Venom, Hellias, Frostbitten Kingdom; Kraków, Klub Kwadrat; 23.06.2010

Cały dzień zaczął się chujowo. Na dzień dobry zjebała mi się maszynka do włosów zaraz po przejechaniu jednego paska na łepetynie. Potem wraz z Alcoholocaustedem przechodziliśmy gehennę próbując zebrać wszystkich venomowych wycieczkowiczów (porażająca horda ośmiu osób) w jedno miejsce. Gdy już się i to udało, okazało się, że wyruchał nas kierowca zamówionego busa i nie przyjechał. Nerwówka. Godzina 17:00 a my wciąż w Rzeszowie. Bramy otwierać mieli o 19. Mieli, ale i tak było inaczej, o czym za chwilę. Gdy w końcu wjebaliśmy się w pociąg i otworzyliśmy pierwszą wiśniówkę trochę się wyluzowaliśmy. Godzina 19:40 – dojeżdżamy do Krakowa. Kwadrans wcześniej dostaję SMS, że… Hellias gra już trzeci kawałek. To o której oni kurwa zaczęli?! Na plakacie pisze jak byk, że 19:00 otwarcie bram, 20:00 start koncertu. Ja cież kurwa pierdolę, ale burdel. I tak się cieszę, że odwołano warszawski koncert, a nie krakowski…

Dobra, już spieszę mówić po co to w ogóle piszę. Bo kurwa mać, Venom przyjechał do Polski po raz pierwszy! Pierwszy!!! A ja przez zajebane pechowe zbiegi okoliczności mogłem ich w ogóle nie zobaczyć, albo zobaczyć jedynie część ich koncertu!!! Dobra, w dupie mam, już się wyładowałem, przejdźmy do samego gigu. Klub Kwadrat położony jest od spory kawałek od centrum Krakowa, dokładnie trzynaście przystanków od dworca PKP. Gdy nasza wesoła gromada dotarła do klubu zadziwiła mnie przede wszystkim niewielka liczba maniaków jak na taki zespół. Zwłaszcza, że ponoć bilety z Warszawy obowiązywały i na Kraków. Rację pewnie ma Ef, który stwierdził, że przecież w większości Ci, którzy widzą, że Venom rządzi (deptaj krzyże!), to mają po cztery dychy na karku i gromadkę dzieci do wykarmienia. Na moje oko w Kraku było z 600 – 800 osób.

Jak już zaznaczyłem, nie dane było mi zobaczyć ani lokalnego thrash metalowego Hellias ani fińskich black metalowców z Frostbitten Kingdom. Ponoć nie wiele straciłem, ale sam fakt zaczęcia godzinę wcześniej wkurwił mnie totalnie. Po szybkim piwie w hallu gawiedź zaczęła schodzić się do środka. Światła zgasły, prącia się obudziły… „Ladies and Gentleman – from The very depths of Hell…” Ja pierdolę, to się dzieje naprawdę! Na scenę wtargnął Rage, Danny „Danté” Needham, no i oczywiście głównodowodzący – Cronos, co to w dowodzie ma Conrad Lant. Tym samym Venom rozpoczął swój koncert!!! Nie mogli zacząć od niczego lepszego: „Black Metal”! Zespół odgrywa kolejne partie, ludziska wyśpiewują następujące po sobie wersy i oczywiście chóralne „Lay Down Your Souls To The God’s Rock and Roll!!!”, przy których widzimy tysiąc pięści uniesionych w górze! Kurwa, Cronos w zasadzie niewiele się zmienił, wszak cały czas miał półkole do połowy głowy, hehe – gdy tylko nie śpiewa nachyla się wygrywając swoje partie i szczerzy zęby w krzywym uśmiechu. Po hymnie „Welcome To Hell” poleciał numer z ostatniej „Hell”, bodajże „Streigth To Hell”, następnie „Open The Gates Of Hell”, by piekielnej serii stało się zadość. Pod sceną młyn – oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć, hehe – a obiecywałem sobie, że będę obserwował z dalszej odległości, no ale nie da się po prostu inaczej, gdy ze sceny sypią się nieśmiertelne petardy w stylu „Countness Bathory”! Kurwa, przyznam się, że nie sądziłem, że kiedykolwiek usłyszę to w ich wykonaniu na żywca! Cronos jak na gościa, któremu za niedługo stuknie półwiecze, naprawdę trzyma się wyśmienicie, zresztą to samo tyczy się nowego gitarnika (choć ten akurat młodsze pokolenie) – ruch na scenie był nieustanny, obydwaj co chwila podchodzili na jej skraj, by wyciąć kilka partii nad głowami rozszalałej publiki. Poza tym dobór utworów był niesamowity, bo i te nowsze numery miały w sobie nieopisaną moc, choć jakoś zbyt wiele ich nie było, może z cztery, góra pięć. Trochę szkoda, że z bardzo dobrej płyty „Ressurection” usłyszeliśmy jedynie „Black Flame Of Satan”, no ale to zdecydowanie najbardziej koncertowy numer z tego opusu. No i tak jak było w refrenie, wszyscy robili Hail! Czarnemu Płomieniowi Szatana, hehe. Zresztą, jakbym miał żałować każdego genialnego numeru, którego Venom nie zagrał, a mógłby to by nie starczyło miejsca. Kapela uraczyła nas też krótkim medleyem, w którym zawarła bodaj strzały z „Possessed” plus inne, a także monumentalnym „At War With Satan” czy utworem, który ponownie doprowadził publikę do wielokrotnej ejakulacji – „In League With Satan”. No sami widzicie, że było szatańsko – czujcie się zobligowani do tego, by żałować po wsze czasy, że Was tam nie było. Nawet brzmienie w Kwadracie było na tym gigu genialne! Po około godzinie Trójca zeszła ze sceny, by po chwili znów na nią wskoczyć, wywołana skandowanie publiczności. Co na koniec? Riff nie do podrobienia, dzikość i energia – „Witching Hour”!!! Piekło o którym Angole śpiewają w refrenie osiągnęło apogeum, w młynie nie liczą się już zęby, kończyny czy pomniejsze obrażenia! Nagle stop, koniec, Venom podziękował i zszedł ze sceny już na dobre, mimo skandowania maniax…

Kurwa, ten koncert był tak genialny, że po nim zapomniałem już o całej reszcie. Zebrawszy hałastrę w kupę, dokooptowawszy kilku znajomych udaliśmy się w drogę w stronę dworca, popijając po drodze browary i inne takie cuda. Kurwa, dla mnie koncert, którego pewnie nie zapomnę do końca zafajdanego życia, bo Venom nawet i na ukulele mógłby zagrać – i tak by zmiażdżył. W sercu zaś po czasów kres wyryte będę miał jedno trywialne zdanie – VENOM RZĄDZI, DEPTAJ KRZYŻE!!!

P.S. Foty autorstwa Szajby oraz Piotra Sz. – Cronos Wam w rogatych dzieciach wynagrodzi!

Autor

10093 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

2 komentarze

  • Tak…to prawda !!! To był koncert roku, a nawet kurwa dekady. Coś piekielnie wspaniałego, podniosłego i mistycznego. Hail.

  • kurwa mnie nie było i do tej pory nie mogę odżałować… ale czemu Tymko relacji nie skrobnął?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *