26 września roku 2017 oficjalnie rozpoczęła się jedna z najlepszych koncertowych jesieni od wielu, wielu lat… Nie ma sposobu na obejrzenie wszystkich koncertów, chyba że ktoś oleje robotę i wygra w lotto. Albo odwrotnie. W każdym razie ja zdaję siebie sprawę z faktu, że lista koncertów, na których chciałbym być, jest dużo dłuższa niż tych, na których się faktycznie pojawię, ale tego wtorkowego wieczoru zostać w domu po prostu nie wypadało…

Późnym popołudniem wyjeżdżamy z Rzeszowa, wprowadzamy się w dobry nastrój za pomocą rozsądnej ilości napojów wyskokowych i zaraz przed 19:00 wbijamy na miejsce. Chwilę to trwało, zanim znaleźliśmy lokal. Wbijamy do środka, piwerko i pod scenę, bo już rumuński Sincarnate rozpoczyna swój występ. Nie śledziłem wcześniej Internetu zbyt wytrwale, więc to, że dołączyli do składu, jakoś mi umknęło. Postanowiłem zobaczyć jednak kilka minut ich występu. Dokładniej rzecz ujmując: dwa numery. Było to całkiem znośne granie pod znakiem amerykańskiej szkoły śmierć metalu. Nie porwali mnie jednak, więc postanowiłem udać się na papieroska. Sincarnate nie będzie zapamiętany z tego wieczoru na długo.