Moloch Letalis, Cień, Hate Them All, Ur; Ciemna Strona Miasta, Wrocław; 22.10.2018

Choć jesień kalendarzowo jeszcze się nie rozpoczęła, to jednak chujowa pogoda wybitnie wskazuje, jaka jest obecnie pora roku. Dlatego też na poprawę humoru warto uderzyć na jakiś zacny koncercik szczególnie, że nadarzyła się dobra okazja i to tuż pod bokiem, bo oto były 5 Urodziny Ciemnej Strony Miasta.

W dniu koncertu stawiłem się nieco wcześniej we Wrocławiu, co dało mi nieco czasu, by w spokoju dodreptać do klubu. W środku jeszcze pustawo, ale dzięki temu mogłem bez przeszkód pobuszować po dobrociach porozstawianych na straganach z merchem. Tych były dwa: jeden od FUKK, tu muszę zauważyć, że wyraźnie widać, że distro się rozrasta i za jakiś czas może być to naprawdę rozpasany sklep. Drugi zaś od Old Temple, gdzie można również było nabyć artefakty grających tego wieczoru kapel. Dokonawszy zubożenia portfela i przywitawszy się ze znajomymi (poczęstowano też wyborną cytrynówką!) uraczyłem się Skalakiem, a następnie udałem pod scenę, gdzie publikę miało rozgrzać UR.

Kiedy pojawiła się ich debiutancka EPka, „Hail Death”, byłem pod wrażeniem. Następujący po niej „Black Vortex” również solidnie kopał dupsko, zaś ich występ onegdaj jako otwieracza na słynnym, wrocławskim koncercie Animy Damnaty był całkiem niezły. A jak było tym razem? Naprawdę dobrze. Widać duży postęp w graniu na żywo, co się przełożyło na zgromadzeniu całkiem sporej ilości publiki, a główka i nóżka dziarsko chodziły do tej muzy. Riffy siekły soczyście zapowiadając srogi wpierdol, jaki miał się odbyć dalszej części wieczoru. Z kawałków wyłapałem „The Tongue of Fire”, „Black Spark”, „Infinity, „The Beckoning Silence” oraz, jak zawsze zajebiste „Total Inertia”. Natknąłem się już na pytania, czy warto UR oglądać na żywo. Podpowiadam więc, że warto bo kapela pod wodzą Gregora zrobiła naprawdę duży postęp i solidnie kopie dupska.

Po tak intensywnym wstępie należało uzupełnić zapas płynów, co już chciałem uczynić, gdy WTEM! Na scenę wszedł, stojący zwykle za barem, Ben i dziękując wszystkim za przybycie na to zacne, urodzinowe party zaprosił w tłum dwie kształtne niewiasty, które częstowały zgromadzonych Jagermeisterem. No takie urodziny to rozumiem, szczególnie, że limit nie wynosił jedną fiolkę na osobę, heheh. Dopiwszy trunki do końca udałem się na strategicznie upatrzone miejsce, bo grającego, jako następne, Hate Them All nie chciałem żadną miarą przegapić.

Nie ma chyba obecnie takiego w podziemiu, co by nie kojarzył tego silesian komanda wyrzygującego z siebie piękną mieszankę brudu, wkurwienia i chamskiego napierdalania. Hate Them All nie sili się na wysublimowane kompozycje, wyrafinowane solówki, czy skłaniające do głębokiej zadumy teksty. To nie ta bajka, zresztą bardzo kurwa dobrze. Ma być piwnica oraz rozwałka, co Wrocław tego wieczoru otrzymał w nadmiarze już od otwierającej egzekucję „Śmierci”, by dalej spuszczać na ciała publiki solidne razy w postaci „Fucking Whore”, bezlitosnego „Hatehammer”, „Open Graves”, „Day of Rope”, czy też „Bastionu”. Szybko rzecz jasna do sceną doszło do intensywnych zamieszek, w których aż wstyd było nie brać udziału podsycanych przez samych grających, którzy w trakcie występu częstowali wódeczką (pięknie poniewierało!). Erupcja wkurwienia minęła niestety zaskakująco szybko, ale dzięki temu można było złapać chwilę oddechu i pozbierać skatowanych oraz dogorywających spod sceny. Widziałem już Hate Them All kilka razy ale każde oglądanie ich to masa frajdy, bo ta dawka bezpardonowej przemocy nie ma prawa się znudzić.

Moja chwila oddechu niestety się przedłużyła, przez co przegapiłem grający następnie Cień. Trochę szkoda, tym bardziej, że jak donieśli mi szpiedzy, zespół może się pochwalić nowym wokalistą, który pięknie dawał radę tej nocy, zaś całościowo było naprawdę zacnie. Wróciłem akurat, gdy grali cover Republiki „Odchodząc”, który brzmiał naprawdę dobrze.

Po dającym odpocząć Cieniu przyszła pora na zwieńczenie urodzin Ciemnej Strony Miasta, a to miało nastąpić z potężnym pierdolnięciem. Bo oto na scenę wkroczyli barbarzyńcy z Wrześni, Moloch Letalis, by na wejściu oświadczyć zebranym, co ich czeka czyli „Wielka Egzekucja”. Na odzew publiki nie trzeba było długo czekać, gdyż szybko pod sceną doszło do aktów przemocy i wzajemnego zadawania sobie ciężkich obrażeń, co podkreślał nakruwiający z furią ze sceny „Sztorm”. Następnie kapela przeszła do chwalenia płci pięknej w „Piekielnej Kurwie”, by następnie otulić wszystkich „Skrzydłami Śmierci”.

Po ukazaniu się ostatniego pełniaka Molochów wieszczono, że „Zatańczysz kurwa ze mną w piekle?” będzie koncertowym strzałem. I był. Brzmiący na żywo jeszcze bardziej dziko, pijacko i obleśnie utwór skopał, opluł oraz sponiewierał publiczność, podczas gdy ta uskuteczniała dzikie harce, tak jak Pan Panzerfaust powiedział. Następne były pobożne życzenia w postaci „Zdychaj Psie”, by przejść do peanów na cześć literatury pięknej, jakie miały miejsce w „Necronomiconie, po którym powrócono do repertuaru z „Krwawego Sztormu” odgrywając „Krwawą Ziemię”. Następnie z gardeł wszystkich wydobył się „Czarci Skowyt”, zaś na zakończenie doskonale podsumowano cały sobotni wieczór „Diabelską Burzą”. No żesz ja pierdolę, co to za dzicz była podczas tego występu to ja nie. W pełni popieram głosy, że ci maniacy powinni spokojnie szerzyć bestialstwo na cały świat ze stajni Iron Bonehead, bo takiej rzeźni wysokiej klasy nie da się nie lubić. Mimo później pory i grania, jako ostatni, Moloch Letalis roznieśli klub na kawałki wylewając przy okazji falą bluźnierstwa oraz wojny okoliczne budynki. Jeśli jakimś cudem ktoś ich jeszcze nie oglądał na żywo, winien to natychmiast nadrobić.

Po wszystkim pozostało tylko ochłonąć w otwartym niedaleko Browarze Pinta (polecam, mają wybornego imperial stouta z posmakiem burbona) i zbierać się do domu.

Konkludując, 5 Urodziny Ciemnej Strony Miasta niszczyły obiekty. Świetny dobór kapel, które zaprezentowały muzę na naprawdę wysokim poziomie, do tego wyjątkowo małe opóźnienia w graniu poszczególnych zespołów, rozpasany merch oraz masa znajomych i alkoholu. Oby kolejne urodziny były równie bestialskie!

Autor

50 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *