Abusiveness: „Krytyka chrześcijaństwa polega mniej więcej na tym, że jest to religia obca i niosąca ze sobą obce wartości, które nas osłabiają.”

Cóż, wiadomo, że Mścisław nie zawsze odpowiada jak na prawdziwego metalowca z krwi i kości przystało i że w jego wypowiedzi wkrada się często – za przeproszeniem – humor, kpina i sarkazm. Ale może dlatego ten wywiad będzie się Wam tak dobrze czytało, hehe? Zwłaszcza, że moim zdaniem po tak dobrym krążku, jakim są „Bramy Nawii” coś mało tych wywiadów z Abusiveness. Więc my nadrabiamy.

 

abusivenessOracle: Hailz! Na wstępie – „Bramy Nawii” otworzyły się już jakiś czas temu, od tego czasu każdy recenzent przeszedł w te i we wte wiele razy, podobnie jak każdy słuchacz… I jak im się podoba wewnątrz? Zadowoleni z odzewu na ten album?

Mścisław: Witam szanownego redaktora i szanownych czytelników. Ano, parę opinii łechcących ego usłyszałem, więc co mam nie być zadowolony. Czekam jeszcze na recenzje „Gazety Wyborczej” i Episkopatu, może dostaniemy paszport „Polityki”, czy tam innego Polsatu.

O.: No i koniecznie Order Uśmiechu, heh. Nie czytałem jakoś wielu wywiadów, które ukazałyby się po wydaniu czwartego albumu Abusiveness, więc liczę, że wszelkie pikantne szczegóły zostaną zdradzone właśnie na Chaos Vault Webzine, hehe… A tak serio – nie byli dziennikarze zainteresowani Abusiveness po wydaniu tak dobrego krążka?

M.: To ktoś czyta te wywiady? [Na Chaos Vault to ino Pathologist i Ef, ja rzucam okiem jeno – przyp. Oracle].Ja tam Panie nie wim, to pytanie do dziennikarzów, nie do mnie. Może boją się, że będę się śmiał z ich pytań? Albo, zwyczajnie, nas nie lubiom i majom nas gdzieś.

O.: Ponoć materiał był napisany już dawno, więc pewnie ulżyło Wam, że już jest oficjalnie dostępny, co? Zwłaszcza, że oględnie rzecz ujmując Abusiveness jest zespołem „po przejściach”… Czy braliście w ogóle pod uwagę, że „Bramy Nawii” w ogóle mogły się nie ukazać?

M.: Raczej takiej opcji nie było. Chyba, że ja bym się znalazł na miejscu Morsa – bo taka możliwość była. Przeciągło się trochę z nagrywaniem, z różnych prozaicznych względów. Tak to jest, jak się kilka srok za ogon ciągnie. Wszystko przez Gontiego – jak zwykle.

abusiveness1O.: To maruder… Abusiveness częstokroć jest szufladkowany jako „pagan metal” itp. Ale to chyba jedynie z uwagi na wczesne lata i tematykę tekstów, która się nie zmieniła. Muzycznie – gwałtowny black/death metal pierwszej wody… Czy nie denerwuje Was to ślepe szufladkowanie? A może dobrze się czujecie, gdy tak Was określają?

M.: Pierwsze wody już dawno odejszły, tak jak i pierwsze wódy. Jakoś nas muszą określać. Nie ma nic lepszego niż metal i to w dodatku pogański, czytaj barbarzyński. Są jeszcze te, no, satanisty, ale to w większości przypadków właściwie to samo. Jak miałbym wybierać jakiś szyld dla określenia muzyki, to zajumałbym hasło grupy muzycznej North – Crushing Pagan War Metal. No, ale to już zarezerwowane.

O.: Na „Bramy Nawii” gościnnie wzięło udział kilku muzyków kojarzonych właśnie ze sceną pogańską że tak ją nazwiemy, ale i po prostu muzyków z Waszego miasta… To teraz ładnie proszę mi powiedzieć, czy mieliście jakieś problemy z namówieniem ich na zaistnienie na tym albumie?

M.: Imć Sonneillon trochę się wzbraniał, bo to pierwsze jego takie występy po przerwie. Przekonaliśmy go jednak, że jak dla nas pomruczy, to na pewno diabła spotka – najmniej Borutę. No i zrobił dobrą robotę. Z pozostałymi nie było problemu. Każdy palił się by wziąć udział w tak wiekopomnym dziele, hehe.

O.: Się nie dziwię. Na „Bramach Nawii” użyliście języka ukraińskiego… A właściwie to właśnie Knjaz użył. Czy to była jego inwencja, czy Wasza? Istnieje jakiś związek między wydarzeniami na Ukrainie a Waszym zaproszeniem Varggotha do gościnnego udzielenia się na tym albumie?

M.: Powód był raczej prozaiczny – brak polskiego tłumaczenia Wołosowej Knigi. A że parę dni wcześniej spotkałem Varggotu na Litwie – lepszego kandydata do tej roboty nie było. Jednak, skoro chcesz przypisać do tego ideologię, to proszę bardzo. Możesz odczytywać to, jako nasze poparcie dla Ukraińców, w walce o swój kraj. Tak na marginesie, to na „Trioditis”, była cała nasza piosenka po ukraińsku – „Prichowanyj Boh”.

abusiveness2O.: I o to mi chodziło, ma być politycznie i na czasie, heh… Mamy też taki kawałek jak „Proces”. Jasno określa, po której stronie stoi autor tekstu jeśli chodzi o rozliczanie z przyszłością… czy mam rację? Czy nie jest tak, że ten kawałek pod względem tekstu lekko odstaje od reszty? Wiesz, na większości numerów tematyka jest „okołopogańska” że tak to ujmę, a tu nagle bach – rozliczenie ze stalinizmem…

M.: Właściwie, to bardziej niż stawianie się po jakiejś stronie, autor chciał przypomnieć o zbrodniach i ofiarach – nie żadnego tam stalinizmu (co to ja, Chruszczow), tylko po prostu komuny. Znane jest powiedzenie jednego z polskich Bohaterów – Rotmistrza Pileckiego, że: „Auschwitz, to była przy tym igraszka”. Szkoda, że autor „Angel of Death”, nie pozna już tej sprawy – oczywiście, olałby to, bo przecież koleś z tzw. Zachodu, nie zrewiduje nagle całej swojej wiedzy i podejścia do historii [coś sią tak tego Phila Lynotta czepił, hę? – przyp. Oracle]. Długo by o tym można, a nie czas i miejsce po temu. Nic tam w każdym razie nie odstaje. Czasy się zmieniły, ale wartości nie. Ich źródło, jak dla mnie, jest jak najbardziej przedchrześcijańskie. No i tekst jest też, tak ogólnie – o kondycji ludzkiej. Tytuł przecież się kojarzy? Trza wszystko sobie posklejać. Kuźwa, ale wywód. Koniec.

O: Szkoda, że koniec. Ale… Skoro dotknęliśmy już tego tematu – co sądzisz o metaluchach sławiących takie organizacje i zjawiska jak Narodowe Siły Zbrojne czy inni żołnierze wyklęci na przykład? Nie jest lekką schizofrenią, że osobnicy skupieni z zasady w ruchu negującym religie masowe, zwłaszcza chrześcijańskie, krzyczą jacy to nie byli zajebiści żołnierze, którzy wyraźnie podkreślali związki z rzymskim katolicyzmem na przykład?

M.: Ale poważny wju się porobił. Oczywiście, nie chodzi mi o to, by robić np. z Pileckiego poganina. Wiadomo, jaką książkę podawał on za przewodnik swojej drogi życiowej. Stachniuk kilka razy w grobie by się obrócił. Ja tam w żadnym ruchu się nie skupiam i nigdy nie negowałem religii. Jest ona nieodzowna i jak widać ludzie, którzy ją odrzucają, wpadają w jeszcze większe parareligijne bagno. Krytyka chrześcijaństwa polega mniej więcej na tym, że jest to religia obca i niosąca ze sobą obce wartości, które nas osłabiają. A religia ma wzmacniać. Oczywiście upraszczam, bo nie piszę kuźwa rozprawki, tylko odpowiadam na jakieś dziwne pytania [przepraszam, następnym razem zapytam o to jak nagrywało się płytę i czy wolicie grać małe klubowe koncerty czy olbrzymie gigi open air, hehe – przyp. Oracle]. Schizofrenia mówisz. No tak, zapomniałem, że tu wszyscy są źli do szpiku, kują lodowe sztylety i knują wojnę. Nie wiem, jak tam Twoi rodziciele, ale moi są chrześcijanami. Czy przez to mam ich nie szanować i wyprzeć się ich i tego, co dla mnie zrobili? Nie znaczy to, że muszę wyznawać obcą mi religię, być chrzestnym, czy brać kościelniaka. Ci „zajebiści żołnierze”, też reprezentowali różne światopoglądy, ale zawsze oparte na wartościach. Warto zastanowić się, gdzie teraz byśmy byli i czy w ogóle byśmy byli, gdyby nie ich walka. Jasna sprawa, że trzeba przy tym, odrzucić bezwzględnie całą komunistyczną propagandę, bo to nic innego, tylko fałszowanie i manipulacja faktów. Podsumowując, jak to ładnie powiedzieli goście z pewnego białoruskiego (pogańskiego, żeby nie było) zespołu – religia dzieli, krew łączy.

abusiveness3O.: Moi rodzice też są chrześcijanami, ale ja nie o starych, tylko o metalowcach sławiących katolików, nie na odwrót – przynajmniej nie zauważyłem by moja matka zachwycała się Bentonem czy Grishnackiem. Ok. Wasze wcześniejsze pełnowymiarowe krążki nie wyszły w jakichś wielkich, czy bardzo znanych wytwórniach, może poza „Triodits”, ale i ta płyta nie miała jakiejś olbrzymiej promocji. Ale Arachnophobia… Inna półka, co?

M.: Zgadza się. Ludzie zaczepiają nas na ulicy i gratulują świetnego singla. Nie możemy się opędzić z zaproszeniami do różnych talk show i takich tam. Dzieci oddają nam cukierki, kobiety w ciąży ustępują miejsca w kolejce, dziewczęta rzucają się na szyję i wpadają w histerię. Nasze konto twarzoksiążkowe ma milliony polubień. A nie, przepraszam, nie mamy takiego konta, ale i tak wkraczamy w inny świat – i to wszystko dzięki pająkom.

O.: Co Krzysztof to Krzysztof jednak, zuch! A może by tak wznowić trzy pierwsze demówki? No, w sumie „Legendę Wieków” też… Nie słyszałem tych materiałów i podejrzewam, że nie tylko mnie zrobilibyście prezent taką kompilacją. No chyba, że nie przepadacie za tymi materiałami, jak to często bywa…

M.: Wszyscy by prezenty tylko chcieli, prezenty i promocje. Jak zapłacisz dobre pieniążki to wznowimy, czemu nie, hehe. Ja tam te materiały lubię, ale bardziej z sentymentu. Problem jest z nimi taki, że jakość ich nagrania jest słaba i nie wiele da się z tym zrobić. Chociaż, w sumie, jakby nad tym przysiąść. Zobaczymy.

O.: Na wspomnianej demówce („Legenda Wieków”) zamieściliście cover Napalm Death. Dość oryginalnie, nie sądzisz? Dlaczego akurat wybraliście wtedy Brytyjczyków? W ogóle Wasze covery raczej nie są typowymi coverami, jakie wybierają na swoje płyty zespoły kojarzone z klimatami w jakich obraca się Abusiveness…

M.: Ooo, nie wiedziałem, że granie ND jest oryginalne. To może jeszcze zrobimy Morbid Angel, Slayer i Metallica [chyba ze mnie szydzisz, zaraz zrobi mi się tak po ludzku smutno… – przyp. Oracle]. Właściwie, to już zrobiliśmy. Dużo się kowerów grało. Bo ja wiesz, metalu słucham. Mało tego jeszcze gram metal. Dobra Panie, wiem, o co Ci chodzi, ale jakoś nie chce mi się na to odpowiadać. Właściwie, to ta „Legenda Wieków”, to takie demo tylko dla wydawcy było. Te Szwaby z Heavy Horses chciały jakiejś próbki materiału i zdaje się, że chcieli jakiegoś kowera, to się im nagrało, bo akurat była możliwość.

abusiveness4O.: Wiesz, zawsze zastanawiał mnie fenomen Lublina jako punktu na podziemnej metalowej mapie Polski. Ani to największe miasto, a pochodzi z niego masa bardzo dobrych zespołów i spora grupa maniaków… Inna sprawa, że te zespoły tworzone są po części w konfiguracjach przeróżnych, właśnie z tych muzyków złożonych, ale jednak. Patrz na taki Rzeszów – odległość od Was niewielka, a chuja się tu dzieje, ani zespołów wielu, a fanów też jakoś bez przesady.

M.: Patrz Pan, a ja myślałem, że właśnie Rzeszów, to taka kopalnia kapel i maniaków, i niezłych koncertów (parę lat temu Impiety na przykład), na które przychodzi sporo ludzi. Wszystko inaczej wygląda od środka. Jak czasem siedzi się w tej naszej kanciapie, to wydaje się, że nikogo w tym Lublinie nie ma prócz Wizuna i mnie, ale to tylko wybujałe ego, bo rzeczywiście, w ostatnich latach trochę się porobiło. W samym naszym budynku kanciapowym słychać, to jakiś defior, to thrash, to BM, to grind, to post-punków, których granie można by pomylić z modną dzisiaj tzw. awangardą BM. Jest tego trochę, a przecież nie na samym naszym Okopie ludzie grajo. Z koncertami jest natomiast różnie. Czasem trafi się jakaś perełka, np. koncert z trasy Longing For Dawn, Mournful Congregation i Mourning Beloveth, na który przyjdzie garstka osób, a czasem na zupełnie podziemnym spędzie jest cała sala. Ogólnie, to chyba nie tylko u nas, metalowce się starzeją i mało jest nowego narybku. Wszyscy się już w tym lubelskim światku znają i czasem brakuje mi jakiejś świeżości, ale nie ma co narzekać, trza napierdalać.

O.: Czyli standar. Poteoretyzujmy. Zaczynaliście z Behemoth w jednym mniej więcej momencie. Widziałbyś się teraz na miejscu Nergala? Własny salon fryzjerski, bożonarodzeniowa reklama Empiku, okładki „Faktu”…

M.: Nie no, na szczęście trzymam się w miarę z dala od tych wszystkich mediów. Oczywiście, słuchy tam jakieś dochodzą i czasem jakiś Nierhal wyskoczy z lodówki, ale zawsze mogę wtedy powiedzieć – a co mnie to… Dawno już nie słuchałem, ale kiedyś mi się Biegiemot podobał, tak do pierwszej płyty. Dzisiejsze dokonania jakoś mnie w ogóle nie ruszają. Zraziłem się płytą „Grom” i tak mi już zostało. A poza muzycznie, to niech sobie chopy robiom, co tam chcą. Wiesz, gdzie mi to lata. W każdym razie, odpowiadając na pytanie – rola metalowego szatanisty celebryty, to zdecydowanie nie mój wyznacznik. Nie odnalazłbym się w tym.

abusiveness5O.: A nie tęskno Ci czasem do czasów podziału na true i untrue, prawdziwków, sztyletów z lodu, list śmierci, teteefów i tak dalej? Nie wydaje Ci się, że dziś to jakieś takie wszystko ugrzecznione zbyt, przystępne…

M.: Hehe, sztylety, już widzę weszły do kanonu, ale coś jest w tym, co mówisz. Jak BM, to nienawiść, mizantropia, a tu wszyscy tylko klepią się po plecach i uśmiechają, fe. Nie wiem, może to efekt starzenia się społeczeństwa. Brakuje młodzieńczego fanatyzmu. Może to też kwestia tego tzw. rozwoju technologicznego. No bo gdzie ogłoszę, że Chaos Vault to pozery i zdrajcy idei, a ja i mój kolega z lasu jesteśmy jedyni prawdziwi – na facebooku?

O.: I Twitterze dla większej siły rażenia, hehe… A Abusiveness to nie ciągnie do koncertów po wydaniu „Bram Nawii”? Muzyka z niej jest idealna na koncerty, więc…?

M.: Wizuna trochę ciągnie, a mnie tam nie specjalnie. Ale jak reszta składu chce, to proszę bardzo. Niech działają. Zawsze mogą sobie mnie puścić z playbacku. Chociaż perspektywa plucia w obiektyw, który robi ci zdjęcia, trochę kusi. W sumie to szykuje się coś w lutym. taka mini traska pribaltica, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie.

O.: O, to dobrze wiedzieć. Jak pogaństwo to lasy, jak lasy to ekologia, jak ekologia to lewactwo, hehe… A tak na poważnie – co sądzisz o ekologii? Może Abusiveness nie epatuje nas dendrofilią z każdym wersem, ale tematyka ta jest kojarzona z nurtem, z którym z kolei Wy jesteście usilnie kojarzeni.

M.: Zdemaskowałeś nas. Ukryty lewak wyszedł z nas w ostatnich wyborach i dzięki nam polskie samorządy stały się zielone, i to w dodatku ludowo. Z ekologii, to bardzo lubię muzykę zespołu Gojira. W ich poglądy nie mam jednak zamiaru się zagłębiać. Niech tam sobie śpiewają o trawkach i listkach, uwalniają norkę, czy co tam sobie chcą. Poważnie, to jaki jest mój stosunek do natury, chyba widać w tekstach, a reszta składu raczej podziela to zdanie. Zaś ekologia, to zupełnie coś innego. To jeden z elementów, dzięki któremu, do końca staniemy się niewolnikami i murzynami Europy.

O.: To pytanie piszę akurat 11 listopada i wszyscy wiedzą o co chodzi. Jakie jest Twoje zdanie na temat – po pierwsze tej rocznicy a po drugie – corocznej szopki, jaką się odpierdala z obydwu stron barykady w ten dzień?

M.: Hmm, jakiś poważny dziś jestem, ale o jakie dwie strony chodzi? O ludzi, którzy chcą uczcić niepodległość swojego kraju i pamięć tych, którzy ją wywalczyli. Z drugiej, w takim razie, będzie kto? Ludzie, którzy są przeciw niepodległości? Piszę truizmy, ale widać trzeba. Aby zobaczyć, jak naprawdę wygląda ten marsz, trzeba wziąć w nim udział a nie opierać się na jakiś „sensacyjnych” materiałach z telewizji [e tam, jakie one sensacyjne – przyp. Oracle]. Znowu mam rozprawkę pisać. W tym roku nawet media przyznały, że „osoby wywołujące burdy” nie szły w marszu, były z zewnątrz. Nie będę powtarzał, tego, co mówią organizatorzy tej imprezy. Jest to, jeszcze, ogólnie dostępne. Ale swoją drogą, nie zastanawia Cię, że na oficjalny Marsz Prezydencki przychodzi jakaś garstka i to pewnie powiązana jakoś z „naszymi umiłowanymi przywódcami” a na marsz antysystemowy (w dodatku organizowany przez RN – niezbyt przecież lubiany i popularny) zbiera się kilkadziesiąt tysięcy i to z całkowicie różnych środowisk – od fanatycznych katoli do ateistów, pogan czy satanistów (zdecydowana większość jest gdzieś po środku). Gdzie zatem stoi ta barykada?

abusiveness6O. Oczywiście, że nie dziwi – wiadomo, że „oficjalne” obchody w Polsce zawsze będą się kojarzyly z zamierzchłym systemem, czy nawet dwoma – bo za sanacji też tak było. Ok, żeby nie kończyć polityką zakończmy muzyką (kurwa, jak to czerstwo brzmi). Ostatnia płyta, która zrobiła na Tobie wrażenie to…?

M.: Antigama – “Meteor” i epeczka “Stop The Chaos”. Gorgasm – „Destined to Violate”. Kuźwa, możnaby wymieniać i wymieniać, ale chyba te trzy największe. Może jeszcze Szwabów z Defeated Sanity dodać i ich „Passages into Deformity”. Ulcerate – wsie płyty od „Everything is Fire”. Nie no, za dużo, za dużo… Dobra, dodam jeszcze ostatnie trzy Autopsy, ale skoro o nich mowa, to mało kto docenił zeszłoroczny krążek Repuked – „Up From The Sewers”, a jest naprawdę zajebisty.

O.: Ja doceniłem. OK, dzięki za wywiad – jeśli o coś nie zapytałem, a koniecznie chciałbyś się tym pochwalić, to nie ma problemu, hehe…

M.: Nie zapytałeś ile to jest 1488 x 666, ale z bulem i nedziejom wybaczę to karygodne niedopatrzenie. Dzięki za pytania i pozdrawiam. Bywajcie.

Autor

9989 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *