Plaga, Bloodthirst, TSMED; Protokultura, Gdańsk; 05.06.2015

Plaga - Bloodthirst - TSMEDZanim nastąpiła śmierć cieplna wszechświata we Wrocławiu, Plaga zakorzeniła swoje zło w gdańskiej Protokulturze. Sam klub usytuowany jest na dawnych terenach Stoczni Gdańskiej, przez co dotarcie do niego dla niektórych – zwłaszcza zatankowanych do pełna he he – może sprawić z początku nieco trudności. Nie mniej, gdy już wejdzie się do środka przywita nas średniej wielkości hala, a w niej: całkiem spora scena dla muzyków (a także sporo przestrzeni w kanciapie dla kapel), dużo przestrzeni dla widzów (przy kotłowaniu pod sceną radzę uważać na filary!), spora przestrzeń barowa i – całkiem spore – kible… To wszystko wywarło na mnie dobre wrażenie i utwierdziło w przekonaniu, że wybór tego klubu na ten koncert był wręcz idealny.

…a przed koncertem, wiadomo. Rozgrzewkę trzeba zrobić. Gdy zjawiłem się przed klubem przed otwarciem bram wiało wręcz pustkami. Jeśli uwzględnimy muzyków i znajomych, to całość nie napawała mnie optymizmem. Z czasem jednak coraz więcej ludu zaczęło się zbierać, a alkohol i rozmowy zaczęły absorbować wszystkich na tyle, że start imprezy zaliczył obsuwę. Czyli wszystko na szczęście dosyć szybko wróciło do normy he he…

Protokultura-TsmedGdzieś grubo po 20 w końcu na scenie jako pierwsi pojawili się goście z TSMED. Ile razy ten zespół miał już grać w Gdańsku, nawet nie jestem w stanie zliczyć. W końcu jednak udało się i w nieco okrojonym składzie (wokalista został zastąpiony przez gitarzystę) mogli zaprezentować swój satanistyczny akt. I jak im poszło? Całkiem dobrze, black jaki prezentują może i do najwyższych lotów się nie zalicza, ale w gruncie rzeczy chodziło przecież o prostotę przekazu. Była smoła i siara przywołująca kozła, były dobrze dobrane wstawki z klasycznych filmów czczących satanistyczne rytuały i… tyle. Nic ponad najniższą a najwyższą krajową Panowie nie zagrali. Rozgrzewka dobra tyle tylko, że zdecydowanie za krótka jak na taką obsadę takiej imprezy zwłaszcza, że słońce jeszcze nie zaczęło dobrze krwawić na horyzoncie.

Nie mniej w takim momencie można było zrobić jedno: wypić piweczko. Schłodzonego w miarę i orzeźwiającego płynu przelała się z resztą spora ilość, ale dało to muzykom następnej kapeli spokojnie się ustawić.

Protokultura-BloodthirstKoło 21 na scenę wkroczył Bloodthirst. Zespół ten widzę średnio raz na rok (3 lata temu na urodzinach Stillborn podczas Covenant XV spałem sobie słodziutko, a podobno pięknie grali he he) i za każdym razem jest to profesjonalna maszyna do niszczenia wszystkiego. Zawsze bez kompromisów, zawsze bez zbędnego gadania. Bloodthirst rozpoczął dosyć dziarsko, bo świetnym “Hatefu Antichristian Thrash”. Potem już została złożona “Ofiara” a kolejne kawałki poleciały niczym z karabinu maszynowego: “Crush The Bastard Nazarene” – uzupełnienie płynów podczas krótkiego intro – a następnie: “Wine For The Insane”, “Chalice Of Contempt”, “Let Him Die”, “Imaginary Reasons” oraz kończący całość aktu “One With The Dark”. Bloodthirst to Bloodthirst i nie mogło być lepszego napędowego przed główną gwiazdą wieczoru. Kozły udowadniają, że im starsze tym lepsze. Z resztą, pewnie #loża trzyma pieczę nad zespołem he he…

Ogłuszony nieco pociskami od Rambo i blastami Mintaja postanowiłem ochłodzić się jeszcze paroma piwami. O dziwo tego dnia nie mogłem się jakoś ochlać he he… Mniejsza o to. W końcu wybiła cisza nocna…

… i jako ostatnia na scenie pojawiła się Plaga. W zasadzie był to mój pierwszy raz, gdy miałem okazję ten zespół widzieć na scenicznych deskach. Z relacji zawsze okazywało się, że nie była to duża strata, ponieważ wokalnie zespół na żywo po prostu się nie spisywał. Tym razem jednak, jeszcze przed koncertem okazało się, że na wokalach pojawi się sam Necrosodom. Człowiek którego przedstawiać nikomu nie trzeba, był zdecydowanie najbardziej wyrazistą postacią tego koncertu (i zespołu). Od samego początku jako główny wstrzykujący zarazę dzielił i rządził. I to dzięki niemu właśnie, takie kawałki jak “Sznur” czy też następująca po nim przebojowa “Śmierć Cieplna Wszechświata” na żywca brzmiały zdecydowanie mocniej a poziom jadu był o wiele większy niż na nagraniach. Co prawda dało się odczuć, że wspólnego ogrania chłopakom jeszcze brakuje, ale przy dobrym zrozumieniu szybko braki na pewno uzupełnią. Z resztą sami zobaczcie poniżej na video i oceńcie sami he he…

Podsumowując. Nie ma co ukrywać, że tego typu imprezy w Trójmieście ostatnio jakoś nie zdobywają rzeszy widzów (choć frekwencja była zadowalająca). Doszukiwać się jednak przyczyny tego stanu rzeczy nie zamierzam. Nadmienię jednak tylko tyle, że pojawili się ludzie zarówno z Torunia jak i Elbląga. Więc dla chcącego nic trudnego. Ogólnie impreza udała się zajebiście (choć te dwie dodatkowe kapele zdecydowanie by się przydały). Towarzysko było w pytę, zaś sama Protokultura to idealne miejsce dla tego typu koncertów.

Autor

333 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *