The True Blasphemy Night Act V – Riese, Offence, Anthem, Genital Putrefaction; Gdańsk, Protokultura; 15.10.2016

thetrueblasphemynightactvUpłynęło już trochę czasu w tej Martwej Wiśle, kiedy to ostatnie dźwięki V edycji The True Blasphemy Night zostały wydobyte z czeluści postindustrialnej Protokultury. Wypadałoby więc napisać małe co nieco, z karawaniarskiego obowiązku, jak sama impreza przebiegła. Będzie krótko i na temat.

Sobotni, zimny jesienny wieczór rozpoczął się niemal punktualnie. Jako pierwsi na scenie pojawili się panowie z Riese. Kapela Sproketa ma za sobą już sceniczne rozdziewiczenie właśnie na deskach Protokultury. I co by nie mówić, ich kolejny – bodaj 3 występ – należał do równie udanych, co poprzednie. Pięknie pracujący bass, growl niski ale i zadziorny i do tego piękne, łupiące czaszkę, blasty. Bardzo ładny, miejscami gruzowaty death metal z pod szyldu tej kapeli mógł podobać się każdemu, kto choć trochę lubi północne rejony naszego kontynentu. Mam cichą nadzieję (i nie tylko ja), że w końcu materiał ten ukaże się na fizycznym nośniku, bo potencjał tej kapeli jest naprawdę spory i jeśli lenistwo – tudzież brak czasu – nie pokona gdańszczan, może nam urodzić się kolejny, zacny hord na krajowej, podziemnej scenie.

anthem
Anthem

Kolejnym egzekutorem tego wieczoru byli twórcy całkiem klawego krążka “R.A.W.”. I potwierdzam, Offence jest w naprawdę bardzo dobrej formie. Ich death metal oscylujący w rejonach szwedzkiego grania, z mocnym i chropowatym, jak teściowa po litrze wódki, wokalem i całkiem zacnym pierdolnięciem w sekcji rytmicznej sprawiły, że moje nierzetelne karawaniarskie serducho zaczęło bić mocniej he he… Przemoc i nienawiść wylewająca się z każdego dźwięku ślązaków wprowadziła mnie w błogi stan umierania i przez chwilę poczułem się jak górnik po zawale w kopalni, tracący powietrze i widzący przed swoimi oczyma światło gasnącej latarki, zwiastującej koniec żywota i odbierającej resztki nadziei na przeżycie. Taki metal śmierci to ja rozumiem i mam nadzieję, że nowe kawałki zagrane podczas tego koncertu (niestety jeden z gitarzystów nie dotrwał do końca występu hehe) równie mocno zdewastują mój słuch na albumie studyjnym który jest już tuż tuż… A propos właśnie ogólnego brzmienia całej imprezy. Gałowy naprawdę się postarał i jak nigdy wyciągnął ładny sound tego wieczoru dla wszystkich kapel. W końcu wszystko miało ręce i nogi i mam nadzieję, że w przyszłości będzie również obsługiwał tą imprezę.

Wracając. Jeśli o nowych albumach mowa. To i poznański Anthem również jest w przeddzień wydania nowego krążka. O nich wiele nie trzeba pisać. Nie dlatego, że na to nie zasługują, ale dlatego że przyjebali konkretnie i na temat. Bez zbędnego pierdolenia i owijania w bawełnę. Prosty, konkretny przekaz: wpierdol. I tak właśnie było. Z resztą patrząc na frontmana (Vivi) miejscami odnosiłem wrażenie, że ma on ochotę skoczyć ze sceny i zadać kilka ostrych ciosów zebranej publice w przypływie scenicznej adrenaliny hehe… Zacnie, mam nadzieję, że Anthem jeszcze zagości w Trójmieście i da równie odjebaną sztukę jak tego wieczoru.

Genital Putrefaction
Genital Putrefaction

Jako ostatni na scenie pojawili się panowie z Genital Putrefaction. Ile to już na tej scenie ? Ponad 20 lat grania chyba będzie. A ile wypite, a ile wypalone a ile… a z resztą nie ważne he he…. Gdyby spojrzeć na wiek poszczególnych muzyków można by było odnieść wrażenie, że oddział geriatryczny powoli zaczyna otwierać swoje drzwi, ale nic z tych rzeczy. Genitale trzymają się dobrze, stoją na scenie równo i twardo – jak na genitali przystało – i tego dnia po prostu wyszli i pozamiatali. I choć mocno już nadgryzieni przez procenty, nie pozwolili zebranej publice się nudzić. Kop w mordę był solidny (na tyle, że werbel nie wytrzymał uderzeń pałkera), ale i śmiechu co niemiara (dzięki Robert!). Zwieńczeniem całości był odegrany kawałek z repertuaru grupy Nebiros z materiału “Kurwa Satana” co pozwoliło tylko dopełnić występ tego zacnego hordu.

Co by nie mówić, każda z kapel tego wieczoru zagrała należycie, mocno i przede wszystkim odpowiednią dawką śmierci. Żalem jednakże może być tylko to, że frekwencja na tej edycji okazała się – delikatnie ujmując – niedostateczna, choć sprawiło to, że atmosfera była iście rodzinna. Szkoda, ale mam nadzieję, że Chrom nie da ciała i kolejna (równie ciekawie się zapowiadająca) edycja jednak się odbędzie.

Autor

329 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *