Skip to main content

Wydawca: ATMF

Za Sicut Glacies zabrałem się w sumie tylko z jednego powodu – wydawcą tego, jak dotąd, w ogóle mi nieznanego tworu jest ATMF. Ta włoska wytwórnia czasem ma takie strzały, że klękajcie narody. No niestety – nie tym razem.

Włosko – norweski duet Sicut Glacies opisany był jako atmosferyczny black metal. Raczej stronię od zespołów z tego nurtu, choć i w nim czasami znajdę coś dla siebie. Jednak w przypadku „Kalde miner fra fortiden” nie będę się zachwycał, bowiem niniejsza EPka mnie wynudziła. I wiecie co – tak średnio tutaj z black metalem. Albo inaczej.

Całość zaczyna się od spokojnych klawiszy i brzdękania akustycznej gitary – spokojnego, stonowanego, rzekłbym wręcz – ładnego. Do tego dostaliśmy coś na wzór deklamacji zachrypniętym głosem, takim odrobinkę black metalowym. I myślałem, że po tym intro zacznie się black metal. Zdziwienie moje było okrutne, bowiem kolejny kawałek jest w zasadzie taki sam. I trzeci również. Wiecie, tak naprawdę black metalu tutaj wiele nie uświadczycie. Sam wokal i klawiszowe plamy – dla mnie to za mało. Zrozumiałbym, gdyby „Kalde miner fra fortiden” składało się, choćby i z bzyczącego black metalu i takich wypełniaczy jak te tutaj. Natomiast Sicut Glacies wydało całą EPkę utrzymaną w takim właśnie klimacie. I może tragiczne to to nie jest, ale w mojej opinii – nudne i monotonne. Nagle dochodzę do wniosku, że dwadzieścia kilka minut może się dłużyć.

Więc ja sobie zdecydowanie odpuszczam poznawanie innych wydawnictw tego zespołu a i Wam nie polecam jakoś wybitnie. Spodziewałem się chyba czegoś innego, ale jeśli to co bym dostał w zamian jakoś wpadło w mój gust – nie narzekałbym. A tak to jestem rozczarowany.

Ocena: 5/10

Oracle
16678 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj