Nifelheim Fest: Borknagar, Manegram, In Vain, Ereb Altor, Shade Empire; Wrocław, Klub Alibi; 9.03.2014

borknagar plOstatnio na łamach Chaosa więcej relacji z koncertów niż na „Wyborczej” informacji o Ukrainie, hehe. Wynika to zapewne z dość sporego zagęszczenia dobrych imprez i dobrego ich umiejscowienia w terminach około – weekendowych. Ja postanowiłem sobie zrobić dość spory maraton, bo jeszcze dobrze nie ochłonąłem się po piątkowym spędzie w Krakowie, a już w niedziele z samego rana wsiadłem w busa i pojechałem do stolicy Dolnego Śląska. Nie będę ukrywał, że jedynym magnesem, który przyciągnął mnie na Niflheim Fest był Borknagar – to ich pierwszy koncert w Polsce jakby na to nie patrzeć. Reszta to był dodatek, który miałem zamiar sprawdzić na koncercie, bo płyty (przynajmniej te, które słyszałem) oceniam powiedzmy średnio. Borknagar lubię jednak bardzo. Jadąc do Wrocławia myślałem o tym: za co hehe? Sentyment: na pewno. Wesołe, trochę kiczowate melodyjki: też. Wokal: przede wszystkim! Takie płyty jak „The Archaic Course” czy „Empiricism” to rzeczy, do których wracam regularnie i zawsze podczas odsłuchu ryj mi się cieszy od ucha do ucha.

Tak wiec do Wrocławia dotarłem po południu, zjadłem zajebiste pierogi, powłóczyłem się po mieście. Ustawiłem się na piwo i w okolicach godziny 18tej znalazłem się pod klubem. To moja pierwsza wizyta w „Alibi” wiec oczywiście najpierw opracowanie planu strategicznego: gdzie kibel, co za piwo leją, jaki merch. Szybkie rozeznanie mnie nie powaliło: piwo niespecjalne a na stoisku mało fantów. Koszulek było, co prawda dużo, ale że ja jestem bardziej „płytowy” niż „koszulkowy” to potem już tam nie zaglądałem.

shade epireImpreza rozpoczęła się, jak w zegarku i na pierwszy ogień ruszyli Finowie z Shade Empire. I ja ruszyłem pod scenę, ale zrobiwszy kilka zdjęć szybko się wycofałem, bo nic mnie ta ekipa nie poruszyła. Odsłuch kilku numerów przed koncertem uświadczył mnie w przekonaniu, że Shade Empire chce być jak Dimmu Borgir. Koncert nie wyprowadził mnie z błędu hehe. Poszedłem do palarni i raczyłem się piwkiem. Dla usprawiedliwienie dodam, że nagłośnienie mieli kiepskie. Na szczęście potem było lepiej, ale pierwsze dwie kapela zdecydowanie przejrzyściej brzmiały z odległości.

ereb altorKolejna ekipa na scenie to wikingowie wymalowani w bojowe barwy, czyli Ereb Altor. I tu zastosowałem strategię identyczną jak w przypadku kapeli otwierającej cała imprezę: fotki i odwrót na piwo. Szwedzi już brzmieli lepiej, choć zachodziłem w głowę, czemu strzelili sobie taki strzał w stopę. A mianowicie: koncert dość żywiołowy i energiczny a na koniec odegrana, jakąś epicką, wolną epopeję, która chyba najwytrwalszych fanów takiego grania mogła zwalać z nóg. Dlatego pozostawili po sobie wrażenie nudy, choć to nie do końca prawda jest.

in veinDobra, kolejni na scenie mieli być Norwegowie z In Vain. Tych to gdzieś kiedyś słyszałem wiec postanowiłem udać się pod scenę. Dwóch wokalistów skutecznie zagęściło scenę. Miotali się i dawali z siebie naprawdę dużo. Widziałem, że pot się lał strumieniami i z muzyków i z niekiepskiej grupy fanów ściskającej się pod sceną. Tu warto wspomnieć o fakcie, że klub dość mały, ale przyjemny. Pod sceną sporo miejsca. Dwa bary. Mało śmierdząca palarnia. Ludzi było dość dużo jak na to miejsce. Nie powiem, żeby Alibi w ten niedzielny wieczór było nabite do granic możliwości, ale było naprawdę przyzwoicie.  Się rozpisałem tak, że zapomniałem o tym, co na scenie. Generalnie koncert fajny, choć z płyt to nie moje klimaty. Był też jeden niespodziewany akcent koncertu, bo do wykonania numeru „Image of Time” zaproszony został, jako trzeci wokalista klawiszowiec Borknagar. I to by było w zasadzie na tyle, co wyciągnąłem z koncertu In Vain. Poszedłem dalej pić piwo. Nie wiem, co to był za wynalazek, ale przez cały koncert wypiłem pewnie z sześć albo siedem „kufli” i nie poczułem nawet szumu w głowie hehe.

manegramKolejni na scenie mieli zaprezentować się Szwedzi z Manegarm. Poszedłem i ja, bo doszły mnie słuchy, że zespół jest „spoko”.  Prezencję faktycznie mieli niczego sobie: dekoracje sceniczne, jednakowe stroje. „Spoko” hehe. Naprawdę nie było to złe. Te ich „wikingowe” przeboje brzmiały już naprawdę dobrze. Fajne folkowe wstawki miedzy numerami. Ludziom się podobało. Mało tego: miałem wrażenie, że właśnie na Manegarm ruch pod sceną był największy. Niemniej jednak ja nie mogę powiedzieć, że mnie jakoś powalili na kolana. Ot dobry koncert i tyle.

borknagarJa tam jednak przyjechałem na gwiazdę wieczoru wiec najbardziej byłem zainteresowany, kiedy na scenie pojawi się wokalny duet Vortex/ Vintersorg. I tu na początek pierwsze zaskoczenie. Vintersorg coś zaniemógł czy coś (nie zrozumiałem do końca) i za niego jest jakiś inny typek. No niech i tak im będzie, ale od razu na wjazd się wkurwiłem hehe.  Zaczęli od „The Genuine Pulse” i już się trochę uspokoiłem. Wokalista zdaje się, że z kapeli Susperia dawał sobie radę zarówno, jako frontman i jak wokalista. Choć niedoróbek nie dało się uniknąć. Gość miał ponoć kilka dni na przygotowanie i na odsłuchu leżała ściągawka z tekstami. Na kawałku „The Eye of Oden” widziałem, że nieco mu ta ściąga dupę uratowała hehe. Problem też wystąpił z basem gdzieś w okolicy drugiego numeru. Vortex w pewnym momencie zniknął ze sceny, po czym pojawił się już bez sprzętu wyłącznie, jako wokalista i jakoś dobrnęli do końca numeru. Czas na naprawę problemu zajęła konferansjerka i solo na perkusji. W tym momencie muszę zwrócić uwagę na młodego perkusistę. Gość jest chyba o połowę młodszy od reszty, ale radził sobie znakomicie. Osobnym tematem jest też pan Vortex – przesympatyczny jegomość o wzroście koszykarza, któremu jakby ten bas zamienił na 20 kilowy młot to pewnie by tą knajpę rozniósł w czasie krótszym niż występ hehe. Ze starszych numerów ku mojej wielkiej uciesze poleciały: „Ad Noctum”, wspomniany wcześniej „Eye of Oden”, „Universal” czy kończący całą imprezę „Colossus”. Ostatniej płyty nie znam najlepiej, ale na pewno zagrali „Epochalypse” i „Frostrite”. Szkoda, że nie zagrali „The Beauty of Dead Cities”, bo ten numer z „Urd” zapadł mi w pamięć najbardziej.

I tak oto impreza dobiegła do końca. W zasadzie był to dla mnie koncert jednaj kapeli jednak nie żałuje wypadu do Wrocławia. Mam nadzieje ze więcej będzie koncertów w tym zacnym mieście. Będę tam pewnie i ja hehe.

A tutaj reszta zdjęć z koncertu.

Autor

673 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *