Untamed & Unchained Tour 2014: Mgła, Mare, Svartidauði, One Tail One Head, Bestial Raids; Kraków, Lizard King; 07.03.2014

mgła„O kurwa” – powiedziałem, gdy doszły mnie pierwsze nieoficjalne słuchy na temat tego koncertu. Sporo czasu jeszcze upłynęło, zanim ponownie powiedziałem „o kurwa” – gdy data i skład imprezy były już potwierdzone. „O kurwa!” – myślę sobie, ilekroć wspomnę co działo się tej piątkowej nocy w Krakowie. Ale po kolei.

Wyjazd na krakowski odcinek trasy Untamed & Unchained Tour 2014 był zaplanowany w najmniejszych szczegółach. Ale tradycyjnie, trochę się pokomplikowało, hehe – niemniej jednak dawno już rzeszowska ekipa nie jechała na koncert na dwa busy, hehe. Nie, nie było nas tylu, ot pomyłka przy zakupie biletów spowodowała, że część z nas musiała szukać alternatywnego środka transportu. Przez co zostaliśmy z Pathologistem z dwiema flaszkami do zrobienia, heh. Ale jakoś się dało, trochę zostawiło, no i wszystko grało. Do Krakowa przybyliśmy w dobyrch humorach jakąś godzinkę przed koncertem. Spod dworca zgarnął nas Tomasz z Medico Peste, po drodze odszukaliśmy resztę załogi i dokończyli konsumpcję. W międzyczasie zostałem zjebany na chodniku przez starą zakonnicę, ot tak – za damski chuj, hehe. No nic, kult unosił się nad koncetem, to może ją w oczy gryzło. Ludzie to jednak są…

SONY DSCPoczątkowo obawiałem się lokalizacji tego gigu – Lizard King to klub fajny, ale jakoś nie wyobrażałem sobie podziwiania takiego Bestial Raids siedząc przy stoliku z lampką, hehe – na szczęście organizator był ogarniętym typem i wszelkie sprzęty niepotrzebne zostały usunięte. W ogóle za organizację należy się szóstka, potrójna oczywiście – dwa wejścia, kilka szatni, cztery bary – no kurna, najwięksi mogą się uczyć. Ludzi już wtedy było sporo, a przecież dopiero się złazili. My wtarabaniliśmy się do środka, zlokalizowali kilka znajomych mordeczek, ale nie pogadali długo, bo oto na scenę weszła pierwsza kapela. Bestial Raids – może stylistycznie odbiegali od pozostałych kapel, ale tak po prawdzie – nie szkodzi. Ja tych świrów mogę oglądać non stop. Wiadomo, że mają w swoim secie kilka numerów, które muszą się pojawić („Ceremonial Bloodshed” czy „Debauchery Enthroned” z ostatniego albumu) i które za każdym razem wgniatają w ziemię – tak samo i tym razem. Dodatkowo kapela zaprezentowała nowy utwór (albo nawet dwa) i nie pozostawia to żadnych wątpliwości – jest jak zwykle na co czekać. Pod sceną oczywiście rozpętało się łyse piekło – łyse, gdyż 90% maniaków spod sceny nie ma owłosienia czaszki, a ponadto nie nosi mniejszych koszulek niż XXL hehe. Jak dla mnie było to świetne rozpoczęcie całego misterium.

SONY DSCW międzyczasie ludzi do klubu dobywało, atmosfera gęstniała… Na scenie zawisła płachta z charakterystycznym wężem, wiadomo więc było, kto zaraz obejmie deski Lizard King. One Tail One Head. Zastanawiam się tylko, co to za moda na wciskanie się black metalowców w leginsy czy jakąś inną lajkrę, hehe. Ale chuj, przecież nie przyjechałem na Kraków Fashion Week, tylko na Untamed & Unchained Tour, więc liczyło się coś innego niż aparycja muzyków. Muzyka. A One Tail One Head naprawdę sprowadziło strumień opętanego black metalu, z chorą, naprawdę chorą atmosferą i klimatem. Zaczęli chyba od „Rise in Red” na scenie spowitej w czerwonym świetle. Oczywiście nie mogło zabraknąć „The Splendour of the Trident Tiger” – ten kawałek ma chory drive, wibracja jaka płynęła ze sceny była wprost nie do opisania – choć są i głosy oddzielne, że One Tail One Head wypadło najmniej ciekawie ze wszystkich zespołów tego wieczoru. No moim zdaniem przeciwnie – to był naprawdę świetny gig. Luctus co chwila odwracał się dupą (choć pewnie chodziło mu o plecy i biały odwrócony krzyż) do publiczności, przyklękając jakby przed logówką i nie wiem, czy to jakiś symbol miał być, czy coś innego. Nie ważne, na mnie zrobili niesamowite wrażenie.

SONY DSCPo rytuale Norwegów nadeszła pora na set Islandczyków. Svartidauði cieszące się chyba nawet większą estymą niż opisywani przed momentem Norwegowie zgromadzili pod sceną jeszcze większą ilość osób. Ja sam podczas ich gigu przemieszczałem się w różne miejsca, bo tok robił się znaczny. Ich muzyka to już inny strumień ciemności – nie ma tak koncertowego drive’a jak One Tail One Head, przez co maniacy pod sceną raczej stali i obserwowali, niż aktywnie nakurwiali w młynie. No ale takie utwory jak „Psychoactive Sacraments” nie są stworzone do jakiegoś tam moshu. Kapela miała kilka problemów ze sprzętem przez pierwszą część koncertu, ale dali radę. Wizualnie – nie wiem czemu, ale przez te maski na twarzach miałem cały czas skojarzenie z bandą rzezimieszków z „Lucky Luke’a”, hehe. No wiem, głupie są moje skojarzenia i nie na miejscu. Muzycznie – opętanie i trans, choć łapałem się na tym, że chwilowo czekałem, aż jednak kapela lekko wzmocni swój przekaz. Ich numery są dość długie i jeśli człowiek się nie skupił podczas ich koncertu, to mogło to zahaczać o monotonię. Szczęśliwie – było to odczucie bardzo rzadkie i gig Svartidauði mogę zaliczyć do udanych.

SONY DSCDłuższa przerwa nastąpiła przed kolejną norweską kapelą, przez wielu wyczekiwaną z największym napięciem. Oczywiście chodzi o Mare. No ale tutaj jednak przygotowania było trochę bardziej absorbujące niż tylko czaszka na podeście (która oczywiście również była) i płachta za plecami zespołu. Stół, świece, kadzidła… moża i dla jednych kicz, ale po obejrzeniu setu Mare uważam, że był to czynnik sine qua non. Bo u nich już nie było koncertu. Był rytuał. Prawdziwy rytuał. To jest też naprawdę zadziwiające, że takie kapele jak oni lub też dwie opisane wcześniej pomimo braku jakiejś imponującej dyskografii, katalogu składającego się z kilku materiałów zaledwie potrafią przyciągnąć tyle ludzi z bardzo odległych miejsc kraju. Scena bardzo skąpo oświetlona, w większości jedynymi źródłami światła były chyba świece – olbrzymi plus na rzecz atmosfery. W dźwiękach nawiedzonego intro kapela powoli weszła na deski klubu, a ciśnienie wśród publiki już sięgało zenitu. Eskil w kapłańskich szatach, reszta kapeli rozpoczęła stojąc tyłem do publiki… A gdy popłynęła muzyka – magia. Czarna magia, gwoli ścisłości. Przyznam, że nie znam dokładnie ich dyskografii, no ale raczej na pewno w czasie ceremonii poszło „Black Magic Funeral”, „Nachtmahrwalzer” i chyba „Nidrosian Moon Sabat”. Całość koncertu obserwowana w skupieniu – to znów raczej nie było pod sceną młynu. Nie ta stylistyka. Muzyka Mare jest do chłonięcia, zdecydowanie, kapela była skupiona na odprawianym rytuale nie mniej niż publiczność. Całości doprawiała scnografia. Czaszka tu czy tam jednak miła oku podczas takiego koncertu, heh – przynajmniej jak ktoś nie jest grabarzem albo lekarzem. Genialnie, zaprawdę genialnie i tutaj już nie spotkałem się ze zdaniem odrębnym co do poziomu gigu Mare. Choć przyznam, że w którymś momencie zostałem wezwany przez pęcherz, by spłacić dług naturze. W takim momencie! Przyznam, że wybiło mnie to lekko z rytmu koncertu, ale nic człowiek nie poradzi, chyba, że zacnie chodzić na koncerty z cewnikiem czy czymś. Albo po prostu mniej napojów… Następnym razem spróbuję.

SONY DSCPo koncercie Mare trzeba było wymienić się wrażeniami przy piwku, co wpłyneło na to, że spóźniłem się na początek Mgły. Oczywiście jest to zespół znany (chyba) wszystkim, więc zbędne jest wielkie wprowadzenie. Nie wiem, jak często mają próby, no bo przecież koncertowo to jedynie od wielkiego dzwonu mają szansę się sprawdzić (swoją drogą, taki event w Krakowie powinien być uczczony biciem Zygmunta, nieprawdaż?), ale koncert był wyborny. Naprawdę. Trudno sobie wyobrazić lepszy zespół na tę okazję z Polski (choć żałowałem, że całości nie otwiera na przykład Medico Peste). Pod sceną zrobiło się kurewsko gęsto – od pogłowia metalowego, jak i od atmosfery, rezultatem czego, musiałem znaleźć sobie kawałek miejsca dość daleko od desek, na których występował Mikołaj z kompanami. W przypadku Mgły przekaz wizualny jest ograniczony do minimum – żadnych czaszek, świeczek – tylko zespół, muzyka i gra świateł. To wszystko. A ciary do teraz. Ja wiem, to takie kucowskie określenie, ale oddające w pełni to co działo się na scenie – nie będę się wysilał na szukanie innych słów. Ich numery na żywo zyskują jakby inny wymiar. Surowość i chłód. Tylko miałem wrażenie, że Mgła zagrała ciut za krótko. A może to mi czas tak szybko zleciał?

Mgła zakończyła cały koncert w iście mistrzowskim stylu. Rzeszów powoli zbierał się do kupy, co nie było łatwe, zwłaszcza, że po drodze mijało się coraz to innego znajomego i z coraz to innym zamieniło słówko czy pięć. Koniec końców jednak po północy wydostaliśmy się z klubu i udali na dworzec zahaczając o McDonald’s – pani sprzedajaca nie zrozumiała mojego żartu, mianowicie że poproszę podwójną McFurię. Musiałem zadowolić się czymś innym. W busie zalegliśmy snem sprawiedliwych.

Takie trasy zdarzają się bardzo rzadko – ma to swoje plusy, rosnące napięcie i oczekiwanie. Tym razem moje oczekiwania zostały spełnione. Genialny koncert. Olbrzymie podziękowania dla organizatora, że postarał się ściągnąć takie zespoły do Polski – zazwyczaj omijanej przez najlepsze zespoły. Co będzie następne?

 

Autor

9688 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

3 komentarze

  • Luctus przyklękał nie dla kultu jeno dla flaszki, którą ochoczo obtrąbiał 🙂

  • E, Oracle! „Sine qua NON”, a nie „none”.

    Wszystko git, tylko za dużo ludzi jak dla mnie. Serdecznie pozdrawiam również zjebów którzy podczas koncertu Mare wznosili ręce w górę w uniesieniu i robili „łaaaaaaaaaa”. Browar dla kogokolwiek, kto otworzył okno w palarni, chociaż pod koniec dym napierdalał nawet w okolicach merchu. Brzmienie na Mgle wyjątkowo chujowe, zespół swoje a pan gałka swoje. Poza tym było mocno sympatiko. 😉

    Pozdrawiam, Pan Przypierdalator.

  • Hah, już poprawiam, nie wiem, czy zjebana autokorekta, czy zjebana auto – głupota zawiniła ;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *