Skip to main content

Wydawca: Abstract Emotions Records

No, ostatnio pisałem jak to się pozytywnie zaskoczyłem przy okazji promówki z Hiszpanii, a dziś wracamy do szarej rzeczywistości – oto wpadła w me dłonie czwarta płyta Vidres A La Sang.

A przyznam się Wam, że progresywny black/death metal w opisie nie zwiastuje niczego dobrego.”Fragments de l’esdevenir” to rzeczywiście pół godziny muzyki, którą pewnie mógłbym określić tą przydługą łątką, ale można krócej: nuda. Ja pierdolę, myślałem że zasnę na S2, rozpierdolę się a wszystko przez nich. Kawałki totalnie bez życia, nijakie tak jak i okładka. Do tego strasznie wkurwia mnie brzmienie tego albumu, chwilami serio nie słychać wiele, jakoś tak dziwnie wszystko na siebie bywa nakładane. Sama płyta sprawia wrażenie mocno patchworkowej – co im przyszło do głowy, to wrzucili. I tu heavy metalowe solo, tam blasty, gdzie indziej jakieś dziwne therionowskie podniosłe fragmenty. Jedyną rzeczą, która naprawdę mi się podoba, jest wokal – kojarzy się z Necros Christos. Szkoda, że muzyka nie ta. W sumie nie wiem, co Wam mogę więcej napisać o ”Fragments de l’esdevenir” – poza tym, że została wydana i nie niesie ze sobą dla mnie większych przeżyć. Serio, strasznie mnie nudzi, a jeszcze trafili na falę upałów w Rzeszowie – przy temperaturach plus trzydzieści to wręcz działa na mnie drażniąco.

Generalnie nie polecam, chyba że cierpicie na bezsenność i nie działają na Was żadne tabsy, a lekarz odradza Wam alkohol przed snem. Wtedy spokojnie sięgnijcie po Vidres A La Sang.

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. Mort de paraula
2. Salveu-me els ulls
3. Ventres de llum
4. Fins aquí
5. Ara és demà

Oracle
17138 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj