Skip to main content

Są takie zespoły, które chodzą za Wami jak jakiś koszmar. Których po zrecenzowaniu mieliście nadzieję nigdy już nie usłyszeć, a one wracają jak bumerang. Podejrzewam, że każdy recenzent tak ma. Ja mam z kilkoma, a jednym z nich jest Subterfuge.

To kapela, która para się wydawaniem podwójnych, progressive metalowych albumów. „Philospher” jest trzecim takim wydawnictwem z kolei, na którym zespół upchnął tyle muzyki, ile mu przyszło do głowy. Paradoksalnie, patrząc na zdjęcie dochodzę do wniosku, że jest tu jakiś klucz. Na przykład na najnowszym zdjęciu promo mamy kurwa faceta w pióropuszu i bulletbellcie, kolesia z uśmiechniętym niby corpsepaintem i w trampkach, kolesia co wygląda jak Stefan z Varathron, dwie goth – industrialne dziewczęta i dwóch luźno – rockowców. Zespół nie boi się wyzwań, z tego co widziałem na ich fanpejdżu. Wystąpią w Dzień Dobry TVN ze swoją przeróbką Abby (metal gra pop – w chuj oryginalnie, w takich momentach moja mama mówi „super, takie inne”), wystąpią na zlocie motocyklowym gdzie sią wymienieni jednym tchem między pokazami strażackimi a watą cukrową i popcornem, ale wystąpią i przed Panterą na Metal Hammer Show, albo z Markiem Sierockim w „Teleexpressie”.

Więc z muzyką jest podobnie. Macie tutaj totalnie kurwa wszystko. Od luźnego rock’n’rolla, przez industrialny metal, fujarki kojarzące się z Breakoutem, typowe progresywne granie, solowe pojedynki, numetalowe klimaty przechodzące w gotyckie zawodzenie, quasi barokowe pianina przechodzące we flamenco. Macie mocne wokale, czyste wokale, damskie wokale, growlowe wokale, skandowane wokale, szeptane wokale. Kurwa, będę rzigoł – weźta mnie z tej karuzeli. No cóż, jednym słowem progresja, a jeśli ci się nie podoba, to masz zajebany zamknięty łeb i tyle, ić stont!

Tu jest wszystkiego tak najebane, że ja mam serio dość. Bo to jest w ogóle bez ładu i składu, przypadkowe riffy znajdujące się w przypadkowych miejscach. Nie miałbym nic przeciwko płycie złożonej, czerpiącej z wielu konwencji, o ile się to robi z głową. A tak to wychodzi nam jakaś parodia metalu.

A potem widzisz w booklecie napis, że dziękują mi za tę podróż i zapraszają na następną. Dziękuję, pójdę pieszo, nie ma tyle aviomarinu w mojej aptece.

Ocena: 1/10

Oracle
16828 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Newsy

Nowy materiał Infidel

EfEf26 listopada 2014

Skomentuj