Polish Satanist Tour 2014: Behemoth, Tribulation, Merkabah, Mord A Stigmata; Kraków, Klub Fabryka; 08.10.2014

Behemoth plakatJesień koncertową postanowiłem w tym roku mocno rozpocząć. Dzień wcześniej zaliczyłem Beastmilk we Wrocławiu, o 10 rano wróciłem do domu. Prysznic, obiad i kolejny bus do Krakowa. Było to męczące, hehe. Do Krakowa dotarłem na godzinę przed startem imprezy, więc spacerowym krokiem poszedłem pod klub. W Fabryce już byłem i mam z tego miejsca same dobre wspomnienia. Teraz ten klub jest jeszcze lepiej ogarnięty, więc pytań nie mam żadnych. Dwa bary, dużo kibli. To oznacza małe kolejki. Wszystko super pomyślane. Dodatkowym atutem jest lany Litovel za 8 zł, który jest płynną poezją smaku, hehe. Zawiedziony byłem jedynie brakiem pikiety przed klubem. Liczyłem na kilka dobrych zdjęć i na rozgrzewkę w postaci chóralnego odtworzenia „Z dawna Polski Tyś Królową”. Niestety. Nikogo nie było, żeby zatroszczyć się o moją grzeszną duszę hehe. Najważniejsze jest jednak to, że koncert się odbył.

Zacznijmy jednak od początku. Nergal to potrafi dobrać sobie zespoły na trasę. Każdy tu znalazł coś dla siebie. Nawet jak ktoś nie lubi Behemotha mógł spokojnie na ten koncert uderzać ze względu na supporty. Mało tego. Każdej kapeli dano szansę na zaprezentowanie się i każda miała wystarczająco dużo czasu, żeby w miarę przekrojowo przedstawić swój dorobek. Bardzo dobrze. Porównując to do tego, co robi Massive Management na koncertach Vadera… Ale o Massive nie będę się rozpisywał, bo kolega Oracle zrobił to przy okazji siódmej odsłony Blitzkrieg. Ale nie o biznes tu chodzi a o muzykę (albo przynajmniej ja naiwny chcę w to wierzyć hehe).

mord a stigmataMord’A’Stigmata jako pierwsza zaprezentowała się tego wieczora. Ja już z nimi miałem sporo do czynienia. Wspomnę w tym miejscu bardzo udaną wiosenna trasę z Morowe i Thaw. Tym razem było podobnie. Kaptury, dym, mroczne światło i niesamowicie przejmująca muzyka. Te ich długie numery z ostatniej płyty mają w sobie jakąś magię. Odgrywane na żywo w odpowiedniej oprawie mrożą krew w żyłach. Doskonale się ich występ oglądało, szczególnie na scenie tak profesjonalnego klubu, jakim jest Fabryka. Przyjęcie mieli jednak dość chłodne. Młodzież pewnie jeszcze nie ściągnęła sobie na twarde dyski płyty „Ansia”. Jestem w stanie się założyć, że po tym występie to się zmieni hehe.

markebah

 

Ekipa z Bochni zeszła ze sceny a ja poszedłem zobaczyć, co tam na stoiskach ciekawego słychać. Oczywiście Nergal i spółka przywieźli dobra wszelkiego ponad miarę. Były koszulki z trasy, tony merchu z „The Satanist” w tym torebki, spodnie, czapki (zimowe i letnie) oraz biżuteria. Sklepik był przez kuców mocno oblegany hehe. Drugi sklepik już skromniejszy. Można było w nim nabyć merch kapel, które koncentrują się bardziej na muzyce, a mniej na wyciąganiu ostatniego grosza od fanów. Ale czas na kolejny zespół.

Druga w kolejce tego wieczoru była Merkabah. Kapela niewątpliwie interesująca. Z płyt te dziwaczne dźwięki mi się podobają więc byłem bardzo ciekawy, jak ich muzyka wypadnie na żywo. I było tak jak się spodziewałem: trochę nudno. Na początek napiszę, że stołeczni eksperymentatorzy mieli tak chujowe światło, że my, fotografowie, zastanawialiśmy się, co tu zrobić, żeby choć z dwa zdjęcia nadawały się do publikacji. Musiałem zrobić kilka zdjęć z fleszem, przez co złamałem zasady i pewnie wkurwiłem muzyków, ale sorry. Przynajmniej coś na tych zdjęciach widać hehe. A co do muzyki. Ciekawe granie plus rewelacyjne wizualizacje wyświetlane na całej sali (wow!) dawały radę, ale nie wiem czy na taką publikę to nie była za duża awangarda. Tam przyszli ludzie, którzy chcieli sobie napierdalać w młynie a niestety przy Merkabah się nie da. Miłe dla ucha dźwięki i to wszystko, co mogę o ich występie napisać. Koniec ich show spędziłem na piciu piwa i oglądaniu wizualizacji z dalszej odległości.

tribulationWszystko chodziło jak w zegarku, więc po występie Merkabah niewielka przerwa i zaraz na scenie melduje się Tribulation. To chyba ich występ był główną przyczyną mojego pojawienia się w Krakowie. Spodziewałem się po nich naprawdę niszczącego występu i taki też dostałem. Szwedzi to klasa sama w sobie. Granie z najwyższej półki. Potrafią porwać publikę, wywołując pod sceną konkretny młyn. Choć image mają delikatnie mówiąc mało męski. Wokalista jeszcze ma prezencję black metalowego wodzireja, ale reszta członków ma sporą wprawę w używaniu szminek tuszy i innych tego tupu rzeczy, o których np. ja nie ma zielonego pojęcia. Szczególnie rozjebały mnie te lateksowe legginsy (czy, co to kurwa było…) u jegomościa po prawej hehe. Ale najważniejsze, że muzyka się broni. Numery z „The Formulas of Death” i „The Horror” zdecydowanie dają radę na żywo. Ktoś powiedział, albo gdzieś przeczytałem, że to taki Led Zeppelin Black Metal. Przepraszam, jeśli czytający czuje się urażony, że podkradłem jego słowa, ale to określenie chyba najbardziej pasuje do muzyki Tribulation. Byłem pod wrażeniem występu, choć końcówkę oglądałem z dalszej odległości, bo na sali koncertowej zrobiło się tak niesamowicie gorąco, że zimne piwko okazało się niezbędne do przeżycia. Finał gigu podziwiałem już zza kufla złocistego napoju ciesząc ryja jeszcze bardziej hehe. Wysęp tak samo smakowity jak lany Litovel, który znikał w moim gardle z ogromną prędkością.

behemothPo Tribulation to już czas na naszą główną gwiazdę i słowo „gwiazda” jest w tym przypadku użyte jak najbardziej rozmyślnie. Instalacja wszystkich gratów trwała bardzo długo, ale w końcu Nergal i spółka pojawili się na scenie w dymie ogniu i przy dźwiękach „Blow Your Trumpets Gabriel” tylko przez czas trwania tego numeru miałem czas na robienie zdjęć w fosie wiec roboty było dużo a minuty spierdalały nieubłaganie. Po tym kawałku zostaliśmy z fosy wyproszeni. Nawet największe kapele pozwalają popstrykać zdjęcia przez minimum dwa numery… Trudno. Taka polityka firmy, hehe. Gdy zagrali kolejny numer, czyli „Ora Pro Nobis Lucifer” cieszyłem się, że jednak nie zostałem w fosie, bo pewnie od tych ogni zrumieniłbym się jak grillowany filet z kurczaka hehe. Po dwóch numerach z nowej płyty przyszedł czas na starsze kawałki. Wyłapałem: „As Above So Below”, „Christians to the Lions” (na scenie płonące krzyże), „Conquer All”, „Slaves Shall Serve” i „Decade of Therion”. Oczywiście znalazło się też miejsce na cover. Na tej trasie padło na Siekierę. Potem powrót do nowego materiału, na koniec „Eschaton” a po nim zejście ze sceny. Oczywiście trzeba być debilem, żeby nie wiedzieć, że Behemoth jeszcze na scenie się pojawi, bo przecież muszą odegrać najważniejszą epicką epopeje z „The Satanist”, czyli „O Father O Satan O Sun!”. I to by było na tyle. Ja już Behemotha widziałem pewnie z cztery razy więc dokładnie wiedziałem, czego się spodziewać. Ten zespół nie zaskakuje, on po prostu odwala profesjonalną robotę. Behemoth to firma. To marka, która musi spełniać określone standardy i właśnie to jest mój główny zarzut w stosunku do nich, który wysuwam od lat. W ich występach nie ma miejsca na spontaniczność. Tu każda minuta jest zaplanowana. Kto gdzie stoi, co robi, kiedy macha banią a kiedy stroi groźne miny. Zawsze mnie zastanawiało czy oni to miedzy sobą konsultują czy to pan Adam zarządza, kto i w którym momencie zarzuca czupryną albo szczerzy kły. Niemniej jednak muzycznie znakomicie. Brzmienie igła. Pirotechnika naprawdę robiła wrażenie, no może poza tym czarnym konfetti hehe.behemoth1

Cieszę się, że jednak uczestniczyłem w tym wydarzeniu. Znakomity dobór suportów, profesjonalna organizacja, doskonałe brzmienie to na atuty tej trasy. Poza tym na Behemotha zawsze warto przyjść, bo fanki tego zespołu to przeważnie atrakcyjne małolaty otwarte na przygodne znajomości hehehe. Ale tak na poważnie to siedząc potem w knajpie CFK (literki zmienione, żeby nie było możliwości dojść, co to za knajpa) i racząc się kurczakiem naszła mnie filozoficzna myśl. Behemoth jest właśnie jak taki kurczak: niby zajebisty w smaku, ale wartości odżywczych zero….

A reszta fotek jest tutaj. 

Autor

771 tekstów dla Chaos Vault

6 komentarzy

  • Zajebisty szoł aż mi zwieracze puściły z powodu mojej absencji na tym koncercie… cóż osłodzę swe przegrane z tego powodu życie oczekiwaniem na kolejną okładkę Gali z Nergalem i jakiś felieton z trasy w Pani Domu by się przydał.

  • W Poznaniu na Tribulation zawiodłem się niemiłosiernie. Oczekiwałem death metalu a dostałem Thin Lizzy… Nie zagrali też ani jednego kawałka z „The Horror”. Dobrze, że chociaż gdzie indzie zagrali ten „lepszy” album. Za to kuce z bólem dupy oplakatowały miasto, że „Kco koncerta Behemot i chuy” 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *