Protector, Imperator, Hell-Born, Offence; Warszawa, Klub Hydrozagadka; 4.10.2019

Wieść o tym, że po ponad trzydziestu latach do Polski powraca nie kto inny, jak legendarny Protector spowodowała u mnie nagłe powiększenie i utwardzenie przyrodzenia. A późniejsza informacja, że ich koncert otworzą Imperator i świeżo zreaktywowany Hell-Born jeszcze tylko bardziej ten stan ukonstytuowała, że tak się wyrażę.

Dlatego też w piątek, w sile trzech mężów wpakowaliśmy się w samochód i udali do stolycy, celebrować metal w najczystszej formie. Podróż zleciała całkiem przyjemnie, w towarzystwie whisky i piwka. Ani się spostrzegliśmy, a wylądowaliśmy w Hydrozagadce. Podoba mi się ten lokal i jego otoczenie, wspaniała knajpa obok o nazwie Chmury z bardzo ogarniętą ekipą – dostałem najpyszniejszego coffee stouta w swoim marnym życiu. Wychyliwszy go szybko udaliśmy się na koncert.

Nie udało nam się niestety obczaić występu Offence, bo coś nam się popierdoliło z godzinówką. W zasadzie wbiliśmy na chwilę przed wejściem na scenę Hell-Born. Oj, mocny to był bodziec, by ruszyć dupę do Warszawy. Obawiałem się trochę, jak to wszystko wypadnie. Ale kurwa, jak już weszli na scenę… zniszczenie. Choć słyszałem i zdanie odrębne, jednakże większość była raczej przychylna do mojej opinii. Świetny metal śmierci w ich wykonaniu rozruszał publikę pod sceną, w tym i piszącego te słowa. Kurwa, dawno nie miałem już takiej zadyszki w młynie. Starzeję się. Ale nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności, gdy ze sceny częstowano nas takimi numerami jak „Raise the Dead” (bardzo adekwatny numer do całego powrotu), „Black Flag of Satan”, „Darkness” czy „Hellfire”. Plus nowy numer też poleciał. Kurwa, czekam na pełniaka, bo czuję że to będzie rozpierdol. A Hell-Born w mojej opinii zaliczył naprawdę bardzo udany powrót.

Po nich nadszedł czas na sprawunki płytowe i alkoholowe, przejście się po niedużym klubie i jego okolicy. A potem z powrotem pod scenę, bo oto i na scenę wparował kolejny Wielki Powracający, czyli Imperator. I kolejny powód do trwogi – czy podołają? Bariel z Chrisem do składu dobrali młodych, ale kurwa, naprawdę dobrych muzyków i w takim składzie Imperator naprawdę ma rozpęd. Setlista to jak wiadomo – numery z „The Time Before Time”. Nie mogło się nie podobać. Choć pod sceną zrobiło się tłoczniej niż na Hell-Born, to ruch był jakby mniejszy, ale i tak wiele osób zdrowo napierdalało łbami. Wszystko brzmiało fantastycznie, widać też było, że muzykom ta reaktywacja sprawia przyjemność – nie wyglądali jakby przyjechali tu odegrać co swoje i zgarnąć hajsiwo.

No i główny powód mej bytności – Protector. Mam do nich sentyment, bo to właśnie oni wprowadzili mnie we wspaniały świat teutońskiego thrash metalu. No i przyjechali do Polski, żeby jeszcze go wśród publiki krzewić. Doskonale. Dawno nie byłem na thrash metalowym koncercie, a już nie pamiętam, kiedy byłem na tak dobrym koncercie thrash metalowym. Protector miał świetne przyjęcie już od samego początku. Nie mogło być inaczej, skoro zasypywali nas samymi hitami – „Misanthropy”, „Golem”, „Road Rage”, „Shedding Skin”, „Apocalyptic Revelation” czy „Holy Inquisition” to takie koncertowe strzały, że ja nie mam pytań. Protector na scenie to ogień i energia, a przecież panowie też nastolatkami już nie są. Martin, który przed koncertem przechadzał się po klubie w czerwonej, rozciągniętej koszulinie i był takim typem niemal do przytulania, po wejściu na scenę zamienił się w jebaną bestię. Niemal godzinny koncert to była prawdziwa lista życzeń maniaka Protector, choć z drugiej strony – oni mają tyle świetnych kawałków że na pewno ktoś czuł niedosyt. Ja na przykład żałuję, że nie poleciało „Only the Strong Survive”. Ale nie można mieć wszystkiego, a ten ich koncert na pewno zapadnie mi w pamięć na długo.

A po koncercie i szybkim pożegnaniu z częścią znajomków (było ich naprawdę wielu tego wieczoru w Hydrozagadce) udaliśmy się prosto do Rzeszowa. Przed kierowcą bowiem droga trudna i nużąca, więc nawet ja byłem (w miarę!) zdyscyplinowany, hehe… Generalnie – świetny gig i kolejny sukces ekipy Black Silesia. Pogratulować.

Autor

11161 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *