Dekada Gniewu. X-lecie Decline: Dysphoria, Infer, Decline, North, Ad Hominem; Underground Pub; Tychy; 18.04.2015

Dekada Gniewu poprawionyOstatni raz Ad Hominem odwiedziło nasz kraj dokładnie 5 lat temu. Mimo szczerych chęć niestety nie udało mi się być na żadnym z zaplanowanych wówczas koncertów. Dlatego tym mocniej moja parszywa gęba ucieszyła się na wieść, że francusko-włoska maszyneria ma zjawić się na urodzinach naszego Decline. Nie pozostało więc nic innego jak tylko spakować manatki i przejechać 670 km, by uczcić dekadę gniewu w tak zacnym, koncertowym składzie.

Droga z Pomorza na Śląsk rozpoczęła się już niecałe 24 godziny przed imprezą, nocnym składem lecącym ze Szczecina przez Gdańsk do Bielska-Białej. Wybór tego pociągu był nieprzypadkowy. Raz, że kolej lubi płatać figle (chociażby z ogrzewaniem nastawionym na +50 stopni he he) i jazda porannym składem mogła się przedłużyć w czasie. Dwa, chęć spokojnego dotarcia na Śląsk i kimnięcia się chociaż 3 godzin przed imprezą były argumentami za wyborem tej godziny. 10 godzin podróży z alkoholem i kobietami (a jak! he he) upłynęło mimo wszystko szybko i już w sobotę rano, koło godziny 9 zameldowaliśmy się w Tychach. Po nieco ponad 3 godzinach spania, piwie, żarle i wódki pałacowej na rozruch i można było spokojnie udać się pod klub, a tam…

…jak zwykle to bywa przed każdym koncertem: tłumów brak he he. Z resztą to akurat było plusem. Spokojnie można było napić się piwa, przywitać ze znajomymi i wypić co nieco mocniejszego przy akompaniamencie Baranków Bożych i innych Oi pieśni he he… Nie mniej, nie po to przyjechało się przecież do Tychów. Underground Pub wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Sporo miejsca na picie piwa i jeszcze więcej na koncerty. Co prawda klub wielkością nie porażał, ale na tego typu imprezę był w sam raz. No ale do rzeczy.

Dekada Gniewu - DysphoriaNa początku miał zagrać Słowacki Infer, jednakże z powodów technicznych nie mógł on zjawić się o czasie. Dlatego więc z drobną obsuwą, mniej więcej koło godziny 19:30 jako pierwsza na scenie pojawiła się tyska Dysphoria, która zaprezentowała całkiem zacną, death metalową porcję grania. Grania masywnego należy dodać, wręcz posypanego dużą ilością gruzu i metametycznych obliczeń. Połamane riffy i nieco toporny (dla mnie w pozytywnym znaczeniu) w odbiorze muzyczny przekaz z początku nie zachęciły publiki do czynnego udziału. Jednak wraz z kolejnymi numerami coraz więcej młodzieży podchodziło pod scenę celem wsparcia muzyków. Na nieco 40 minutowy set złożyły się m.in. świetnie brzmiące numery “Madman’s Slumber” czy też “The Weak Must Kneel” i zamykające cały występ “No Captives”. Dysphoria udowodniła jednak, że potrafi grać nie tylko death metal, ale i rock oblany namiastką brutalności he he… I dzięki temu z dedykacją dla jubilatów poleciał cover AC/DC, który rozruszał w końcu skostniałą publikę na tyle, by tempo imprezy w końcu wzrosło he he… Ogólnie Dysphoria zagrała nieźle i z chęcią na jakimś koncercie jeszcze ją zobaczę.

Dekada Gniewu - NorthKrótka przerwa zdominowana przez rozmowy oraz uzupełnienie płynów śmignęła niczym pocisk w Somalii. I gdzieś przed 21 na scenie pojawiło się North. Co prawda Sirkis przez jakieś dobre 5 minut nie mógł się doprosić mości Sebasthora i imić Marcina, by przyszli zagrać koncert (widocznie urodzinowa wódka nie mogla ostygnąć he he…), ale po coraz to dosadniejszym nawoływaniu w końcu dali się uprosić i North mógł w końcu zagrać. Jak zwykle z mocą i energią, po swojemu. Prócz standardowych numerów pośród których znalazły się: “Z mroków dziejów”, “Krwawy blask”, “Ognie Arkony”, “Syn nocnych majestatów”, “Czekając na sztorm” rozbrzmiały 3 numery szykowane na nowe wydawnictwo (tytułów nie pamiętam, ale brzmiały one bardzo ciekawie) i zajebiście odegrany cover Bathory “A fine day to die”. Ogólnie North zagrał jak na dojrzałych facetów przystało, z luzem ale i odpowiednią energią he he… Koncert bardzo na plus a i publika widać była bardzo zadowolona.

Dekada Gniewu - Ad HominemW końcu przyszła pora na pierwszą główną gwiazdę wieczoru – Ad Hominem. I choć występowali w okrojonym składzie (bez jednego gitarzysty) i z drobnymi problemami technicznymi, to zagrali tak, jak się tego spodziewałem. Bez kompromisów, bez ludzkich odruchów, bez znieczulenia. Dehumanizacyjny black metal rozlewał w postindustrialnym wnętrzu Underground pubu niczym sarin rozpylany w komorze obozu koncentracyjnego. “Loading Genocide” to był swoistego rodzaju egzekucyjny strzał w potylice. Jednak zaraz po nim poleciała kolejna śmiertelna seria pod postaciami takich killerów jak “Climax Of Hatred”, “Planet ZOG”, “Dictator”, “Nuclear Black Metal Kampf”, “Total Völkermord”, nowy utwór “Antithesis”, “Arbeit Macht Tot”, “Will To Power” oraz “Achtung!” i “Slaves Of God”. Zarówno na scenie jak i pod nią panował istny ogień ostatecznego rozwiązania. Ludzie raz wchodzili na scenę, raz z niej spadali. Raz śpiewali z Kaiserem, raz mu wtórowali w gestach siły i szaleństwa pod sceną. Gdzieś tam między utworami z sali zabrzmiała nawet słynna przeróbka, nie mniej słynnego Bony M “Brown Girl In The Ring” z gromkim “Sialalala” w refrenie he he…. Młodzież to jednak potrafi się bawić z kulturą, na co sam Kaiser zareagował z nie mniejszym uśmiechem he he… Oczywiście, jak w przypadku Dysphori tak i Ad Hominem zadedykowało jeden z utworów Decline a i sam Thabel wkroczył na scenę, co by powtórować wokalnym popisom Kaisera w jednym z utworów… Ad Hominem, jakkolwiek to zabrzmi, dojebało do pieca równo ha ha…

Dekada Gniewu - DeclineJako ostatni – zdawałoby się – zagrali Ci, którzy przez 10 lat szerzyli – i rozsiewać zapewne będą dalej – gniew. Decline, bo o nich tutaj mowa, zagrał nie mniej morderczo niż goście zza granicy. Nie było kompromisów, uścisków i tortu ze świeczkami. Tylko krew i pełni nienawiści (oczywiście musiał być cover odśpiewany przez publikę, która również zagościła na scenie he he) muzycy nastawieni na anihilację jednostek w tempie ultraekspresowym poprzez muzykę. Ogólnie, pełna werbalnej przemocy muzyka jaką Decline prezentuje, bardzo mi tego wieczoru podeszła, mimo iż miejscami wręcz grindowy wokal Thabela mnie po prostu wkurwiał he he. Nie mniej, muzyka Dekada Gniewu - Decline IITyskiego Commando napędzana nowymi trybami (czytaj: skład) wypada bardzo przekonująco i pozostaje tylko czekać na potwierdzenie tej formy na najnowszym wydawnictwie. Czekam niecierpliwie…

Kiedy ostatnie takty Decline rozbrzmiewały, my już zbieraliśmy się do wyjścia. Było blisko 24 a jeszcze przecież trzeba było zrobić połówkę ze starymi znajomymi. To jak się okazało było błędem, bowiem Infer w końcu dojechał i zagrał mimo pustej sali (respekt dla chłopaków !). Mówi się trudno, żyje się dalej.

Po wypiciu nieokreślonej ilości wódki zapadłem w sen, by następnego dnia wstać i wrócić w poniedziałkową noc (to chyba już norma, że na trasie Katowice – Gdynia musi się coś wydarzyć he he) do Gdańska…

Podsumowując. Ogólnie jubel z okazji dziesięciolecia Decline wypadł naprawdę zajebiście. Mimo drobnych problemów technicznych (Ad Hominem), spóźnialskich (Infer) i braku większych tłumów (ogólnie) impreza okazała się godnym podsumowaniem działalności Decline. Co więcej, gdzieś tam dało się usłyszeć w kuluarach, że być może Ad Hominem w tym roku nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa na Polskiej ziemi…

Zdjęcia pod lekkim wpływem robił Infernal Impressions. Dzięki !

Autor

341 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

1 komentarz

  • fakt, ten grindowy wokal thabela jest faktycznie chujowy, nie powinien go w ogóle używać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *