Skip to main content

Wij i Narbo Dacal to dwa zespoły, na które zwróciłem szczególną uwagę w poprzednim roku. Zarówno w przypadku zespołu ze stolicy, jak i ekipy z Krakowa płyty, które ukazały się w 2023 roku zrobiły na mnie duże wrażenie, nie mogłem więc przegapić okazji sprawdzenia tych materiałów na żywo, tym bardziej że impreza odbywała się w moim mieście.

Czwartek to nie jakiś wybitnie dobry dzień na koncert, ale pełen wiary w co najmniej przyzwoitą frekwencję pofatygowałem się do klubu Underground. Choć wysoka frekwencja w tym klubie to miecz obosieczny, bo nie będę ukrywał, że nie jest to mój ulubiony lokal koncertowy w Rzeszowie, ale że mamy łącznie powiedzmy z trzy, to też nie chcę jakoś specalnie narzekać. Myślę, że mogę uprzedzić fakty i napisać, że było na tyle dobrze żeby pan organizator była zadowolony i na tyle kiepsko, żeby się człowiek nie udusił i zobaczył cokolwiek z tego, co się działo na scenie.

Do knajpy wbiłem jak już grał Wielki Mrok. Tych panów znałem jedynie z facebookowej imby o to, że jednemu internetowemu watażkowi nie spodobało się to, że panowie nie podzielają jego spojrzenia na świat. Muszę przyznać, że początkowo mnie ich muzyka nie porwała. Prosty jak budowa cepa black / thrash / punk niby chłostał ze sceny, ale jakoś wielkiego wrażenia nie robił. Zamówiłem jednak piwko, zająłem pozycję w nieco dalszym koncie sali i postanowiłem nie przeznaczać tego czasu na pogaduszki z dawno niewdzianymi znajomymi… I zażarło. Pojawiło się u mnie najpierw tupanie nóżką, następnie wystąpił banan na ryju, a potem rytmiczne, wykonywane z aprobatą poruszanie banią. Niezłe to było. Zagrali nawet cover Darkthrone. W waszej głowie pewnie wiruje teraz z tuzin numerów, które mogli zagrać, ale na ten to chyba nikt nie wpadnie… Zagrali „I Am the Graves of the 80s” z albumu, który ukazał się relatywnie niedawno… Fajny i nieoczywisty wybór. Byłem na „tak”. Co jeszcze zagrali to Wam nie napiszę, bo nie wiem, ale mi się podobało.

Po koncercie wymiana piwa z pustego na pełne i już zaczyna Narbo Dacal. Prędkość całego wydarzenia i jego punktualność była wymagana ciszą nocną, przed którą musiało się skończyć granie metalu, więc wszystko szło wybitnie sprawnie. Narbo Dacal wdziałem jakiś czas temu na ich chyba drugim koncercie ever i od pierwszych chwil musze napisać, że było lepiej. Fajny luz, swoboda i wielka radość z grania muzyki. „Elysium Now” nadal uważam za bardzo dobrą płytę, ale miałem z nią ostatnio dość długą przerwę, więc nie odświeżyłem sobie jej odpowiednio przed gigiem … Na tę muzykę trzeba mieć odpowiedni nastrój. Set skupił się głownie na tym wydawnictwie i wyłapałem na pewno „Rosses”, „Forget Me Not” czy „Devil’s Snare”. Poleciało też coś z EP. Bardzo fajny koncert, który minął błyskawicznie.

W przerwie pogaduszki i wizyta na stoisku Piranhii, na którym można się było zaopatrzyć w chyba wszystkie wydawnictwa z ich katalogu. Błyskawicznie minęła instalacja gratów i na scenie melduje się Wij. Bardzo polubiłem ten zespół za sprawą EP-ki, ostania płyta mnie zachwyciła, to mój pierwszy kontakt z tym zespołem na żywo, więc musiałem dopchać się pod scenę. I dziwna sprawa… Miałem wrażenie, że było nieco mniej ludzi niż na Narbo Dacal. Nie wiem czy nie wrócili z fajki, czy pobiegli na PKS do domu…  W każdym razie ulokowałem się zaraz pod sceną i zacząłem obserwować ten magiczny rytuał. Byłem pod wrażeniem. Pani wokalistka to jest nie tylko wybitny głos, ale też i wulkan energii i kopalnia emocji. Co innego zagrać koncert, odtworzyć kawałki na żywo, a co innego przeżywać je tak emocjonalnie… Piękna sprawa. Co zagrali? A no dużo. Set przekrojowy. Były kawałki o zwierzętach: o jaszczurce, o skrzypłoczu, o narwalu… Dla mnie zajebiście, bo je wszystkie lubię. Poleciało „Oko”, „Z Raju Won”, „Poroniec”, „Lucyferyna”, cover Venom… Wiadomo w cholerę tego było, bo kawałki raczej krótkie. Ja może napiszę, czego mi zabrakło. Nie było „Lete”, które uwielbiam i niestety nie poleciał kawałek, który w zasadzie przekonał mnie do tej kapeli, czyli „Wilczy Nów”. Szkoda, ale i tak byłem nieprawdopodobnie usatysfakcjonowany całym koncertem.

Spodziewałem się ze będzie co najmniej fajnie, a najpewniej dobrze. Dostałem fantastyczną sztukę pełną pasji i miłości do muzyki. Genialny spektakl, który zostanie ze mną już na długo. Wspaniały prezent na urodziny, które akurat tego dnia obchodziłem. Po koncercie otarłem pot z czoła, zamówiłem ostanie tego wieczora piwo i zacząłem układać w głowie to, czego byłem przed chwilą świadkiem.

Pathologist
1128 tekstów

One Comment

  • Daroo pisze:

    Fajna relacja Pathologist, bo chcę się wybrać na ich (Wija i ND) koncert we Wrocławiu i Twój tekst dodatkowo mnie motywuje . Natomiast, „Wilczy Nów” jest coverem T0N „Wolf Moon”, bardzo dobrym i świetnie, że z polskim tekstem, ale jednak coverem.

Skomentuj