Bring Out Your Dead!: Nuclear Holocaust, Hate Them All, Witchfuck, Dead Mind; Wrocław, Ciemna Strona Miasta; 10.02.2018

Ledwo opadły emocje po FOAD w Krakowie, a już pojawiło się ogłoszenie o gigu pod sztandarem Bring Out Your Dead!, gdzie krzyże miały być deptane przy akompaniamencie takich zacnych trup jak Witchfuck, Nuclear Holocaust i Hate Them All, a także Dead Mind. Jak tu więc się nie stawić?

Sobota. Doskonały dzień na gig. Pod Ciemną Stronę Miasta (a jakże!) stawiłem się wcześniej. Na miejscu przywitanie z bdb znajomymi od serca, potem szybkie orzeźwienie zimnym Skalakiem i rzut oka na merch, gdzie elegancko prężyły się dobra wszelakie od Nuclear Holocaust oraz, co dla mnie najistotniejsze, Hate Them All, których to długograja udało mi się w końcu dorwać.

Jak to w Ciemnej, nie obyło się bez obsuwy czasowej, ale że nie spieszyłem się tego dnia, to spokojnie poczekałem na otwieracz, za który robiło wrocławskie Dead Mind. Nie powiem, nawet zacnie się tego słuchało. Solidny tech death z całkiem niezłym wokalem udatnie rozgrzewał publikę przed następnymi niszczycielami. W międzyczasie zauważyłem, że frekwencja robiła się powoli niezgorsza, choć nie ukrywam, że mogłoby się pojawić więcej narodu. Z kawałków wyłapałem, iż sprezentowano publice „Mental Confrontation”, „Dead Mind”, czy całkiem niezgorzej wykonany cover Bathory „Woman of Dark Desires”.

Rozgrzany już po występie Wrocławian udałem się uspokoić targającą mną burzę emocji zimnym pienistym, zaś na scenie lokowało się w międzyczasie Witchfuck. Band stosunkowo świeży, bo założony w zeszłym roku, w skład którego wchodzą bluźniercy m.in. z Offence, czy Poisoned. Ich debiucik wydany przez Old Temple robił mi nadzwyczaj dobrze swoim black/thrashowym sznytem podlanym obskurnym, pijackim, punkowym brzmieniem, dlatego też nie spodziewałem się słabizny. I jej nie było. Bez zbędnego pierdolenia riffy rozpoczęły zadawanie solidnych razów, uzupełniane przez chłoszcząca perkusję i świetnie pasujący tu wokal Marosa. Całość idealnie nadawała się pod soundtrack do pijackiej bójki w knajpie i aż żal, że Wrocław nie tańcował zbyt chętnie ale to już typowe w tym mieście. Minusem była długość setlisty, pojawiły się jedynie kawałki z debiutu tych zacnych bardów, czyli „Disgusting Rick’n’Roll”, „Bad Deadly Bar”, „Unholy Cunt”, a na koniec zaś poleciało siarczyste, niczym strzał na odlew w pysk, „Violence Now”, będące rzecz jasna coverem GG Alina & Antiseen. Myślałem, że jeszcze coś nowego zaprezentują, ale cóż… Szkoda, naprawdę szkoda, że to minęło tak szybko, bo aż się chciało słuchać tego brudu od którego krew się gotowała, by dać upust emocjom w poprzez zadawanie ciężkich obrażeń.

O całkowitym braku minusów mogę mówić za to o występie heroldów nienawiści i piewców wpierdolu, katowickiego Hate Them All. Jak ja lubię ten ich brudny black metal podlany często punkowym sosem. Dane mi ich było oglądać w Krakowie niedawno, więc wiedziałem, że na żywo chujowo nie będzie ale to, co zaprezentowali Ślązacy rozjebało klub na kawałki. Tempo, jak i ilość agresji wylewającej się ze sceny były niemal dwa razy większe niż na FOAD, przez co stanie w miejscu było niemal niemożliwe. Do tego ze sceny częstowano tańcujących czystą (chyba Soplica ale nie jestem pewien, tyle się działo, hehe). Podobnie jak przy Witchfuck, nie było zbędnych wstępów tylko od razu skierowano w publikę ostrą amunicję w postaci „Śmierci”, by następnie poleciały takie strzały, jak „Fucking Whore”, „Krew”, „Hatehammer”, „Destroyer of Bones”, „Black Metal Terrorist”. Zaprawdę, zaprawdę powiadam czytelnikom Chaos Valut, piękne to granie było. Brudne, wkurwione, bezlitosne, a jednocześnie dopieszczone w każdym calu. Przeczuwam, że ich „Defenders of Black Throne” będzie bezlitośnie powalało na ziemię i kopało leżących podkutymi buciorami. Przyjechałem do Wrocławia specjalnie dla nich i absolutnie mnie nie zawiedli.

Imprezę zamykało komando ze Świdnika, Nuclear Holocaust. Nie dane mi ich było jednak było słuchać bezpośrednio, gdyż należało załatwić pewną ważną sprawę (a której efekty będziecie mogli poczytać niebawem), ponieważ jednak w Chaos Vault jesteśmy nie tylko dostojni ale i zdolni, łapałem jednym uchem, co tam się wyprawiało na scenie, i przyznam, że torturowano publikę całkiem sprawnie. Kapelę po raz pierwszy widziałem na pierwszej edycji Into The Abyss, gdzie zaprezentowała się całkiem znośnie, tutaj zaś ze soczyście mielono zebranych na bezkształtną masę mięsa i kości. Postęp był aż nadto słyszalny.

Manewry zakończyły się jakoś nieco po północy. Pozostało więc tylko wrócić na miejsce spoczynku, by dojść w spokoju do siebie. Przyznaję, ten koncert był kapitalny. Doskonale dobrany doskonale dobrany, zaś wykonanie sonicznej chłosty przez każdą z kapel było świetne. Jedyny minus to taki, że chciałoby się więcej jeszcze, no ale nie ma aż tak dobrze. Kto nie był, niech żałuje, bo przegapił jeden lepszych gigów we Wrocławiu.

Autor

49 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *