Death”. W sumie taśmy znów są popularne, prawie tak jak winyle. Czy sam nadal zbierasz taśmy? Czy po prostu wydaliście taki box nakładem Floga Records bo sami słuchacie nadal metalu na taśmach, czy po prostu nadarzyła się okazja i ją wykorzystaliście?

M.: Z tym pomysłem wyszło w zasadzie Century Media Records – chodziło o to, żeby wypuścić nasz trudny do zdobycia materiał. W dość oryginalny spośób. Dla nas osobiście – gdyż nigdy nie wypuściliśmy żadnego boxu – to był naprawdę niezły pomysł i naprawdę chcieliśmy to zrobić. Osobiście uważam, że to fantastyczny pomysł. Prawdopodobnie będzie to dość drogie i nie wszystkich będzie na to stać. Tak, przede wszystkim będzie to wydawnictwo dla die hardów, no i oczywiście dla nas samych. Myślę, że będzie to nieźle wyglądać. Sam mam w domu kilka boxów innych kapel i naprawdę je lubię. Poza tym zawsze wspieraliśmy takie idee. A zresztą, hej – przecież po tych trzydziestu latach zasłużyliśmy na coś takiego, czyż nie?

O.: Jak najbardziej! Poza tym wiesz, większość wydawnictw Asphyx w swojej kolekcji sam mam na taśmach, co prawda mają pewnie po dwadzieścia lat, ale kurwa – przecież taśmy są idealne dla muzyki, jaką para się właśnie Wasz zespół. No ale to tylko moja opinia…

M.: Miło to słyszeć, całkowicie się z Tobą zgadzam. Powiem Ci tak, sami staramy zbierać się wszystko co ukaże się z logiem Asphyx, ale to w sumie jest nie do końca możliwe. Na przykład wyszedł ten box z winylami, „Abominations Echoes” i okazało się, że on występuje w kilku wersjach. Jest pięć różnych wersji z różnymi kolorami. Ludzie chcieli na przykład ze mną trejdować i pisali, „Ok, a którą wersję Ty masz?”. Ja myślałem o co im cholera chodzi. Dopiero mój dobry znajomy powiedział mi, że ten box jest w kilku wersjach. Tak więc niestety moja kolekcja również nie jest kompletna, hehe…

O.: No bywa i tak… Wspomniany box ukazał się dzięki Century Media Records. Obecnie Asphyx jest najstarszym zespołem w ich szeregach – zarówno pod względem stażu grania jak i trwałości Waszego związku. W zasadzie zaczynaliście równo, nigdy nie opuściliście ich… Jasne, teraz tam są i inne, równie stare kapele, no ale na przykład taki Grave przeszedł na chwilę do Regain Records, Morgoth był bardzo bardzo długo w uśpieniu… Czyli można powiedzieć, że Wasza kooperacja jest jak najbardziej w porządku?

M.: Tak, bez dwóch zdań! Tak, jesteśmy najstarszym zespołem w Century Media, a powodem jest to, że po prostu chcemy u nich być. Oni rozumieją nas, my rozumiemy ich. Przez te wszystkie lata staliśmy się nie tylko partnerami, ale przede wszystkim przyjaciółmi. Tu nie ma relacji – oni są naszym wydawcą, a my jesteśmy ich zespołem. Tu jest relacja na zasadzie – wbijamy razem na piwo, wiesz o co mi chodzi? Po prostu lubimy ze sobą spędzać czas więc to trochę inaczej niż relacja zespół – wytwórnia. Jest nam u nich bardzo wygodnie. No ale niestety, zostali przejęci przez Sony. Szykuje się więc wiele zmian. Z takich najbardziej trywialnych – dawniej dostawałem pieniądze od Century Media, natomiast teraz muszę zgłaszać się po to do Sony, jak do okienka w urzędzie, więc już samo to sprawia, że po prostu nie wiemy jak teraz będzie. Więc wiesz, teraz stroną kontraktu będzie Sony, więc po prostu trudno powiedzieć, czy nowy album Asphyx będzie dla nich wystarczająco dobry. Jeśli stwierdzą, że nie – wówczas będziemy musieli rozglądnąć się za nowym labelem. To nie tylko dla nas jest nowa sytuacja, ale też dla ludzi z Century Media, którzy przecież w dalszym ciągu tam pracują. Wiesz, co prawda tam dalej jest szyld Century Media, ale tak naprawdę za całą wytwórnią stoi Sony. Więc widzisz – to naprawdę duża zmiana.

O.: Tak podejrzewam… Skoro przy Century Media Records jesteśmy – wydali Wasz ostatni krążek, który osobiście mogę postawić obok takich death/doom metalowych pomników jak „The Rack” czy „Last One on Earth”. To tylko pokazuje, że przez te wszystkie lata – w przeciwieństwie do innych kapel – nie straciliście ducha. Kilka lat temu wywiadowałem Boba Bagchusa, który określił Was wtedy mianem najbardziej konserwatywnego zespołu n świecie. No i „Incoming Death” pokazuje, że faktycznie tak jest, nie sądzisz?

M.: Tak, myślę że on ma rację, ma rację jak cholera. Wiesz, sprawa wygląda tak, że wszyscy możemy rozczarować tylko raz w życiu, potem już nie ma drugiej szansy. Wiesz, ktoś bierze Twój album i mówi „o cholera, jak mogliście wydać takiego gniota, to jest okropne”. My też mamy za sobą coś takiego, w końcu wydaliśmy „God Cries”, który nie cieszył się popularnością. A my przecież też jesteśmy fanami. Wiemy więc teraz bardzo dobrze, że jeśli nam nie podoba się to co nagrywamy, fanom też się to nie spodoba. Dajemy im więc sto procent gwarancji, że to co dostaną, będzie to klasyczny album Asphyx, nic innego. Pod tym względem jesteśmy więc rzeczywiście konserwatywni. Z drugiej strony – jako kapela zawsze możesz wprowadzać zmiany, w końcu rzeczy się zmieniają. Na przykład proces nagrywania obecnie jest całkiem inny niż w momencie gdy zaczynaliśmy, no ale przez te wszystkie lata pełną parą wkroczyły komputery i tego typu stuff. Możesz wprowadzać zmiany w muzyce, ale jej korzenie – one nigdy się nie zmienią. Jest tu więc konserwatyzm. Ale wiesz, możesz też powiedzieć że na przykład Motorhead się zmieniło po odejściu Fast Eddiego Clarka. Po tym faktycznie raczej mieli constans, albumy wychodziły, może i nie były wybitne, ale z drugiej strony nigdy Cię nie zawodziły. No i wiesz – nawet jeśli czasem jako Asphyx zrobiliśmy coś co nie było do końca naszą broszką, jak na „Incoming Death” ten numer pod tytułem „The Grand Denial” i sami podchodziliśmy do niego „eeee no my go lubimy, ale co na to inni?”. A okazało się, że on naprawdę wypalił a ludzie mi mówili „stary, to mój ulubiony kawałek na płycie”. A dla nas to było coś „wow, świetnie to słyszeć!”. Sam widzisz, po prostu pewne rzeczy nie mogą się zmienić.

O.: I wspaniale to słyszeć. A co powiesz na taką tezę, że obecnie Asphyx jest cover bandem, bo nie grają w nim już muzycy z tych najwcześniejszych wydawnictw? Czasem można spotkać się z takimi opiniami w internecie. Wyobrażam sobie, że strasznie Cię to wkurwia po tych wszystkich latach…

M.: Stary to jakaś kupa gówna. Z drugiej strony, takich opinii nie ma wiele – wiesz, gdy gramy nasze koncerty przychodzi na nie mnóstwo osób w moim wieku i żadna z nich niczego takiego nie mówi. To jest swojego rodzaju ewolucja zespołu. Przecież istnieje wiele kapel, w których nie grają już oryginalni muzycy. Popatrz na takie coś jak Death to All, kurwa, jak można grać numery Death bez Chucka Schuldinera?! To jest coś naprawdę okropnego. My, jako Asphyx, po prostu ewoluowaliśmy do miejsca w którym obecnie jesteśmy. Po prostu pewne osoby wyznały, że to już dla nich wystarczy, ale to że gramy na przykład własne kawałki, które pojawiły się jako demo nie znaczy że jesteśmy własnym cover-bandem. Staramy się zagrać je tak jak na demo, ale głównie przez to, że ludzie tak chcą je usłyszeć, a nie dlatego że chcemy odegrać je jak covery, to gówno prawda. Poza tym popatrz na albumy jak wspomniany przez Ciebie „The Rack” czy „Last One on Earth”, ja byłem tym który je napisał, nagrał na nie gitary, bas i wokale. A także teksty. I ciągle to robię, ciągle! Bo dla mnie jest to po prostu coś fantastycznego… Więc takim ludziom mogę po prostu powiedzieć, żeby spierdalali. I przepraszam za wyrażenie, ale strasznie mnie to kurwa irytuje.

O.: No co Ty, u nas to normalne, hehe… Ok, to może coś na rozluźnienie. Wyczytałem, że uwielbiasz Rush i to jedyny zespół, który chciałeś zobaczyć na żywca i nie dane Ci było. No ale chłopaki zakończyli granie koncertów jakiś czas temu, więc pewnie jesteś niepocieszony?

M.: Oj tak, stary, oj tak! Dla mnie to naprawdę smutne, bo wiesz, poza tym że gram death metal to słucham naprawdę różnej muzyki. Rush to jeden z tych zespołów, że… no cholera, po prostu słyszysz ich i wiesz że ci goście są fantastyczni! Nagrali kilka naprawdę wspaniałych zespołów w przeszłości, ale nawet ta ostatnia jest moim zdaniem całkiem niezła. No i trochę mi smutno, że nie miąłem okazji doświadczyć tej muzyki na żywo. No ale cóż… z drugiej strony wolę na to popatrzeć z pozytywnej strony – widziałem wszystkie zespoły, jakie chciałem. Poza Rush, haha…

O.: Haha, no tak, zdecydowanie lepiej! Ok, Martin, będziemy kończyć bo trochę Cię wymęczyłem. Mam nadzieję, że wkrótce zmiażdżycie te Katowice!

M.: Jasne Jakub, sama przyjemność! Mam nadzieję, że napijemy się wspólnie piwka w Katowiczach!

O.: Też mam taką nadzieję!, Dzięki!

M.: Dzięki wielkie, trzymaj się!

Autor

9889 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *