No, nareszcie. Pierwsze podejście spaliło na panewce – szczęśliwie, przynajmniej wiem dlaczego. Ale uparty ze mnie skurwiel i przy okazji nowego albumu, zatytułowanego „Vorwärts” posłałem pytania dla Absentia Lunae raz jeszcze. I tym razem się udało. Nie wiem ilu z Was kojarzy tę nazwę, mam nadzieję, że przynajmniej część wie z czym to się je. Jeśli nie, mam nadzieję że ten wywiad zachęci Was do zapoznania się z tym unikatowym black metalowym aktem z Włoch.

absentia lunaeOracle: Hailz! Na początek wspomnę, że w sprawie wywiadu odzywałem się do Was jeszcze po wydaniu „Historia Nobis Assientevr”, ale nie spotkałem się wówczas z Waszej strony z żadną reakcją. Tym razem więc mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i wywiad na Chaos Vault się ukaże, tak jak zaplanowałem. A skoro już o wywiadach mowa, pamiętasz może jak wiele wywiadów udzieliliście jako Absentia Lunae? Były wśród nich jakieś z Polski?

Ildanach: Nie przeprowadziliśmy jak dotychczas jakichś wielkich ilości wywiadów, ale głównie z uwagi na to, że sami jakoś nie mamy na nie ciśnienia. Na całym świecie istnieją setki profesjonalnych, półprofesjonalnych czy całkowicie nieprofesjonalnych promotorów, którzy dzień w dzień przepychają swoje nie mające nic do powiedzenia zespoły. Robią to z tak agresywną i przesadzoną częstotliwością, że w sposób rzeczywisty doprowadza to do zaśmiecenia mediów powtarzanymi do bólu i nudnymi stwierdzeniami. Przyznam, że przez ostatnie lata szczerze mi to doskwiera na metalowej scenie. No i pewnie z tego powodu część zapytań nie spotkała się z naszej strony z reakcją. Nie chcieliśmy być częścią tego cyrku. Dziś odpowiadamy tylko na wybrane wywiady, od magazynów, które okazały że mają poprawne podejście i są warte ogólnego szacunku.

O.: Miło mi wobec tego. Dobrze usłyszeć Was po pięciu latach przerwy, zwłaszcza z tak dobrym materiałem jak „Vorwärts. Co jednak spowodowało, że przerwa była tak długa? Gdzieś znalazłem informację, że przez jakiś czas w 2013 roku byliście w ogóle nieaktywni…

absentia lunae 1I.: Rzeczywiście, to był długi okres, jednak my nie traktujemy tego jak naszej regularnej pracy, ani nie jesteśmy pod jakimś majorsem, który wymagałby od nas krążka co roku. Nasz materiał tworzymy w czasie, jaki sami uważamy za najlepszy. Jedyną zasadą przy nagrywaniu, jaką respektujemy jest ta, by w stu procentach być skupionym na danym materiale, tak by być następnie z niego całkowicie zadowolonym. Ten rok był bardzo złożony z uwagi na sprawy personalne, niektóre bardzo ważne dla rozwoju poszczególnych członków. Po tym jak już wszyscy uporaliśmy się z naszymi sprawami spotkaliśmy się ponownie, spojrzeliśmy na siebie i wspólnie podjęli decyzję, że nadszedł ten moment, w którym możemy wykonać następny krok w historii Absentia Lunae.

O.: Jeśli ktoś liczył na jakieś rewolucyjne zmiany w Waszej muzyce, może czuć się rozczarowany. Z drugiej strony Absentia Lunae niby kroczy ścieżką znaną z wcześniejszych wydawnictw, jednak mimo to słychać u Was progres. W każdym razie takie jest moje zdanie. A jak Wy uważacie, czy „Vorwärts” to kontynuacja „Historia Nobis Assientevr”?

I.: Nie lubię zespołów, które co chwila ogłaszają, że przechodzą rewolucję. Absentia Lunae jest zespołem osadzonym w jasno określonej kulturze, tradycji i grupie osób, stąd też nasza idea progresu pochodzi z kroków, które zostawiliśmy bezpośrednio za sobą. I nie oznacza to, że się rozwijamy, ale że podążamy konsekwentnie za naszą wizją. Progres nie oznacza tu drastycznych zmian poglądów, a raczej ewoluowanie i przenoszenie swojego poznania na jakiś wyższy poziom. Wiele zespołów jest na tyle arogancka, że przekreśla swoją historię i osiągnięcia. Myślę, że z pojedynku z bogami prawdy bardzo niewielu wyszło obronną ręką. Pewnie i w tej postawie kryje się jakieś znaczenie, ale to nie moja sprawa – my nie istniejemy tylko dla zwykłej rozrywki. Ani też dla wydawania jakichś górnolotnych oświadczeń jak gwiazdy rocka. Jesteśmy indywiduami podążającymi wspólnie naszą duchową ścieżką. W tym też miejscu poglądy naszych fanów się rozchodzą – część z nich jest ciekawa każdego nowego elementu nadchodzącej płyty Absentia Lunae, część żywi nostalgiczne uczucia do poprzednich krążków, przesuwając je równocześnie na nowy. Zdarza się zatem, że są całkowicie w stanie uchwycić wszystkie elementy nowego krążka, w 100% wgłębić się w niego gdy już jest dostępny. Może to śmieszne, ale prawdziwe – dzieje się tak za każdym razem od czasów pierwszej płyty.

absentia lunae2Climaxia: Mogę powiedzieć, że nigdy nie planowaliśmy żadnych szczegółów każdego kolejnego nowego albumu siedząc dookoła stołu i gadając… Już dawno temu znaleźliśmy nasz sposób na muzykę i łączenie ze sobą interesujących pomysłów, zarówno moich jak i Ildanacha. Każdy pierwszy album danego zespołu jest tym pierwszym krokiem w poszukiwaniu własnej ścieżki i osobowości, zaś my przez lata mamy możliwość rozwoju naszej twórczości i podążania naszymi artystycznymi wizjami. Dla mnie osobiście „Historia Nobis Assientevr” był bardzo ważnym punktem w karierze. Zarówno pod względem uderzenia, jak i samych kompozycji uważam, że zachowała idealny balans pomiędzy starym a nowoczesnym black metalem, z mocno odciśniętym personalnym piętnem. Najnowsza płyta zaś to kolejny krok w stronę, w którą chcę podążać z Absentia Lunae. Ale sposób w jaki chcemy to osiągnąć w tym przypadku jest różny… By podać tylko jeden przykład. Tym razem balans pomiędzy gitarami a perkusją jest na przykład bardzo dobry. Oczywiście są też inne aspekty, które będę chciała poprawić na kolejnym albumie, jak na przykład gitary czy produkcja. Jestem pewna, że wszyscy którzy wspierają Absentia Lunae docenią to co przyniesie przyszłość.

O.: Na pewno słyszeliście o tzw syndromie trzeciej płyty. Czy to właśnie w takim kontekście należy rozpatrywać „Vorwärts”?

I.: Powiedzmy, że to czwarta przyczyna dlaczego demo było równocześnie debiutem.

C.: Jak powiedział Ildanach, w sumie to już przekroczyliśmy granicę trzeciego albumu. Powinniśmy więc już być wolni od tgo syndromu. Osobiście nigdy nie słyszałam o tej legendzie, ale gramy razem już tak wiele lat, a w ciągu ostatnich dwóch – trzech lat zaszło wiele zmian. Jednak nie jesteśmy przesądni, najważniejsze dla nas zaś to ciągle rozwijać się jako muzycy oraz jako zespół.

absentia lunae3O.: OK, w niektórych momentach „Vorwärts” słyszę dość wyraźne wpływy „Grand Declaration of War”, zwłaszcza mówię tutaj o deklamacjach w kilku fragmentach płyty, ale i pod względem muzycznym znajduję tu kilka wspólnych punktów. Czy uważacie tak jak ja, że tamta płyta była prawdziwym kamieniem milowym w black metalu, który otworzył przed kompozytorami całkowicie nowe możliwości?

C.: Oczywiście, że się z Tobą zgadzam. My sami również zaczęliśmy poczyniać pewne ważne kroki i przemiany w naszej muzyce właśnie w tamtym okresie, zaś „Grand Declaration Of War” dało nam osobiście pewien rodzaj podstawy do własnego rozwoju. Ale nie tylko ona, również na przykład Ved Buens Ende czu ostatnia Gehenna. Osobiście też uważam, że historia mojego kraju dała nam możliwość, by połączyć właściwie nasze spojrzenie na muzykę z odpowiednim scenariuszem. Zaczęliśmy nad tym pracować zaraz po „Marching Upon Forgotten Ashes” i każdego roku naszej pracy dodawaliśmy coś do naszego charakterystycznego brzmienia.

O.: Na przykład zmieniając niedawno logo… Dlaczego? Tamto się znudziło?

C.: Nasze stare logo wciąż jest żywe. Do nowej okładki chcieliśmy po prostu nowe logo, które lepiej by wyglądało i pasowało do konceptu stojącego za całym albumem. Chcieliśmy dać z siebie wszystko, dbając o każdy, nawet pojedynczy element okładki.

O.: Właśnie, mówicie o koncepcie, imagu, o historii Włoch, będącej ważnym czynnikiem w Waszej muzyce. To wszystko jest dość jednonznaczne w skojarzeniach, a teraz zatytułowaliście nową płytę „Vorwärts”… Podejrzewam, że jebią Was wszystkie oskarżenia o koneksje i skojarzenia z NSBM? No chyba, że jesteście tego sortu zespołem, który mówi w wywiadach „Nie wiemy, dlaczego ludzie kojarzą nas ze sceną NSBM…”, a potem robią sobie fotki z hailowaniem, hehe?

absentia lunae4I.: To długa i – nie ma co kryć – nudna historia. Zacznijmy od tego, że poczytuję cały ruch za kontrowersję i tyle. Pomyślmy o samych słowach – „narodowy” i „socjalizm”. My nie jesteśmy Nacjonalistami, jesteśmy raczej zafascynowani imperialną potęgą kulturowego wpływu i podboju, zdecydowanie bardziej niż w przypadku późniejszych, ograniczonych mentalnie Nacjonalistów. Nie jesteśmy też Socjalistami, gdyż nie produkujemy propagandy dla mas, mówiącej o ich wspólnych interesach, które miałyby na celu wydawanie politycznych przesłań i publicznej demonstracji. Black Metal to w jakimś sensie droga indywidualizmu, ale podobna do watahy wilków, raczej nie powinno się w to mieszać politycznych czy społecznych zagadnień. Naszym celem jest dotarcie do korzeni indoeuropejskiej kultury, ale też poszukiwanie jej związków z tradycjami Dalegiego Wschodu, jak na przykład Japonia. Takie nałożenie się na siebie tych spraw zostało oczywiście dokonane przez Burzum, czy też Varga, myślę, że takie podejście jest istotne dla osób, które dzięki black metalowi doszły do jakichś tam politycznych idei. Wciąż lubią muzykę i jej brzmienie i chcą, by te rzeczy współgrały ze sobą. Przenoszą więc tę istotę z duchowego czy wewnętrznego wymiaru na pole sztuki z wpływami politycznymi. Ja natomiast próbuję te dwie rzeczy zrobić totalnie oddzielnymi. Mam swoje własne polityczne poglądy, które mogą być bliskie poglądom tradycyjnych prądów myślowych, ale gdy już się odpowiednio ukształtowałem staram się, by moja pierwotna energia nie miała nic wspólnego z prawami, zasadami czy ruchami politycznymi. Mam nadzieję, żę raz na zawsze wyjaśniłem tę sprawę.

O.: Dobrze, to powiedz może jakie poglądy chcecie przekazać poprzez muzykę Absentia Lunae?

I.: Więcej niż tylko ideę reakcji, ziarno tej reakcji na otaczający nas gnijący nowoczesny świat. Jeśli spojrzymy na nasze dzisiejsze nowoczesne społeczeństwo, nie ma w nim prawie niczego, co człowiek uważałby za warte walki z totalnym porzuceniem swojego materialistycznego hedonizmu. Nie obchodzi mnie, czy miałoby to być odrodzenie świata krwi i żelaza czy może Twój duch dążyłby do osiągnięcia wewnętrznego ekwilibrium, jednak jasne jest, że potrzebujemy odzyskania kontaktu z naszym wnętrzem. To jest nasz cel, chcemy wybudzić tego ducha z letargu.

O.: Rdzeniem Absentia Lunae jesteście Wy, Climaxia i Ildanach. Rozumiem, że bez jednego z Was zespół w tym momencie raczej nie miałby prawa bytu? Kto ma ostatnie zdanie jeśli chodzi o kompozycjno – twórczą stronę Absentia Lunae?

absentia lunae5I.: Z mojego punktu widzenia zakończenie działalności Absentia Lunea przez którekolwiek z nas nie miałoby sensu. Etap koleżeństwa zniknął między nami już podczas przeszłych walk, teraz jesteśmy raczej ostatnią linią przed nadchodzącą katastrofą.

O.: Mhm. To z innej beczki – Wasze demo „Marching Upon Forgotten Ashes” ukazało się nakładem ukraińskiej wytwórni Stuza Productions. Nie wiem, czy jest ono jeszcze dostępne, pewnie nie, jako, że nawet sama wytwórnia zdaje się być już nieaktywna. Jest możliwość wznowienia? A przy okazji, jak weszliście w kontakt ze Stuza Productions?

I.: Mamy prawa do tego debiutu, może zajmiemy się tym w późniejszym okresie. Sporo osób wydaje się mieć fioła na punkcie tego materiału, więc myślę, że jest opcja na wznowienie „Marching Upon Forgotten Ashes” jakoś w 2016 roku.

O.: A druga część pytania? Dobra, to może o ATMF – wiem, że to Twój label. Wydajesz pod tym szyldem zespoły, które w dużej części są szalenie oryginalne. Absentia Lunae idealnie pasuje do tej stajni. Ale czy to jedyny powód, dla którego wydajesz swój zespół w swoim labelu?

I.: Tak, bo ATMF to byłem ja oraz Michele od samego początku. Oboje byliśmy zaangażowani w tę wizję. Teraz jestem już tylko ja, ale nastawienie jest wciąż takie samo, jak na początkach. Wciąż jestem szalonym dzieciakiem poszukującym czegoś świeżego w świecie, który kreuję lub do którego decyduję się dołączyć.

O.: A skoro tak, to pewnie jesteś w kontakcie z zespołami niezbyt jeszcze dobrze znanymi, ale takimi, które w Twojej opinii są lub będą warte poznania. No i rekomendacji innym.

absentia lunae6I.: Mówiąc o nowych zespołach powiedziałbym, że zdecydowanie godnym polecenia są Nova i Kommandant (ale powiedzmy, że ci ostatni są raczej dość popularni ostatnimi czasy). Lubię te zespoły zarówno pod względem muzycznym, jak i pod względem konceptu, powinieneś je sprawdzić. Nova pochodzą z Włoch, z północno – wschodniego rejonu kraju. Mogę o nich powiedzieć, że całkowicie trafiają w nasze rozumienie muzyki, to samo zresztą się tyczy Kommandat, przy czym u nich dochodzi jeszcze typowa amerykańska siła i pierdolnięcie. A jeśli siedzisz w ciężkim rockowo – doom’owym klimacie to mogę z Włoch polecić Ci dodatkowo Deadly Carnage, należą do zespołów, które z dnia na dzień robią się coraz bardziej unikalne.

O.: Kommandant znam, resztę znajdę. Dobra, miałem jeszcze pytanie o webziny, bo słyszałem, że prowadziłeś jeden, ale zostało zlane, więc przechodzimy do kolejnego i powoli kończymy. Czy jesteś na bieżąco z tym co aktualnie się dzieje w Podziemiu? Jesteś fanem, który musi mieć nowy materiał danej kapeli, którą lubisz, w dniu premiery, czy może nie masz takiego ciśnienia? Szczerze, w dniu internetu dla mnie ta cała otoczka straciła na swojej magii. Pomimo że nie jestem wybitnie starym kolesiem, uważam że tamte czasy były pod tym względem lepsze…

I.: Tak, masz rację. Dziś ludzie mają dojście do każdego rodzaju muzyki, nawet jeśli ich ona nie interesuje. Ale są też magazyny z interesującą zawartością i ciekawe wywiady z dobrymi kapelami. Oczywiście one mają mniejsze i selektywniejsze audytorium, no ale takie mamy kurwa czasy. No i jestem też szczęśliwy, że wciąż działają starzy magowie, jak Atmosfear, czy Convival Hermit.

absentia lunae7O.: OK, to kończymy! Dzięki za wywiad, mam nadzieję, że na kolejny krążek nie będzie trzeba czekać kolejne pięć lat. Jest szansa na to?

C.: Zrobimy co w naszej mocy, by wydać go w odpowiednim czasie… No i mam nadzieję, że teraz będzie więcej szans dla zagrania koncertów!