Degial, Taphos, Rites of Daath, Abhorrent Funeral; Wrocław, Ciemna Strona Miasta; 18.05.2018

Przyznaję, uwiebiam death metal na koncertach. Ten typ muzy grany na żywo zyskuje szczególnie na siłę rozpierdalając wszystko z siłą amunicji przeciwpancernej. A kiedy jeszcze wiadomo, że kapele będą zacne to już całkiem stawiennictwo jawi się , jako mus. I tak było tym razem.

W dniu koncertu do Wrocławia stawiłem się nieco wcześniej, by zdążyć pokrzepić się czymś dla ciała, a następnie uderzyć do Ciemnej Strony Miasta. Byłem nieco przed czasem, więc chwila pogaduszek ze znajomymi, ćmik i można było wbijać do środka. Tam już od wejścia pyszniły się eleganckie stoiska z merchem: Till You Fukkin Bleed, Old Temple (które tego wieczoru zaskoczyło mnie potężnie asortymentem), zaś nieco dalej we wnęce skryło się Godz ov War z górującym nad wszystkim majestatycznie Gregiem. Warto również wskazać, że i przyjezdne kapele rozłożyły się ze swoimi dobrociami, wśród których można było nabyć płytki Degial, koszulki, a także parę fajnych rzeczy od Taphos, w szczególności ich świeżutkiego długograja (za śmieszne 45 zeta). Chwila jeszcze piwkowania oraz przybijana piątek z bdb znajomymi od serca i można było kierować się pod scenę, gdzie zaczynało się rozgrzewać poznańskie Abhorrent Funeral.

Przyznaję, nie słyszałem o nich wcześniej, ale to co zaprezentowali tego wieczoru było pięknym strzałem szpadlem w pysk, by zaciągnąć słuchających do zbiorowej mogiły i wytarzać w brudzie oraz zgniliźnie. Ta mieszanka death/domu z pysznym posmaczkiem punka robiła idealnie na otwarcie. Zebrała całkiem niezłą publikę i zarówno główka, jak również nóżka dziarsko chodziły do tych bezeceństw. Wielkopolanie wydali dopiero jednego długograja, ale jak ktoś się w niego jeszcze nie zaopatrzył, to warto bo ta kapelka zasługuje na to, by śledzić jej dalsze dokonania, gdy będą plugawić ziemię Papieża Polaka. Wśród bezeceństw zaprezentowanych publice wyłapałem Brains!, Why Don’t You Come With Me To The Crystal Lake, They’re Coming To Get You czy The Amityville Horror. Przy okazji chyba już zdążyliście zauważyć te miłe nawiązania do klasyki kina grozy.

Po tak brutalnym wstępie należało oczyścić się gruzu i flaków oraz schłodzić kufelkiem piwa, a następnie zaraz pod scenę bo następne było krakowskie Rites of Daath, na których bardzo liczyłem tego wieczoru. Ich „Hexing Graves” było kapitalnym kawałkiem ciężkiego, jak płyta nagrobna i smoliście gęstego, czarnego death metalu zionącego okrutnie zapomnianymi kryptami, gdzie składa się w ofierze ludzi. I powiem szczerze, że się nie zawiodłem. To co zaprezentowano na scenie dokonało całkowitej profanacji świętości. O taki śmierć metal walczyłem! Warto to wskazać, że publikę brukano nie tylko przy dźwiękach ich zeszłorocznej EPki ale także przywołano kawałki z czasów, gdy kapela funkcjonowała pod wdzięczną nazwą Cemetery Whore, dzięki czemu wśród repertuaru znalazły się między innymi „Sepulchral Phantom”, „Most Holy Death”, „Wandering Ghoul”, a także dwa świeżutkie kawałki z nadchodzącej płyty, zagrany na koniec i ze wszechmiar zajebisty „Mercurian Blod” oraz „Doom Spirit Emanation”. Jeśli cały nadchodzący album ma mieć taki poziom, jak te dwa kawałki to biorę w ciemno. No i nie mogę zapomnieć także o świetnie odegranym coverze Convulse „Incantation of Restoration”. Podkreślić muszę tutaj, że Rites of Daath dało kapitalny występ rzucając na kolana cały klub i spełniając wszelkie pokładane w nich nadzieje. Tak się, kurwa gra death metal!

Po występie publika tłumnie rzuciła się do baru, by ukoić emocje, zaś ja zostałem pod barierkami, bo oto miał się prezentować, prosto z Danii, Taphos. Ciekawy byłem, jak wypadną bo odsłuchy ich wcześniejszych dokonań dawały obraz prawdziwej pustki i beznadziei i spieszę donieść, że sprawdzili się w 100%. Duńczycy wciągnęli całą publikę w zimną otchłań śmierci, zaś zgromadzeni dali się porwać chętnie. Nie trzeba było długo czekać, by rozpoczęły się tańce. Wrocław srogo dokazywał, co nie dziwiło, bo jak tu stać, gdy ze sceny płynie taka muza? O ile Abhorrent Funeral było toną gruzu i flaków, zaś Rites of Daath zaciągało do głębokich krypt na czarne rytuały otchłani, to Taphos reprezentował sobą całkowitą pustkę i beznadzieję, a było to w chuj dobre. Jeśli ktoś z czytelników Kejosa jeszcze się z nimi nie zapoznał, to lećcie to nadrobić, bo naprawdę warto.

Taphos zleciał jak z bicza trzasnął, ale wszyscy byli wciąż w wyśmienitej kondycji albowiem nadciągała dzika nawałnica wojennej furii, Degial! Szwedzi nie pierdolili się w tańcu, tylko od razu przeszli do rzezi zaczynając gładko od „Predator Reign”. Pod sceną doszło zaś do masakry totalnej, co nie dziwi, szczególnie że sam Hampus (któremu, co chwilę ktoś wywalał statyw z mikrofonem) zachęcał do zadawania sobie ciężkich obrażeń. A było przy czym się zniszczyć, bo gniew podsycała piękna przekrojówka po ich dyskografii „Hellstorm”, „Swarming”, „Savager Mutiny”, „Crown of Fire”, „Transgression”, „Chaos Chant”. Całość wieńczyło okrutne „Thousand Spears Impaled”. Degial zdobył Twierdzę Wrocław bez wysiłku, siejąc pożogę, zniszczenie oraz wyżynając niewinnych i słabych. To nie był death metal, czy nawet muzyka tylko bezlitosna maszyna śmierci. Mógłbym napisać coś więcej… ale po prostu się nie da. Poziom wkurwienia przekroczył wszelką skalę i większa ilość słów jawi się zwyczajnie jako zbyteczna. Dodam tylko, że Degial jeszcze odegrał jeszcze kawałek na bis, choć to już łapałem jedynym uchem, bo szedłem na ćmika.

Konkludując, ten koncert był wyborny. Cztery kapele, cztery style dewastacji publiki death metalem na najwyższym poziomie, bogate standy z merchem i dobra miejscówka, zaś wszystko dopięte na ostatni guzik. Wyszedłem z koncertu obolały, sponiewierany ale zadowolony, oby więcej takich spędów! Kto nie był, niech naprawdę żałuje bo przegapił naprawdę kapitalny koncert.

Autor

45 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *