Witnessing the Idimmu’s Upgrade Tour 2011; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 27.02.2011

Daaawno już się nic w Rzeszowie nie działo. To znaczy, daaaawno nie działo się nic ciekawego, bo pomijam takie cuda jak Noc Kraboludzi czy gigi egipsko-mezopotamskich wikingów z Radymna. Tym razem jednak na przejażdżkę po Polsce wybrali się Francuzi z Svart Crown i zespoły wspomagające.

 

I nie wiem, czy to głód porządnego metalu spowodował, czy to, że supportami były kapele z Podkarpacia, ale w Od Zmierzchu Do Świtu dawno nie było już tylu ludzi. To znaczy, nie było tak, że igły nie wciśnie, ale było sporo, ponoć nawet więcej niż dzień wcześniej w Krakowie. W klubie zjawiłem się wcześniej celem odpytania kogoś ze Svart Crown i zamieszczenie stenogramu na Kejosie, hehe. Tak mi się dobrze siedziało z JB, że nawet jak poszedł ciężko mi było ruszyć dupę i zobaczyć otwierający całość Noctis. Przyznam się – nie widziałem ani kawałka, zaś opinie na temat występu Rzeszowiaków były skrajnie różne. Więc ja zamilknę.

 

Ale już Beheading Machine widziałem. Krośnieńska grupa mocno zafascynowana brutalnym i pogmatwanym death metalem przyciągnęła pod deski kilka osób. W ogóle miałem wrażenie, że każda grupa, która występowała tej niedzieli przywiozła swoich fanów, hehe – oczywiście poza Svatr Crown. Choć z drugiej strony, jeśli ktoś z Francji przyjechałby do jakiegoś Rzeszowa na ich gig – wówczas pełen szacun. Ale wracając do Beheading Machine – powiem szczerze, że to nie jest moja muzyka, dla mnie death metal powinien być prosty i jebać piwnicznym fetorem. Tutaj klimat był zgoła inny, ale nie da się ukryć, że było brutalnie – dwóch wokalistów (w zasadzie nie wiem po co, obaj mieli taką samą barw growlu) zaanektowało przestrzeń pod podwyższeniem i przechadzało się między pogującymi fanami. Tak, pogującymi raczej jak na woodstocku, wyglądającym również jak od Owsiaka, hehe. Potem natomiast radośnie rzygali w kiblu, w takim stanie młodzież była, hehe. A jeśli o meritum mowa – uważam, że Beheading Machine dupy nie dało, młodziaki z nich, ale radzili sobie nieźle, choć muza jak już powiedziałem, z innej niż ja bajki.

 

Po Beheading Machine deski przejął pan Levi i jego Neolith. Młodzież poszła rzygać do kibla, pod sceną szalał zaś już tylko jeden maniak death/doom’u w wykonaniu krośnieńskiego zespołu. Choć część muzyków wcześniejszej kapeli została na scenie, gdyż napieprzała również w Neolith.I w takim składzie kapela dała całkiem przyjemnego ognia! Choć miałem wrażenie, że brzmienie mieli całkowicie spieprzone, bo Levi’ego słychać było słabo, a gitary zlewały się w jedno. Kapela wybrała ze swojej dyskografii najbardziej energiczne i brutalne kawałki, mocno skupiając się na nowym albumie, ale i to zdało się dziwce na majtki, bo publika stała jak zaczarowana. Cóż, takie czasy.

 

Okej, po kapeli z Krosna przyszła pora na mielecki Preludium. Ja muzykę tej kapeli bardzo lubię, więc w zasadzie chyba to na nich najbardziej czekałem podczas całego koncertu. No i weszli na scenę, którą po chwili owiły dymy, a z głośników pierdolnęła potężna dawka brutalnego death metalu. I pod sceną się zagęściło, hehe, bo w porywach znajdowało się tam aż sześć osób. Czyli numerologia była zachowana. Dziamar zachęcał innych, no ale metal na koncercie się nie bawi, bo mu koszulkę porwą jeszcze. Niemniej jednak Preludium rozjebywało nas sukcesywnie przez około pół godziny. Jak ich poprzednicy tak i Mielczanie skupili się raczej na nowszej części swojej twórczości, co się opłaciło, bo ja byłem usatysfakcjonowany. Fajnie, że Preludium bierze się ponownie za koncertowanie, bo ich muzyka wiele zyskuje przy bezpośrednim pierdolnięciu w nochal.

 

Po koncercie Mielczan sprawdziłem merch, nabyłem dwie płytki, choć oferta była iście kusząca – oprócz płyt i koszulek Svart Crown można też było nabyć pocztówkę z okładką ich ostatniego krążka (na walentynki jak znalazł), a także specjalny pack: płyta, koszulka i matka wokalisty Francuzów za jedyne 200 zyli, hehe. Jednak rysunek tejże matki nie zachęcał do poważniejszego rozpatrywania tej niewątpliwej promocji.

 

Po Preludium przyszła kolej na główne danie dzisiejszej wieczerzy – francuski Svart Crown. Kapela bez jakiegoś powalającego stażu, ale z dwoma bardzo dobrymi albumami na koncie. Ciekawy miks black i death metalu może przywodzić na myśl choćby nasz Hate – dla mnie jest to akurat pozytyw, hehe. Cóż, weszli na scenę i po krótkim intro zaprowadzili na niej swój porządek. Ich muzyka charakteryzuje się niezłym, diabelskim klimatem, dokładnie takim, jakim epatują inne francuskie kapele, ot na przykład Arkhon Infaustus. Svart Crown skupili się w większości na nowym krążku – „Witnessing The Fall”. Pod scenę ruszyło nawet kilka osób więcej i bardzo dobrze, bo wstyd przed gośmi z zagranicy byłby okrutny, gdyby baniakiem machały trzy osoby. A było przy czym machać, powiadam po raz wtóry. Pomiędzy utworami puszczano z głośników interludia, całkiem nieźle wpasowujące się w klimat ich muzyki i dające chwile wytchnienia tak fanom jak i kapeli. Chwilami puszczano też dymy, przez co atmosfera zyskiwała na pierwiastku diabelskości. Kapela zagrała coś około dziesięciu utworów i nawet bisowała – choć uwierzcie mi, zachęcenie rzeszowskiej publiki do wykrzesania z siebie kilku głośniejszych sylab to nie lada wyzwanie. Niemniej jednak Svart Crown wyglądali na zadowolonych koncertem i mieli do tego pełne prawo – dupy nie dali.

 

Okej, pierwszy rzeszowski gig w tym roku był zarazem bardzo dobrym gigiem i mam nadzieję, że będzie to zaczątek dobrej passy. Mam nadzieję, że organizator nie straci animuszu i jeszcze nie raz sprowadzi młodzież na złą drogę przy tak dobrych dźwiękach.

Zdjęcia z narażeniem życia swojego oraz aparatu Czarna666. Więcej – tam gdzie zwykle.

Autor

10013 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *