Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

Relacje

Brüdny Skürwiel, Hate Them All; Katowice, Klub Katofonia; 3.10.2020

Każda okazja jest dobra, by poświętować, a tym razem było wyjątkowo, bo oto dwa godne hordy ziemi śląskiej świętowały urodziny. Zapakowałem się więc do pociągu i ruszyłem ku Katowicom. Na miejscu byłem na tyle wcześnie, by pokręcić się w końcu po okolicy celem pozwiedzania, jak również zdążyłem zjeść co (polecam gorąco knajpę Kartofelnik!) oraz zaopatrzyć w pół litra czystej. Sam klub okazał się być położony bardzo blisko centrum, co cieszyło, gdyż choć miejscówka z Black Plague była ekskluzywna, to jednak dotarcie tam bez auta było koszmarne. Sama Katofonia jest eleganckim lokalem z salą koncertową usytuowaną na piętrze, zaś na parterze znajduje się godnie zaopatrzony bar, w którym można było kupić piwo za dobrą cenę. I to niejedno.

Impreza zaczęła się z lekką obsuwą, co nie przeszkadzało, bo można było dopić pieniste oraz porozmawiać ze znajomymi. W międzyczasie na miejsce dołączyła reszta redakcyjnej delegacji w postaci Wojtka odzianego w przepiękny, galowy strój.

Zanim zacznę o samym występie, kilka słów o sali – nieduża, ale wciąż większa, mam wrażenie, niż w Korbie/Fauście. Oraz zaskakująco schludna, aż się człowiek bał brudnymi butami tam włazić. Tymczasem za powitalny wpierdol wzięło się śląskie kommando, Hate Them All.

Cholera, trochę wody w rzece upłynęło od kiedy widziałem ich ostatnio. Ciekawy więc byłem, jak poradzą sobie na żywo po tak długiej przerwie. I nie zawiedli. Ze sceny już od pierwszych riffów poleciała ta ohydna, brudna mieszanka black punku podlana rock’n’rollem. Głowa aż sama chodziła, noga mniej, bo ograniczała mnie kontuzja (co niestety eliminowało mnie też z tańca). Tymczasem Hate Them All się rozkręcali serwując znany i lubiany repertuar, przy czym czuć było, że z każdym kawałkiem otępienie wywołane przesiadywaniem w piwnicy nad flaszką ich opuszczało, a zastępowało je czyste wkurwienie. Od „Time of Hate” przez „Fuckin Whore”, by kawałkiem „Strach” przypomnieć uczucie, jakie winno Wam towarzyszyć, gdy nieopatrznie zapuścicie się między zaułki Katowic. Pochwalić też trzeba za zajebiście wykonane „Open Graves”, gdzie od tego marszowego rytmu dudniła ziemia, a sam kawałek jawił się, jako doskonały do deptania księży oraz wszelkich słabych. Poleciało również wspaniałe „Day of Rope”, „Bastion”, czy wyczekiwane przeze mnie „Black Metal Terrorist”. Tu ze sceny płynęła wartkim strumieniem chęć niszczenia obiektów oraz zadawania ludziom ciężkich naruszeń ciała powyżej dni siedmiu. Na sam koniec zostawiono jednak wisienkę na torcie, w postaci przechujzajebiście wykonanego coveru Impaled Nazarene, w tym „Blood is Thicker Than Water”. Aż serce się z piersi wyrywało. Piękne.

Hate Them All długich sztuk nie gra, dlatego set minął błyskawicznie, ale mówimy tu o jakości. Jeśli miałem jakieś wątpliwości, co do kondycji zespołu, to zostały one pobite, podeptane i oplute. Ci śląscy psychopaci serwują doskonałe strzały na ryj w swoim chamskim stylu, przywodzącym na myśl wpierdol czający się w zaułkach ulic, czy opuszczonych piwnicach. Wyborne.

Potem nastąpiła chwila przerwy, akurat by uzupełnić kufelek ciemnym Kozelem i można było wrac na górę, bo równo o dwudziestej trzydzieści siedem zaczynał grać Brüdny Skürwiel.

O ile przy poprzednich solenizantach ruchy publiki były nieco stonowane, o tyle tutaj czuć było radość, szczęście oraz wypite procenty, bo już od otwierającego seta „Silesian Metal Attack” pod sceną rozpętało się piekło. Zamieszki trwały bez ustanku, zaś panowie Muzycy bez wytchnienia serwowali kolejne strzały na ryj, między którymi znalazły się klasyki śląskiej muzyki ludowej w postaci „666”, „Thrashfire”, „Satnik Thrash”, „Triumph of Wrath”, a także ku zaskoczeniu wszystkich na tę wyjątkową okazję, jaką były urodziny odegrali cover niespodziankę. Czyj? Podpowiedzią ze sceny było „wspólne hobby Papy oraz wokalisty coverowanego hordu”. Nie mylicie się, szybka kanonada prostackiego, pijackiego thrashu została przerwana wybornie wykonanym kawałkiem Inquistion. Tempo zwolniło i o dziwo chłopakom bardzo dobrze wyszło to interludium. Oczywiście, to tylko jeden utwór, więc już po nim od razu wrzucili piąty bieg napierdalając ile fabryka dała. Należy tu wspomnieć, że na scenie zgromadzono pokaźny zestaw Żubrów, którym solenizanci raczyli publikę podczas występu. I nie był to koniec niespodzianek, bo równo o godzinie papieskiej harce przerwano, celem celebracji ascezy. No, przesadzam krzynę, ale w swoim stylu Skürwiel podzielił się radością częstując publikę kremówkami (tak dobre, że czuć było na ciele delikatny dotyk Papy. Chyba, że to był Wojtuś, ciemno było). Następnie rozdano też wafelki, przez niektórych opłatkiem zwane. Zaraz pewnie ktoś z czytelników sapnie „trochę cringe, gościu”, ale do ciężkiej kurwy niepoliczalnej! To nie jakiś smutny, jak jebany pogrzeb, depresyjny black, a Brüdny Skürwiel, znany z dystansu, głupawych akcji oraz przypominam, że to były ich urodziny. Więc wszelkie durnoty były wskazane. Po tym, jakże uroczystym akcie, powrócono do napierdalanki, bo z uwagi na ograniczenia impreza musiała się zakońzyć o dwudziestej drugiej, a tu jeszcze trzeba było wyszydzić świętości przy „Evil Rock’n’Roll” oraz „Queen of Hellfire III”.

I koniec! Chwilę po dziesiątej impreza się zakończyła i można było iść się napić. O Brüdnym Skürwielu rozpisywałem się już sporo w ostatnich relacjach, ale przypomnę tylko: są przepopierdoleni. Ich chamski styl uderza do głowy niczym mieszanka piwa, wódki oraz bimbru i takoż dewastuje słuchającego. W moim sercu mają specjalne miejsce obok Pana Jezusa, bigosu oraz VIP Passa na Pornhubie. Tego wieczoru dojebali potężnie, choć muszę przyznać, że nie tak dawno w Liverpoolu było bardziej dziko, ale myślę, że to wina świeżej miejscówki – jakby melanż był taki, jak wtedy, to na pewno kolejne imprezy stałyby pod znakiem zapytania, a tak jest szansa.

Po tym wszystkim pozostało jedynie afterparty, z którego jednak zrezygnowałem, bo musiałem być w formie, a wiedziałem, że żywy z nasiadówki bym nie wyszedł. Ale ponoć było wspaniale i duch koleżeństwa był tam silny. Jak zaś mam ocenić sam koncert? Zajebisty. Minusem może był mały rozpierdol, ale, jak wcześniej wspomniałem, zwalam to na karb nowej, eleganckiej miejscówki. Muzycznie oba hordy zostawiły po sobie pożogę wraz ze zniszczeniem. Brüdny Skürwiel, jak zawsze, trzymał wysoki poziom zdegenerowania, ale i Hate Them All pokazało, że nie są gorsi, i poniewierają równie potężnie, niczym domowej roboty śliwowica pita pod tanie szlugi. Jak ktoś nie był, niech żałuje. Jest czego.

Avatar
Autor

84 tekstów dla Chaos Vault

Przemądrzały, gruby chuj. Miłośnik żarcia, alkoholu i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kejosowe miejsce spotkań

Powiedzieli...

Polecamy jeszcze

Newsy

  W wieku 45 lat odszedł Timo Ketola, fiński autor grafik. Timo stworzył okładki dla takich zespołow jak Antaeus, Chapel of Disease, Dead Congregation,...

Newsy

19 pażdziernika nakładem Devoted Art Propaganda ukaże się spilt Gruzji z rosyjskim Neon Scaffold. Materiał będzie nosił tytuł „Konflikt” i ukaże się na 12″...

Newsy

Połączone siły Ouroboros i Pestis Spiritus ! Split-zine w duchu podziemnego Black Metalu przeciwko nowoczesnemu Światu. OUROBOROS nr 2 Obszerna recenzja i komentarz do...

F-J

Wydawca: Black Death Production I cyk kolejny debiut wpadł mi w łapska. Tym razem EPka włoskiego Ghostlord „Abyssic Death Masters”. I przyznam, że tytułowe...

Copyright © 2004 - 2020 Chaos Vault