Spędzałem w Warszawie sympatyczny weekend. W sobotę niezawodny Facebook przypomniał mi o nadchodzącym wydarzeniu na sobotni wieczór. Dopelord i Major Kong to zespoły, których kariery śledziłem od początku. Bo to grupy wywodzące się z mojego rodzinnego Lublina. Znamy się od lat, a jako ze ostatnie aż widziałem ich na żywo około dwóch lat temu stwierdziłem, że nie mogę odpuścić. I pojechałem do klubu Pogłos.

Nie będę nawet udawał, że znam zespół Hidden Haze. W takich przypadkach mamy dwie opcje. Albo udajemy sie w kierunku baru, albo zostajemy w okolicach sceny, by sprawdzić jakież to dźwięki będą wydawać z instrumentów muzycy. W tym przypadku był to stoner z elementami zwolnień tempa. Wykonanie w porządku, same numery skłaniały do pomachania głowa, tylko zabrakło mi większej dozy oryginalności. Może sie czepiam niepotrzebnie. Ale wynika to z tego, że już gdzieś słyszałem te riffy.

Z Major Kong mam mały „problem”. Koncertowo jest to w swojej kategorii wagowej najlepszy zespół w Polsce. Na płytach jednak spora część scenicznej magii i groove gdzieś znikają. Nie całkowicie, ale uważam, że żywiołem Majorów są koncerty. Uwielbiam ich słuchać na żywo, ale do płyt wracam niezbyt często. Jak było w Pogłosie? Mógłbym napisać jedno słowo – rewelacyjnie – i w tym miejscy zakończyć dodając jeszcze – musicie ich zobaczyć na żywo. Ale uważam, że warto dodać kilka słów. Zaczęli od starych numerów, tych walcie miażdżących na swojej drodze wszystko i wszystkich. Publiczność zareagowali żywiołowo rytmicznie bujając się w takt rytmu utworów. Zawsze fascynowało mnie to jak Domel swą gra na basie wypełnia przestrzeń w kompozycjach. Ten instrument brzmi jak kolejna gitara jednocześnie spełniać funkcje rytmiczne. Po pewnym czasie Domel zapowiedział „new shit”, czyli serie kilku utworów z mającej się ukazać na początku września nowej płyty „Brace for Impact”. I zaskoczenie. Major Kong gra rock’n’rolla w klimatach Motorhead. Oczywiście to co pisze jest sporym uproszczeniem, ale chciałem oddać klimat tych utworów podając jakiś punkt odniesienia. Oczywiście jest to majorowy r’n’r, ze zwolnieniami i połajankami rytmicznymi. Pięknie mi weszły te nowe kawałki, posłucham chętnie całości i pewnie kupię. Gwoli przypomnienia z nowych rzeczy zagrali tytułowy, niesamowicie chwytliwy „Rapid Star Formation” i chyba coś jeszcze. Pod koniec setu Kongi wróciły do starszych kompozycji. A ja stałem zachwycony, po raz kolejny powalony mocą i precyzja grania. Stoner doom na najżywszym koncertowym poziomie. Major Kong doczekał się nawet bisu, co ich chyba zaskoczyło. Po czym zagrali jeszcze jeden numer. Ku uciesze zebranej publiczności w tym niżej podpisanego.

Droga która przebył Dopelord od pierwszych koncertów do dzisiaj jest niesamowita. To od początku działalności był interesujący zespół, potrafiący stworzyć klimat. Jednak na początku towarzyszyła im etykietka polskiego Electric Wizard. Inspiracje były wyraźne. Ale to już przeszłość. Dziś Dopelord to zespół świadomy czego chce i mający własny rozpoznawany styl. Wydana w tym roku płyta „Children od the Haze” potwierdziła klasę zespołu. Ciężar riffów połączony ze śpiewem na dwa wokale powoduje, że chce się słychać tego materiału na okrągło. W sobotę w pogłosie zespół potwierdzi swą klasę. Brzmienie wtłaczało w podłogę, riffy jak walec wjeżdżały w mózg i zostawały tam na długo. Zespół odegrał nowy album w całości, z dwoma wycieczkami na poprzednią płytę, w postaci „Addicted to Black Magick” i kończącego set „Preacher Elecrrick” przyjętego owacyjne przez zgromadzoną publiczność. Na mnie największe wrażenie zrobiły ulubione numery z ostatniej płyty, tytułowy i „Reptile Sun”. Ten drugi w moim prywatnym rankingu na przebój roku znajduje się w ścisłej czołówce. Słuchając Dopelord w sobotni wieczór przypomniały mi się odległe czasy, z początków ich działalności. Gdy potrafili wyczarować atmosferę wciągająca słuchacza i angażującą go w przeżywanie muzyki. Głowa sama pochylała się w rytmie. Moc i ciężar riffów wiercił wnętrzności. Nic się nie zmieniło, a obecnie zespól prezentuje wyśmienitą formę prezentując materiał ze ścisłej czołówki doom metalu. Świetny występ. Dodatkowym atutem było dowcipne zapowiedzi Kluska.

Jedynym minusem sobotniego koncertu była temperatura, która panowała w klubie. Przyszło sporo osób (sala była wypełniona tak na oko w 90%). Zrobiła się sauna, co zresztą dowcipnie komentowali muzycy podczas występów. Ba zewnątrz było około 18 stopni, a na sali pewnie ponad 30. Przydała by się jakaś sprawnaa wentylacja. To uwaga na marginesie, bo same występy muszę cenić wysoko. Dopelord potwierdził swoją klasę, tym co opuścili rzeczony koncert polecam wyjazd na festiwal Summer Dying Loud (8-9 września tego roku) i przekonanie się o tym na własne uszy. Major Kong potwierdzili, że są koncertowa maszyną do zabijania. W dodatku, jak wspomniałem powyżej, kupili mnie też nowym repertuarem. Muzykom z Hidden Haze życzę powodzenia i konsekwencji w działaniu.