Insomnium, Tribulation; Warszawa, Klub Progresja; 18.03.2018

Co można zrobić w niedzielę oprócz oglądania familiady i obżerania się schabowym? A no można wybrać się przykładowo na koncert. Jako że z Gdańska do Warszawy mam rzut beretem razem z bdb znajomymi zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy zobaczyć występ Tribulation wraz z Insomnium. Podróż upłynęła pod znakiem spożywania wyrobów alkoholowych (dzięki Ci panie, że nie byłem kierowcą) oraz stawaniem co 5 metrów na siku.

Równo o 18:30 Progresja otworzyła swe bramy, a my czym prędzej pognaliśmy do baru. Przyznać trzeba, że ceny w klubie za piwko iście warszawskie… Smuci również fakt, że nie było żadnego „otwieracza” w postaci jakiejś lokalnej kapeli.

Koncert otworzyło Tribulation, dla którego głównie przyjechałem. Scenę zalał dym z kadziła, a w tle przygrywało klimatyczne intro przyzywające muzyków na scenę. Po krótkiej ciszy rozpętało się prawdziwe show! Na start poleciało „Lady Death”, a muzycy jak poparzeni zaczęli wyginać się na deskach Progresji. Można było zobaczyć różne skoki, piruety i idealne zgranie muzyków do każdego z wykonywanych przez nich ruchów. Z głośników lały się co rusz kolejne melodyczne solówki ładujące pozytywną energią. Oczywiście należy wspomnieć również o ubiorze chłopaków, który jest ździebko „ekstrawagancki”, cóż główni gitarzyści wyglądali jak para brzydkich dziewczynek. Nie mi oceniać. Setlista była mocno wymieszana, można było usłyszeć utwory z najnowszego krążka tak jak i z genialnego „The Formulas of Death”. Szkoda tylko, że set trwał niecałe 40 minut, o wiele za mało, ponieważ słuchanie Tribulation na żywo to sama przyjemność.

Krótka przerwa na reklamy a na scenę zaczynają się ładować chłopaki z Insomnium. Daje się zauważyć, że sala wypełnia się coraz to większą ilością ludzi, o dziwo można było zauważyć osoby „odstające” lekko od klimatu, bo zachowywały się jakby były po raz pierwszy na koncercie metalowym. Gdy pod sceną otworzyło się kółeczko do tańca, ludzie wchodzący w nie i bili brawo jakby byli na koncercie fasolek… No cóż, może tak jest po prostu w stolicy hehe. Finowie otworzyli swój występ soczystym KURWA do mikrofonu i rozpoczęła się pierwsza część ich występu w postaci odegrania całego „Winter’s Gate”, album ten podbił już wiele serc i co rusz zdobywa nowe. Nie ma się co dziwić mamy tutaj ponad 40 minut spójnej zimowej opowieści przeplatanej różnymi zapadającymi w pamięć solówkami oraz wyważonymi zmianami tempa, które nie nudzą słuchacza, również trzeba wspomnieć o genialnych instrumentalnych wstawkach, które splatają całość. Druga część występu składała się na odegraniu kawałków z poprzednich płyt, pomijając niestety pierwsze dokonania zespołu, jednak można było usłyszeć takie kawałki jak: „Only One Who Waits” czy też „The Promethean Song”.

Po ponad półtorej godzinie grania Finowie zakończyli swe show, a publika zesłała grad oklasków. My zaś ewakuowaliśmy się do auta z zapasem odpowiednich trunków by szybko i bezpiecznie dojechać do domu.

Autor

83 tekstów dla Chaos Vault

Główny ekspert w dziedzinie szkalowania, lubujący się w czarnym metalu oraz wszelakich ambientach i innych wybrykach natury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *