Trauma, Tankograd, Atropine; Rzeszów, Klub Vinyl; 18.10.2019

Trauma w Rzeszowie to już coś w rodzaju tradycji. Raz na jakiś czas ci weterani śmierć metalu po porostu muszą u nas zagrać. Na wiosnę z nie dojechali, teraz musiało się udać. Termin zaplanowano na piątek wieczór, dobry termin na wychylenie kilku piwek przy dobrej muzyce.

Do klubu wpadłem kilka minut po 20, a okazało się, że koncert pierwszego zespołu już trwa. Rozpoczynać miała miejscowa załoga, czyli Atropine. Przesłuchałem przed piątkowym wieczorem ich debiutancki materiał. Jeden raz… Nie będę ukrywał: nie należę do wielkich fanów śmierć metalu, wolę inne gatunki. Jak już mam się zabierać za ten gatunek, to wolę sobie posłuchać np. Morbid Angel, a nie rzeszowskiej wersji Morbid Angel… Jeśli jednak łykacie death metal w każdej postaci i w każdej ilości to możecie sprawdzić „Death Is Coming…”. Ja postałem pod sceną ze dwa numery, obróciłem się na pięcie i poszedłem do baru. Generalnie koncert nie był zły. Wspomniały mi się czasy kultowej knajpy „Rejs”, w której odbywały się imprezy, na których grało 4-5 kapel, a każda z nich brzmiała dokładnie tak samo, jak Atropine 18 października 2019 roku.

Przy barze atmosfera miła, kolejek większych brak. Zresztą frekwencja nie należała do najwyższych. Nie było też, na co narzekać. Optymalna ilość ludzi: sala koncertowa wygląda na pełną, bawić się ma kto, a większych kolejek do kibla czy po piwo nie stwierdzono. Zaopatrzyłem się w browarka i już z czeluści palarni śledziłem dalsze poczynania Atropine.

Potem nastąpiła dość długa przerwa i na scenie zainstalował się Tankograd. Przyznam szczerze, że wątpię, żebym się ruszył na ten koncert, gdyby oni nie grali… „Totalitarian” bardzo mi się podoba i chciałem zobaczyć, jak ta muzyka sprawdzi się na żywo. Na scenie pojawiły się dwie lampy z motywem czerwonej gwiazdy, a po krótkim intro na cenę wyszło 4 gości ubranych w wojskowe mundury. A przynajmniej większa część z nich… Jeśli chodzi o set listę, to w zasadzie zagrali to, co aktualnie mają w swoim dorobku. Poleciała cała płyta „Totalitarian” oraz cała EP-ka „Mir”. Wizualnie wyglądało to naprawdę dobrze. Główny dowódca Tankograd miał fajny kontakt z publiką. Muzyka, mimo tego, że jest to doom, nie ciągnęła mi się i nie nudziła. Muszę się jednak przyczepić do brzmienia. O ile gitary i perkusja brzmiały bez dramatu to wokal, szczególnie w wyższych rejestrach, był nagłośniony fatalnie… Psuło mi to odbiór… Dodatkowo psuł mi go jeden jegomość, znany dość dobrze bywalcom rzeszowskich koncertów. Typ najebany totalnie zmęczył się najwidoczniej do tego stopnia, że najpierw przysiadł na scenie, a potem się pod nią położył i pewnie planował drzemkę, ale mu to do końca nie wyszło. Występ trwał jakieś 50 minut. Podobało mi się. Niestety wśród znajomych krążyły przeciwne opinie… Cóż, nie każdemu się wszystko może podobać. Mnie się podobało na tyle, że od razu po koncercie zakupiłem sobie debiut i pogadałam nieco z wokalistą. Dobry występ.

Teraz musiało nastąpić uzupełnianie płynów. Zeszło mi ono nawet może trochę za długo, bo gdy szedłem na papierosa, Trauma już zaczęła. Kilka razy już ich widziałem, z płyt zatrzymałem się „DetermiNation” i nie mam większej ochoty sprawdzać nowych rzeczy, choć dotarły do mnie opinie, że ostatnia płyta warta jest chwili uwagi. Przed koncertem przesłuchałem sobie moje ulubione wydawnictwo tego składu, czyli koncertówka „Crash Test – Live” i mi to do szczęścia starczyło. Postałem chwile, poleciały jakieś numery, których nie znałem i poszedłem dalej. Pic piwko, konwersować i raczyć się dymkiem. Wróciłem jeszcze na chwile w okolice sceny, gdy poleciało „Dust (Kill Me)”, a od rozmowy oderwał mnie jeszcze jedynie największy klasyk, czyli „Suffocated in Slumber”.

I tak to w skrócie wyglądało. Wieczór zaliczam do bardzo udanych i zakładam, że w niedalekiej przyszłości, Trauma znowu zawita do mojego miasta…

Autor

772 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *