Tego pana znacie z kilku innych zespołów. W tym przypadku wziąłem go na spytki z okazji wydania debiutanckiej płyty jego nowego zespołu – Angst Skvadron. No dobra, pod inicjałami T.B. ukrywa się (choć ukrywa się to może złe słowo…) powszechnie znany i lubiany Nefas. Płyta przednia, więc zapuśćcie sobie „Flukt”, zgaście światło, łyknijcie Sobril i poczytajcie, co miał do powiedzenia rzeczony T.B., który wbrew obiegowej opinii o muzykach black metalowych był chyba w nad wyraz dobrym nastroju…

Oracle: Witaj T.B.! Na początek powiedz mi, skąd pojawiła się idea takiego zespołu jak Angst Skvadron?

T.B.: Zostałem rażony piorunem na wigilię 2007 roku i wraz z dużym kawałkiem ziemniaka połknąłem widelec! A tak serio, pierwsze utwory powstały gdzieś w 2004 roku, ale nie zdecydowałem się widać niczego pod nazwą Angst Skvadron do końca 2007. Do tego momentu miałem już wszystkie potrzebne piosenki plus groma motywacji i inspiracji, by zacząć i wydać coś całkiem innego od moich pozostałych zespołów.

O.: I wyszło nieźle… A czy Angst Skvadron to regularny zespół, czy raczej projekt na zasadzie „Zróbmy to, a potem zobaczymy co przyniesie przyszłość”?

T.B.: Zacząłem jako solowy projekt i właściwie nadal tak go właśnie widzę, ponieważ sam robię całą muzykę oraz teksty. Jestem też odpowiedzialny za cały koncept i temu podobne… Ale coraz bardziej przeistacza się on w regularny band. Zaklepałem Charona (ex – Urgehal) w przypadku występów live. Pozwoliłem też by pewne pomysły L.F.F. znalazły się w ostatecznym sznycie tych utworów. Może nawet jakieś zrobi sam w przyszłości.

O.: Muzyka Angst Skvadron jest trochę dziwna, może lekko niesamowita… To całkiem świeży stuff, ze specyficzną atmosferą – co obecnie nie jest często spotykane w black metalu i w metalu w ogólności, nieprawdaż?

T.B.: Taa, też tak sądzę i uważam, że Angst Skvadron wniósł coś nowego do podziemnego metalu. Ale nie chcę nazywać Angst Skvadron black metalem, nawet jeśli słychać w nim sporo wpływów tej muzyki. Chcę po prostu spróbować napisać muzykę z głębi mej psychiki oraz tych uczuć, które zazwyczaj są całkiem dziwne, niespotykane i chore. To dla tego moja muzyka brzmi właśnie tak jak brzmi.

O.: Niech będzie, że to nie black metal… W sumie oprócz typowych wykonawców tego gatunku jak Burzum, Ved Buens Ende, jako swoje inspiracje wymieniłeś też Bjork, YES, Scorpions… A to tylko inspiracje muzyczne, mowa jest też przecież o filmach i tym podobnych. A czy któryś z zespołów wpłynął na Ciebie bardziej od innych? Jak dla mnie „Flukt” brzmi jak miks Ved Buens Ende, Burzum i Voivod – tak w dużym uproszczeniu…

T.B.: Przy pierwszym odsłuchaniu wierzę, że prawdziwym będzie opisanie tego albumu jako miksu Burzum, Ved Buens Ende i Voivod, ale po kilku przesłuchaniach powinieneś usłyszeć również wiele innych zespołów, zarówno tych, które wymieniłeś jak i masę innych. Wyraźniej usłyszysz to na następnym albumie.

O.: Mam nadzieję, hehe. Ale jeszcze jesteśmy przy „Flukt”. Z całego debiutu, jeden kawałek wybija się zarówno pod względem humoru, jak i muzycznie. “The Astroid Haemorhoids and the Drunken Sailor” brzmi jak soundtrack do starych seriali i filmów science/fiction, zwłaszcza jego pierwsza część…

T.B.: Tak, masz rację, właśnie pierwsza część była inspirowana starymi filmami S/F, a także serią z Brudnym Harrym.

O.: Miło jest mieć rację. A czy rzeczona atmosfera, jaką da się wyczuć na debiucie, jest właśnie tą, którą chciałeś osiągnąć od samego początku?

T.B.: Tak, chciałem stworzyć obcą, depresyjną, antyludzką atmosferę. I z pomocą L.F.F. myślę, że osiągnąłem ją tak muzycznie, jak i w warstwie tekstowej.

O.: A propos warstwy tekstowej – Wasze teksty są również dość oryginalne, jak na black metal, czy jak wolisz to określać. Chciałeś zrobić coś innego od wszystkich (jak na przykład Running Wild i ich pirackie teksty) czy rzeczywiście interesujesz się tym tematem?

T.B.: W większości pisałem głębokie i dziwne teksty wprost z mego serca i mych uczuć. Ok., niektóre wersy mogą się zdawać trochę głupiutkie, ale nawet te mają głębsze i mroczne znaczenie dla mnie. Moje teksty są bardzo osobiste i nie oczekuję od ludzi, że je zrozumieją, dlatego też nie umieściłem ich wewnątrz bookletu.

O.: Damskie wokale na płycie są autorstwa T.L.A. Skąd ją wytrzasnąłeś? Podejrzewam, że znaliście się już przed nagrywaniem „Flukt”?

T.B.: No, to moja dziewczyna.

O.: Hehe, no to raczej, że znaliście się wczesniej. A skąd wziąłeś te sample z odgłosami seksu i orgii w utworze „Satan”? Z jakichś filmów z boginią Jenną Jamesom? Widziałem, że jest ona Twoją przyjaciółką… Niektórzy pocięliby się, by mieć takich przyjaciół, haha…Czy może nie brałeś ich z żadnych filmów, bo to Twoje własne home – video, haha?

T.B.: Haha, chciałbyś, prawda? [no to kurwa ba! – przyp. Oracle]. Tak, to są sample z pornola, ale nie sądzę, by grała w nim Jenna Jamesom, nawet pomimo tego, iż jest ona moją „kurewsko” dobrą przyjaciółką, hahaha! Wiem skądinąd, iż są tu jakieś sample z „But Man”, a także jakieś inne paskudne gówniane mongo – pornole…

O.: To pięknie… Materiał na „Flukt” nagrałeś pomiędzy 2005 i 2008. Który kawałek jest najnowszy, który zaś najstarszy? Czy może wszystkie powstały w 2005, a teraz tylko je doszlifowałeś?

T.B.: W booklecie jest napisane, iż powstały one w latach 2005 – 2008, ale by być dokładny, to napisałem je pomiędzy 2004 a 2008 rokiem. Najstarszymi kawałkami są „Beyond Andromeda” i „Negativitetens Kveletak”. Napisałem je w 2004 roku i nagrałem wówczas jako prymitywne demo. Najnowszą zaś jest „A Song To The Sky”.

O.: A co oznaczają te symbole wewnątrz bookletu i daty pod nimi? Na przykład krzyż i napisane pod nim „1988 – 1989”… albo pentagram i „1992”? czy można to rozumieć jako jakąś ścieżkę, ewolucję Twoich poglądów, filozofii czy czegoś innego? Ilustracja Twojej mentalnej ewolucji, że tak górnolotnie powiem…

T.B.: To rodzaj zagadki. Można powiedzieć, że to ścieżka pokazująca moje poglądy, duchową ewolucję, czy co wolisz. Zostawmy to tak jak jest.

O.: Aleś tajemniczy… Wasz debiut ukazał się nakładem Agonia Records. Myślałeś nad jakimś innym labelem, czy od początku chciałeś to wydać w kooperacji z Filipem. Ukaże się również to w wersji winylowej, jak to ma ta wytwórnia w zwyczaju?

T.B.: Nie, pierwszym labelem, który przyszedł mi na myśl była Agonia. Zapytałem Filipa, a on odpowiedział yepsipepsi [kurwa, co powiedział? Domyślam się, że to oznaczało „tak”, hehe – przyp. Oracle]. Agonia wyda również i drugi album. No i tak – wyjdzie to również na winylu z dodatkowym kawałkiem.

O.: A zamierzasz grać koncerty z Angst Skvadron? Może jakaś wspólna trasa z Urgehal?

T.B.: Mam taką nadzieję, ale wątpię, czy będzie to miało miejsce wraz z Urgehal.

O.: Przeglądałem ostatnio Wasz profil na MySpace i muszę powiedzieć, że lubię Twoje poczucie humoru, hehe. Fotka Volvo z Piekła Rodem rządzi! Albo czajniczka! No i czy to wędkowanie sprawia Ci taką radochę, czy raczej picie podczas wędkowania, hehe?

T.B.: Wędkowanie w głębokich norweskich lasach czy w górach jest dla mnie niczym medycyna duszy [poeta, hehe – przyp. Oracle] a poza tym to wspaniałe źródło inspiracji, gdy idę sam. Ale gdy biorę ze sobą „metal gang” zazwyczaj więcej pijemy niźli wędkujemy.

O.: No raczej…Ciągnąc temat – dlaczego większość „black metalowych wojowników” nie chcą ujawniać żadnych oznak poczucia humoru? Przecież zdrowe poczucie humoru charakteryzuje osoby inteligentne, zwłaszcza jeśli rzeczony humor i żarty plasują się na wyższym poziomie niż kreskówki, hehe…

T.B.: Zgodzę się, że używanie takich fotek wewnątrz bookletów True Black Metalowych albumów nie jest najlepszym pomysłem, ale z drugiej strony nigdy nie mówiłem, że Angst Skvadron jest True Black Metalowym zespołem. I nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego w przypadku Urgehal czy Beastcraft. Ale nie jestem też jakimś fałszywcem, te fotki, które widziałeś na naszym MySpace są prawdziwe, ale i fotki Beastcraft czy Urgehal to również prawdziwy ja. Nie boję się pokazać każdej swojej strony, nieważne, czy jest to szczęśliwy Nefas, czy paskudny Nefas, okropny Nefas, pijany Nefas, napalony Nefas czy Nefas popierdolony i gotowy na śmierć! Uważam po prostu, że sporo jest fałszywych black metalowców na scenie (i na świecie ogólnie), którzy boją się pokazać swoją prawdziwą twarz…

O.: Trudno się nie zgodzić. Zmieniając temat – co to jest Sobril? Przypuszczam, że to cuś jak Valium? I ile pigułek trzeba połknąć, by znaleźć się ponad Andromedą?

T.B.: Tak, to coś jak Valium. Wystarczy garść, 25 mg. Wierzę…

O.: Jak kto chętny, niech próbuje, hehe. A myślisz, że narkotyki pomagają w tworzeniu muzyki? Niektórzy mówią, że tak, inni że nie, chciałbym poznać Twoją opinię…

T.B.: I tak i nie, ponieważ gdy nie biorę leków jak Valium, Sobril czy Stilnoct, czuję się jak gówno i czasami chcę się zabić – te uczucia pomagają mi w tworzeniu mnóstwa depresyjnej i psychodelicznej muzyki oraz takowych tekstów, co w jakiś dziwny sposób jest dobre. Ale gdy je zażyje, czasem powodują one straszne wyciszenie, wtedy zaś mogę dopracować i nagrać muzykę, którą stworzyłem w czasie moich gorszych okresów, kaca i tym podobnych…

O.: Ok. to było ostatnie pytanie., dzięki za wywiad, mam nadzieję, że pytania Cię nie wynudziły, hehe…

T.B.: Również dzięki. A pytania były w porządku.