Pestilent Assault: Throneum, Enclave, Medico Peste, Deprived; Kraków, Klub Face2Face; 29.08.2010

Ochotę na ten koncert miałem odkąd tylko pojawił się news, iż Throneum zagra w Krakowie. Wszak kapela to piekielnie dobra, a i nie koncertuje co dzień na festynach parafialnych czy innych orkiestrach świątecznej przemocy. Towarzystwo też pierwszorzędne miało być. Plany były spore, cały bus pijanych metalowców w drodze do Krakowa, orgia w smole i inne atrakcje. Życie je zrewidowało i z Rzeszowa udała się skromna liczebnie trójosobowa delegacja, do tego, za przeproszeniem, trzeźwa.

Sam klub Face2Face był dla mnie novum, gdyż nie miałem jeszcze przyjemności czcić Diabła akurat w tym przybytku. Klub całkiem przyjemny, niewielki, ale na liczbę maniaków, jaka zebrała się tej niedzieli odpowiedni. Na ścianach wisiały obrazy z gołymi babami, zespoły się stroiły, znajomi przewijali i ogólnie było miło. Lekka obsuwa bynajmniej mnie nie zraziła, bom i tak miał być trzeźwy jako kierowca.

Jedynie dzień przed gigiem wyszła wiadomość, że nie zagra jednak Mord’A’Stigmata, bo perkusista złamał narzędzie pracy, jakim jest kończyna górna. Wielka szkoda, bo ostrzyłem sobie zęby na występ tej ekipy, jak i zresztą na premierę ich najnowszej płyty. W ich miejsce ściągnięto w trybie awaryjnym Deprived z Tarnowskich Gór. Był to mój pierwszy kontakt z muzyką tej kapeli. Po tym co zobaczyłem w Krakowie nie mogę sobie nadal wyrobić zdania, musiałbym chyba posłuchać tego materiału z demówki, bo brzmienie w czasie ich gigu lekko szwankowało. Ogólnie to Deprived porusza się na styku black i death metalu, gdzie tempa nie odgrywają głównej roli, gdyż ich kompozycje nie wychodziły raczej poza średnią szybkość. Muzycznie kapela broniła się całkiem dobrze, niestety całość odegrana była tak jakby bez życia i oznak scenicznej aktywności, coś jak w przypadku próby, tyle, że z publicznością. Właśnie – publiczność. Ta wcale nie pomagała kapeli w nakręceniu występu, bo nie licząc kilku pijanych małolatów, większość stała w miejscu i statycznie obserwowała co się dzieje na scenie.

Skoro już mowa o publiczności, to trzeba zaznaczyć dwie rzeczy. Przede wszystkim myślałem, że ten gig ściągnie więcej ludzi zorientowanych w temacie i tym podobnych. I część faktycznie taka była. Ale zadziwiająco dużo było „klawej młodzieży”, która najebawszy się trzema piwami czuła się jakby metal wynaleźli może z rok – dwa, zanim oni poszli do gimnazjum, a datuje się go oczywiście od premiery ostatniego krążka In Flames. W sumie to i smutne i zabawne naraz, ale skoro zapłacili za bilety, to mieli takie same prawo uczestnictwa jak inni. Niestety, hehe…

Dobra, ja tu na socjologię subkultur wchodzę, a na scenie rozstawiał się twór wcześniej mi nie znany. O Medico Peste trudno ponoć nawet znaleźć coś w necie (nie wiem, nie szukałem). Szczerze mówiąc, nazwa kojarzyła mi się z jakimś grindem, z uwagi na pierwszy człon szyldu, nie nastawiałem się więc na nic szczególnego. I może dlatego koncert tej kapeli wyjebał mnie z butów. Kapela złożona z członków Enclave zagrała koncert totalny, racząc zebranych solidną dawką black metalu, osadzoną w jego religijnym nurcie. Nie wiem, kim był wokalista, bo koleś skrywał się pod mnisim habitem (może udziela się na co dzień w którymś z licznych krakowskich klasztorów, hehe) miał dodatkowo czarną maskę by nie było widać spod kaptura jego facjaty. Zresztą chuj  tam z imagem (który notabene pełnił poważną rolę podczas tego show), ale koleś ma genialny, mroczny i porąbany wokal – raz rzężył jak gruźlik, mruczał, krzyczał – mogło to wywołać skojarzenia z Attilą i u mnie na przykład wywołało. Sama muzyka zaś była mieszanką niepokojących, często dość rytmicznych i transowych, podchodzących pod objaw choroby psychicznej, dźwięków. Nie wiem, może muzycy z Medici Peste odżegnają się od tego porównania, ale dla uproszczenia wepchnę ich na ten moment w wór z religijnym black metalem, którego przedstawicielem na polskiej ziemi (tej ziemi, hehe) jest na przykład Blaze Of Perdition. Miejcie na nich oko, bo jeszcze zamieszają.

Przerwa, część widowni ustawiła się po piwo, część przy stoisku z merchem Time Before Time Records (szkoda, ze ograniczało się jedynie do cedeków, bez winyli czy kaset), część do kibla. Część z muzyków Medico Peste szybko przebrała się na back stage’u, by ponownie znów wleźć na sceniczne deski, tym razem jako Enclave. Jeśli chcecie znać moje zdanie odnośnie ich muzyki, odsyłam do recenzji ich debiutu gdzieś na stronie. Co zaś przekazu na żywo… Widziałem ich do tej pory jedynie raz i tamten koncert choć dobry jakoś nie zapadł w moją pamięć (choć znaczenie mogły mieć wówczas i procenty). Tym razem natomiast Krakowianie wbili w ziemię. Ich muzyka z płyty ma całkiem inny charakter niż w wersji na żywo – tego wieczora w Face2Face Enclave pokazało swoją szybką i agresywną twarz w naprawdę dobrym stylu. Intensywny przekaz rozbujał nawet kilkanaście osób do czegoś na kształt młynu, zwłaszcza, gdy nowy nabytek w szeregach zespołu – Armagog, znany między innymi z Embrional zadedykował „Na Pohybel Chrześcijaństwu” koczownikom spod Pałacu Prezydenckiego. Szkoda, że żaden z nich tej dedykacji nie słyszał swoją drogą, bo pewnie by to mogło ich poruszyć, hehe. Tak czy siak, widać u Enclave pasję grania i krzewienia black metalu wśród młodzieży w Małopolsce. Sam koncert natomiast spowodował, że czekam z jeszcze większą niecierpliwością na następcę „Paradise Of Putrefaction”, bo to będzie przysłowiowy rozjeb.

Dobra, Enclave zeszło ze sceny, przerwa i po chwili na scenie zainstalowało się bytomskie Throneum. Panowie zaczęli ponowną działalność koncertową niespełna pół roku temu, ale skubańcy wiedzą dobrze, jak się to robi, by przeciętny zwolennik siarki, smoły i Szatana był zadowolony. Bez zbędnych natchnionych przemówień przypierdolili od samego początku z grubej, oldskulowej rury. Throneum wszelkich wydawnictw ma na koncie w chuj i trochę, więc nie wszystkie utwory były przeze mnie znane lub rozpoznane, ale z drugiej strony nie można nie rozpoznać takich ever-blacków jak chociażby „Godless Antihuman Evil” czy „Exhibition of Abomination”. Miazga, a ludziska nic, zero młynu, zaledwie kilku maniaków napieprzało bańkami pod sceną. Dziwne, bo duet Thermonuclear Philosopher – The Great Executor, wspomagany przez wymienianego już w niniejszej relacji Armagoga na scenie wcale się nie szczędził. Throneum dało bardzo prosty i surowy show i w moim mniemaniu tak właśnie to powinno wyglądać. I pewnie można by było smędzić, że chwilami brzmienie mogłoby być lepsze, ale po co, skoro Szatan nie lubi dobrego brzmienia, hehe? Zwłaszcza, że Throneum nadrabiało mocą kompozycji i zaangażowaniem w ich odgrywanie przed publiką. To był koncert, naprawdę – żadnych fajerwerków, przestojów, napinki – podłączamy gitary i zapierdalamy! To naprawdę zajebiście, iż w czasach, kiedy muzyki słucha się z YouTube’a są kapele, które potrafią wyprawić death metalowy pogrom w starym stylu i że są jeszcze maniacy, którym chce się ubierać niewygodne glany, stare koszulki i chodzić na ich koncerty. Jedyne co mnie zdziwiło, to to, że gdy Throneum skończyło koncert punkt dziesiąta, ani jedna gęba się nie udarła, że chce jeszcze, nikt nie krzyczał „Throenum grać!”, tylko wszyscy zrobili grzeczny obrót na pięcie i jak na komendę wyszli z sali. Doprawdy dziwne. W związku z powyższym nie pozostało mi nic innego jak wziąć dupę w troki i śmignąć nazat do Rzeszowa. A Throneum rządzi.

Ponoć Pestilent Assault ma być imprezą cykliczną, na co, by być szczerym, bardzo liczę. Bo tak pod względem organizacji, jak i samych występów, nie można powiedzieć złego słowa. Warto czasem przejechać te 340 kilometrów, by wziąć udział w takim sonicznym wpierdolu. Dlatego dziwię się tym, którzy mieli ten gig pod nosem, a woleli siedzieć w kapciach i oglądać „Dom Nad Rozlewiskiem”. Fukk Off And Die!

Wielkie metalowe THX dla Marcina Setlaka za to, że mu się chce robić takie gigi, a także dla Piotrka za foty.

Autor

10179 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • W MP to akurat tylko Priest i Nefar są z Enclave 😉
    A reakcja ludzi na Throneum wydaje mi się spowodowana tym, że zwyczajnie chłopaki nie włożyli 100% w swój występ, stąd ludzie nie zdzierali majtek przez głowę zarówno w trakcie jak i po ich występie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *