Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

Wywiady

Death Epoch: „…mógłbym się spuszczać i nagrywać to po milion razy, ale po chuj… To jest metal, to jest wojna, a nie Chopin i Beethoven…”

Debiutancki album naszego rodzimego Death Epoch narobił dość sporo hałasu na podwórku. Jako że Lord K i Morgul już powoli zapuścili korzenie w naszym kąciku plotkarskim, postanowiłem jeszcze trochę pociągnąć ich za języki. Jeśli jakimś przypadkiem jeszcze nie miałeś styczności z Abysmal Invocation to po wywiadzie czym prędzej zabierz się za odsłuch tego szamba.

Wojtuś: Witam szanownych Panów ponownie na łamach naszego czasopisma plotkarskiego. Proszę się wygodnie rozsiąść i napić kawusi! Słyszałem Kaos, że budujesz jakąś stadninę u siebie? Prawda to? Ty zaś Morgul podobno tarzasz się właśnie w kasie dzięki nowej płycie Destroyers nakręconej między innymi przez jakieś waśnie wydawnicze?

Lord K.: Hallo hallo. Dzień dobry, dobry wieczór. Rozsiadłem się LEGANCKO… w fotelu…PODOBA MI SIĘ TO… Jednak że kawusi nie piję, bo mi nie smakuje, tylko wywar z boczku i słoniny, to aktualnie spijam właśnie U-booty. Wspaniały drink piwa z WÓDĄ! Tak, tak, to prawda. Stajnia już została wybudowana własnoręcznie pod koniec sierpnia — u mnie, na ranczo i mam nowych lokatorów w postaci dwóch klaczy. Było przejebane i drogo, ale udało się. Jednak w pojedynkę nie polecam takich siłowych zawodów. Tak że ranczo ala Wioletta Willas się rozrasta. Mam 4 psy…2 konie i niebawem jeszcze dołączy do nas jeden pies z odzysku. Ślepy, stary chuj, ale co? Niech ma miejsce u mnie. To mój żywioł. Zwierzęta. Są wg. mnie szczere do bólu, nie tak, jak najgorsze ssaki na świecie, do których również należę. Lubię zbierać na taczkę końskie gówna i chodzić w gumofilcach ujebanych błotem i fekaliami, rozrzucać gnój po polach, haha. Morgul wydał strzał roku, dzieki, któremu było go stać na dżinsy z bazaru od ruskiej baby i na kilka piw marki FOX oraz STERN. Nie to, co nasze wypociny rozchodzące się latami, haha. A tak poważnie… to pięknie przejechał się na garbie pozerów i bandzie internetowych trolików, którzy zrobili mu marketing za darmo. Jeśli w ciągu miesiąca poszedł mu cały nakład, to jest ultra cios! Czy to jest dobry krążek, czy nie, to nie mi decydować, bo PO PROSTU O GUSTACH SIĘ NIE DYSKUTUJE I CHUJ!! Sam to lubię i mam to wszystko w piździe i chuj mnie to obchodzi: cała ta scena, te ludki i ten pojebany Internet, ale taka jest prawda. A ludzka zawiść nie zna granic. To taka nasza polska domena i sport narodowy. Czyli syf i kutasówa. A najlepsze jest to, że w dzisiejszych czasach nikt nie daje sobie po ryju lub nie rozmawia ze sobą, tylko pizgają tymi literkami w Internecie, chociaz, gdyby Morgul miał adresy to…. hi hi … Mają rozmach skurwysyny… Zresztą… On sam najlepiej wie, bo ja to jestem wsiur i chuja się znam… I coś Morgul na ten temat może powiedzieć…bo on z MIASTA…

Morgul: Tak zawsze powtarzam, że gdyby Warszawa się nie wpierdoliła, to Łosice byłby stolicą Polski. Hehe, to wszystko fajnie wyszło. Widzisz, sam bym za cholerę nie dźwignął promocji Destroyers. Mam jednak zbyt małe możliwości, by dotrzeć do potencjalnego klienta tego zespołu, nie mam klakierów, którzy sztucznie pompowaliby reklamę, a większość moich kontaktów to fani Black i Death Metalu. Summa summarum, okazało się, że oni też w dużej części są „Ultrasami Destro”! I jednak czułem dużą presję, żeby nie zrobić babola wydawniczego. Obawiałem się, że płyta przejdzie niezauważona, bo nie udało mi się jej wypromować. Najgorszy jest brak zainteresowania i ignorancja. Jak puszczasz niusy promocyjne, a tylko trzech znajomych na nie zareaguje, to finalnie sprzedajesz 5 płyt, a resztę wymieniasz po świecie latami. Mało tego – powrót Destro stanowi problematyczne wydawnictwo z samej natury rzeczy. To klasyczny przykład zespołu, który się kocha lub nienawidzi, i oczywistą sprawą jest, że będzie wysoki mur hejtów, który trzeba przeskoczyć. Destro, miało wielu hejterów kiedyś, a co dopiero teraz, gdy nagrali płytę wyrwaną granatem z lat 80-tych, która dla dzisiejszych „nowoczesnych” odbiorców może być nie do strawienia. Więc trzeba przygotować się na duże trudności i ataki ze strony trolli internetowych, którzy i tak nie są moim targetem w działaniach wydawniczych. Czy należy pogodzić się z porażką? Hahaha… oczywiście, że nie, trzeba potraktować to jako wyzwanie. Trollom i tak będą pękać dupy, co by się nie zrobiło, więc trzeba wykorzystać ich potencjał do zwiększenia zasięgów. Nie planowałem, by posiłkować się pomocą zawistnego wydawcy spod Białostockiej wioski, do momentu, gdy zobaczyłem, jakim arsenałem atomowym w postaci tysięcy lemingów tuczących się gówno-ciekawostkami on i jego koledzy dysponują na tych swoich żenujących facebookowych blogach. Więc czemu z tego nie skorzystać? Wykorzystać ich zasięgi, by dotrzeć do ogromnej liczby odbiorców. Wiadomo, że 16 -latkowie z trądzikiem będą płakać, iż Destro miało czelność wrócić bez ich zgody, ale oni mają znajomych, wśród których być może niektórzy będą zainteresowani tym wydawnictwem. Dlatego dobrze od czasu do czasu podrzucić im bombę w postaci śmierdzącego jaja do wzniecenia absurdalnych dyskusji, by przekazywali informacje dalej. Tak więc podłożenie raz na jakiś czas do pieca kąśliwą, zaczepną reklamą — jest najlepszym sposobem, by Destroyers weszło z hukiem na scenę. No i udało się idealnie, nie ma chyba w kraju osoby interesującej się metalem, która nie słyszałaby o tym powrocie. Płyta została prawie wyprzedana w niecały miesiąc od premiery. Odbiorcy zadowoleni, lemury obrażone, a trolle ze znanym wydawcą na czele, który lubi konfabulować, zmanipulowane do robienia marketingu. Jak to mówiła Madonna: „Nieważne, jak mówią; ważne, żeby nazwiska nie przekręcili” Hahahaha

W: Zacznijmy od początku…  W której chorej główce zrodził się pomysł, by powołać DeathEpoch do życia?

L.K.: Oczywiście, że w mojej. Tzn. to wyszło tak, że zakupiłem jakiś czas temu bębny i wróciłem do grania… Takiego trochę bardziej intensywnego niż w Nekkrofukk, czyli wybijania rytualnych rytmów ala AD DC. Zajarany byłem jak dziecko i wszystko sobie po prostu przypominałem. Zacząłem nagrywać jakieś poukładane numery właśnie od bębnów. Nagrałem chyba 4 i zacząłem kminić, co dalej. Wiesz, w moim przypadku, choć jestem ssakiem mocno stąpającym po ziemi, to jednak jeśli chodzi o stronę „artystyczną”, w moim życiu rządzi CHAOS i WOJNA. Przetrawiłem ten gruz, który sobie nagrałem i jakoś to dalej poszło. Mamy, co mamy.

M: Potwierdzam.

W: Jak wyglądał u Was proces kompozycyjny tego czołgu? Ty Morgul podobno przeprosiłeś się z gitarą po paru latach. Kaos zaś standardowo nagrał swoje obrzydliwe wokale na dnie jakiegoś szamba i dograł perkusję, za którą nie siadał dość często. Śmiem nawet twierdzić, że był to jeden z pierwszych razy, gdzie nagrywałeś bębny. Jak się odnajdujesz za perką?

L.K.: Nagrałem krzywą, nierówną i niestrojącą perkusję… wokale oraz porobiłem te wszystkie sample i ambientowe wstawki itp. Zadzwoniłem do Morgula, przedstawiłem mu takie jakby numery demo i mówię: „Wchodzisz kurwa w to czy nie?” On mówi: „Wchodzę”. Spiął się jak zamek, przypomniał sobie gitarkę i bas, i nagrał wszystko. Wiesz, tu nie ma żadnego ciśnienia, więc trochę to się ciągnęło, ale nie było żadnego pośpiechu. To jest nasze życie, hobby i tlen. Robimy to, bo tak czujemy i chcemy. Nie ma przymusu. Jeśli chodzi o perkusję, można powiedzieć, że to taki pierwszy raz nagrywania nazwijmy to „z prawdziwych napierdalanek”. Bo wiesz, do Nekkrofukk to sobie nagrywałem za każdym razem, jednak to jest raczej taki groove…rytm, a nie najebianie. Komfort jest taki, że mam na strychu na wiejskim ranczo mini studyjko. Czyli właśnie perkusja…gitarki bas…jakieś klawisze, komputerek. Jak coś mnie najdzie, to zawsze mogę sobie pokicać po drabinie na górę, zaszyć się tam z browarami i ponagrywać. Jest to duży komfort pracy. Odnajduję się za perkusją bardzo dobrze, chociaż oczywiście jeszcze długa droga przede mną. Wiesz, w materiale jest naprawdę dużo błędów na bębnach. Jednak ja cenię sobie w muzyce naturalność. Nie lubię poprawek, jakichś dubli. Myślę, że te właśnie potknięcia nadają muzyce naturalność. Oczywiście mógłbym się spuszczać i nagrywać to po milion razy, ale po chuj… To jest metal, to jest wojna, a nie Chopin i Beethoven.

M: Jako że Kolega dziś wygadany, to będę tylko dopowiadał. No tak, Kaos nadepnął mi na piętę, przedstawił pomysł, i oczywiście nie było od tego odwrotu, musiałem od nowa uczyć się ciosać riffy drwala. Widzisz, my prywatne jesteśmy bardzo dobrymi kumplami, nie ma między nami relacji muzyk-muzyk, muzyk-wydawca. Cały proces tworzenia jest banalnie prosty: jedziemy z ostrym alko i napierdalamy muzykę życia, haha. Nagrywamy najpierw na telefon, przesyłamy sobie do akceptu. Akcept zawsze brzmi tak samo: „Kurrrrwa, dobre to jest, sieje jak sku#wesyn” albo „weź przestań, kto to będzie z tego strzelał, ma być wojna, a nie melodyjki” haha. Tak że widzisz, to wszystko przychodzi samo, bez jakiejkolwiek presji. W kwestii muzycznej powstania Abysmal Invocation nie mieliśmy żadnego poważnego sporu, więc na pewno przyszła współpraca również będzie się układać bez torpedowania wyzwiskami i wyje-bywania się z zespołu przez smsy, hi hi.

W: To który z Was wpadł na pomysł wrzucenia tych pojebanych industrialnych sampli? Co było pite? Nie jest to rzecz, która pojawia się często w takim rodzaju łomotu.

L.K.: Pity był wtedy alkohol nuklearny przesłany paczką poczty polskiej od Morgula. 3 litry Czeczena ponad 60%. Złoto! Jakieś 50% materiału, jeśli chodzi o koncepcję płyty, wyszło ode mnie. Prawda jest taka, że w każdym plemieniu musi być wódz. On nie musi być dyktatorem, jednak ma swoją wizję i chce ją zrealizować, a do tego potrzebuje innych. Oczywiście Morgul nagrywał, co chciał, jak chciał itp. Jednak musiało to siedzieć. Zależało mi na tym, żeby zrobić bardzo militarny materiał poświęcony po prostu śmierci, wojnie i anihilacji. Myślę, że się udało. Sample, jak mówiłem, zrobiłem ja … Aha, przepraszam, jeden industrialny numer na CD zrobił Mayers z Feto In Fetus. Ma chłop łeb jak chuj. Zresztą – Mayers wszystko to klecił do kupy i kombinował jak w przypadku ostatniego Nekkrofukka. Jebaniec, ma łeb jak sklep. Wg mnie jest jednym z nielicznych w naszym kraju, który potrafi z gówna bicz ukręcić. Zresztą, gdyby nie miał drygu i był chujowy, Peter z Vader nie wziąłby go na akustyka na gigi. Mayers jest naprawdę zajebistym fachurą w tym, co robi muzycznie, a także w kwestii nagrywania tego itp. Jest po prostu maniakiem metalu!!! Sample miały za zadanie wprowadzić taki transowo – industrialny wstęp oraz przerywnik do całej tej noizowej wojny. Po prostu dzięki nim jest wg. mnie bardziej spójnie i ciekawiej. Taka płyta z samą wojną mogłaby szybko mnie znudzić.

M: Potwierdzam, alkohol był bardzo podły, ma taki efekt uboczny, że szczura łapie się za każdym łykiem, nie tylko za pierwszym, a z rana schodzi skóra z twarzy jak u węża, więc dla wszystkich, którzy dbają o młody i piękny wygląd, polecam trunek, ponieważ mimo 77 lat będziecie mieli nadal nową, różową skórę na twarzy jak dupa niemowlaka, hahaha.

W: Co możecie opowiedzieć na temat warstwy lirycznej? Na jakich tematach chcieliście się skupić najbardziej?

L.K.: To tutaj będzie krótko. Wojna, śmierć, nienawiść, agresja, religia, krew, łzy i cała zaraza świata. Widzę, że świat naprawdę schodzi na psy. Nie jest dobrze. Przeraża mnie dzisiejszy świat i jego materializm.

M: Egzakli

W: Na „Abysmal Invocation” pojawiła się dość spora liczba osób, która gościnnie użyczyła swoich strun głosowych. Dlaczego akurat oni? Występowały jakieś trudności, by nakłonić ich do współpracy?

L.K.: Gdy mieliśmy gotowy materiał, zapytaliśmy po prostu te 3 osobistości, na których nam zależało, czy nie chciałyby dołożyć swoich pięciu groszy do tej zagłady. Po otrzymaniu materiału do obrobienia oraz tekstów, o dziwo, zgodzili się bez mrugnięcia okiem. Najbardziej byłem zdziwiony, że Vincent Crowley z Acheron, który jest dla mnie osobiście Ikoną Metalu, bardzo ważną osobistością, szybko odesłał nam swoje partie, które mnie, kurwa, rozjebały. Widać, że zrobił to z pasją; tak samo, jak Mark of the Devil oraz Stanley z Diocletian. Świetna sprawa. Czasami, jak sobie o tym pomyślę, to mam ciary na rękach i sam sobie zadaję pytanie… Hej, czy mając 20 lat i słuchając sobie Rites of Black Mass, pomyślałbyś, że za 20 lat Vincent będzie się darł na Twojej płycie? Za chuja…a jednak.

M: Tak jest, nasi goście bardzo entuzjastycznie podeszli do wystąpienia gościnnie na płycie, wszystkim z nich przypadła nasz muza do gustu, dlatego często wznosimy KIELICH ZA NICH.

W: Większość naszych czytelników już wie, że na podziemiu zjedliście zęby. Jesteście zadowoleni z odbioru albumu przez innych maniax? Nigdzie jak do tej pory, nie znalazłem żadnych nieprzychylnych opinii co do tego krążka.

L.K.  tutaj to chyba Morgul będzie wiedział więcej na ten temat. Mnie osobiście to chuj obchodzi i mam to w dupie. A nawet w piździe.

M: Odbiór jest bardzo dobry w kraju, jak i za granicą, spora część zamówień poszła na Stany Zjednoczone, prawdopodobnie za sprawą udziału Crowleya, bo on bardzo się zaangażował i wspierał nas w powstaniu tej płyty. Jest wiele dobrych komentarzy i recenzji na różnych metalowych forach czy blogach. Może co niektórym średnio przypadła do gustu taka mieszanka bardzo rozbieżnych stylów jak Barbarzyński Metal i Military Ambient. Po wsłuchaniu się w tę muzę jednak ludzie doceniają to połączenie, co by nie mówić – dwóch odhumanizowanych stylów muzyki, które widocznie na tej płycie całkiem nieźle się dopasowały. Są też oczywiście negatywne komentarze, ale to z naszego polskiego podwórka, niektórzy nie są w stanie ścierpieć, że Metal może być zły, chamski i wulgarny, zamiast uduchowiony i opisujący fakty życia codziennego. Niestety, ale my zawsze będziemy produkować maszynerię o największym z możliwych kalibrów naładowanych negatywnym ładunkiem.

W: Słyszałem, że posypało się też sporo ofert, by wydać „Abysmal Invocation” poza granicami naszego kraju w tym na czarnym placku. Będziesz Morgul dalej trzymał pieczę nad wszystkim i sam sukcesywnie wydawał reedycje tego materiału? Kiedy możemy spodziewać się jakiegoś chorego boxa i vinyla?

M: Zgadza się, jednak to mrzonka, że zagraniczne labele mają dobre oferty współpracy. Można powiedzieć, że nam wydanie Abysmala zaproponowało kombo najmocniejszych labeli zajmujących się tym gatunkiem Metalu. Oczywiście bez nazw, by nikomu nie robić antyreklamy, bo są to zajebiste i maniackie wytwórnie, które warto wspierać, a nie obrzucać gównem. Kiedy zebraliśmy do kupy warunki naszych przyszłych wydawców, to w niektórych przypadkach były nawet takie absurdy, że mamy odkupić swoje płyty. W sumie dla połechtania swojego muzycznego ego byłoby fajnie wydać się w kraju, gdzie rządzi Ross Bay Cult. Jednak w sytuacji, kiedy sam jestem wydawcą, który ma asa w rękawie, że inni i tak zgłoszą się po ten materiał na zasadzie wymiany czy też wholesale price, wybraliśmy opcję trzymania pieczy nad tym wydawnictwem. Wszystko, o co pytasz, będzie po nowym roku; jestem tak zawalony robotą wydawniczą, że powoli zjadam swój własny ogon.

W: Trzymając sie tematu ofert. Podobno dostaliście już wiele propozycji koncertowych w tym, by zagrać na kolejnej edycji znanego wszem wobec Never Surrender Festival. Mam nadzieję, że jednak debiut sceniczny odbębnicie na naszej ziemi. Jeśli oczywiście będzie taka szansa. Patrząc przez pryzmat tego. co się odpierdala u nas i w reszcie części świata.

L.K.: Aaa… to czas pokaże. Wiesz, mieszkamy tak naprawdę na dwóch krańcach Polski … choć słysząc się codziennie i zazwyczaj kilkukrotnie, to ciężko się złapać na jakieś rehy itp. Ja mam swoje studio tatuażu, w którym zapierdalam non stop… Mam również szkołę, w której uczę w weekendy. Morgul ma swoją firmę, w której napierdala… Ma swój Putrid Cult…nie jest, kurwa, lekko. Kto chce chlać codziennie alkohol i jeść golonki, musi zapierdalać. Albo kraść. My nie umiemy kraść, więc zapierdalamy i płacimy podatki. Nie wiem. Pomyślimy, zobaczymy, co nam ten chaos zaoferuje w przyszłości. Nie ma co się spinać. Pożyjemy, zobaczymy. Jednak jesteśmy bardzo chętni na ciosy na żywo. Nawet mamy plany z tym związane…

M: Pewne kroki już poczyniliśmy w tym kierunku, by zorganizować skład koncertowy. Nie wiem, jak to wyjdzie z graniem prób, bo czas nie jest z gumy, jednak szykujemy się powoli do siania terroru na żywo. Czy to będzie Never Surrender, czy coś innego, to nie wiem, bo tutaj głównym decydentem jest czas. I to, czy faktycznie, gdy się spotkamy, by grać, przypadkiem nie skończy się na złotej mili po barach hahaha.

W: Jak znosicie koronaświrusa? Siedzicie spokojnie w Waszych pieczarach, czy szturmujecie sklepy w godzinach dla seniorów w myśl idei stare baby jebać prądem?

L.K.: Tak jak nasz Adrian, który śmieje się bez powodu w towarzystwie. Powiedział – siedźcie i kiście ogóra w domu – więc tak robimy. Przecież jesteśmy zdeklarowanymi katolikami po ślubach kościelnych i uprawiającymi sex tylko wtedy, kiedy nasze cycacte połówki mają ruję, by ewentualnie w wieku 40 kilku lat rodzić hulków z dwiema głowami i sześcioma rękoma. Słuchaj, prawda jest taka, że mam w dupie, co się dzieje w naszym kraju. Dbam o swoje „podwórko”. Jak chcę iść do sklepu, to idę. Nie zważam na godzinę. Jeszcze się taki nie trafił, żeby uwagę mi zwrócił. Staram się mimo wszystko szanować te godziny dla truchła, ale przecież nie będę z siebie robił mongoła i jak chcę iść po 11 po piwo, to idę, wyjebane w cyce mam.

M: U mnie na Podlasiu nie ma takiego szaleństwa, jak w dużych miastach – tutaj każdy sam wymyśla sobie prawo i do niego się dostosowuje. Ludzie odkażają się na bieżąco, ale też dużo imprezują i mają w dupie konsekwencje takich sabatów. Co do samego zjawiska C19, to jak ze wszystkim – człowiek bagatelizuje to, dopóki nic nie dzieje się w najbliższym otoczeniu, ale my ogólnie jesteśmy spokojni i raczej domatorami, którzy wolą obcowanie z naturą niż spędzać czas wolny w dużym zagęszczeniu ludzi. Także – póki co, nie zwariowaliśmy.

W: Na krążku ukazały się dwa covery: Sodom oraz Acheron. To, że jesteście maniakami obu tych hord – jest jasne, ale dlaczego akurat wybraliście te dwa zespoły?

L.K.: Sodom i Acheron to kult jak chuj i dlatego zrobiliśmy te utwory. Mam w dupie, że były nagrywane 1000 razy przez inne kapele. Ja jeszcze ich nie robiłem…kiedyś Sodom z Revelation of Doom nagraliśmy witching metal. A ja bardzo lubię grać covery. Jestem bardzo dumny z coveru gg allin nagranego z Nekkrofuk, to jest kurwa kosa… Bardzo brakuje mi dziś takich artystów jak gg allin…. Wszyscy są jacyś tacy grzeczni, poprawni… Jacyś zaczesani…jak to było ZACZES? Ja jebię…nie piją, nie rozpierdalają sceny. Jakaś kurwa lipa to jest…nie ma wojny.

M: Pomijając już wspomniany fakt, że to KULT JAK CHUJ, to jeśli chodzi o Sodom, ja już robiłem ten cover lata temu, dlatego wystarczyło go odświeżyć. No, a Acheron, to też taki trochę ukłon w stronę Vincenta, za to jego zaangażowanie i wsparcie. Chłop naprawdę się zajarał tym albumem. A że to jeden z naszych idoli, którzy ugruntowali nasz gust muzyczny, to nie było innego wyjścia, żeby mu w ten sposób nie podziękować.

W: Za okładką i całą resztą grafik oczywiście stoi Kaos. Nie znudzi chyba Ci się nigdy mazanie takich pojebanych prac, co?

L.K.: O co to, to nie. Kocham ten graficzny syf. Lubię dłubać, kminić, rysować, naklejać, przyklejać. Chłopie, mam 41 lat i myslę, że jak w wieku 8 lat wsiadłem w ten pociąg zwanym metalem, to on jeszcze się nie zatrzymał.

W: Kurz wojenny jeszcze nie opadł, ale kiedy możemy spodziewać się nowych materiałów spod szyldu DeathEpoch? Czy był to jednorazowy strzał?

L.K.: Ni chuja. W nastepnym roku coś przyjebiemy. Już mam kilka pomysłów.

M: Wszystko zależy od sytuacji, jeśli lockdown znowu się powtórzy, to niewykluczone, że właśnie wtedy będziemy trawić największą ilość oktanów, i płyta znów powstanie w dwa tygodnie. No, a jeśli się rozprężymy, to zajmie nam to 3 tygodnie hahaha. A na poważnie… Już coś tam się nam kłębi w głowach. Kaos napierdala na strychu, że tynk na łeb się sypie, są już  też jakieś zarysy riffów i deklaracje nowych gości.

W: Na razie stanowicie duo nie myślicie, by zaprosić kogoś do trójkąta?

L.K.: Jakieś fajne busty Milf, które pójdą z nami na kanapkę.

M: Swoje CV wysłała nam Stormy Daniels. Definitywnie pożegnała się z branżą filmową i szuka czegoś, by nie skapcanieć na aktorskiej emeryturze. Gdy zobaczyła nasze fotki w Decibel Magazine, to podobno przestała pałać miłością do Nikki Sixxa i zapragnęła grać War Metal w kraju nad Wisłą hahaha.

W: Kaos prężnie działa również w innych swoich wymiotach i nawet mu się nie śni, by zawieszać działalność któregoś z nich. Nie myślisz czasem Morgul, by powołać jakiś kolejny projekt bądź dołączyć do jakiejś innej chorej hordy? W końcu robi się z Ciebie muzyk na światowym poziomie hehe.

M: Nie myślałem o tym jeszcze; widzisz, u mnie to świeży temat z tym muzykowaniem, po tak długiej przerwie odkurzyłem gitarę i większość dobrych riffów, poszła właśnie na Abysmal Invocation. Najważniejszy jest wolny czas i złapanie klimatu. Często jest tak, że znienacka przyjdzie wena i wyjebię na gotowo riffy na 3 kawałki, a czasem przez dwa miesiące nic nie powstaje. Ja nie ćwiczę, tylko czekam na demony, które przeistaczają się w konkretne dźwięki. Tak więc na ten moment nie widzę sensu zapuszczać się dalej, tylko skupić się na DeathEpoch.

W: Czego tam sobie słuchaliście podczas komponowania „Abysmal Invocation„?

L.K. Jeśli chodzi o mnie, to mam taki zwyczaj, że jak nadchodzi proces tworzenia jakiegoś materiału (nieważne, który to jest tzw. „projekt”), to ja niczego nie słucham. Zero. Jedynie radio Maryja i radio Plus wchodzi w grę. Nie chcę niczego słuchać w tym okresie, żeby mi to nie popierdoliło w głowie. Nie zaburzało procesu tworzenia. Wiesz, boję się słuchać, żeby nie zrzynać gotowych riffów z płyt, co wówczas jest nieuniknione… haha. Po zakończeniu tego całego procesu jak najbardziej wpadam w wygłodniały wir i jadę z koksem. Kiedy nagrywam, to niczego nie słucham. Pozwalam swoim robakom drążyć dziury w mózgu i całą furię oraz nienawiść i agresję przekształcić w riff lub beat. To samo tyczy się Abysmala, zero obcej muzyki w trakcie tworzenia.

M: Ja tam dużo nie kombinuję z playlistą, jak każdy zacofany metalowiec, słucham muzy z lat 80-tych (bo później już nic nie wyszło godnego uwagi hahahahaha!) oraz sporo anty-muzyki. Płyty z ostatnich miesięcy to jest to Hairy / Heavy Metal: Motley Crue, Dokken, Vixen, Cinderella, Doro, Skid Row, Britny Fox, Ratt, Rosenfeld, X Japan, Glacier, Stygian, W.A.S.P. Lita Ford, L.A. Guns, Tesla, White Lion, Axxis, Sniper, itp. Trochę muzyki poważnej: Fyrdung, Rebel Hell, Final War, Celtic Warrior. No i elektroniki: Yen Pox, Der Blutharsch and Infiniti Church of leasing Hans, Triarii, MZ 412, Satanismo Calibrio 9,Bad Sector, Raison d’etre, Arditi, T.O.M.B., Puissance.

W: Koniec roku zbliża się nieubłaganie, co Was najbardziej pozytywnie zaskoczyło i odrzuciło podczas anno covidi 2020?

L.K.: Chyba pornhub.com. Cudowny portal. Niezbadany do końca…a odrzuca mnie wódka  dzień po… Ale jak kilka piwek  jebnę z rana, to dalej mogę ładować  wódkę.

M: Spalanie Audi RS – myślałem, że będzie dużo gorzej, i spadek cen tuczników. A odrzuciła ilość głupich, dających się łatwo manipulować ludzi, którzy nie mają swojego życia, tylko wiodą próżną egzystencję, karmiąc się mentalnym kałem.

W: Wasze plany na przyszłość? Niekoniecznie związane z DeathEpoch. Ty Morgul będziesz prawdopodobnie raczył nas jakimiś nowymi pojebanymi wydawnictwami. A co u Ciebie Kaos gotuje się w główce?

L.K.: No na dziś… Na pewno chroniona przez Boga sobota, to co może być? Alkoholokaust. Jutro niedziela. Muszę wstać o 5.30 i na 6.00 do kościoła lecę robić za ministranta. A tak poważnie… To idę jutro na lekcje jazdy konnej do kumpla Wojtka, co ma stajnię i będę pizgał galopem i cwałem po plaży w Ustce razem z córką. To jest chłopie, kurwa, właśnie wolność. I jazda motorem. Dla tego naprawdę warto żyć. A wszystkim jednostkom żyjącym na tym padole, uganiającym się tylko i wyłącznie za sprawami materialnymi, mówię: chuj wam w ryj robaki. Gnijcie wraz ze swymi dziećmi w łóżkach pełnych dukatów. Potem robota od poniedziałku itp. A jeśli chodzi o młodzieżowe zespoły niesfornego pana L Kaosa, to się zobaczy. Robaczki na 100% dadzą znać.

M: Jak wrócę z Mariinska, to wycieczka do Klepacz haha, później drugie tłocznie płyty roku Destroyers, potężne strzały od GRIMCULT ( BM w Fińskim stylu około Baptism), i WAROATH – w końcu pełniak tych Diabłów! Oraz Epka The True TRUP, na spółę z Dark Omens Prom. A w styczniu debiut UPON THE ALTAR, czyli polska odpowiedź na Teitanblood czy Vassafor. No i dalej będziemy knuć wojnę z Kaosem na nową Epokę Śmierci!

W: To by było na tyle. Zapraszam częściej do naszego kółka plotkarskiego. Ostatnie słowa należą do Was! Hails!

L.K.: Pijcie… i słuchajcie metalu…

M: Ostatnie słowa zostawię na wszelki wypadek sobie, bo mogą przydać się przed śmiercią. A będą brzmiały: „ Nie sprzedawajcie moich kaset pozerom!” hahaha. WOJNA!!!

 

Wojtuś
Autor

232 tekstów dla Chaos Vault

Główny ekspert w dziedzinie szkalowania, lubujący się w czarnym metalu oraz wszelakich ambientach i innych wybrykach natury.

1 komentarz

1 Comment

  1. Avatar

    klop

    17 listopada 2020 at 20:28

    posluchalem na bandcampie troche ale jakos kuwa mi nie wlazlo, dzisiaj slucham GLOOM tego nowego z finlandii, DEATH symbolica, KILLa nocrofiles i ORDER OF THE WHITE HAND pierszego fullengta

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chaosbook

Powiedzieli...

Polecamy jeszcze

Wywiady

Szczerze? Rozczarowałem się tym wywiadem. Debiutancki album Fadheit jest przednim materiałem. Postanowiłem więc, że zapytam co słychać u tych zwyroli. Jednak Selbstmord okazał się...

F-J

Wydawca: Putrid Cult Co to się porobiło! Morgul wydał album z gatunku DSBM! Jako mistrz cięcia się wzdłuż i wszerz w redakcji kwestią czasu...

K-O

Wydawca: Werewolf Promotion Jako, że na Ukrainę mam niedaleko naprawdę polubiłem ten kraj i gdyby nie jebany koronawirus, pewnie dziś siedziałbym sobie we Lwowie...

A-E

Wydawca: Nihilistic Holocaust Distro Całkiem niedawno recenzowałem split Death Invoker z naszym Throneum, a tu w międzyczasie przyszła do mnie paczka od kolegów z...

Copyright © 2004 - 2020 Chaos Vault