Burning the Masses: Crystalepsy, Disorder, Oblivion; Jelenia Góra, Klub Alternatywa; 28.05.2016

btmMówią że Jelenia mała. Że nic się nie dzieje… Kłamią rzecz jasna, bo się dzieje i to całkiem sporo, i nieźle się dzieje. Ot choćby w zeszłą sobotę w Alternatywie w której zagościł nieziemski łomot śmierć metalu. I zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam – było zajebiście.

O tym, że w moim mieście będzie gig dowiedziałem się ze strony klubu. Początkowo byłem średnio zainteresowany, ale gdy tylko się przyjrzałem dostrzegłem, że szerzyć zło będzie też Disorder. Zęby ostrzyłem sobie na nich od jakiegoś czasu, nie mogąc przeboleć ominiętego gigu jaki odstawili w Wałbrzychu wraz z Incarnal.

Owa majowa sobota postawiła moje przybycie pod znakiem zapytania ponieważ bieganie w rzęsistej ulewie w górach okazało się krzynkę zbyt srogie, ale nieco blackmetalu przed wyjściem (i garść Apapu) postawiły mnie na nogi.

Na początku już miłe zaskoczenie: w klubie sporo osób, więc biedy z publiką nie będzie. Warto tu zaznaczyć, że niewątpliwym plusem klubu jest fakt iż jest on… mały. Dzięki temu idealnie pasuje do małego miasta i nie razi nigdy pustkami.

Z niewielkim poślizgiem na scenę wtoczyli się wymiatacze z Oblivion. Przyznaję, nie słyszałem ich wcześniej ale poradzili sobie niezgorzej masakrując publikę ścianą gitar i wściekle agresywnego wokalu. Trzeba jednak przyznać, że wrażenie największe wszystkich przykuwała ich perkusistka. Niewielkie, ciemnowłose diablę, które naprawdę zacnie łoiło w bębny nie okazując nawet oznak zmęczenia. Ogólnie wrażenie zrobili na mnie całkiem dobre i na pewno będę śledził ich dokonania. Należy tu nadmienić, że ekipa owa będzie grać też na tegorocznym Dark Feście, więc kto nie załapał się na trasę Burning The Masses ten może ich zobaczyć jeszcze na żywo, a powiadam, że warto.

Następni byli niszczyciele ze strzegomskiego Disorder. Owe trio ma na swoim koncie dopiero dwa albumiki i mam nadzieję, że będzie więcej, bo to, co odstawili na żywo to był nieziemski wpierdol. Jak to w skrócie opisać? Weźcie polskie wkurwienie, zamieńcie je na zimną, bezlitosną furię i odegrajcie w stylu Immolation oraz Morbid Angel. Czujecie aż bęcki na skórze? I tak właśnie gra Disorder, który dosłownie wgniótł w ziemię wszystkich niczym potężny, granitowy blok. Rewelacyjne, sunące nieubłaganie riffy, bezlitośnie niszcząca perkusja oraz brutalny growl Kata dały mi idealną kombinację, po którą poszedłem tego wieczoru. Wśród repertuaru wyłowiłem takie szlagiery jak „Wacht Am Rhein”, „Holy Inquistion”, czy „Decapitation”. Poleciał też jeden wyborny kawałek czysto instrumentalny. Warto było przyjść tu dla nich, bo to, co odstawili było wprost przesiąknięte złem i zniszczeniem.

Ostatni na scenę wjechali Czesi z Crystalepsy. Z kapelami naszych zachodnich sąsiadów miałem już do czynienia i ich granie odbierałem jak najbardziej na plus, więc spodziewałem się, że i tym razem będę zadowolony. I byłem – dawka brutalnego slam/deathu była wprost wybornie serwowana przez czeskie trio, masakrując ze sceny nieustającą kanonadą dźwięku wystarczającą, by rzucić w pląsy sporą grupkę osób. Na plus zaliczam fakt, że zostałem poczęstowany przywiezioną przez Czechów śliwowicą, która smakowała wybornie, a paliła jakby pędzono ją z kopyt samego Diabła, co tylko dodatkowo zachęcało do energicznego machania główką i tupania nogą.

Niestety wszystko co złe musi się kończyć, więc i skończył się gig. Szkoda, bo zleciało to błyskawicznie, a dawka brutalności zaserwowana tego wieczoru przez te trzy kapele była niszcząca i nie zawiodła chyba nikogo, kto tam się pojawił. Jeśli więc któraś z nich będzie szerzyć gniew w Waszej okolicy, to nie szczędźcie grosiwa tylko kupcie bilet i idźcie wspierać śmierć metal, bo to nie będzie czas stracony.

Autor

47 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *