Wydawca: Defense Records / Mythrone Promotions
Jakoś tak śmiesznie wyszło, że w odstępie tygodnia recenzuje dwie płyty, na których udziela się nie kto inny, jak Mścisław. Kilka dni temu opisałem bowiem black/pagan metalowy Pripegal, a dziś wjeżdża mi na tapet nowy album death metalowego Ulcer.
Nawet się nie zorientowałem, że to już pięć lat odkąd głośniki wielu domostw zostały zniszczone przez „Heading Below”. Czas zapierdala. Jeśli usunęliście szkody po tamtym ataku, mam dla Was złe wieści – Ulcer powrócił z „Dead Souls Cathedral” i jeśli ostatnio zostawił po sobie gruzy, tak teraz nie ostanie się kurwa kamień na kamieniu, gwarantuję Wam to. Bezapelacyjnie stwierdzam, że mamy do czynienia z najlepszym albumem Lublinian w ich dyskografii.
Czy przez te pięć lat coś się zmieniło poza wzrostem formy, która i tak zawsze była na wysokim poziomie? Owszem. Pod względem muzycznym kapela poszerzyła wachlarz środków, jakimi umyślała sobie atakować słuchacza. Przede wszystkim – to już nie jest typowy Swedish Death Metal Worship. Pojawiły się na przykład klawisze, dodając charakteru, majestatu i przestrzeni. Najbardziej mi się natomiast podoba to, że Ulcer nie stracił przez to nic na brutalności i mocy. Podoba mi się to, że w teorii wchodząc na odrobinę nowsze dla nich terytoria (jak na przykład „Not the One”) wychodzą z tego obronną ręką. Wspomniany kawałek jest na przykład wolniejszy, bardziej ponury, więcej w nim mrocznej melodii – a chyba jest jednym z najlepszych na płycie.
Po nim, na zasadzie kontrapunktu wjeżdża brutalny, osadzony mocno w klasyce „Cold Darkness” i jest równie mocny jak poprzedniczka. Nie mówiąc już o minutowym napadzie szaleństwa, osadzonego trochę bardziej w stylu Cannibal Corpse niż Szwecji, czyli „Eternal Night”. Dalej mamy „Off We Go” z luzem charakterystycznym dla Entombed, ale i dla Autopsy, do tego z lekka thrashującymi gitarami. Mógłbym tak opisywać każdy z numerów, bo one wszystkie mają swojego ducha, a zarazem złączającą je klamrę – w przeciwieństwie do wcześniejszych materiałów, które były zdecydowanie bardziej za przeproszeniem homogeniczne. I chyba trochę większy nacisk położono na w chuj dobre solówki. Czyli mamy zmiany, może i mniej lub bardziej kosmetyczne, a z drugiej strony wszystko po staremu – Liczę, że rozumiecie o co mi chodzi. Dobra, napisałem co się zmieniło, a co się nie zmieniło? Na pewno świetne wokale Aneglfucka, głębokie, brutalne i wkurwione. Na pewno świetne brzmienie – pomimo zmian, nadal brzmiące mocno po szwedzku. No i jak zwykle okładka jest świetna, choć w innym klimacie niż wcześniejsze. Jednak jako die hard worshiper prac Beksińskiego powiem szczerze, że jak dla mnie – zdecydowanie najlepsza ze wszystkich.
To tyle, taka laurka ociekająca posoką mi trochę wyszła, ale zasłużona. Na ten moment – jedna z lepszych płyt death metalowych roku 2021. I nie mówię tu tylko o naszym polskim poletku, bo Ulcer to już dawno klasa ogólnokrajowa.
Ocena: 10/10
Tracklist:
| 1. | Those Black Gods | ||
| 2. | Not the One | ||
| 3. | Cold Darkness | ||
| 4. | Eternal Night | ||
| 5. | Off We Go | ||
| 6. | Die with Us | ||
| 7. | Disintegration | ||
| 8. | Dead Souls Cathedral | ||
| 9. | Into the Chasm |




