Asphodelus: „…w latach dziewięćdziesiątych było lepiej, więc dlaczego by nie trzymać się nadal tej estetyki i brzmienia, dodający pewne nowe elementy?”

Asphodelus to nazwa może i nowa, ale muzycy już dosyć, pomimo młodego wieku, doświadczeni. Zaczynali jako Cemetery Fog, ale z czasem muzyka uległa zmianie, to i nazwa się zmieniła. I tak właśnie powstał Asphodelus, czerpiący ile się da inspiracji z lat dziewięćdziesiątych. Chłopaki robią to jednak w doskonały sposób, więc myślę, że śmiało możecie zapoznać się z ich muzyka. A także z tym co mieli do powiedzenia.

Oracle: Hailz! „Stygian Dreams” ukazało się dosłownie kilka dni temu i jak na razie widzę, że zbiera same dobre recenzje. Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy, gdy pisaliście ten materiał czy może jesteście zaskoczeni?

J. Varynen: Nie, gdy pracowaliśmy nad tym albumem nie przypuszczaliśmy, jaki będzie on miał feedback. Nie wiem, czy jeśli myślelibyśmy o tym wówczas to czy bylibyśmy tak usatysfakcjonowani tym co widzimy. Niemniej jednak to wspaniałe otrzymywać taki pozytywny przekaz zwrotny, jak widać warto było stworzyć ten album.

O.: No moim zdaniem bezapelacyjnie. Dobra, zacznijmy od początku – wcześniej działaliście jako Cemetery Fog. Naprawdę lubię Wasze materiały wydane pod tym szyldem, szczególnie „Shadows from the Cemetery”. Kolejny po nim był już trochę inny i teraz wiem, że wskazywał drogę, w którą pójdziecie. Ale już jako Asphodelus. Czy zmiana muzyki pociągnęła za sobą zmianę nazwy?

J.: Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie tak, jakbym jeszcze nigdy na nie nie odpowiadał. A jakos pada ono w każdym wywiadzie. Kapela powstała jako Cemetery Fog w 2012 roku gdy byliśmy jeszcze młodzi i nie potrafiliśmy pisać muzyki w sposób, w jaki potrafimy teraz. Po tym jak nasz umiejętności się rozwinęły, muzyka nie pasowała już do szyldu Cemetery Fog.

O.: Asphodelus. Jakoś niewiele zespołów metalowych decyduje się na nazwanie swojej kapeli tak jak jakiegoś kwiatka (a nie jesteście ani Guns N’ Roses ani Krokus, hehe). Ale Asphodelus nie jest typowym kwiatem – możesz więc przybliżyć genezę swojej nazwy?

J.: W starożytnej Grecji Asphodelus był utożsamiany z żałobą i śmiercią. Wierzono, iż rośnie w podziemnym świecie zmarłych, na złocieniowych łąkach. Jari znalazł tę nazwę w księdze symboli i stwierdziliśmy, że idealnie pasuje do naszej kapeli.

O.: Zmiana w Waszej muzyce jest dośc oczywista – poszliście w stronę starego Tiamat, Katatonii czy też greckich zespołów spod znaku Varathron czy Necromantia. Jeszcze z dziesięć lat temu kapele inspirujących się takim graniem można było zliczyć na palcach dwóch dłoni, sam nie kojarzę raczej kapel które za wyraźne źródło inspiracji podawałyby na przykład „Sumerian Cry”. Skąd te inspiracje pojawiły się w Waszym przypadku?

J.: Wydaje mi się, że to właśnie Katatonia była pierwszą i najważniejszą inspiracją gdy zakładaliśmy Cemetery Fog. W sumie to nawet powodem założenia była. Ale totalnie nie potrafiliśmy wówczas pisać utworów w ich stylu. Inne inspiracje, jak brytyjski doom/death metal, grecki black metal, kapele w stylu Tiamat doszły mniej więcej w podobnym czasie, gdzieś na przełomie 2012 i 2013 roku. Obecnie inspirują nas różne rzeczy, różnych rzeczy też chcemy próbować, wypełniać naszą muzykę czymś, co wcześniej się u nas nie pojawiało.

O.: Wydaje mi się że teraz przychodzi Wam to z większą łatwością. Potraficie stworzyć specyficzną atmosferę w Asphodelus, przywodzącą na myśl właśnie rzeczonego ducha lat dziewięćdziesiątych. Trudno jest stworzyć utwór tak, by słuchacz czuł wyraźnie tamte czasy, ale bez jednoznacznego kopiowania?

J.: Napisanie dobrego numeru, gdy masz już w głowie dobre melodie i dobre riffy wcale nie jest takie trudne. Wystarczy ułożyć je w dobrym porządku. Nie wiem czy mogę Ci jeszscze coś więcej powiedzieć, bo przyznam że sam nie wiem, skąd biorą się nasze utwory. Po prostu piszemy swoje riffy i swoje melodie i dodajemy do nich ducha lat dziewięćdziesiątych.

O.: Zarówno okładki Cemetery Fog jak i Asphodelus są mocno… infantylne. Ale w taki spoko sposób, jak frotcovery starych demówek. Z kolei dwa ostatnie wydawnictwa Asphodelus mają już bardziej wyrafinowane okładki – czy można to nazwać rozwojem? Czy może po prostu te wcześniejsze, prymitywne okładki już Wam zbrzydły?

J.: Gdy zmienialiśmy nazwę, chcieliśmy też zmienić naszą stronę wizualną na bardziej profesjonalną, ale udało się nam to dopiero przy okazji „The Veil Between the World”. Mieliśmy już dosć tego prymitywizmu z poprzednich wydawnictw, nawet jeśli spełniał on na nich swoją rolę wyśmienicie.

O.: Wcześniejsze materiały ukazały się ze znaczkiem Iron Bonehead Productions, natomiast najnowszy opus dostępny jest dzięki Terror From Hell Records. Jak możesz porównać pracę z tymi dwoma labelami? I tak w zasadzie dlaczego nowa płyta wyszła już nie u Patricka tylko u innego wydawcy?

J.: Iron Bonehead Productions wykopało nas z katalogu, bo zmieniliśmy styl i nie sprzedawaliśmy się tak dobrze jak nagrania pod szyldem Cemetery Fog. Ale obie strony stwierdziły, że dobrze na tym wyszły. Terror From Hell Records to mniejsza wytwórnia, ale w tym momencie wydaje mi się, że bardziej do niej pasujemy. Wydali EPkę Cemetery Fog i promówkę Asphodelus, fajnie się z nimi współpracuje.

O: A jak sprawa ma się z koncertami? Planujecie łączyć kawałki Cemetery Fog i Asphodelus?

J.: Tak, będziemy grać dwa numery z demówki „Shadows from the Cemetery”.

O.: Opowiedz coś o Haminie, Waszym rodzinnym mieście. Macie tam więcej zespołów, jakąś lokalną scenę czy raczej metalowców tam niewielu? To chyba nie jest zbyt duża miejscowość, co?

J.: Obecnie to już tylko ja mieszkam w Haminie, jeśli chodzi o członków Asphodelus. Próby mamy z kolei w Helsinkach, bo pozostali muzycy przeprowadzili się tam oraz do Turku jakiś czas temu. W Haminie mieszka też dwóch muzyków Witchcraft. Tak więc nasza metalowa scena zamyka się w trzech osobach.

O.: Przychodzą Ci na myśl jakieś zespoły z lat dziewięćdziesiątych, które mają kultowy status, ale w Twojej opinii są przeceniane? I na odwrót – jakieś kapele, która są totalnie niedocenione, a powinny być lepiej znane?

J.: Nie wiem czy mogę powiedzieć o jakichś zespołach, że są przecenione, szczególnie o tych, o których już wspominałem wcześniej. Ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych wiele zespołów zmieniło się pod kątem muzycznym jak i wizualnym i nie wyszło im to na dobre. Przynajmniej jak na mój gust. Nie wiem też czy w latach dziewięćdziesiątych było dużo zespołów, które zasługiwałyby na większą popularność…

O.: A nie sądzisz, że fińska scena jest trochę niedoceniona? Wszyscy jarają się norweskim black metalem albo szwedzkim death metalem, natomiast Finlandia wypuściła mnóstwo wspaniałych zespołów w obu tych gatunkach, a często traktowana jest po macoszemu…

J.: Może trochę, ale wiem też że jest mnóstwo maniaków, którzy czczą fiński black i death metal. Na przykład co roku na Finnish Death Metal Maniacs Fest pojawia się mnóstwo ludzi z zagranicy.

O.: Na koniec – czy uważasz, że Asphodelus jest zespołem oldschoolowym? Co powinno przeważać, jeśli chcemy by w ten sposób określano dany zespół?

J.: Nasza muzyka i wygląd są oldskulowe, ale staramy się też dodawać nowe rzeczy do naszej twórczości. Jeśli chodzi o muzykę – w latach dziewięćdziesiątych było lepiej, więc dlaczego by nie trzymać się nadal tej estetyki i brzmienia, dodający pewne nowe elementy? W sumie to nawet się nad tym nie zastanawiałem zbytnio. My po prostu robimy swoje, a rzeczy same przychodzą.

O.: Ok, dzięki w takim razie za ten wywiad! Nie pozostaje mi nic innego, jak wypatrywać waszych kolejnych materiałów.

J.: To my dziękujemy, zawsze fajnie jest gdy ludzie chcą robić z nami wywiady i przysyłają dobre pytania!

Autor

10862 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *