Into the Nethermost, Morior Axis, Aurum Solis; Wrocław, Hard Rock Klub; 15.10.2016

morior-axis

Kto z Dolnego Śląska, ten zapewne zna i kojarzy Morior Axis. Ów zacny blackowy hord wypluł w tym roku interesujący krążek, więc podjąwszy wieść, iż „koncertować bedo” wiedziałem, że gigu nie wypada odpuścić. Padło na wrocławski Hard Rock 3 Club, więc nie pozostało mi nic innego tylko nawiedzić dolnośląskie megalopolis.

Wyjątkowo udało mi się być we Wrocławiu na tyle wcześnie, by zameldować się na miejscu spoczynku i jeszcze zjeść co nieco. Gig rozpoczynał się o 20.00, więc po 19 trzeba było się zbierać. Pozostawała jeszcze opcja ustalenia gdzie dokładnie jest miejsce koncertu. Przyznaję, że nazwa knajpy była mi obca, choć jak się później dowiedziałem, miejsce to było swego czasu swoistym kvltem i tętniło życiem.

aurum-solisPo chwili poszukiwań udało mi się odnaleźć miejscówkę schowaną w sporych rozmiarów podwórzu, z dala od oczu ciekawskich. Wewnątrz… dość klimatycznie, sporo plakatów i zdjęć. Ponieważ mające grać pierwsze Aurum Solis dopiero się szykowało, skierowałem się do baru, gdzie pokrzepiłem się wybornym Krakonosem, którego to przepiłem do rozmowy z bdb. kolegą. Okazało się, że gig został zorganizowany z inicjatywy perkamana Into The Nehtermost, którzy promowali swój tegoroczny długograj, „Chronicles of Black Bile”

Jak to czasem bywa, nastąpiła drobna obsuwa, jednak w końcu się rozpoczęło. Alfred Hitchcock mawiał, że najlepiej zacząć od trzęsienia ziemi, a Aurum Solis wzięło te słowa sobie mocno do serca. Wyborne, potężne pierdolnięcie okrutnym deathem w twarz podlane soczystym wokalem robiło mi bardzo dobrze i byłem aż zaskoczony, że takie cudo uchowało się jakoś po kącie. Jeśli miałbym to jakoś opisać… Incarnal, ale nie czuć znużenia muzyką po chwili słuchania. Wprost przeciwnie: jest gniew, agresja i wyborny wpierdol. Szkoda, że mają za sobą tylko drobne demko i króciutką EPkę, ale warto by było, by pojawił się zacny długograj, bo takiego granie Breslau wstydzić się na pewno nie powinno. Szkoda tylko, że pod sceną bawiło się tak mało osób, w tym Hiszpanie z Into The Nethermost, ale cóż… Wrocław już nie raz zaprezentował, ze woli stać dwa metry od sceny i tylko kiwać główką. Trochę nieładnie.

into-the-nethermostZacny występ skończył się, a na scenie zaczęli rozlokowywać się headliner z Barcelony. Przyznaję, że zacząłem sobie okrutnie pluć w brodę, gdyż porozstawiali oni swój merch, który był w niezwykle przystępnych cenach, a ja niestety cierpiałem na brak gotówki (a kartą nie szło płacić…hehe). Pełen bólu i żalu musiałem znaleźć ukojenie w nektaru z chmielu, tym razem nalewanym przez niezwykle sympatyczną, a zgrabną barmankę.

W końcu przyszła kolej na Hiszpanów i można było zatonąć w klimatach death/black, ale z nutą doom metalu. Przyznaję, kontrast z tym, co grało nieco wcześniej Aurum Solis był spory, ale dzięki temu nie szło się nudzić. Solidna łupanka przemieszana ze zwolnieniami podlanymi pociągającą melodią robiła mi bardzo dobrze. Sama kapela ma na koncie dopiero dwie płytki, więc poleciał materiał z ich obu, ale słuchało się wybornie. Szkoda, że tylko tyle, ale to kolejny band z Półwyspu Iberyjskiego, który dobitnie uświadamia mi, że Hiszpania umi w metal.

morior-axis-1Po tym udanym występie pozostało tylko Morior Axis, a ja wykorzystałem ten czas, by uzupełnić stracone promile. W końcu jednak i przyszła kolej na „naszych”. Czekałem już z niecierpliwością, tym bardziej, że Morior wypluł w tym roku nowy długograj „Legenda Skał”, który jakimś cudem nie nabyłem, więc liczyłem, że przybliżony on zostanie nieco podczas tego występu.

Nie zawiodłem się. Co to trio odjebało na scenie, to się w głowie nie mieści. W porównaniu do poprzedników zdawali się jakoś być niepozorni, ale nadrabiali to graniem tak zajebistym, że nie szło nie machać intensywnie główką. Poleciało „Goldstadt”, „Pieśń Płoń”, niszczące obiekty „Stal, proch i stos”, a także było znane wszem i wobec, i lubiane „Sudetian Winter”. Przekrojówka ze wszystkich płyt ucieszyła zapewne każdego fana Moriorów. Nasir robił świetną robotę wkładając w granie i wokale całego siebie, a jednocześnie bawił się równie dobrze jak publika. Ze sceny zionął wprost wyborny klimat wylewające się z tego blackowego grania, który chłonąłem jak siostrzeniec cukierki od dobrego wujka. Zresztą nie tylko ja, bo publika również reagowała entuzjastycznie.

Niestety, wszystko, co dobre szybko się kończy. Występ Morior Axis minął mi błyskawicznie, więc nieco po północy nie pozostało mi nic innego jak tylko wrócić na miejsce spoczynku, by wytrzeźwieć nieco. Liczę osobiście, że Moriorów następnym razem ujrzę na Metal Mine w Wałbrzychu. Bo warto, oj warto!

Autor

49 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *