Affliction Gate: „…wielu z tamtych czasów pozostanie legendami jedynie undergroundu. Sądzę jednak, że lepiej być zapamiętanym w taki sposób, niż wcale.”

Strasznie nie lubię pisać wstępniaków do wywiadów, jednak należy się machnąć z trzy cztery zdania wcześniej. A więc – nie wiem, ilu z Was kojarzy w ogóle Affliction Gate – francuskich maniaków death metalu. Z jednej strony się nie dziwię, jeśli jeszcze się z nimi nie zetknęliście, wszak nawał death metalowych kapel nie pomaga w tym temacie. Z drugiej – akurat kapela Laurenta stoi na wysokim poziomie, co udowodniła ich ostatnia EPka „Dying Alone”. O niej i o kilku innych sprawach rozmawiałem z wokalistą, rzeczonym już Laurentem. A całość konwersacji przetłumaczyła Mardra, która ma u mnie przy najbliższej okazji browara albo pierogi z mięsem!

 

Oracle: Hailz Affliction Gate! Pytanie na początek, żeby zaspokoić moją ciekawość: co sprawiło, że nagranie EPki „Dying Alone” zabrało wam tyle czasu? Przerwa między tym a poprzednim materiałem to całe 4 lata…

agLaurent: Na opóźnienie złożyły się sprawy osobiste i wiele niespodziewanych wypadków losowych. Powiedzmy, że to pech i słaby timing. Początkowo „Dying Alone” miała być siedmiocalową EPką wydaną przez kultową i nie istniejącą już wytwórnię Detest Records z Belgii i zawierać tylko 2 utwory. Później wpadliśmy na kilka innych pomysłów na riffy nad którymi pracowaliśmy, co przyczyniło się do powstania kolejnych dwóch utworów. Tak więc mniejszą część opóźnienia można przypisać właśnie temu, ale głównym powodem były po prostu obowiązki związane z rodziną i pracą zawodową. Mogliśmy z łatwością wydać „Dying Alone” jesienią 2014, gdyby sprzyjały nam warunki. Na szczęście w latach 2013-2015 mieliśmy możliwość zgrać wiele koncertów (we Francji, Niemczech, Belgii i Hiszpanii), dzięki czemu byliśmy aktywni przed wyjściem EPki.

O.: Co sprawiło, że dziesięć lat temu postanowiliście założyć zespół? Zwłaszcza taki, który gra death metal o raczej starym brzmieniu? Z tego co pamiętam, te lata (przynajmniej w Polsce) były złotą erą dla triggerów i innej miernoty – oldschool nie był wtedy zbyt popularny…

L.: Doszliśmy do wniosku, że najwyższa pora założyć kapelę grającą tradycyjny death metal, tak jak to było za czasów jego świetności w latach 80. i 90. Trzymamy się jego brzmienia, bo takim go poznaliśmy i takim go szanujemy już od 25 lat. Zauważyliśmy, że scenę death metalową zajmowały niemal wyłącznie zespoły brzmiące bardzo współcześnie, grające technicznie i ciężko. Stwierdziliśmy więc, że to czas by pokazać, że duch dawnego death metalu wciąż żyje. Mimo że ma miejsce swego rodzaju renesans (głównie na scenie podziemnej), zarówno w 2006 roku jak i dziś granie oldschoolowego death metalu nie jest najłatwiejszym sposobem na zaistnienie na obecnej scenie metalowej, zwłaszcza dla nieznanego zespołu z Francji, gdzie old school death metal to naprawdę mniejszość wśród innych podgatunków. Dobre jest przynajmniej to, że nikt nie może powiedzieć, że jesteśmy oportunistami albo naśladowcami. Działamy bez kompromisów. Wolimy szczerość i granie o tym, co jest dla nas naprawdę ważne, bez względu na to, jakie kolejne gówno jest obecnie „na fali”.

O.: Affliction Gate to dla mnie interesujący zespół ze względu na waszą narodowość. Francja ma ogromną scenę black metalową, jednak nieczęsto jest ona kojarzona z death metalem. Wy, na przekór wszystkiemu, pokazujecie że ten gatunek można grać również w waszym kraju – i to jest właśnie zajebiste. Ale zespoły takie jak wasz można niemal policzyć na palcach u jednej ręki – jak myślicie, dlaczego?

ag1L.: Francja miała dość mocną scenę death metalową pod koniec lat 80. i we wczesnych 90. Można wymienić choćby takie zespoły jak Massacre, Mercyless, Loudblast, Agressor, Mutilated, Catacomb, Supuration, No Return, Crusher, a także i mnóstwo innych, obiecujących i solidnych zespołów z podziemia. Myślę, że scena DM zmarniała w połowie lat 90., kiedy swoista atrakcyjność death metalu padła ofiarą nowych trendów typu Pantera, Machine Head, czy innego gówna. Pojawił się również black metal i sprzedał sążnego kopa większości zespołów death metalowych, które stoczyły się i zaczęły zmieniać swój styl na gorsze, a miało to miejsce nie tylko we Francji. Niemniej gatunek ten nie mógł całkowicie zniknąć i dziesięć lat później nastąpiło swego rodzaju odrodzenie, mimo że black metal i współczesny brutal death metal cieszą się dziś największą popularnością. Nie mogę pokusić się o stwierdzenie, że francuska scena DM jest tak aktywna i popularna jak niegdyś, ale przynajmniej przedstawia wysoki poziom.

O.: Głównymi członkami zespołu są Herastratos i Grief. Czy przed Affliction Gate graliście w innych zespołach? Nie dotarłem do żadnych informacji na ten temat. Chodzi mi o prawdziwe zespoły, a nie dzieciaki grające na rakietach tenisowych i poduszkach, hehe…

L.: Affliction Gate jest pierwszym doświadczeniem muzycznym dla Herostratosa. Jeśli chodzi o mnie, to grałem w paru miejscowych kapelach metalowych od 1993 roku, ale to coś zupełnie innego niż Affliction Gate.

O.: Nie przesłuchiwałem jeszcze debiutanckiej EPki, ale zakładam, że nie różni się ona jeśli chodzi o brzmienie? Tak czy inaczej, czy jest gdzieś jeszcze dostępna?

L.: Nasz styl pozostał niezmienny, a trzy kawałki z EPki zostały nagrane ponownie na nasz debiutancki album. Poprzednie nagrania brzmią bardziej jak demówki nagrane w domowym zaciszu. Brakowało im studyjnej dynamiki i mocy, jakie udało nam się uzyskać przy tworzeniu albumu. Od nagrania „Aeon of Nox” przestroiliśmy też nasze instrumenty do C. Dzięki temu materiał jest spójny pod każdym względem, a podjęta przez nas decyzja o ostatecznym jego ukształtowaniu była nie tylko konieczna, ale i po prostu słuszna.

O.: W rok po debiutanckiej EPce wydaliście „Aeon of Nox (From Darkness Comes Liberation)”, naprawdę kawał świetnego metalu. Został zainspirowany przez największych: Asphyx, Bolt Thrower itp. W booklecie umieściliście nawet frazę „old school death metal”. Sądzicie, że niektórzy mogli nie wiedzieć jak brzmi ten gatunek i w ten sposób chcieliście upewnić się co do waszego przekazu, hehe?

ag2L.: Dokładnie! (śmiech) Affliction Gate to swoisty hołd złożony old school death metalowi i chcieliśmy, by było to widoczne na pierwszy rzut oka i by nie łączono nas z techno-core’owymi blasto-slamo-beatami dzisiejszej sceny death metalowej.

O.: Album został wydany przez Metal Inquisition Records, oddział niezgorszej wytwórni No Color Records. Wydali również wasz kolejny materiał, „Shattered Ante Mortem Illusions”. Później jednak zmieniliście wytwórnię – dlaczego?

L.: Nasz kontrakt z nimi wygasł i Metal Inquisition Rec nie byli zainteresowani wypuszczeniem kolejnego MCD, jak widać. Według Steffena, koszta były zbyt wysokie względem formy. I rozumiem to: obecnie wiele wytwórni ma opory wobec wydawaniem MCD. Poza Transcending Obscurity Records, zwróciliśmy uwagę kilku innych wytwórni, ale ich odpowiedź była taka sama, co Metal Inquisition Rec. Z drugiej strony, nigdy nie zdecydowalibyśmy się skomponować dodatkowych czterech utworów tylko po to, by nagrać pełen album, który koniec końców byłby mierny. Tak czy siak, chcielibyśmy podziękować Steffenowi z Metal Inquisition Records za pomoc i wsparcie, jakich udzielił nam w 2009 roku proponując nam układ na dobrych warunkach, podczas gdy niemal wszyscy inni mieli nas w dupie.

O.: Na okładce „Shattered Ante Mortem Illusions” znajduje się akademicki obraz autorstwa Charlesa Gleyre’a, i jeśli ktoś was nie zna, mógłby pomyśleć, że gracie viking metal. Co jest tak wyjątkowego w tym obrazie, że postanowiliście go użyć? Jest to związane z tekstami?

L.: W okładce nie chodzi o wikingów. Chodzi o tematykę fatum. Może i wygląda to trochę „wyrafinowanie” jak na zespół old school death metalowy, ale nazwa tego obrazu to „The Evening/Lost Illusions” – doskonale pasuje do tytułu i koncepcji „Shattered Ante Mortem Illusions”, który opiera się głównie na rozpaczy, zatarciu ideałów, utracie człowieczeństwa i wszystkich wartości, dla jakich żyjemy i jakie kochaliśmy. Myślę, że ten obraz doskonale oddaje taką właśnie atmosferę.

O.: I dotarliśmy do EPki „Dying Alone”. Pokuszę się o stwierdzenie, że to wasz najlepszy materiał i warto było na niego czekać. Opinie są świetne, więc mam nadzieję, że jesteście zadowoleni z tego wydania?

L.: Tak, jesteśmy z niego niezmiernie dumni. Jak pewnie wiesz, proces jego powstawania, czyli nagranie i wydanie go, był niezmiernie długi (i frustrujący), ale warto było czekać. Z każdym nowym wydaniem chcemy komponować lepsze utwory, by zespół z coraz większym impetem wkraczał na wyższy poziom i coraz mocniej oddawał ducha DM. Jeżeli ufać świetnym recenzjom wydanym przez działaczy undergroundowych i przedstawicielom bardziej popularnych mediów, zdaje się że sprostaliśmy założonym celom. Od czasu debiutu EPką „Severance…” w 2008, zawsze otrzymywaliśmy pozytywne opinie. Z każdym kolejnym wydaniem są lepsze, tak więc pniemy się w górę. Najważniejsze jest to, że jesteśmy zadowoleni z siebie, ale skłamałbym twierdząc, że nie jest miło być chwalonym za naszą pracę.

AG3O.: „Dying Alone” została wydana przez Transcending Obscurity Records. Wytwórnię prowadzi Kunal, który ma też swoją agencję PR, więc na pewno nie możecie narzekać na słabą promocję! (śmiech) Co jeszcze zyskujecie dzięki tej współpracy?

L.: Znam Kunala od kilku dobrych lat, bo zawsze nas wspierał w swoim poprzednim webzinie „Diabolical Conquest”, którego początki sięgają 2005 roku i który później przekształcił się w „Transcending Obscurity”. Kunal zna naszą twórczość i wierzy w nią. Kiedy więc przyszedł czas na zakończenie współpracy z Metal Inquisition Records, wybór był jasny. Promuje nasz zespół w niezwykle profesjonalny jak na undergroundową wytwórnię sposób. Transcending Obscurity nie różni się niczym od międzynarodowych wydawnictw. Kunal zapewnił nam więcej recenzji, niż ktokolwiek, kiedykolwiek. Głęboki ukłon w jego stronę!

O.: Widziałem kilka waszych opinii na temat niektórych zespołów, np. Lamb of God nazwaliście gównem i nie zaprzeczę! (śmiech) Jak wam się wydaje, dlaczego tak kiepskie zespoły są doceniane jako zespoły metalowe? Dlaczego tak wielu słuchaczy spośród całego przekroju grup wiekowych nie ma bladego pojęcia na temat ich poziomu? 95% z tych zespołów po prostu ssie.

L.: Wydaje mi się, że to kwestia nowego pokolenia, nowych trendów i nowych „generacji” gatunków metalu (co nie jest dobre). Historia pożera swój ogon: większość fanów hard rocka lat 70. nie bardzo czaiła metal lat 80., a z kolei ci którzy słuchali gatunków lat 80. nie pojmowali muzy, jaka pojawiła się w latach 90. itd. Myślę, że jest to swego rodzaju naturalny proces zakorzeniony w muzyce, jakiej zwykliśmy słuchać dojrzewając i jaka znajduje swe odzwierciedlenie w następujących po sobie dekadach. Nie dziwię się więc młodzieży jarającej się Lamb of God, mimo że wg. mnie mają beznadziejny gust i że postrzegam twórczość ww. zespołu jako totalny shit. (śmiech)

O.: OK, to teraz może z innej beczki: możesz polecić jakiś dobry death metalowy zespół z francuskiego podziemia? A może masz taki sam pogląd na polecanie innych zespołów, jak Paul Speckmann: powiedział kiedyś, że nikt mu nie pomógł na samym początku, więc i on teraz nikomu nie pomoże, bo każdy powinien dbać o własny tyłek.

L.: Rozumiem pogląd Paula. Był pionierem death metalu i nie uzyskał należytego mu szacunku. Niestety wielu z tamtych czasów pozostanie legendami jedynie undergroundu. Sądzę jednak, że lepiej być zapamiętanym w taki sposób, niż wcale. Wiele niesamowitych zespołów stawało się bastionami metalu: Death, Morbid Angel, czy Obituary; również Massacre mogło poszczycić się pochlebnymi opiniami. Na pewno nie było łatwo stać w cieniu takich kolosów. Niemniej debiutancki album Master oraz ich drugi album „On The Seventh Day…” – dla mnie to klasyki gatunku.

Wracając do Twojego pierwszego pytania, z czystym sumieniem mogę polecić Necrowretch, Cadaveric Fumes, Ritualization, Venefixion i jeszcze kilka zespołów, które dają radę. „Unholy Black Splendour” Mercyless stanowił doskonały materiał na powrót tego zespołu na scenę.

ag4O.: Pamiętasz ten wspaniały moment, gdy zdałeś sobie sprawę, że nie chcesz już jedynie słuchać muzyki, a również ją tworzyć?

L.: Tak, to było gdzieś pod koniec 1992 roku. Byłem głęboko zafascynowany death metalem i uwielbiałem zespoły takie jak Asphyx, Unleashed, Grave itd. i pomyślałem, że to czas, bym został muzykiem. Na początku kupiłem bas, bo miałem kolegę który był gitarzystą, i nagraliśmy kilka kawałków. Użyliśmy starego magnetofonu, nie mieliśmy perkusisty. Nawet nagrałem wokale… nie były porywające, ale miałem 15 lat i mogło być gorzej! (śmiech) Nauczyłem się grać na basie z pomocą mojego kolegi i ćwiczyłem codziennie. Nie jestem pewien, czy można to postrzegać jako pierwsze doświadczenia jako muzyk, ale od tego czasu zacząłem grywać z innymi znajomymi i okolicznymi muzykami, a potem z pełnym składem w roku 1993. Jeden z pierwszych kawałków na debiutanckim albumie Affliction Gate pochodzi z czasów współpracy z moim pierwszym zespołem. Mówię o „Our Evil Legacy”. Zmieniłem w nim kilka riffów, ale pozostałe 80% pozostawiłem nietknięte. Mam jeszcze jego stare nagranie na kasecie z jeszcze innym kawałkiem, ale jakość dźwięku nie powala. Miło jednak powspominać.

O.: A jakie macie plany na przyszłość? Może kolejny album?

ag6Chcielibyśmy wydać kolejny, ale to – jak zawsze – zależy od wielu czynników. Mogę zdradzić, że napisałem kolejny utwór o tematyce epicko-bitewnej, w stylu Bolt Thrower. Wiem też, że nasz gitarzysta ma kilka nowych pomysłów na riffy. Czas pokaże. Dołożymy wszelkich starań. Nie chcemy wydawać żadnych „wypełniaczy” lub utworów, z których nie jesteśmy w pełni zadowoleni. Liczy się jakość, nie ilość. Dlatego nie będziemy się śpieszyć z nowym materiałem, mimo że zdajemy sobie sprawę z tego, że może to już czas na drugi album. Poza tym staramy się grać więcej koncertów i promować „Dying Alone”. Chętnie zagramy nie tylko w Europie!

O.: Czego słuchałeś odpowiadając na moje pytania? Z mojej strony oczywiście Affliction Gate, Massacre, Obituary i Mortal Slaughter, ha!

L.: Słuchałem kilku klasycznych kawałków Gorefest, Benediction i Dismember. Przypomina mi to, jak dobrą wytwórnią była niegdyś Nuclear Blast…

O.: Dzięki za wywiad, to było ostatnie z moich pytań!

L.: Dzięki za wsparcie, Jakub. Podtrzymuj płomień starego death metalu!

 

https://afflictiongate.bandcamp.com/

 

Autor

9760 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *