Covan Wake The Fuck Up Tour 2012; Rzeszów, Klub Pod Palmą; 19.01.2012

Pierwsza trasa koncertowa, która zahacza o Rzeszów w tym roku. Trzeba było iść, tym bardziej, że cel szczytny no i skład też niczego sobie, choć nie powiem mogłoby być lepiej (patrz skład w Lublinie) albo gorzej (patrz skład w Olsztynie).

Wpadłem do klubu dość sporo spóźniony, ale liczyłem po cichu na to, że Ciryam i Beheading Machine sobie ominę. Beheading Machine to w sumie trochę żałowałem, ale oni to grają zajebiście często więc gdzieś tam kiedyś jeszcze sobie rzucę okiem.

Niestety Ciryam w ostatniej chwili wypadło ze składu i okazało się, że jak wpadłem do klubu to Neolith już nakurwiał. Dalej tkwiąc w nieświadomości pobiegłem po browara i ustawiłem się pod scena a tu Levi ogłasza, że to ostatni numer… Kurwa szkoda… Ale to, co usłyszałem wystarczyło mi żeby się nieco wkurwić. Po pierwsze to nagłośnienie do bani… Słychać było tylko hałas. Ja rozumiem, że to gwiazda wieczoru ma najlepiej brzmieć i tak dalej, ale no bez przesady… A jak by tego jeszcze było mało to moim zdaniem za głośno. Ponoć nie ma czegoś takiego jak „za głośno” tylko to się po prostu nazywa starość, ale jak muszę barmanowi na migi tłumaczyć, jaki chce browar a bar jest po przeciwnej stronie klubu dość daleko od sceny to chyba coś jest jednak nie tak.

W przerwie rzuciłem okiem na merch: koszulki, czapeczki, bluzy, plakaty z logiem „Covan Wake The Fuck Up”, płyt wręcz symbolicznie. Tymczasem na scenie rozkłada się już Thy Disease. Przyznam szczerze ze kiedyś miałem zajawkę na te ich śmieszne, trochę plastikowe granie z elektroniką zaczerpniętą z gier na Commodore 64, dlatego też poszedłem zapuścić żurawia na ich występ. Wdziałem już ich parę razy, ale ten występ chyba najbardziej żywiołowy no i przyznam szczerze, że przyjecie mieli całkiem dobre, choć średnia wieku pod scena nie przekraczała 18 lat hehe. Ale co zrobisz, nie każdy za gówniarza zachwycał się Deathspell Omega – od czegoś wszak trzeba zacząć. Właśnie – wrócę jeszcze do frekwencji, która o dziwo była całkiem niezła, choć akurat te kapele to trochę ludzi na koncerty przyciągają. Szczególnie młodzieży, ale to chyba dobrze, bo ostatnio zauważam znaczny spadek liczby długowłosych nastolatków kręcących się po mięście. Niech słuchają metalu zamiast progresywnego rocka – wszystkim to wyjdzie na dobre hehe. Wracając jednak do Thy Disease: naprawdę fajny występ, choć trochę krótki. Numery z dwóch ostatnich płyt oraz dwa fajne covery. Pierwszy to był numer Atrophia Red Sun zdaje się kawałek „Infected Tears”, ale nie postawił bym na to nawet piątaka bo już naprawdę sporo lat minęło odkąd przesłuchałem cokolwiek tej kapeli. Niemniej jednak fajny gest, cover kapeli, w której udzielał się kiedyś Covan i to bardzo dobrej kapeli. Nawet, jeśli „Twisted Logic” ujrzałaby światło dzienne w 2012 roku myślę, że była by uznana za innowacyjną płytę. Drugi cover a zarazem i ostatni utwór koncertu to w oryginale dzieło Depeche Mode jak Oracle twierdzi „Enjoy the Silence” ale że brzmienie się niewiele poprawiło od występu Neolith to sobie tylko możemy zgadywać hehe.

W dalszej kolejności scena miała należeć do Virgin Snatch i od razu będę szczery – niespecjalnie przepadam za tą kapelą. Niby tam sobie coś nagrywają, niby tworzą taką muzykę, jaka im w duszy gra, ale mi niestety gra inna muzyka. Koncertowo do zarzucenia nic nie mam, bo chłopaki nie od wczoraj miotają się po scenie i gołym okiem widać, że dobrze się czują prezentując swoją muzykę przed publiką, ale ja tam wolałem sobie jednak piwko strzelić i pogadać (na ile było to możliwe). Zerkając, co prawda od czasu do czasu w kierunku sceny widziałem, że na i pod nią sporo się działo. Zielony dawał z siebie 120% normy skacząc ze sceny i śpiewając pływając sobie na rękach fanów. Niech im tam będzie jak najlepiej, bo widać, że fanów maja sporo, ale ja sobie tam wole czegoś innego posłuchać… Jeden numer, co udało mi się wyłapać jak szedłem na fajkę to był „In the Name of Blood” z płyty o tym samym tytule.

Szybko to strasznie wszystko funkcjonowało, bo minęło, nie wiem, może z 15 minut od zajścia ze sceny Virgin Snatch a tu już Decapitated zainstalowane i gotowe do ostatniego tego wieczoru występu. Do tej kapeli mam stosunek raczej obojętny. Trzeba im przyznać, że tworzą ciekawe rzeczy, są dość znani i lubiani w związku, z czym pewnie większość ludzi przyszławłaśnie na nich. Pod scena faktyczne luda sporo, młodzież kotłuje się zaciekle przy każdym numerze a ja sobie stoję w znacznej odległości od sceny i sączę zimne piwko. Z kawałków, co grało to nie napisze, bo ich dyskografię znam raczej pobieżnie. Choć nie wiem czy w tym przypadku słowo „pobieżnie” dobrze pasuje, bo starszych materiałów to nie słuchałem już wiele lat, a nową płytę przesłuchałem raz i jeśli już się tak dziś uzewnętrzniam to napiszę jednak, że jakiegoś zajebistego wrażenia na mnie nie zrobiła. Ale niech sobie chłopaki grają, maja wiernych fanów i ludzi, którzy dadzą sobie za ich muzykę palec obciąć wiec zajebiście. Mnie tam kręci trochę inna stylistyka. Ale wracając do meritum sprawy: koncert bardzo dobry, solidnie odegrane numery i przede wszystkim brzmienie już całkiem ok (chyba już na Virgin Snatch brzmieniowo było nieźle, ale za bardzo na tym gigu s nie koncentrowałem). Podsumowując całą imprezę: to nie powiem cel szczytny, koncerty nie najgorsze, piwko smaczne i dobrze schłodzone hehe. Jednak ja tam wole trochę inne klimaty, ale jak w Rzeszowie w roku organizowane jest z 10 koncertów metalowych, z czego kilka się nie odbywa ze względu na takzwaną „niską przedsprzedaż” albo inne dziwne powody to nie ma co przebierać, jak coś jest to trzeba dupę ruszyć.

Żeby jeszcze nie być taką mizantropijną, nihilistyczną pizdą to na koniec napisze, że jak by ktoś miał potrzebę nie najebać się w piątkowy wieczór albo, choć odjąć sobie od ryja z dwa browary i kasę przekazać na to żeby Covan nam jeszcze kiedyś zaryczał to podaje dwie strony, na których znajdziecie instrukcje jak wesprzeć ziomala w potrzebie:

www.wakeupcovan.com

www. adrian.org.pl

Zdjęcia są zasługą nieocenionej Sylwii 😉

Autor

701 tekstów dla Chaos Vault

1 komentarz

  • elegancka recenzja, byłam na dwóch koncertach dla Covana-we Wrocławiu i w Rzeszowie
    i naprawdę nie ma co narzekać, we Wro było tak beznadziejnie, że szkoda gadać-2h spóźnienia i knajpa najgorsza z możliwych
    Virgin Snatch na szczęście jak zwykle dało radę, pomimo że nie moja muzyka
    w RZ na szczęście widziałam Neolith, we Wro niestety nie grali
    hail!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *