Wydawca: Deformeathing Productions
Trzecia płyta Sphere. A wydawało mi się, że przedwczoraj recenzowałem „Homo Hereticus”, hehe. Do dzieła więc!
Ok, tym razem warszawiacy dostarczają nam czternaście numerów i jeśli mogę to stwierdzić już na wstępie – muzycznie niewiele się zmieniło. Metal śmierci w wykonaniu Sphere to nie jest coś wybitnie oldskulowego, nie jest przesurowe – przeciwnie, całość brzmi bardzo dobrze, mięsiście i słychać, że panowie trzymają rękę na pulsie światowej sceny death metalowej. Jest to death metal. Brutalny, szybki, kiedy trzeba połamany, a kiedy indziej łamiący nosy. Mielą panowie, mielą. Słucha się tego dobrze, pomimo że akurat ten death metal nie jest moim ulubionym death metalem. Zakładam, że rozumiecie o co mi chodzi? Wolę więcej piwnicy i grobowców, choć przyznaję, że „Mindless Mass” buja tak jak lubię. Same numery też nie są jakieś przesadnie długie – , jedynym minusem jest jednak to, że jest ich za dużo, przez co krążek sięga pięćdziesięciu minut długości. No, osobiście wolę krótsze albumy. Z drugiej strony – deathmetalian wpierdolu, który tu panowie wypreparowali działa dobrze, nie tylko w warunkach studyjnych. Słyszałem te numery również w wersji live i tam również się sprawdzały. A wiadomo, że było nie było – koncert to taki swoisty test przecież.
Ok, no to już mam nadzieję wiecie, o co chodzi na nowym albumie Sphere. Jest dobrze, death metalowo, bez udziwnień. Powinno się spodobać.
Ocena: 7/10
Tracklist:




