XX Years of Violence & Blasphemy: Witchmaster, Embrional, Brüdny Skürwiel; Wrocław, Klub Liverpool; 17.01.2019

Dobrze jest zacząć rok koncertowy z przytupem. Dlatego też, gdy dobiegły mnie wieści, że Witchmaster urządzi w styczniu blitzkrieg po Polsce, byłem pewien, iż nie będzie to przytup, a potężny kop w pysk.

W dniu koncertu stawiłem się wcześniej we Wrocławiu, co by na spokojnie dotrzeć pod klub. Akurat, by zapalić co, pogadać z bdb kolegami i wypić wybornego stouta w knajpie obok. Chwilę po 19.00 wrota się uchyliły i można było wbijać do środka. Na wstępie lekka konsternacja, bo okazało się, że ze względów logistycznych gig nieco się opóźni ale nic to. Człowiek miał więcej czasu, by pogadać i obczaić merch, gdzie płytowo było dość ubogo (trochę od Witchmastera, ledwie kaseta od Brudnego Skurwiela oraz kilka płytek sygnowanych logiem Embrional, a nawet F.A.M.) ale za to podziw budziły rozpasane koszulki. Zacnie, powiadam Wam! Krótka chwila na odbiór wejściówki z rąk Mintaja (wyjściówka również) i można było lokować się w klubie.

Jako pierwsi mieli grać w roli jebanego supportu, chłopaki z Brudnego Skurwiela. Przyznam, lubię ten ich pijacki, szalony styl i zawsze się gęba cieszy, gdy się słyszy te hymny pochwalne do obrażania świętości, chlania oraz prania po mordzie. Mi niestety początek występu odpadł z ważnych, a nagłych powodów zawodowych (problemy redaktorów Chaos Vault, to nie są, Proszę Państwa, powody do żartów!) ale jednym uchem łowiłem, co się działo na scenie. A zaczęto od uroczego, kościelnego wstępu, od którego każdemu niedzielnemu metalowi, który w tygodniu jest trve, by w niedzielę z mamą podreptać do kościółka, zakręciła się zapewne łezka w oku, by przejść do właściwego deptania po krzyżach pod słodkim głosem Łąki. Wśród kawałków wyłapałem „Fuck Christ”, „Queen of Hellfire”, „Satanik Thrash”. Szkoda tylko, że choć sala była pełna to Wrocław stał z kijami w dupach. Kurwa, typowe ale co zrobić (później pod koniec występu usłyszałem, że i tak było lepiej niż w Rzeszowie, hehe).

Otwieracz minął błyskawicznie i można było udać się po zimne pieniste ale bez pośpiechu, bo kolejni mieli być bluźniercy z Embrional. Przyznaję, mam problem z tą kapelą. Naprawdę masa osób ich ceni oraz szanuje, ich najświeższy płyt, „Evil Dead” siadł mi pięknie ale na żywo nadal mówię temu nie. W swoim poglądzie byłem tego wieczoru odosobniony czego dowodził tłum pod sceną, gdzie produkował się Skullripper z załogą. Nie mówię przy tym, że brzmiało to źle. Wrocław został uraczony kawałem solidnego, bezlitosnego pierdolnięcia z technicznym posmakiem ale mi ta mieszanka zwyczajnie nie podeszła.

Gdy Embrional skończył rzeź trzeba było dopić piwo i zainstalować się w strategicznym miejscu pod sceną, bo oto objawił się Anioł i zwiastował on Niewieście…,a nie, kurwa to nie ta impreza. Wisienką na torcie tego wieczoru miało być komando z Zielonej Góry, świętujące tą trasą swoje dwudziestolecie bestialstwa, perwersji oraz przemocy ku czci Rogatego, Witchmaster. I zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, dojebali okrutnie. Ranni i zabici słali się gęsto, w mieście wybuchły pożary, palono starbucksy oraz studentów prawa zaś nad wszystkim królowała niepodzielnie ta niszcząca obiekty muzyka, jaka płynęła ze sceny tego wieczoru. Zielonogórska machina śmierci z wiekiem nie straciła nic ze swej energii tylko zyskała na diaboliczności i sile, która z miejsca porwała do radosnego szerzenia przemocy pod sceną, zaś wszystkim komenderował Bastis ze swoim obłąkanym spojrzeniem. Pięknie tego wieczoru było, szczególnie, że grano takie ciosy, jak „Necromancer”, „Masochistic Devil Worship” (poprzedzone przyjemnym dla ucha intrem), „Satanic Metal Attack”, „Infernal Storm”. Nie mogło również zabraknąć klasyka nad klasykami, czyli kultowego „Road to Treblinka” (potężnie mnie jara, że na żywo ten kawałek brzmi z dziesięć razy bardziej ciężko i złowrogo niż na płycie. Aż czuć odór rozkładających się trupów i smród dymu z krematoriów), czy dzikiego i perwersyjnego „Blood Bondage Flagellation”. Wybornie! Niestety występ uległ mocnemu skróceniu, bo zamiast o 23 peany śmierci ucichły ok. 22.30 ale na otarcie łez odegrano znane i lubiane „Fuck Off And Die”.

Podsumowując, bez używania języka nienawiści, rok 2019 został otwarty na nasyconej kobiecie lekkich obyczajów. Zagłada, jaka przetoczyła się przez polską ziemię, TĘ ZIEMIĘ, pozostawiła po sobie jedynie zgliszcza, stosy trupów i tony pustych puszek po piwie. Wrocławski koncert był istną petardą i mogę sobie tylko życzyć, oraz czytelnikom Kejosa, by ten rok był muzycznie równie dewastujący, jak ten gig!

Autor

57 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *