Moonlight Tour 2012: Christ Agony, Mind Affliction, Carrion Crown; Rzeszów, Klub Od Zmierzchu Do Świtu; 18.04.2012

Christ Agony gra: idziemy!. Trzeba mieć naprawdę dobrą wymówkę żeby zostać w domu, przed telewizorem zamiast napierdalać pod sceną przy nutach wygrywanych przez Cezara i jego kompanów. W środowy wieczór nie było inaczej. Po robocie pomaszerowałem do klubu „Od Zmierzchu Do Świtu” szybkim krokiem, bo miałem wielką ochotę na zimny trunek z pianką. Trochę mnie jedynie niepokoiły supporty, bo akurat tym razem organizatorzy postanowili nie rozpieszczać metalowej braci i rozpocząć imprezę od kapel, które interesowały mnie, delikatnie rzecz ujmując, średnio.

Pierwszą rozgrzewającą ekipą był Carrion Crow – nasza miejscowa rzeszowska kapela, grającą dość dziwną odmianę metalu. Poszedłem zobaczyć. Chciałem dać szanse. Nie udało się. Niczym mnie ten zespół nie zainteresował, a wręcz zastanawiałem się, po jaką cholerę przyszedłem do klubu tak wcześnie… Wiało nudą ze sceny i dłużyło mi się niemiłosiernie. Miałem nadzieje ze chłopaki wyjdą, zagrają trzy – maksymalnie cztery – kawałki i pójdą pić piwo. Nie mam pojęcia, ile ten koncert trwał, ale dla mnie było to zdecydowanie za długo. Wytrzymałem do połowy (Oracle i Ef skapitulowali dużo wcześniej) a w międzyczasie rozglądnąłem się trochę po sklepiku i poszedłem do baru. Moja tolerancja się wyczerpała. Wracając jeszcze do merchu: bieda trochę była, parę płyt, trochę koszulek i ceny do promocyjnych zdecydowanie nie należały tak, że suma sumarum nic nie kupiłem. Kupiłem za to kolejne piwko i oddałem się konsumpcji…

Następna kapela, czyli Mind Affliction też nie bardzo mnie interesowała, więc powlokłem się pod scenę jak już chwilę grali. Nie zrobiłem tego zbyt ochoczo, bo te dźwięki, które docierały do mnie z daleka nie sprawiły, że dopiłem piwo jednym łykiem, rozpuściłem włosy i pobiegłem w młyn. Tak jak w pierwszym przypadku wiało nudą na kilometry. To, co serwuje ta załoga jest bardziej ciężkostrawne niż świąteczny obiad u teściów. Jakiś tam fan, a w zasadzie fanka machała głową pod sceną, ale nikt nie postanowił jej towarzyszyć. Publika raczej zajęła się piciem piwa i ziewaniem, albo po prostu poszła sobie w chuj. I ja też tak zrobiłem. Po co się mam męczyć. Do roboty człowiek musi chodzić, zakupy musi robić, pić ciepłą wódkę też nieraz musi. W życiu jest wystarczająco dużo rzeczy, których „nie chcem ale muszem” więc z całym szacunkiem ale chłopakom z Mind Affliction już podziękuję.

Szybkie piwko i czas udać się pod scenę, bo w końcu coś się tam będzie dziać. Na początek napisze, że podziwiam tą kapelę za to, że im się jeszcze chce… Jak ja byłbym na ich miejscu i patrzył ze sceny na te przeciągi w klubie to chyba bym pierdolnął tym wszystkim w cholerę. Jak jeszcze parę lat temu Christ Agony zajeżdżało do Rzeszowa to knajpa była pełna a teraz… Jak bym się bardzo uparł to bym wszystkich na tym koncercie mógł policzyć. Ale dość już narzekania. Jak jest, każdy wie. Podobnie jak każdy wie jak jest na koncertach tego zespołu. Już wiele lat na scenie, w chuj doświadczenia i obycia scenicznego – i to widać. Mimo, że ten koncert wieńczył polską część trasy to widać było, że Cezar i jego komando daje z siebie naprawdę dużo. Pod sceną zrobiło się już nieco gęściej (liczba osób machających banią zwiększyła się do około dziesięciu). Nie będę tu walił oczywistościami, bo chyba w tym kraju nie ma metalowca, który ma więcej niż osiemnaście lat i nie wdział Christ Agony na żywo. Napiszę jednak, że trasa nie bez przyczyny nazywa się „Moonlight Tour”, ponieważ można było na niej posłuchać w całości tej, nie bójmy się użyć tego słowa, kultowej płyty. Moim skromnym zdaniem jest w ich dorobku jednak materiał lepszy i chętniej bym posłuchał w całości debiutu niż „Moonlight” no, ale niech im tam będzie. Co grali z nowej płyty? Nie wiem, bo jej zwyczajnie jeszcze nie słyszałem. Na koniec „Eternal desires” i trzeba się było zawijać, bo robota rano. Ogólnie koncert udany, supporty marne, frekwencja kiepska, ale Christ Agony zawsze warto zobaczyć.

Autor

743 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *