Aphonic Threnody spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Po prostu któregoś dnia wylądowała w mojej skrzynce promówka z Doomentia Records. Pierwszy odsłuch i szok – doom metal rodem z początku lat dziewięćdziesiątych, ale wszystko brzmi tak pięknie. Pewnie niejeden z Was znów przeniósł się w czas, gdy w magnetofonach królowały przegrywki My Dying Bride czy wczesnego Paradise Lost. Nie mogłem sobie odmówić wywiadu z tym międzynarodowym ansamblem. Co lepsze – odpowiedzi dostałem może z sześć godzin po wysłaniu pytań. I o ile pod koniec chyba już się chłopakom trochę znudziło, to coś tam zawsze można się dowiedzieć o tej grupie. A Was zachęcam do poszukania ich nagrań, warto.

Oracle: Hailz! Na dzień dobry powiem Wam, że nowy krążek Aphonic Threnody wywarł na mnie olbrzymie wrażenie. Wiesz, już podczas pierwszego odsłuchu totalnie mnie pochłonął, wciąż zresztą tak się dzieje, gdy go odpalam. I wiem, że nie jestem jedyny, bo czytałem też recenzje z innych magazynów. Podejrzewam, że jesteście usatysfakcjonowani?

atRiccardo: Hej, tak, ja jestem bardzo zadowolony. Bardzo podobał mi się już w fazie produkcji i w związku z tym, mogę rzec, że nigdy jeszcze nie nagrałem funeral doom metalowego albumu, który zebrał by tak dobre recenzje. Niemal wszyscy fani i recenzenci od razu zorientowali się, o co nam chodzi, jaki muzyczny kierunek obraliśmy.

Roberto: Myślę, że jesteśmy szczerze zadowoleni. Mieliśmy możliwość zebrania artystów ze wszystkich stron świata, by ten projekt powstał, do tego doszli przecież jeszcze fotografowie, ilustratorzy i reżyserzy. To naprawdę wspaniałe doświadczenie!

O.: Ok, jako, że nie wiem, czy rozmawialiście z jakimś innym polskim zinem czy webzinem, przewałkujemy tradycyjnie odrobinę Was z historii Aphonic Threnody. Na początek – Wy dwaj stanowicie rdzeń tego zespołu. Obydwaj jesteście Włochami, ale obecnie przebywacie w Londynie. Znaliście się już wcześniej, czy może dopiero na miejscu wpadliście na siebie?

Riccardo: Ledwo co zacząłem mój nowy doom metalowy projekt Dea Marica i poszukiwałem wokalisty. Wtedy poznałem Roberto i wspólnie skończyliśmy ten projekt. Mieliśy dość szybko trochę wolnego czasu więc zaproponowałem, żebyśmy podłubali coś nad projektem funeral doom metalowym. Roberto miał w tym gatunku wielkie doświadczenie, polecił mi kilka zespołów, ja je obsłuchałem a potem zacząłem komponować muzykę.

Roberto: Dokładnie, Rick i ja spotkaliśmy się przy okazji innego projektu, Dea Marica. Rick był już porządnym Brytyjczykiem kiedy przeprowadziłem się kilka lat temu do Londynu z Sardynii. Zdecydowaliśmy o powołaniu do życia Aphonic Threnody, jako że Rick pisał olbrzymie ilości materiału, chcieliśmy tylko by było to zorientowane bardziej na „funeral doom”. Skontaktowaliśmy się z kilkoma przyjaciółmi i innymi artystami i nagle okazało się, że mamy międzynarodowy skład. A wszystko wyszło z miłości do muzyki i chęci pracowania nad tym samym kontentem. To sprawiło, że ten projekt jest jeszcze bardziej międzynarodowy, właśnie z uwagi na te wspaniałe kolaboracje.

at1O.: No właśnie, reszta dołączyła trochę później, ale czy oni również mieszkają w Londynie? Pytam, bo wiem, że jeśli chodzi o ich narodowość to są to na przykład Grek czy Węgier. Zasadniczo jednak z polskiego punktu widzenia są to południowcy. Czy to przypadek, czy faktycznie poszukiwaliście osób, o podobnym charakterze (ujmując to oczywiście w olbrzymie uogólnienie…)?

Riccardo: Cóż, skontaktowaliśmy się z wieloma muzykami z całego świata, pomyśleliśmy, że to wspaniały pomysł, no a poza tym sporo zespołów faktycznie odezwało się do nas. I tak mamy Abela z Węgier, który gra na wiolonczeli. Juan z Chile gra na klawiszach, więc jak widzisz, nie ograniczaliśmy się do tego gdzie kto mieszka.

Roberto: Kostas mieszka tutaj, ale niedawno odpuścił on nasz projekt, by skupić się na Pantheist i Landskap. Abel jest Węgrem, ale na co dzień przebywa w USA, a Ilia z Indesience pomaga nam przy koncertach, na co dzień mieszka zaś w Hiszpanii. Marco jest Włochem, Zack też jest Włochem, ale mieszka obecnie w Anglii. Nasz nowy klawiszowiec, Juan, jest z Południowej Ameryki. Planujemy też kolejne kolaboracje, między innymi z Jarno z Shape Of Despair, Joshem z Vacant Eyes, David z Ennui, Gregiem z Esoteric. A jeszcze dojdą do tego kolejne. Szukamy artystów zainteresowanych tym co robimy i na tym etapie kraj w jakim żyją nie jest żadnym zagadnieniem.

O.: Wy obydwaj jesteście związani z podziemiem doom metalowym, przy czym Riccardo partycypuje raczej w doom czy też doom/death metalowych zespołach, zaś Roberto częściej jakby w black/doom metalowych kapelach. Jak więc wygląda proces komponowania materiału w Aphonic Threnody?

Riccardo: Cóż, ja zazwyczaj przychodzę z melodiami, Roberto pisze do nich teksty, a następnie wspólnie opracowujemy całą strukturę. Później rozsyłamy to do pozostałych członków zespołu a oni dodają swoje partie. Ja na przykład napisałem muzykę (gitary i bas) na „First Funeral”, kształt muzyki był więc już okrśelony i było łatwiej komponować nowy materiał, bo wiedzieliśmy w którym kierunku musimy zmierzać.

at2Roberto: Ric pisze muzykę, ja zaś krzyczę lub growluję do niej. Potem dodajemy perkusję do istniejących ścieżek gitar.

O.: Wow, to odkrywcze co powiedziałeś… Aphonic Threnody gra muzykę, której korzenie są głęboko w latach dziewięćdziesiątych, z duchem największych zespołów z tamtego okresu. My Dying Bride, Anathema… Debiut jest nawet pod większym wpływem takiego Paradise Lost. Podejrzewam, że jeśli ktoś nie wiedziałby, że zespół powstał w 2012 roku, mógłby myśleć, iż ma do czynienia z jakimś zapomnianym projektem z takiego 1992 roku. Myślisz, że to jest wada czy zaleta Waszej muzyki?

Riccardo: Nie mnie o tym decydować. Wszystkie zespoły, które wspominałeś są wspaniałe i cudownie jest być do nich porównywanych. Przy coraz to nowszych zespołach pojawiających się każdego dnia stwierdzam, że te stare zespoły nigdy nie zostaną zapomniane. Zwłaszcza, że one wciąż istnieją i piszą muzykę, fanom jest więc łatwiej do nich dotrzeć.

Roberto: Myślę, że w jakiś sposób stara Anglia pojawia się u nas. Sam dorastałem przy „Gothic” i „Draconian Times”, fajnie jest więc być porównywanym do ulubionych zespołów z młodości. Pod koniec dnia nie stanowi to zresztą różnicy. Wiele zespołów pisało świetną muzykę, no a sam gatunek ma już ponad dwadzieścia lat. Jeśli lubisz ten gatunek – będziesz rozpatrywał to jako zaletę, jeśli go nie lubisz – jako wadę. Co dla Ciebie się liczy? Czy cieszy Cię ponad godzina nostalgicznego doom metalu? Myślę, że dziś jest bez znaczenia, czy jakiś zespół jest nowy czy nie, skoro nie robi to różnicy. Możesz mieć szczęście i odkryć coś świetnego na pięć czy dziesięć lat, ale większość to i tak jest trend.

O.: Wasz materiał „First Funeral” był świetnym otwarciem. Recenzje były pozytywne. Wydaje mi się, czy od samego początku mieliście jasno wytyczony cel, do którego będziecie podążać? Czy może z biegiem czasu jakoś to ewoluowało?

Riccardo: Ja nie miałem pojęcia, w którą stronę podąży nasza muzyka, wiedziałem tylko, że to będzie coś bardzo smutnego i bardzo poruszającego… Wiedziałem też, że będzie to muzyka, gdzie każdy z utworów będzie trwał przynajmniej dziesięć minut, co na początku wcale nie było takie łatwe. Miałem kilka pomysłów co do kształtu albumu, zanim faktycznie nabrał on takiego kształtu jak chciałem.

Roberto: Obawiam się, że nie tak do końca mieliśmy to sprecyzowane. Rick jest naprawdę spontaniczny jeśli mówimy o jego sposobie komponowania. Chłopaki, którzy dołączyli do projektu również dostali całkowicie wolną rękę. Nie ma tu jakiejś jednej formuły czy wzoru.

at3O.: Ok, a dlaczego to doom metal jest Waszą muzyką, od samego początku? W moim przypadku, gdy byłem gówniarzem nie lubiłem doom metalu, a tylko szybką i brutalną muzykę. Dopiero później zmądrzałem i zostałem oczarowany przez niemal każdy nurt w tym gatunku, hehe…

Riccardo: Ja dorastałem przy zespołach jak Black Sabbath, Metallica, Iron Maiden czy Megadeth, dla mnie doom metal był czymś całkowicie nowym, wchodziłem w niego dopiero z moim pierwszym zespołem jakim był Gallow God. Wtedy nawet nie wiedziałem, że istnieje aż tyle podgatunków.

Roberto: Doom metal nigdy nie był popularny jak inne gatunki, a z jego odrodzeniem nagle stał się nowym trendem. Osobiście uwielbiam ekstremalny metal, na którym się wychowałem jako dziecko. Rick pracował nawet nad hip – hopowymi projektami. Doom metal jakoś sam nas wybrał, dlatego tu jesteśmy. W tamtym momencie startował też depresyjny black metal, ekstremalny metal powoli skręcał w stronę spokojniejszych perkusyjnych wzorów i zwiększenia ciężaru. Wtedy właśnie pokochałem funeral doom i odkryłem coś, co istniało już przecież od wieków. Pamiętam, że kupiłem sobie krążek Cathedral „Supernatural Burth Machine” ignorując napis „doom” na obwolucie. A miałem wtedy może z osiem lat, po raz pierwszy usłyszałem wówczas również Paradise Lost. Nie interesowało mnie wówczas jaki to gatunek, lecz jaka to muzyka.

O.: Wydaliście łącznie trzy splity. Kto był prowodyrem wypuszczenia każdego z nich, która kapela? Macie jakieś zdanie na temat splitów, gdzie zespoły grają każdy w diametralnie innym gatunku, na przykład jedni łupią black metal, inni death metal na jednym CD?

Roberto: Kiedy ukazało się „First Funeral” kilka zespołów skontaktowało się z nami, bo spodobała się im ta EPka. Zapytaliśmy się ich o zrobienie czegoś wspólnie, a następnie przygotowali materiały na splity. Myślę, że to jest spoko. Poznajesz zespoły w lepszy sposób, poznajesz je bardziej no i zdobywasz nowych przyjaciół. A co do reszty – dlaczego by nie, z tymi gatunkami? Tak długo jak ludzie zaangażowani w te splity lubią nawzajem swoją muzykę jest to ok!

O.: Wszystkie te splity zostały wydane przez jedną wytwórnię, GS Production z Rosji. Szczerze, to jedyną znaną mi rosyjską wytwórnią było Solitude Productions (i jej sublabele). Rozumiem więć, że macie z nimi dobry kontakt?

Roberto: Absolutnie! Vitaly, który prowadzi GS Productions to naprawdę równy chłop!

O.: Nowy krążek „When Death Comes” to naprawdę udana płyta. Pokochałem ją i rozsiewałem info o tym jaka ona dobra gdzie się dało. Kilkoro znajomych przyznało mi rację. I sami ją polubili. Czy myślisz, że taka forma promocji jest wciąż lepsza od wykupienia reklam na facebook’u, twitterze i tak dalej?

Roberto: W rzeczy samej, facebook to nie są prawdziwe słowa, podczas gdy takie polecanie – jak najbardziej.

O.: „When Death Comes” jako pierwsze ukazało się w formacie cyfrowym, a dopiero po jakimś czasie na kompakcie, dlaczego? Ja szczerze mówiąc nie przepadam za wersjami mp3, dla mnie to nie jest prawdziwy format. Zazwyczaj czekam z odsłuchem, dopóki nie kupię sobie pełnej płyty. No, chyba że dostaję promo, to co innego. Często sam słuchasz krążków w streamingu i tak dalej?

at4Riccardo: Opublikowaliśmy ‚When Death Comes” na bandcampie ale możliwość ściągnięcia z neta miały tylko osoby, które w preorderze zakupiły normalną płytę CD. Ja osobiście też preferuję fizyczne wersje, ale wiele osób używa teraz plików do słuchania muzyki.

Roberto: Album był gotowy od sześciu miesięcy zanim ukazała się wersja cyfrowa. Po prostu czuliśmy, że chcemy podzielić się z ludźmi nowym materiałem. Ja natomiast lubię słuchać albumów w streamingu i jeśli mi się podobają, kupuję je.

O.: Na debiucie zamieściliście taki numer jak „Dementia”. Jak myślisz, jak długo będziesz grał muzykę, którą się teraz zajmujesz? Czytałem, że Frank Sinatra śpiewał dokąd tylko mógł, używając promptera bo zapominał już tekstu… To tak apropos demencji…

Riccardo: Naprawdę nie wiem, czasem wydaje mi się, że napisałem już całą muzykę jaką tylko mogłem, nic więcej do napisania już mi nie zostało. I nagle okazuje się, że napisałem pięć nowych utworów. Tak długo jak nie będzie to walka, a muzyka będzie płynęła z mojego serca, będę to robił.

Roberto: Naprawdę nie wiem, życie jest bardzo krótkie. Im starszy się robisz, tym szybciej ucieka. Nic nie jest wieczne.

O.: Ja wiem, że doom metal dotyka przede wszystkim tematów ostatecznych. Co więc w Waszej opinii dzieje się po śmierci? Wierzycie w jakąś duchową kontynuację ziemskiego życia? Co się dzieje, gdy – że zacytują tytuł Waszego krążka – śmierć przychodzi?

Roberto: Myślę, że najważniejsze jest to co dzieje się przed śmiercią. Wiemy bardzo dużo o całym procesie rozkładania zwłok, ale jakoś trudno nam zobaczyć jak bardzo gnijemy za życia. Myślę, że śmierć jest właśnie takim ważnym momentem. Zagadka życia po życiu, ścieżki alchemii do zatracenia. Naprawdę jestem cholernie tym zainteresowany i zafascynowany. Kiedy śmierć nadejdzie, zrozumiesz kim jesteś.

O.: OK, nie wiem jak Wy, ale ja na przykład nie zawsze mam humor na słuchanie doom metalu. Nie lubię go słuchać na przykład gdy prowadzę albo napierdalam hantlami. Ale lubię na przykład, gdy sobie sączę wódeczkę w samotności. Kiedy najlepiej więc słuchać Aphonic Threnody?

Riccardo: Tak, ta muzyka jest depresyjna i poruszająca. Myślę, że najlepiej słucha się jej gdy jesteś sam, masz nałożone słuchawki i wtedy możesz ją poczuć. Nasza muzyka musi w słuchaczu oddychać, musi w nim rosnąć. Wtedy każdy instrument opowiada swoją własną historię.

Roberto: O widzisz, Twój pomysł jest bardzo dobry! Tak, nasza muzyka wymaga właśnie ciszy i relaksu, wtedy jej przekaz jest bardziej emocjonalny.

O.: Polska miała bardzo silną scenę doom metalową. Jestem ciekawy, czy kojarzysz jakieś nazwy? Na przykład Sacrum, Amazeroth, D.D.T. czy Gallilleous? Niestety, obecnie w Polsce nie ma wielu zespołów w tym stylu, którymi moglibyśmy się pochwalić. W sumie żaden mi nie przychodzi do głowy.

Roberto: Szczerze to nie znałem żadnych doom metalowych zespołów z Polski. Zatrzymałem się na Vader i podobnych, brutalnych kapelach.

O.: Jestem zdziwiony. Ok, a powiedz mi jeszcze – sporo zespołów doom metalowych, tyle że zazwyczaj grających go może w bardziej tradycyjny sposób, określa się jako chrześcijańskie. Strasznie tego kurwa nie lubię, choć część z nich muzycznie nie jest zła. Co myślisz o mieszaniu chrześcijaństwa i muzyki metalowej? Nie uważasz, że są to lub powinny być dwa różne światy?

Roberto: Chrześcijaństwo czy religie w ogóle są jak rak. Im więcej z nimi przebywasz tym bardziej Cię one infekują.

O.: Jakie będą Wasze kolejne kroki? Jakieś plany odnośnie nowego albumu? A może trasa po Europie z uwzględnieniem Polski?

Roberto: Trasa wydaje się zbyt złożonym pomysłem. Pracujemy nad nowym materiałem, więc mamy nadzieję, że wkrótce będzie on już osiągalny.

O.: OK, kończę w takim razie, bo już coraz oszczędniej odpowiadacie. No to powiedzcie, co tam słuchaliście przy odpowiadaniu na moje pytania i puszczam Was wolno.

Riccardo: Nowego Shape of Despair, bardzo mi się podoba – brzmi potężnie i przypomina mi naszą produkcję.

Roberto: Slow Worm „The Inverse Ascent”, zaś ostatnio kupiłem sobie krążek Internecine.