Pomerania Fest Vol. III – Verity and Fire; Gdańsk, Protokultura; 21.04.2018

Łysy: Na takie koncerty warto czekać. Nawet i 8 lat. Wtedy właśnie po raz ostatni Nokturnal Mortum gościł na polskich ziemiach i nie przypuszczałem szczerze mówiąc, że jeszcze kiedykolwiek może to nastąpić. Na szczęście organizatorzy Pomerania Fest postarali się o to, bym srogo się pomylił i już pod koniec ubiegłego roku zaskoczyli podając skład, a raczej główną gwiazdę III edycji festiwalu. Miałem więc nosa przeprowadzając się do Gdańska he he… Mniejsza o to, uzbrojony w bilet 21 kwietnia wraz z Wojtusiem i kobietami udaliśmy się do Protokultury na koncert.

Wojtuś: Również zacierałem rączki, od kiedy tylko pojawiło się info, że NM pojawi się na naszych ziemiach. Tym bardziej się cieszyłem, gdy zostały ogłoszone suporty, które nie owijając w bawełnę hehe miażdżyły. Tak więc 21 kwietnia odebrałem Łysego z przedszkola i ruszyliśmy dziarskim krokiem na imprezę (oczywiście uzbrojeni w odpowiednie trunki).

Ł: Tak jak i pierwsza edycja – która gościła Graveland – tak i tegoroczna nie mogła się odbyć bez drobnych kontrowersji. Odpowiednia reklama w prasie ogólnopolskiej wskazywała na to, że oto na terenach dawnej stoczni gdańskiej, kolebki tzw. solidarności, ma się odbyć koncert zespołów propagujących treści niezgodne – lekko ujmując – z prawem polskim. Cóż, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach znajomość danych tematów przez dziennikarzy ogranicza się do wiedzy pobranej nie tyle co z internetu, a od osób które z w/w tematem mają tyle wspólnego, co Urban z Honorem, czyli nic. Zlotu łysych wielbicieli wesołego pana z wąsikiem tego dnia nie zarejestrowałem, a tym bardziej skandowania haseł i czy też gestów prawnie zakazanych. To tyle jeśli chodzi o i tak przydługi wstęp, o który po prostu chciałem się pokusić. Z resztą Wojtuś pewnie powie to samo.

W: Zjazd fanów Adiego chyba musiał się odbywać w budynku obok, ponieważ nic zakazanego się nie odbywało. Tortu z prince polo również nie zanotowałem. Chociaż może to pryncypałki były? Jedynie co można było usłyszeć z oddali to odgłos pękających dup z powodu, że impreza się odbyła. A różne gazetki i ludzie bardzo się „starali”, żeby festiwal się nie odbył.

Ł: Ha! Nie mówiłem? Wracając do tematu. Nie spodziewałem się też, że tyle ludu zjedzie na tą edycję. Pojawili się goście zarówno z zagranicy jak i z najdalszych rejonów kraju (pozdro Piotrków!). To tylko pokazało, że cena biletu jak i odległość nie miała kompletnie jakiegokolwiek znaczenia dla ludzi, którzy tego dnia pojawili się w Gdańsku. Jedno piwko i trafiliśmy do kolejki która zaczynała się tuż przed klubem (dawno nie widziałem takiej liczby osób na koncercie metalowym w Protokulturze, brawo!) i po paru minutach wbiliśmy do środka. Od razu uderzyłem na merch celem uzupełnienia dyskografii Ukraińców. Ceny mogły się podobać, ale stuff znikał tak szybko, jak i się pokazał na kramach. Obkupiony mogłem udać się na pierwszy zespół tego dnia, czyli Proch.

W: A no ludzi zjechało się z całego świata! Finlandia, Rosja, Ukraina czy nawet Japonia! (hehe Metal Mania SAYUKI) Co do merchu ludzie się rzucali jak po mięso. Dużo i bogato, ale szybko wszystko schodziło.

Proch

Ł: Nie wiedziałem w zasadzie czego się spodziewać. Raz, że ostatnio w kwestii polskiego blacku nie jestem zbytnio na czasie (bo i nie widzę na chwilę obecną nic szczególnego w tym gatunku), a dwa kolejnie zespoły spiewające w ojczystym języku po prostu mnie z lekka już męczą. Proch tego wieczoru zaprezentował się całkiem przyzwoicie. Staroszkolne granie z odpowiednią dawką czarciego jadu rozbujała w miarę dobrze zebraną publikę. Set został oparty o wydany w tym roku “Trupi synod”, więc nie mogło zabraknąć tytułowego kawałka jak i chociażby “Nekromanty”. Całość ułożyła się w dobrze odegraną sztukę uzupełnioną o odpowiednie przedstawienie i rekwizyty. Cóż można więcej dodać ? Dobry występ i nic ponad to.

W: Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Szoł dla mnie chłopaki odjebali perfekcyjny. Zawsze robi mi się ciepło na serduszku, jak ktoś śpiewa po polsku, (Łysy się nie zna (nie marudź – przyp. Łysy)) tym bardziej, gdy wszystko zaciąga staro szkolną piwnicą. Trupi synod czaruje swym stęchłym i surowym klimatem i wnosi według mnie powiew świeżości, wreszcie ktoś, kto nie chce grać modnie i pod publikę. Zabrakło tylko papieża Stefana VI odpowiedzialnego za ten synod. Chwila przerwy i meldujemy się przy barze.

Azel’s Mountain

Ł: Po Prochu nastąpiła krótka przerwa podczas której skonsumowaliśmy Wojtusiem małą czystą (nie jedną tego wieczoru). Uzupełnienie piwnych płynów ze znajomymi szło na tyle dobrze, że spóźniłem się na Azel’s Mountain które wkroczyło na scenę punktualnie. I tutaj po raz kolejny zostałem pozytywnie zaskoczony, bo organizatorzy nie dość, że sprawnie wszystkim zarządzali, to jeszcze nie było obsuw. Może tylko brzmienie miejscami nie było takie jak trzeba, ale takie uroki koncertów. Wracając do Azel’s Mountain. Nauthiz to jednak potrafi w wokale. Czyste, pełne ekspresji dobrze współgrały z siarczystym, pagan black metalowym napierdolem. Nie jestem zbytnim fanem takiego grania, ale mogę z całym serduchem stwierdzić, że Azel’s tego wieczoru dał jeden z najlepszych show tego wieczoru. Wszystko tutaj grało. Była charyzma, moc i przede wszystkim odpowiedni, kozacko-muzyczny wpierdol. I o to chodzi właśnie w tej muzyce. Przyda się jeszcze jakaś sztuka na Pomorzu Panowie, oj przyda.

W: Również spóźniłem się lekko na występ chłopaków z Azel’sMountain, ale to tylko dlatego, że zagadałem się z Legionem z Dark Omens Prod. na temat problemów socjologicznych III świata. W klubie zrobiło się jeszcze gęściej a Azel’s rozsiewało swą ewangelię z „Góry milczenia”. Bardzo pyszny pagan/black! Tym bardziej, gdy mamy tu do czynienia również z polskojęzycznymi tekstami. Siarka i coraz to kolejne ostrzejsze riffy lały się z głośników, a ja wskoczyłem w wir zabawy, świdniczanie zrównali z ziemią publikę i postawili wysoko poprzeczkę dla reszty zespołów.

Ł: Po secie wrocławian ubezpieczyłem się w kolejne piwo i udałem się na dalsze pogadanki ze znajomymi. Tak, wiem. Chuj was to obchodzi, jednak tego dnia było tam tyle luda, że trzeba było nadrobić zaległości towarzyskie.

Biały Viteź

Ł: Nadeszła w końcu pora na Białego Vitezia. Podczas pierwszej edycji występ jak najbardziej mi się podobał. Tak i na tegorocznej nie miałem na co narzekać. Zespół zagrał jak najbardziej poprawnie a i ja byłem chyba tego dnia bardziej skory do potupania nóżką, o ile przy Białym Viteziu można tak czynić he he… Bardzo dobre granie, które chyba bardziej mi przypada na żywo aniżeli w wersji audio. Kiedyś w końcu dosiądę i nadrobię resztę materiałów, bo jest co. Nowe kawałki zabrzmiały naprawdę dobrze i mam nadzieję, że na stałe wpiszą się w setliste przyszłych występów.

W: Biały Viteź to prawdziwa perełka na naszym podwórku. Nie koncertują zbyt często, co tylko wzmacniało mój apetyt. Pod osłoną bitewnej mgły muzycy triumfalnie pojawili się na scenie i rozpoczęli swoje show! Było można usłyszeć parę nowych numerów z nadchodzącego albumu, ale i też wiele starszych hitów. Coraz to kolejne pieśni bitewne rozgrzewały publikę, a pod barierkami zawrzało. . Te wokale i riffy to coś niesamowitego…   Zgodzę się z Łysym, że na żywo wypadają o wiele lepiej niż płytowo. Po występie udało mi się złapać Wojmira na chwilę i wziąć go na krótkie spytki:

Wojtuś: A więc Biały Viteź zakończył swój występ, jak go oceniacie? Podobno był bardzo kontrowersyjny dla lewicowych mediów, które wieszały na Was psy. Czujecie się z tym dobrze, czy jednak mogłoby być lepiej.

Wojmir: Mogliby się bardziej postarać, za mało nas trochę zaatakowali. Jestem zawiedziony… Jak oceniam swój występ? Nie wiem, ciężko jest mi to zrobić. Zawsze uważa się, że mogłoby być lepiej, ale ogólnie jesteśmy jak najbardziej zadowoleni. Rzadko gramy i nie mamy zbyt wielu prób, więc ciężko jest się nam przygotować. Jesteśmy zadowoleni jak na takie możliwości, które posiadamy.

Powinno być więcej takich inicjatyw jak Pomerania Festival?

Nie wiem, czy powinno być więcej takich inicjatyw, nie wiem, czy jest dla kogo to robić. To duże ryzykowanie pieniędzy dla organizatorów, nigdy nie wiesz, ile przyjdzie ludzi, ani jak rozwinie się sytuacja, ale jest na pewno za mało takich tematycznych imprez. Chociaż są również inne fajne koncerty, na które warto się wybierać.

Wydaliście split z Graveland. Czy Robert jest dla Was spalony na scenie po tych wszystkich jego ogłoszeniach?

Ciężko jest mi się wypowiadać za zespół. Każdy może mieć inne podejście to tych spraw, ale co do Roberta nie wiem, czy odwoływać się do tego jako postaci, czy osoby, którą znam od wielu lat.

Odwołajmy się do tego jako postaci, czyli zespołu loga marki itp…

Cóż, dużo osób jest zawiedzionych, że tak potoczyły się niektóre losy i padły takie i takie odpowiedzi, które przez każdego zostały zrozumiane inaczej. Ja uważam, że Graveland powinien iść twardo do przodu i nie tłumaczyć się przed jakimiś newsami. Jakiekolwiek tłumaczenie organizatorów, czy odwoływanie koncertów z powodu przejęcia się opiniami od srantify, czy jakiejś innej bandy wyrostków, czy chuj wie kogo. To ma być black metal? Ekstremalna muzyka? Wersja soft z powodu przejmowania się? Bo nam się nie podoba, bo to jest zbyt radykalne? Black metal jest radyklany. Dzisiaj atakują już nawet zespoły z mainstreamu typu Taake. Należy robić swoje, a nie przejmować się głosami. Koncert Graveland jak dobrze pamiętam w Kanadzie, został anulowany z powodu protestu 15 osób z całego miasta. To jest śmiech na sali, co to za opinia publiczna?

Jak wygląda przyszłość Białego Vitezia?

Przygotowujemy powoli nową płytę, można było dziś właśnie usłyszeć 3 nowe utwory w tym utwór „Popioły”, do którego powstał teledysk. Mamy również kolejne 2 kawałki w produkcji oraz wiele pomysłów i ogólny zarys jak to wszystko ma wyglądać.

Czyli byle do przodu?

Dokładnie. Robimy swoje, bez pośpiechu. Nie mamy żadnego ciśnienia i nie marzy nam się kariera. Robimy to dla siebie.

Nokturnal Mortum

Ł: Tuż przed godziną 23 na scenie pojawiły się elementy wskazujące na to, że już za parę minut na scenie pojawił się główna gwiazda wieczoru. Co ja mogę więcej napisać ? Będąc cholernie nie obiektywnym w tym momencie moja morda cieszyła się jak pojebańcowi. Dokładnie tak samo jak i 8 lat temu w katowickim klubie Kompresor. Wtedy też Nokturnal Mortum zagrał set oparty w głównej mierze na “Głosie Stali” (włącznie z miażdżącą “Valkirią”) oraz “Światpoglądzie” nie zapominając o kawałkach chociażby z “Nechrist”. Była moc wtedy, była i tego właśnie wieczoru. Wszystko się tutaj zgadzało: muzyka a przede wszystkim ten specyficzny klimat, który potrafi stworzyć tylko Nokturnal Mortum. Złożyły się na to na pewno dwa czynniki. Po pierwsze muzyka, odegrana niemal perfekcyjnie z użyciem ludowych instrumentów (brawa dla klawiszowca, który obsłużył nie tylko klawisze ale i instrumenty ludowe). Po drugie image muzyków, którzy przywdziali wilcze (?) szaty wprowadzając tym samym odpowiedni klimat do opowieści z “Prawdy”. I właśnie na “Prawdzie” został oparty set tego koncertu. Z jednej strony można było się tym rozczarować, widząc chociażby pierwszy raz ten zespół na żywo i oczekując od niego przekrojowego setu od czasu chociażby takiego “Goat Horns”. Z drugiej, gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. “Prawda” nie sięga moim zdaniem muzycznie do pięt “Głosie stali” ale na żywo sprawdza się wybornie. Intro i wprowadzająca “Мольфа” nadały bieg całemu występowi. Folk wymieszany z black metalem, z naleciałościami heavy metalowej posoki. Czy może być lepszego? Tak potrafią tylko na wschodzie. Odegrane zostały na pewno “Вовчі ягоди” (mroczny niczym las w do którego wchodzą główni bohaterowie tej opowieści) a także “Ліра”, cover legendarnego w związku radzieckim gotyckiego zespołu Komu Vnyz. I ten kawałek był jednym z najmocniejszych punktów występu. Pełen dzikiej melodyjności i ekspresji na dobre rozkołysał niczym tytułowy instrument całą publikę zebraną w Protokulturze. Rozbudzona publiczność chciała więcej i dostała więcej. Nie mogło więc zabraknąć “Біла Вежа” i genialnej “Ukrainy”. Ten utwór już mnie kompletnie rozłożył. Z resztą za każdym razem rozkłada i do dnia dzisiejszego zastanawiam się kiedy w końcu Polacy nagrają tak mocno charakterystyczny, pełen ekspresji i miłości do kraju, metalowy wałek (“Poland” Thunderbolt i utwory Honoru sobie podarujmy hehe). Na koniec poleciał “Ніч богів” z charakterystycznym refrenem i riffem, który nieco uspokoił zebranych pod sceną ludzi, wprowadzając nieco więcej nostalgicznego klimatu. Koncert trwał niecałe 90 minut a dostarczył tyle magii, wrażeń i energii, że zdolny byłem jeszcze wypić niemal pół litra burbonu w domu przy dźwiękach zespołu Kniaza Varggotha. Można nie cierpieć tego zespołu, można też go – słusznie, czy też nie – oskarżać o wiele, ale przyznać i oddać mu należy jedno, że to, jaką muzykę tworzy w swej kategorii po prostu nie ma równych.

W: Łysy mi się zgubił, więc musiałem użyć wabika w postaci kieliszka czystej. (Znowu będzie, że Ci to tylko piją) Deski Proto mocno zakwitły i można było się poczuć jak w lesie. Już sama scenografia NM rozpalała wyobraźnie i zapowiadała genialne show. Nie myliłem się. „Prawda” to piękny album, na którym opierał się set tego wieczoru. Odgrywany na żywo zabiera w niesamowitą podróż, po dzikiej przyrodzie hipnotyzując z każdym kolejnym dźwiękiem. Największy szacun dla klawiszowca, który również grał na instrumentach ludowych. Łysy opisał wyżej prawię cała setlistę więc nie będę pisał tego samego drugi raz. Pojawiły się jednak głosy ludzi, że sporym zawodem był brak odgrywania starych numerów. Osobiście nie narzekałem z tego powodu, ponieważ stałem jak zaczarowany i nawet nie zauważyłem, kiedy upłynął ponad półtoragodzinny set. Grad oklasków rozlał się po całym klubie, a publika domagała się o więcej. Więcej takich sztuk! Nagłośnienie stało na bardzo wysokim poziomie, dało się wszystko wyłapać i czerpać raz za razem garściami z tego klimatu.

Ł: Podsumowując. Trzecia edycja Pomerania Fest okazała się tą najlepszą. Frekwencja dopisała (ponad 300 osób), zespoły sprawdziły się idealnie, headliner okazał się strzałem w dziesiątkę zaś Protokultura jak najbardziej sprawdziła się jako miejscówka na tego typu wydarzenia (przydałby się większy wybór browarów). I tak jak za pierwszym razem, tak i teraz organizatorzy pokazali, że umieją profesjonalnie podejść do tematu i mimo wszystkich przeciwności potrafili zorganizować fest na wysokim poziomie. Życzę więc im jeszcze więcej sił przy organizacji czwartej edycji, która odbędzie się za rok (fajnie by było ujrzeć Krodę tudzież Burhstyn na żywo, taka tam mała sugestia).

W: Organizacyjnie na 5+ z plusem z pocałowaniem rączki. Potrzeba więcej takich inicjatyw jak Pomerania Festiwal. Ci, co nie byli mogą czuć się zazdrośni. Jeden z najlepszych koncertów, na jakich byłem. Szacunek dla organizatorów oraz klubu, że nie ugięli się przed jakimś zawodzeniem i bzdurnym pierdoleniem, jakie to zło najgorszej maści będzie się działo. Liczę, że następna edycja przejdzie wszelkie moje oczekiwania. A poprzeczka została postawiona wysoko!

Autor

Pomeranian Alkö Kömmando

1 komentarz

  • No niezłe lizanie po chujach. A prawda jest taka, że każdy, kto dojechał tylko na Vitezia oraz gwiazdę wieczoru, nic z tego koncertu nie stracił. Pozostałe zespoły, to jak określa takie granie mój kolega, „niepotrzebny black metal”. Ale Viteź i NM, to klasa sama w sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *