Arghoslent: „Reakcje na naszą muzykę są zazwyczaj dobre, reakcje na nasze teksty są zawsze złe.”

Arghoslent wydał w tym roku płytę, która kosi same bardzo dobre recenzje. Oczywiście, jeśli ktoś nie zbojkotował ich najnowszego „Hornets Of The Pogrom”, hehe. Dlatego chciałem się rozmówić na jej temat, a także na tematy pokrewne, związane z twórczością zespołu z gitarzystą Arghoslent – Pogrom’em. Dłuższy wstęp nie jest tutaj konieczny…


Oracle: Przede wszystkim musze Was pochwalić, bo nagraliście zajebisty materiał. Ale dlaczego musieliśmy czekać na niego od 2002 roku?

Pogrom: Pięcioletnia cisza spowodowana była tym, iż wolimy jakość od ilości, a także tym że przez ten czas straciliśmy kilku członków. Przede wszystkim Kommando miał wypadek, w wyniku którego nie mógł grać na basie i ostatecznie nie było innego sposobu. Musieliśmy znaleźć nowego basistę, co zajęło nam rok. Album nagraliśmy po tym, a następnie spędziliśmy kolejny rok na poszukiwaniu odpowiedniej osoby na posadę wokalisty. No a poza tym jesteśmy już ponad trzydziestoletnimi facetami i nasze życie różni się od tego, jakim żyliśmy, gdy mieliśmy po naście lat i graliśmy w kapeli. Ponadto zawsze wydajemy w międzyczasie siedmiocalówkę, aby o nas nie zapomniano, dlatego więc to wszystko tyle nam zajęło.

O.: No tak, proza życia. A otrzymaliście już jakieś sygnały odnośnie przyjęcia „Hornets Of The Pogrom”? Przypuszczam, że sporo zinów i magazynów zbojkotowało to wydawnictwo, bo wiem, że mieliście problemy z zamieszczeniem reklam w kilku z nich, między innymi w „Terrorizer”…

P.: Tak, „Terrorizer” i „Zero Tolerance” (o ironio!) i kilka innych odmówiły reklam naszej płyty. Właściwie, nie obchodzi nas to, czy jesteśmy bojkotowani czy nie. Homoseksualiści szukają schronienia wśród swojego rodzaju. My zaś nie potrzebujemy flyersów czy promówek by siać nasze uprzedzenia. A piosenki o prawdziwych wydarzeniach historycznych związanych z naszym narodem są nieskończenie bardziej atakujące ogół populacji (prawdopodobne również i ekstremalne podziemie) niż pedofilia, nekrofilia, Satanizm, homoseksualizm, perwersje i nadużywanie narkotyków.

O.: Wasza muzyka często nazywana jest przez krytyków melodyjnym death metalem. Uważam to za mylący termin, bo ktoś niezorientowany, któż zacz ten Arghoslent, wówczas gotów jest pomyśleć że jesteście jakimś klonem In Flames. Na swój użytek nazywam waszą muzykę jako „nietypowy death metal”, bo to chyba trochę bliższe prawdy, nie uważasz?

P.: Może jesteśmy kojarzeni z tą melodic death metalową etykietką z uwagi na te nie-melodyjne bełkoty, które wypluwa z siebie podziemie. Zgadzam się z Tobą, iż nie jesteśmy jak te wszystkie melodic death metalowe zespoły, z którymi chciałoby się nas porównać. Raczej jesteśmy umuzykalnieni, staramy się sprawić, by nasze utwory były interesujące i mieć nietypowe podejście do pisania piosenek, które powoduje, że wybijamy się z szeregu imitatorów. Etykietką, którą nam przypinano gdy zaczynaliśmy grać w 1990 roku, kiedy to nasza muzyka nie przypominała ówczesnego trendu, jak death metal z Florydy czy Nowego Jorku, które były tym, co zdefiniowało amerykański styl w jego wczesnych dniach, było zazwyczaj speed/thrash metal z death’owym wokalem.

O.: Własnie. Na „Hornets Of The Pogrom” można wyłapać wpływy takich zespołów jak Manilla Road czy Iron Maiden, ale i często w strukturze utworów i solówek słyszalne są inspiracje muzyką klasyczną, a skądinąd wiem, że jesteś pasjonatem takich kompozytorów jak na przykład Mussorgsky. Zgodzisz się ze mną, że słychać to na Waszym albumie?

P.: Cóż, kilku z nas wyrosło na muzyce Iron Maiden, ale na przykład Holocausto nie wymieni Ci już żadnego z ich utworów. Myślę, że to bardzo trudne, napisać muzykę, która nie brzmiałaby jak inspirowana dokonaniami Iron Maiden, zwłaszcza jeśli zawiera ona elementy heavy metalu, albo dwóch gitarzystów. Jeśli zaś chodzi o Manilla Road, to nigdy o nich nie słyszałem. Bardzo trudno jest wypunktować nasze wpływy, gdyż te także były efektem wpływu czegoś innego. My sami jesteśmy swymi własnymi katalizatorami kreatywności. Ponadczasowymi mistrzami są rzeczywiście klasyczni kompozytorzy, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale Ty może słyszysz bluegrassowy styl w naszych solówkach.

O.: Może rzeczywiście tak jest, ale że nigdy świadomie nie słuchałem bluegrassu, to o tym nie wiem… Wokale na „Hornets Of The Pogrom” są autorstwa The Genocidera. Ale on już chyba nie jest członkiem kapeli? Dlaczego opuścił zespół? Macie już kogoś na jego miejsce?

P.: Wokalista postarał się i nagrał z nami ten album. Nic więcej nie mam do powiedzenia, ponadto tego, że jego wkład w obóz Arghoslent był minimalny. Musiał być zastąpiony z kilku powodów. Nie jesteśmy typami osób, które nagłaśniają puszczane pogłoski i odstępstwa, jak w jakiejś undergroundowej telenoweli.

O.: Dyplomata. To zmieńmy temat. „Hornets Of The Pogrom” to Wasza trzecia pełnowymiarowa płyta. Czuliście jakąś większą presję z powodu mitycznego syndromu trzeciej płyty? Dla mnie bajki, iż trzeci krążek jest zawsze najlepszy, są o kant dupy potłuc, ale w Waszym przypadku coś w tym jest…

P.: Szczerze, nigdy nie słyszałem o czymś takim. Przestaniemy grać muzykę, gdy poczujemy, iż jesteśmy już niezdolni do uzyskania tego, co wcześniej założyliśmy sobie. Niektórzy ludzie wciąż uważają, że nasze czwarte demo „Arsenal Of Glory” było naszym najlepszym wydawnictwem, ale ja szczerze mówiąc, nie umiem takiego wskazać. Co mogę powiedzieć o „Hornets Of The Pogrom”, to to, iż jest to najbardziej spójny i konceptualny krążek z tych trzech (a czterech wliczając w to „Arsenal Of Glory”, które początkowo miało być epką), pomijając oczywiście jego rewelacyjne brzmienie.

O.: No tak, ale niektóre riffy czy całe fragmenty utworów są dosyć stare, niektóre mają nawet dziesięć lat, więc dlaczego nie zdecydowaliście się umieścić ich na „Incorrigible Bigotry”?

P.: Ciągle tworzymy jakąś muzykę i komponujemy. Część materiału została ukończona szybciej niż reszta, dlatego też dostała się na album wcześniej, inne zaś czekały na swoją kolej. Mamy sporo nagrań także z pojedynczymi riffami tu i tam, które jeszcze nie znalazły miejsca przez długie lata. Łączymy piosenki z riffami, które były pisane i przez dziesięć lat. To wszystko kwestia kompozycji, adoptowalności i muzycznej płynności.

O.: Lubię Wasze front – covery I wasz nowy album również mnie nie zawiódł pod tym względem. Te olejne obrazy są już waszym trade-markiem. Mają niezaprzeczalny walor artystyczny, tak jak i muzyka Arghoslent. Mam nadzieję, że używanie tych obrazów będzie już tradycją…

P.: Uważam, że okładka powinna uzupełniać muzykę, więc na Twoje pytanie odpowiem: tak. Spędziliśmy niezliczoną ilość godzin w czytelniach i bibliotekach, by znaleźć coś, co pasowałoby idealnie do naszego konceptu. Obrazy powinny również przekazywać pewien ładunek emocji, tak jak muzyka.

O.: Otóż to. W swojej dyskografii macie sporo splitów. Co jest głównym czynnikiem przy podejmowaniu przez Was decyzji o wydaniu wspólnej płytki z jakimś zespołem?

P.: Tak właściwie, to nie mamy jakichś konkretnych zasad przy doborze kapel. Musisz wiedzieć, że dzieliliśmy krążki z wieloma grupami, grającymi w różnych stylach i wierzących w różne rzeczy. Oczywiście muszą to być zespoły szczere i warte współpracy.

O.: A co ze splitem z Martial Barrage? Anonsowaliście go już jakiś czas temu…

P.: No to jest akurat zależne od naszego labelu. Ale myślę, ze gotowy materiał będzie wydany nakładem Drakkar końcem roku.

O.: Właśnie – z Drakkar Records współpracujecie już kilka lat. Podejrzewam, że tak Wy, jak i oni, jesteście zadowoleni. To już trzeci album jaki ukazuje się ich nakładem, więc musi to być dla Was odpowiedni label. Podejrzewam, że jeśli interweniowaliby oni w jakiekolwiek aspekty Waszej twórczości, pożegnalibyście się z nimi?

P.: Początkowo nasz kontrakt opiewał na wydanie dwóch płyt („Incorrigible Bigotry” i „Hornets Of The Pogrom”). To może wyglądać, jakbyśmy byli w tej wytwórni od wieków, ale rzeczywiście miały to być jedynie dwa krążki. Split jest rezultatem materiału jaki nam pozostał po sesji „Hornets Of The Pogrom”. Zrobiliśmy wówczas dwanaście utworów, z czego osiem znalazło się na tej płycie. Zrobiliśmy dobry użytek z naszego czasu w studio i nagrali całą możliwą muzykę, jaką mieliśmy w tamtym czasie. Drakkar Productions to dobry label dla nas. Jesteśmy w nim jedynym prawdziwym death metalowym zespołem, a sama wytwórnia jest raczej średniego rozmiaru, która jednak nie umyka uwadze większości dystrybucji, ale jednak jeszcze nie tak duża, by obawiać się o jej image i negatywne konotacje, którymi możemy zostać przez nich obarczeni. Mamy wolność twórczą, przez którą Drakkar Productions może mieć problemy i odmówić po prostu wydania naszej muzyki, ale Cyril jest przede wszystkim fanem tej muzyki i jej supporterem.

O.: No to szczęściarze z Was. Widziałem na Waszej stronie zakładkę „hate mail”. Jak często dostajecie takie maile, jak te zamieszczone w niej? Widziałem, że publikujecie tam zdjęcia, adresy czy numery telefonów, mieliście w związku z tym jakieś problemy? Albo te osoby? Jak reagujecie na takie maile?

P.: To zależy. Niektóre z tych listów, pochodzą jeszcze z czasów przed Internetem. Ludzie powinni pomyśleć dwa razy, zanim wysuną względem nas bezpodstawne oskarżenia. Wszystkie informacje jakie opublikowaliśmy zostały do nas wysłane jako dane nadawcy. A jeśli chcieliby oni pozostać anonimowymi, niech lepiej zacierają za sobą ślady.

O.: No dobra, a jeśli ktoś napisał negatywną recenzję Waszej płyty, to jak myślicie – jaki wpływ mają na to Wasze poglądy, z którymi może się on nie zgadzać, a jaki to, że rzeczywiście nie podoba mu się Wasza muzyka, bez żadnych ideologicznych uprzedzeń?

P.: Powinieneś zapytać recenzentów. Trudno jest mi określić jakieś konkretne motywy. Powiem więcej – nie myślę, że ktokolwiek, kto recenzuje nasze prace zgadza się z naszym przesłaniem. Ich słowa mówią za nich. Jesteśmy tylko jedną z kilku kapel na świecie, które wymagają ostrzeżenia na pudełku, trochę takich jakie nadawali Al i Tipper Gore starym albumom WASP. Reakcje na naszą muzykę są zazwyczaj dobre, reakcje na nasze teksty są zawsze złe.

O.: Trudno, c’est la vie…W sumie to rzeczywiście w każdym wywiadzie czy recenzji jaką czytałem na Wasz temat, znajdowała się wzmianka na temat Waszych radykalnie prawicowych poglądów. Nie sądzisz, że ludzie skupiają się za bardzo na tej akurat części Waszej twórczości? W końcu nie jesteście żadną partią ani organizacją polityczną…

P.: Ludzie zadają nam pytania, ale naszych odpowiedzi nie chcą już słuchać. Następnie krytykują nasze poglądy, które mogą, ale i nie muszą mieć coś wspólnego z naszą muzyką. Wtedy scenariusz przypomina sytuację, gdy kobieta pyta Cię czy wygląda grubo, a kiedy potwierdzisz, wpada w szał.

O.: Hehe, no tak. Ponadto w większości z tych wywiadów, dziennikarze zawsze dodają, iż bynajmniej nie wspierają waszych poglądów i tak dalej. Ale co mi się u Was podoba, nie jesteście ignorantami, którzy odpowiadają tylko na pytania osób o zbliżonych punktach widzenia na pewne sprawy, przynajmniej tak przypuszczam. No chyba, że nie? Jeśli czarny, Żyd albo homoseksualista (albo taki miks wszystkich tych cech, hehe) zaproponowałby Ci wywiad, dyskutowałbyś z nim, próbując przedstawić mu swoje stanowisko, czy raczej usłyszałby „spierdalaj!”?

P.: Naszą intencją nie jest zmienić niczyich poglądów, czy oświecić kogoś w danej kwestii. Death metal jest negatywną formą muzyki, a my pasujemy do jego konceptu. Próbuję sobie wyobrazić czarnego Żyda, będącego równocześnie gejem, ale żaden nie przychodzi mi na myśl i szczerze wątpię, czy na scenie działa ktoś taki i stara się o wywiad z nami. Ponadto – nie ma żadnych punktów widzenia. Jesteśmy ludźmi opierającymi się na nauce i rozumie.

O.: No tak, ale jesteście i tak określani jako rasiści, aprobujący niewolnictwo etc. Wierzysz w takim razie w opisywane przez Huntingtona zderzenie cywilizacji? W jakimś sensie jego słowa są prawdziwe, jeśli popatrzymy na Bliski czy Środkowy Wschód…

P.: Nie wymyśliliśmy niewolnictwa, my tylko o nim śpiewamy. Wierzymy również, że instytucja niewolnictwa dla ekspansji imperium przyniosłaby o wiele większe sukcesy i byłaby o wiele mniej post traumatyczna, gdyby siła robocza po tej żmudnej pracy powróciłaby do siebie. Ten tekst może być interpretowany jako myśli przewidującego zagładę i konsekwencje usiłowań wyrównywania statusu bydląt poprzez prawa ich zdobywców. [albo coś źle przetłumaczyłem, albo mi się to kupy nie trzyma – przyp. Oracle]. Poprawianie natury przez regulacje i przemówienia zazwyczaj nie kończy się sukcesem. Tak właściwie to ten temat jest bardzo szeroki i raczej nie da się go streścić w kilku akapitach. Nie jest pytaniem to czy aprobujemy niewolnictwo czy nie. Sama instytucja niewolnictwa jest nieokreślenie stara i wcale nie przestała całkowicie istnieć, do dziś, do 2008 roku. Czy powinniśmy potępić niewolnictwo zaprowadzone przez Egipcjan, barbarzyńców, Maurów, Rzymian i Greków? Pomysł na to, by znieść niewolnictwo Afrykanów nie ma nawet dwustu lat. To tylko znikomy wycinek czasu w całej historii. Dlaczego nikt nie interesuje się innymi okropnymi przypadkami dzisiejszego świata, jak na przykład opresyjnością Muzułmanów wobec kobiet, trwającą od tysięcy lat [niespełna półtora tysiąca lat, będąc dokładnym – przyp. Oracle], albo wolnym korzystaniem z marihuany czy homoseksualnymi objęciami w Holandii? Niektóre kultury w Sudanie wciąż obrzezają swoje kobiety, a inne, jak Amisze wciąż praktykują endogamię, nawet po przybyciu do Ameryki. Jesteśmy potępieni za dzielenie przekonań wpisanych w naszą historię? Czy powinniśmy po prostu zaprzeć się naszego rodu i dziedzictwa, by któregoś dnia nie wkurzyć zbękarconych współczesnych liberalnych świń? Do kiedy będziemy musieli ulegać wymyślonej czułości tych hebrajskich pijawek, które zduszają nasze społeczeństwo? Historyczny rewizjonizm, militaryzm, zniewolenie, kolonizacja, eugenika, mizoginia, ludobójstwo, tyrania i homofobia. To jest historia naszej cywilizacji.

O.: Ok., na zakończenie powiedz nam – Arghoslent istnieje na scenie już osiemnaście lat. Mógłbyś jakoś podsumować ten okres? Czy istnieje jakiś czynnik, który mógłby spowodować zakończenie Waszej działalności?

P.: Ułamek czasu przez te osiemnaście lat, przeznaczony na to, był monumentalna stratą czasu. Bardzo mało nas to nauczyło. Kiedy zorientujemy się, że nasza muzyka zatraciła swą iskrę, pewnie spokojnie zakończymy działalność.

O.: Ok., dzięki za wywiad!

P.: Wypatrujcie nadchodzącego splitu, po informacje zaglądajcie na stronę.

Autor

10190 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *