Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

Relacje

Mgła, Bestial Raids, Blaze Of Perdition, Deus Mortem, Medico Peste; Kraków, Rotunda; 05.05.2012

Wiadomość o tym, że Mgła ma zagrać pierwszy w historii koncert obiegła światek metalowy niczym błyskawica. Nie było innego wyjścia niż jechać. Zakup biletu, skrzyknięcie ekipy i w sobotnie popołudnie wygodnie usadowieni w samochodzie ruszamy do Grodu Kraka. Na miejscu krótka przechadzka po parku i pod klub. Otwarcie bram miało być o osiemnastej, ale jak zwykle sprawy się nieco skomplikowały i w klubie znaleźliśmy się coś przed dziewiętnastą.

To pierwsza moja wizyta w Rotundzie, więc rozpoczęło się od zwiedzania klubu. Miejsce bardzo fajne, przestronne, bar w osobnej sali, ogródek letni. Tylko zastanawiało mnie czy nie można było zrobić normalnych koncertowych biletów a nie dawać takie świstki, którymi to ani się podetrzeć ani się pochwalić. Nie wiem czy w tej knajpie obowiązują takie zasady czy nikomu się nie chciało zaprojektować fajnego biletu, ale mniejsza z tym. Po małym rekonesansie w knajpie postanowiłem zrobić rekonesans na stoiskach. Wybór przebogaty. Dobra wszelkiego ponad stan. U Leszka jak zwykle ceny bardzo przystępne, więc od razu zrobiłem kilka zakupów żeby potem kasa nie poszła przelewem w barze. Ludzi do klubu zaczęło wbijać coraz więcej. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie obawiałem się o frekwencje. Pod koniec pojawiły się informacje, że w tym spędzie wzięło udział ponad 400 osób. Grubo! Ale nie o numerkach i cyferkach, a o muzyce miało być. W piwko się zaopatrzyłem i pomaszerowałem pod scenę.

Na pierwszy ogień poszło Medico Peste. To mój drugi koncert tej krakowskiej ekipy, który miałem przyjemność podziwiać. Poprzednio było bardzo dobrze i tym razem również. Niezmiernie jestem ciekaw ich debiutu i dlatego miałem nadzieje, że chłopaki odkryją rąbka tajemnicy i coś z nadchodzącego materiału zagrają. I zagrali. Poleciał „Tremendum et Fascinans”numer, który niedawno pojawił się w sieci i najpewniej coś jeszcze w podobny deseń. Brzmiało to naprawdę potężnie i gęsto. Doskonałe, hipnotyczne melodie połączone z obłąkanym wokalem sprawiały, że włos mi się jeżył na plecach. Świetna sztuka. Po około 30 minutach Medico Peste zeszło ze sceny, a ja udałem się na ciąg dalszy szperania na stoiskach.

Bojąc się jednak o swoje fundusze uciekłem pod scenę na chwile przed rozpoczęciem występu kolejnej świetnej kapeli, czyli Deus Mortem. Wielki był mój apetyt na występ komanda pod dowództwem Necrosodoma, bo na trasie z Bulldozer nie miałem okazji ich zobaczyć. W związku, czym porównań tych dwóch występów nie będzie. Ze sceny od pierwszych sekund polała się pożoga! Zajebiste, wściekłe kompozycje rozruszały publikę i zaczęły się tany. Muzyka Deus Mortem to istna maszyna produkująca wściekłość i nienawiść. Pod sceną amok, a na scenie Necrosodom i reszta jego dywizji wydaje rozkazy. Tłum słucha! Apogeum ten występ osiągnął, gdy poleciał „Spadnie Śmiertelny Cios” z repertuaru Thunderbolt. Absolutny kult! Nie spodziewałem się tego. Moje serce zabiło mocniej! Śmierć!!! Około pół godziny trwała ta anihilacja, ale to wystarczyło żeby z publiki wykrzesać ostatnie siły. Inna sprawa, że na sali zaczęło się robić zajebiście gorąco i zimne napoje już niewiele pomagały.

Poszedłem zaczerpnąć świeżego powietrza na ogródek i trzeba było wracać do pod scenę. Trochę problemów technicznych i ruszyła kolejna wojenna maszyna, czyli Blaze of Perdition. Przy okazji niedawnego ich występu na rzeszowskiej ziemi razem z Iperyt wypowiadałem się na temat ich prezencji scenicznej, więc za bardzo się nie będę powtarzał. Koncerty grają dobre, ale z płyt lepiej mi to podchodzi. Ich wydawnictw bardzo chętnie słucham, ale na koncercie wole się napić browara i z nieco dalszej odległości patrzeć, co się tam na scenie dzieje. A zwykle trochę się działo, hehe. Kto widział Blaze of Perdition ten wie, o co chodzi. Jak grali „Królestwo Twoje” zacząłem taktyczny odwrót w kierunku baru a że ludzi spragnionych w „Rotundzie” tego dnia nie brakowało to stałem jeszcze, kiedy kończył się następny numer, czyli „Zatracenia Blask”. Potem poszedłem pooddychać świeżym powietrzem, a jak wróciłem to występ dobiegał już końca. Ale główne dania jeszcze przed nami. Dopiłem piwko, które z biegiem czasu robiło się coraz bardziej obrzydliwe i poszedłem w okolice sceny.

Wiadomo nie od dziś, że występy Bestial Raids można określić jednym słowem: WOJNA! Ta czarna trójca z Kielc potrafi rozpierdolić na żywo. Nie inaczej było i tym razem. Wściekły i bezkompromisowy Death/Black lał się ze sceny i czynił zniszczenie. Pod sceną walka. Chętnie bym się przyłączył, ale stwierdziłem, że obracający się tam jegomoście to waga zdecydowanie za ciążka jak na mnie i szkoda by było zębów, tym bardzo, że jestem świeżo po wizycie u dentysty hehe. Doskonale na żywo sprawdzają się numery z genialnej „Prime Evil Damnation”, że o tak zwanych klasykach nawet nie wspomnę. To był mój drugi raz, kiedy miałem przyjemność oglądać tą ekipę na żywo i jestem cały czas pod wrażeniem. Niesamowity autentyzm i szczerość. Potęga i dosadność. Cóż można chcieć więcej od koncertu! Sam diabeł stąpał miedzy nami! Gdy chłopaki z Bestial Raids zeszli ze sceny nie było, co zbierać. Front się przetoczył, zostały zgliszcza…

Ale to jeszcze nie koniec. Teraz dopiero zacznie się to, na co większość ludzi przyjechała z najdalszych zakątków polski (albo tylko się przechwalali na forach, że jadą, hehe). Pierwszy występ kultowej Mgły nie mógł pozostać bez echa. Oczekiwania były ogromne i należy zadać pytanie: czy Mgła podołała wyzwaniu? Podołała! Występ perfekcyjny. Prezencja sceniczna również. Czekałem na to żeby usłyszeć zarówno numery z „With Hearts Towards None”, ale i starsze nagrania. I dostałem to, co chciałem. Mdłości I i II czy IV z ostatniego wydawnictwa miażdżą na żywo. Pod sceną amok! Szybsze momenty wywoływały wśród publiki szał niszczenia, wolniejsze hipnotyzowały. Całość misterium trwała około 45 minut, trochę krótko, ale niesamowicie intensywnie. Nie ma, co się nawet rozpisywać, bo po prostu trzeba tam było być! Kto jednak postanowił tego wieczora zostać w domu na pewno nie otrzyma nagrody w piekle. Warto było ruszyć się do Krakowa. Jeśli to pierwszy i jednocześnie ostatni występ Mgły to przejedzie on do historii. A jeśli nie, to masz wyjazd będzie znacznie mniej kultowy hehe.

Pathologist
Autor

976 tekstów dla Chaos Vault

10 komentarzy

10 Comments

  1. Avatar

    Gniewomir

    10 maja 2012 at 16:02

    Co do samego miejsca nie zgodzę się że było przestrzenne.. Porównując do rzeszowskich klubów owszem nie można narzekać ale są jednak w krakowie miejsca lepiej przystosowane do takich festynów.. Choćby właśnie Kwadrat czy Studio.. Wiadomym było że na ten gig przyjdzie ogrom publiki a co za tym idzie będzie duszno.. I nie wiem czy problem leży w samej klimie (której brakowało?) czy właśnie w wielkości sali ale ciągłe wypady po zimne bro psują oglądalność.. (może to celowe żeby więcej sprzedać).. no ale nie ma tego złego.. przynajmniej poczuliśmy piekielną atmosferę!

  2. Avatar

    qen

    14 maja 2012 at 14:40

    kurde, gosciu, nikogo nie interesuje gdzie ty sobie poszedłes, co robiłes, jakie bylo piwko….relacje z koncertu to relacja z tego co sie działo na scenie

  3. pathologist

    pathologist

    14 maja 2012 at 17:36

    Kurde, gościu:
    1. Jak ci się nie podoba to nie czytaj.
    2. Koncert to nie tylko to co na scenie. To ludzie, knajpa, piwo, smród w kiblu.
    3. Pisze takie relacje jakie sam lubię czytać.
    Amen

  4. Oracle

    Oracle

    15 maja 2012 at 08:47

    Nie rozumiem, tyle czasu już siejemy chamstwo wśród metalowej braci, a nadal trafiają się ludzie, którzy oczekują po nas relacji rodem z metalnews czy „Wprost”, hehe… Koncert to wszystko, od podrapania się po worku w koncertowy poranek do ostatniego chrapnięcia w pociągu…

  5. Avatar

    A.Czarna666

    15 maja 2012 at 19:35

    No właśnie, „koncert to wszystko”…
    To gdzie jest zdjęcie z ojcem Maksymilianem?! He?

  6. Oracle

    Oracle

    2 czerwca 2012 at 17:26

    Teraz to zapewne Piotr ma je w portfelu lub na tapecie komputera 😉

  7. Avatar

    O.

    19 lipca 2012 at 11:55

    po co metalowcom klima?

  8. Pathologist

    Pathologist

    27 lipca 2012 at 09:26

    Do stworzenia zimowego klimatu

  9. Avatar

    Ebbo1247

    4 kwietnia 2013 at 18:06

    Nie ma to jak napisać poprawnie wszystkie nazwy kapel czy tytułu, ale już nazwę własnego państwa napisać z małej litery. Gratuluję, nie od dziś wiadomo, że metalowcy to debile.

  10. Oracle

    Oracle

    5 kwietnia 2013 at 07:43

    Zapewne katolik, błędów nie popełnia i żyje dla swej ojczyzny, mając ortografię w najwyższym względzie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chaosbook

Powiedzieli...

Polecamy jeszcze

F-J

Wydawca: Agonia Records Nazwa Inquisition w pewnym momencie budziła sporo kontrowersji… Sprawa jakby przycichła… Nie wiem, na czym stoi, więc się nie będę tym...

P-W

Wydawca: Selfmadegod Records Nawet nie wiem, kiedy minęło te sześć lat od premiery ostatniego pełnowymiarowego materiału krakowskiego Terrordome. A minęły wręcz kurwa jak jeden...

P-W

Wydawca: Inferna Profundus Records Czy mi się wydaje, czy obrodziło ostatnio wydawnictwami z gatunku lo-fi black metal? A może to tylko ja częściej je...

Wywiady

O Szarym Wilku zrobiło się swego czasu dość głośno. Nie dziwota to kawał porządnej muzy. Reaper zgodził się na ten króciutki wywiad i opowiedział,...

Copyright © 2004 - 2020 Chaos Vault