Czort, Halucynogen; Rzeszów, Klub Vinyl; 31.05.2019

Czy da się w Rzeszowie zorganizować koncert Traumy bez Traumy…? Jak nie ma wyjścia to się da. Zajebiście niefartowna sytuacja się zdarzyła, bo główna kapela piątkowego spędu odpadła w czwartek. Co zrobisz…? Pozostaje tylko życzyć zdrowia pałkerowi. Szacunek dla każdego, kto mimo wszystko pojawił się tego wieczora w Vinylu. No i dla organizatora, za to, że cała impreza się odbyła nawet w tak okrojonym składzie.

Ostatecznie wieczór miały umilać dwie kapele: rzeszowski Halucynogen oraz Czort. Stwierdziłem, że warto się pojawić, bo byłem ciekawy obecnej formy Halucynogen jak też chciałem zobaczyć jak sprawdza się na żywo muzyka Czort.

Do knajpy wbiłem jakoś po 19. Zamówiłem piwo, siadłem w palarni na ćmika i zastanawiałem się, czy choć z 40 osób się zjawi… Zdziwienie moje było wielkie, bo gdy wyszedłem po kolejne piwo i okazało się, że klub wcale nie świeci pustkami. Rzekłbym nawet, że ludzi było dość sporo. Zamówiłem, więc kolejne piwo i ruszyłem pod scenę, bo z kwadransem studenckim rozpoczynał swój performens Halucynogen. Zespół ten jest dość dobrze znany w stolicy Podkarpacia. Stylistyka muzyczna mi nie do końca pasuje, ale znajduje w tej muzyce coś dla siebie. Chłopaki niedługo mają nagrywać nową płytę, więc postanowili uchylić rąbka tajemnicy i pograć z niej trochę hałasu. Dalej jest to ten styl i ten rodzaj tekstów. Dla tych, co nie znają: 100% polski język. Jakoś mnie nie porwały te numery, ale jest to solidne rzemiosło w sam raz pod zabawę w popychanego. Miłośników good friendly violent fun kilku się znalazło. Konkretnie to dwóch. Z czego jeden zapytany, na jakim koncercie się znajduje, zapewne nie byłby w stanie wyartykułować odpowiedzi. Ze starych rzeczy zagrali: „Sekta”, „Zdrada” i „Kolekcjoner”. Zabrakło mi trochę „Doktora” i „Pająka”, ale niech im będzie. Z nowych numerów wyłapałem tytuły takie jak „Negatyw” czy „Psychoza”. Zobaczymy jak to będzie brzmieć z płyty. Nie obiecuję, że nabędę, ale zapewne sprawdzę. BTW. W składzie nie ma już Fishdicka.

Po koncercie piwko, papierosek, rozmowy. Faktycznie ludzi sporo przyszło. Powtórzę to po raz kolejny: za cholerę się tego nie spodziewałem. Raczej oczami wyobraźni widziałem pustki w knajpie. Dobrze, że jednak ludziom się chce.

Mimo że kapele były tylko dwie, to udało się wygenerować obsuwę rzędu 35 minut. Ale dobrze: niech bar też sobie coś zarobi. Jakby grali zgodnie z rozkładem, to impreza by się pewnie skończyła, przed 22, co dla mnie byłoby nawet na rękę. Ale dla innych, niekoniecznie. Jakoś 21.35 (a może to była 21.37… Przypadek?) wychodzą na scenę zakapturzone typy z Czort i się zaczyna. Muszę przyznać, że „Czarna ewangelia” mi nie siadła. Nie jest to nic wybitnego, słucha się tej płyty ok, ale czegoś mi tu zdecydowanie brakuje. Koncert miał odpowiedzieć na pytanie: „czego?”. Muzyczny wstęp, za chwilę na scenę wypada wokalista z płonącą księgą. Nie wiem, czy była to biblia, koran czy wegańska książka kucharska. Wiem jedno: po całym spektaklu w całej knajpie jebało rozpałką do grilla. Efekty pirotechniczne, do tego niezły wizerunek sceniczny. Wizualnie robiło to wrażenie… Muzycznie jednak niekoniecznie… Stałem, oglądałem, słuchałem… Miałem nadzieje, że za moment goście przypierdolą solidnie. Liczyłem na to, że muzyka się rozpędzi i zaczną padać trupy. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Kilka osób lekko machało banią. Było za to mnóstwo czasu na selfie z kapelą. Tak. Takie rzeczy się działy. Znudził mnie po prostu ten koncert. Za cholerę mnie to granie nie porwało. Tupnąłem nogą ze dwa razy, dopiłem piwo i poszedłem na autobus bez większego żalu. Ponoć te 15 minut koncertu, na których mnie nie było, wiele by nie zmieniły w moim odbiorze tego horda.

W Vinylu zapewne melanż kręcił się jeszcze długo… U mnie niestety weekend pracujący. Trauma ponoć wpadnie w pierwszym wolnym terminie.

Autor

764 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *